|
Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Kolejny wypad na grań Małej Fatry - październik 2016
Motto (dedykacja własna dla JarkaRZ): "Jarek, nie wszycy potrafią po takiej eskapadzie, jak Ty w Wielkiej F., powrócić do tego samego środowiska i z jeszcze większym zaparciem próbować swoich sił na błotnej ślizgawce w Małej F., i to na trawersie Stoha i zejściu do Sztefanowej. Ty z tego zadania wywiązałeś się i ponownie wsiadłeś do naszego pociągu górskiego. Gratulacje ode mnie."
Nastał czas, kiedy kolejni forumowicze GŚ, którzy nie zaznali szczęścia poznać na własnych nogach Małą Fatrę, otrzymali możliwość tego dokonać. Trzeba było coś z tym fantem zrobić. Jedynym rozwiązaniem było umożliwić części tej gromady przedreptania po tych ładnych górkach. Było to też takie małe przypomnienie majowej biby z 2009 roku. Co tam robili, jak było i co z tego wyszło, próbuje poinformować niżej podana relacja.
Dane techniczne:
DOBA : 21. 10. - 23. 10. 2016
PRZESTRZEŃ: Krywańska Mała Fatra (MF)
OBIEKT (do spania): Chata pod Suchym, Chata pod Chlebem
ODLEGŁOŚĆ: 6,5 km, 12 km, 13/11,5
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 803/87 m, 1223/894 m, 1042/1808 m / 730/1495 m
CZAS (według mapy): 6:19 godz., 4:56 godz., 5:13/4:13 godz.
OSOBY:
- forumowe - Beskidniska, Fazik, Hemli, JarekRZ, Pedro, Snieshka, Stasiu, Szewczyczek, TomaszRZ, Tomtur
Dzień pierwszy, piątek - byleby do chaty
Prognozy pogody na ten dzień zbyt nie napajają optymizmem. Jednak na dzisiaj nie mamy tego sporo do przedreptania. No i świadomość tego, że w Ch/p/S jest piec z przygotowanymi wieszakami do suszenia, nie ubiera nam nic na zachowaniu dzisiejszego planu. Gromada, żeby wystartować na wyprawę, musi się najpierw zaznajomić z metą. Zlot następuje w Sztefanowej. Najpierw ja z Tomturem rekognoskujemy teren.
Rozsutec samotnie stoi w deszczu. Wiocha zamknięta na cztery spusty. Nawet parkingowego nie ma. Ten później jednak na nas poczeka do niedzieli. Po nas nadjeżdża grupa środkowa w postaci Pedro, Hemli, Snieshka i Szewczyk. Z grupą wschodnią (Beskidniska, Tomasz i Jarek, obaj RZ) umawiamy się w Strecznie. Czekamy na autobus na szczęście pod dachem zamkniętego na dwa spusty baru zaraz obok przystanku.
Nawet chęci na Bernarda (jak pisze na szyldzie) musimy sobie odpuścić. Długo się nie widzieliśmy i dlatego czekanie na autobus nam szybko ucieka. Krótko po południu zwijamy się ze Sztefanowej i z międzylądowaniem w Żylinie, wyskakujemy na przystanku kolejowym w Strecznie. Nie czekamy na grupę wschodnią stojąc na deszczu, ale w cieplutkim pomieszczeniu, które można nazwać przystankową restauracją.
Nas nie widać, ponieważ jesteśmy w środku, ale nie zawsze tak bywało.
Tradycja nakazuje zawsze przeprowadzić przed wyruszeniem na wyprawę naradę bojową. Jesteśmy wtedy prości wszelakich niebezpiecznych lub nieprzyjemnych niespodzianek. Kiedy jesteśmy w komplecie (Fazik dołączy w sobotę) możemy wyruszyć. Do Ch/p/S chcemy dotrzeć jeszcze przed porą, kiedy w lesie przebierają władzę różnego rodzaju dziwadła. Te mają tylko jedno zadanie - straszyć uczciwych turystów, którzy zrobili jeden błąd - nie dotarli do celu jeszcze nim kury poszły spać.
Powoli przestaje padać deszcz. Od teraz pogoda będzie tylko lepsza. Pierwszym klasycznym postojem na drodze do chaty jest Stary Hrad. Szewczyk i Hemli się boją duchów i dlatego pomknęli dalej, reszta odbija podziwiać stare mury zamczyska. Ja w tym miejscu mam zawsze jedno zadanie do odrobienia. W oknie z widokiem na Wag uwiecznić bibowiczki, jak coś w rodzaju nowoczesnych "białych pań". We swym archiwum miałem tylko jedną bardzo znaną forumowiczkę w dwu ujęciach.
- Biała Pani z roku 2009
- i ta sama pani z roku 2012
Teraz powiodło mi się z naszej trójki uwiecznić następne dwie
Hemli z nami tutaj nie było. Kolejnym przystankiem na trasie jest tzw. "postój przy pieńku", to jest miejsce zaraz za pierwszym podejściem. Wtedy pokazuje się nam po raz pierwszy Suchy i Ch/p/S, z której widać czy się dymi z komina, czy nie. W tym roku widziałem "psińco" i dlatego muszę znów przytoczyć historyczne zdjęcia.
- tak odpoczywaliśmy w 2009
- w roku 2013 było lepiej widać
Pierwsze podejście jest dla mnie zawsze trudniejsze. Kiedy wychodzę na mniejszą prostą, wiem, że mnie czeka jeszcze kolejne podejście rozdzielone na dwa mniejsze. Koniec drałowania jest na górze Pleszel. Odtąd do schroniska jest jeszcze z pół godziny, ale już na prostej. Nie chce mi się wspominać o Pleszelu. Tutaj też bywa uwiecznianie tych samych scen. Zawsze znajdzie się jakiś bibowicz, który po wycięczającym gramoleniu się do kopca, prosi o piwo, nawet na kolanach. W tym roku nie była do tego usposobiona pogoda.
Tylko nie wiem dlaczego Tomtur zamiast pytać o piwo na kolanach, rozbierał się do pół pasa. Ja na chatę docieram gdzieś o 17:30 tj. po trzech godzinach.
Powoli naciągam do siebie wewnętrzną atmosferę. Piecyk jedzie na całego. Ja tak intensywnie suszę rzeczy, że przypalam sobie rękawy jednej kurtki. No nic, jakieś straty są dozwolone. Wieczór, jak wieczór. Klasyka. Rozdzielanie pokoi na chrapiących i niechrapiących. Potem już tylko integracja. Było tego sporo do gadania. Szkoda, że nie było kogoś nowego. Staramy się wieczorem przekazać nasze zjawy do webkamery, jednak najpierw się nam nie chce wytknąć nosa z chaty i później miejsce przed kamerą pilnuje duży bernardyn, z którego miał respekt i sam Tomtur. Mirek, jako nadworny dyżurny przy kamerze musiał tym razem utrzeć nosa.
Wojtek na dobranoc nam pokazuje z autobusu jak będzie wyglądała nasza biba.
cdn...
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 25-10-2016 09:09 PM |
|
 |
Fazik
Kierowca TYRa
    
Postów: 6,690
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
|
|
| 26-10-2016 05:08 AM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Bystro Stasiu zaczął, i dobrze, tak na gorąco
Hej ho, zwariowana przygodo!
|
|
| 26-10-2016 06:30 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Dzień drugi, sobota - w oczekiwaniu słońca
Dzisiaj nas czeka pierwsza połowa grani. Od rana słońce walczy z mgłą. Kiedy Mirek patrzy na webkamerę, to widzi mgłę. My wychylamy głowy na zewnątrz i wita nas słońce. Ta walka będzie trwać dłużej. Śniadanko pałaszujemy w spokoju. Nie ma się dokąd śpieszyć. Cały dzień przed nami.
Ekipa gotowa do wymarszu. Wory na plecy i jadziem. Zaraz na początku czeka nas chodnik rozgrzewkowy na Jaworinę. Tyle razy tu szedłem i wnet mi się przypomina, że to tylko namiastka tego, co nas dzisiaj czeka. Po 15 minutach na Jaworinie zwrot o 180 stopni. Na programie jest miły tomturowy chodnik aż do Siodła pod Suchym.
Zwłaszcza odcinek, kiedy się przechodzi przez bukowy lasek. Istne magiczne miejsce. Fotograficy wypstrykiwali tutaj swoje wytwory. Od siodła Suchy zawsze najlepiej się prezentuje.
Jednak w danym czasie władzę przejęła mgła i sporo z niego nie było widać. Szkoda, że nie mogłem posmakować przejawu uczuć bibowiczów, którzy jeszcze tutaj nie byli. Faktycznie zalecam wszystkim dojść do tego miejsca. Jedno z ładnych miejsc górskich na Słowacji. Trochę na grani odkryły się Białe Skały, ale te są więcej oddalone i nie mają takiego powalającego widoku. Wiem co mnie czeka i dlatego nie zatrzymuję się w siodle. Wystarczy parę metrów podejść i wszystkie moje organy zabezpieczające przesuwanie się po linii pochyłej, niemal prostopadłej, pracują na maksa. Stromizna z tej strony ma też dwa odcinki. Nieprzyjemny las, który trzeba z zaciekłością sobie własną przejść i drugą część kosówkową, gdzie ewentualne odsapywanie nagromadzonego zmęczenia można już sobie ukrócić oglądając widoki.
Wnęka we mgle umożliwiła mi zobaczyć w dole grań Jaworiny ze wspominanym magicznym laskiem i łąką w siodle. Nasza ekipa była rozciągnięta po całym zboczu. Każdy za siebie musiał przejść tą "drogę przez mękę". Na dodatek od 1300 m wstępujemy do krainy, która powoli okrywa się już (może i na trwało) białym płaszczem. Na razie śnieg tworzy taki przyjemny koloryt krainy. Jednak trochę dalej zaczyna już na szlaku pokazywać pierwsze rogi. Na szczycie Suchego miła niespodzianka. Świat się nam odkrył.
Tym razem pozwoliłem się uwiecznić na tle Małego K. Prosto przed nami są podawane fantastyczne widoki. Aparaty idą w ruch. Zwłaszcza nowi faternicy są w transie i z aparatów aż im się kurzy, żeby dopełnić swoje archiwa.
Czas na odpoczynek i infiltrowanie atmosfery tego miejsca. W samą porę. Kiedy zaczynamy dalej kontynuować nasze przejście, ciesząc się, że będziemy podziwiać widoki, to ktoś wziął i jednym ciągiem nam to wszystko zakrył. Jak by ktoś zakrył okno grubą zasłoną. Przed dojściem do Małego czeka nas zmaganie się z Białymi Skałkami i Straceńcem. Białe poradzą potrapić. Trzeba w tym miejscu przechodzić ostro z jednej strony grani na drugą lub podchodzić/schodzić po skale, która nas zmusza do użycia przedniego napędu.
Straceniec mniej nas potrapi, ale też nam dawkuje swoją porcję górskiej huśtawki.
Prezentacja bibowiczów na tle wierzchołków Białych S. i Straceńca w mglistej zasłonie nie może być nieudokumentowana. Tomtur umie pocieszyć. Byle do Straceńca. Potem już fajny chodnik aż na szczyt Małego. Co tym fajnym chodnikiem myślał, tego nie wiem, Chociaż na dłuższy okres kończą się kręcistopy. Kiedy opuszczamy odcinek naszej trójcy Suchy/Białe/Strateniec i za siodłem Priehyb zaczyna na nas w pełni oddziaływać Mały, zaczyna się ze zasłoną coś dziać.
Folguje. Nawet widzę młodych jak zmagają się z pierwszym podniesieniem Małego. Żeby jednak było nam dane okosztować dalekich widoków. Zobaczymy. Goście idą i Mały niech zrobi po swojemu. Ja osobiście lubię to podejście. Nie jest to taki "wyciskacz tchu" jak na Suchy. A to na dodatek śnieżny kożuch robi się już sporo gruby.
Beskidniska ogląda czym my ją to właściwie posmykali w tej mgle. Teraz może na pełne oczy widzieć charakterystyczną sylwetkę wyżej wspominanej trójcy zakończonej siodłem Priehyba. Tuż pod wierzchołkiem jestem już pewny, że Mały jest z naszych odwiedzin przychylny.
Dla mnie to podwójna radość. Nowi mogą podziwiać to najlepsze co oferuje Mała F. Jest 13:30. Trochę dłużej nam to trwało. Jednak my w każdy przyjazny moment przerywaliśmy dreptanie i dokonywaliśmy czynności, które nie są uwzględnione w czasowej osi drogowskazów.
Na Małym sporo posiedzieliśmy. Nasze oczy przyciągał kolejny nowy widok. Teraz to głównie prezentował się Wielki. Za nim na prawo wystaje Chleb i pod nim ma być nasz dzisiejszy cel z chatą o tej samej nazwie. Za wzmiankę jeszcze zasłuży, całkiem w lewo stojący, Rozsutec. Ten na przetrząśnięcie przyjdzie dopiero jutro. My byśmy na Małym posiedzieli dłużej, ale chłodny wiatr nas przegonił i pokazał którędy się mamy zwijać.
Hemli wygląda na uszczęśliwioną, że ma Małego już za sobą i może całkowicie skupić się na Wielkiego. Szlak między Krywaniami kolejny raz mieni swoją charakterystykę. Zejście z Małego na pewnych odcinkach jest przeprowadzony trawersem ostrego zbocza. Chwila nieuwagi i człowiek może sporo zjechać w dół ryjąc buzią w trawie/śniegu.
Zdjęcie zasługuje jeszcze na jedną notatkę. W środku widniejący przedwierzchołek Wielkiego Piekielnikiem się zowie. Jest to kolejne miejsce w Małej F., na które bibowicze GŚ mają specjalne uczulenie, ale o tym za chwilę, kiedy tam dojdziemy. Przechodzimy siodło Bublen i rozpoczyna się ostateczna gra na podchodzenie pod Wielkiego.
Wsteczny widok na Małego i prawie przejdzioną grań daje nam do świadomości, że słońce powoli chyli się ku zachodowi i bezzwłocznie trzeba dymać, żeby nie zaliczyć zachód słońca na Wielkim.
No i ustalona fota na Piekielniku. Tradycyjna. Zawsze jest problem ustawić gromadę do potrzebnej pozycji. Jednak jakoś się udało i czytelnik ma możliwość zgadywania ustawienia poszczególnych bibowiczów. Nim schowałem aparat, pozostali pognali ku Wielkiemu. Coś ich przyciągało, że się tak śpieszyli. Trudno potem dokumentować jakąś akcję, kiedy na zdjęciach bibowicze są w postaci małych punkcików.
Kiedy dochodzimy do tzw. grani Krywania, zwiększa się nasilenie turystami rządnych odwiedzenia Wielkiego. Bliskość kolejki jest widoczna.
W tym czasie dostajemy informację, że ostatni bibowicz, w osobie Fazika, wyjeżdża kolejką i na Snilowskim poczeka na nas. My mamy jeszcze jedno zadanie do odrobienia. Odwiedzić Wielkiego.
Bez straty na ludziach udaje nam się to zadanie uskutecznić. Tylko te uśmiechy na ustach bibowiczów są jakieś takie więcej zamarzłe. Zimno i wiatr jeszcze większe niż na Małym. Też na wierzchołku zbytnio się nie bambylamy. Tylko parę pstryków i w nogi. Czeka nas Ch/p/Ch i zmarznięty Fazik. Szybko się z nim witamy i ruszamy ku chacie. Mamy przed sobą jeszcze 25 minut. Po drodze informuję naszego dyżurnego przy webkamerze (Mirek), że ma nas powoli wyglądać. Co widział? Musi sam powiedzieć. Do chaty dochodzimy o 17:00 tj. cała trasa i z przystankami nam trwała 7,5 godziny. Atmosfera chaty jest całkiem inna niż tej pod Suchym. Jadalnia mniejsza, bez pieca, ale więcej turystów. Nas lokują pod dachem w dwu kojach. Nie ma szans na jakąś kulturę bibowiczów przy stole. Dyżurny przy kamerze chyba zauważył, że ja z Tomturem pałaszujemy kolację na polu. Wieczorna integracja odbywa się na poddaszu naszego legowiska. Jednak i tak jest dobrze. Ja już się cieszyłem na Filipkę i jej niewywracalną atmosferę.
Fazik i Hemli życzą wszystkim dobranoc ze Snilowskiego Siodła.
Cdn... po weekendzie
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 27-10-2016 07:02 PM |
|
 |
Beskidniska
   
Postów: 311
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Apr 2016
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
tam nasze aparaty szły w ruch aż się kurzyło... też podglądaliśmy, bo nie tylko w końcu Stasiowi wolno fotografować nas w każdej pozycji, w tym ze zwisającymi z nosa gilami (przepraszam za niesmaczne określenie)
Mnie się udało podejrzeć Stasia w ubiorze (albo jego braku!), jakiego sobie nie wyobrażałam w tych zimowych warunkach, i zastanowił mnie nie tylko poziom, ale i powód tego szaleństwa, ale tego Stasiu nam nie objaśnił... fotka załączona...
potem faktycznie przepiękna grań, z Białymi i Strateńcem, która sporej fizycznej ekwilibrystyki wymagała, tu szacunek dla Jarka i jego radzieckiej anteny, przyjrzyjcie się fotkom, rasowy turysta Choć chyba każdemu, nawet przyzwyczajonemu do ciężkiego "wora" takie skałkowanie, podchodzenie na czterech, zjeżdżanie na tyłku - trochę życie urozmaiciło...
Chcę dorzucić jeszcze od siebie inną Stasiową fotkę, tak znów w ramach podglądania, tym razem mam Stasia w słońcu, takie widmo szliśmy wolniej bo nawet starych wyjadaczy fatrzańskich widoki na nagle odsłoniętą grań Suchego po Strateńca ruszało i zapierało dech... nawet jeśli niejedno się już widziało...
I ostatnie Stasiowe zdjęcie już pozowane, bez podglądania. To wciąż ten sam dzień, zatem nie będę ujawniać planów na jutro, ale wszystko widzicie jak na dłoni za Stasiem 
|
|
| 28-10-2016 10:35 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Nie wiedziałem, że oprócz Tomtura z moim aparatem jestem uwieczniony w negliżu i przez kogoś innego. Jakoś tak polecam w euforię przy takiej pogodzie.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 28-10-2016 02:35 PM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Nie wiedziałem, że oprócz Tomtura z moim aparatem jestem uwieczniony w negliżu i przez kogoś innego.  Jakoś tak polecam w euforię przy takiej pogodzie. 
Euforia - no tak - to może tłumaczyć, że mi się tak wcięliście w zdjęcie 
Tomtur o mało mnie nie zasłonił, choć z drugiej strony starał się przytrzymać flagę 
Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
|
|
| 28-10-2016 03:21 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Kto jeszcze?
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 28-10-2016 04:15 PM |
|
 |
JarekRZ
  
Postów: 58
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2014
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Stasiu dziękuję za dedykację, ktoś musi zabezpieczać tyły 
Była Wielka, teraz Mała, co dalej?
|
|
| 29-10-2016 12:01 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Jaro wschód na W.Rozsudku
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 29-10-2016 03:45 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Stasiu dziękuję za dedykację, ktoś musi zabezpieczać tyły 
Była Wielka, teraz Mała, co dalej?
Jeszcze nie skończyłem. Ten weekend jestem w innych kopcach i zakończę aż w tygodniu pracy.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 29-10-2016 05:43 PM |
|
 |
JarekRZ
  
Postów: 58
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2014
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Jaro wschód na W.Rozsudku 
kiedy?
|
|
| 30-10-2016 12:46 PM |
|
 |
grizzly
    
Postów: 1,250
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2013
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Zauwazylem ze wam snieg dopisal sie na tym wyskoku
|
|
| 31-10-2016 05:07 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Dzień trzeci, niedziela - czy tego przypadkiem nie ma za wiele
Rano wszyscy wyskakujemy wcześnie z wygrzanych pieleszy. Trzeba zawczasu zgłosić się na śniadanie, żeby zyskać lepsze ustawienie przy stole w jadalni. Udało się. Czas od czasu ktoś wyskakuje od śniadania i stara się uwiecznić akuratny wschód słońca. Nigdy nam nie jest wiadomo, kiedy znów rozleją mleko. Mnie się wschodu nie udało ująć.
Ja mam tylko normalne, post fakt. Ostatnie pakowanie i raźno wyruszamy. Czekają nas dwaj wyborowi przyjaciele o dwuznacznych nazwach - Stoh i Rozsutec. Chata jest usytuowana tak, że musimy sobie odpuścić Chleb i Hromowe na głównej grani. Podchodzimy do Siodła za Hromowym, które dawkuje nam swoją fazę rozgrzewczą z widokami.
W tym miejscu dmuchający wiatr był jeszcze do wytrzymania. Jednak wyjściem na grań dał o sobie znać zaznaczając, że dzisiaj to on będzie się panoszył na górach i trzeba się z nim liczyć. Chowiemy się za grań i czekamy na Fazika. Tutaj kończy się jego mini wędrówka z nami na bibie.
Podczas wypijania pierwszej herbatki z termosa penetrujemy następny odcinek. Nie będzie tak źle. Północne Stieny i Południowy Gruń nawet są tylko lekko pocukrowane. Ta właściwe "karmienie węża" przyjdzie dopiero za nimi.
Robię zdjęcie Fazika, jak podchodzi do siodła. Można w przyszłości powiedzieć ...i Fazik też był. Jego na odwrót czekają Hromowe i Chleb. Zbytnio się nie łączymy. Spotkanie na Filipce powoli stuka do drzwi i tam się ponownie zobaczymy. Sentymenty nie są na programie dnia. Kolejny odcinek, jak już uprzednio pisałem, jest coś w rodzaju psychologicznego przygotowania się do dwu naszych głównych celów.
Pozwolę sobie znów przytoczyć sobie jedno zdjęcie z biby 2009 roku, jak się wtedy Sokół i Tomtur prezentowali na rozłożystych Południowych Stienach z tłem. My tym razem minęliśmy o parę metrów to miejsce i dlatego nie udało mi się uwiecznić kolejnych forumowiczów na mitycznym miejscu Małej F.
Wydawało by się, że mało śniegu, mały problem. Nie zawsze tak jest. Zwłaszcza schodzenie po takim chodniku, gdzie tysiące podobnych ludzików jak my podreptało ten chodnik. Świeżutki śnieżek zamienia się wtedy w zdradliwą ślizgawkę. Można wtedy zaliczyć schodzenie po tyłku lub, co gorsza, po buzi. Dojście do Południowego G. odkrywa nam nowe widoki. Nie myślę o tych na S i R, te nas straszą już od dłuższego czasu, ale te łagodne z widokiem na dolinę pod nami ze Stefanową.
Zaplanowany postój odkładamy na trochę dalej. Wiatr nam przypomina, że nie musimy mieć aż tak fajnie na trasie. Żeby wyjść 400 m na Stoha, to trzeba najpierw z Południowego G. zejść 200 m.
Potem się schodzi kolejnych 500 m, żeby zaliczyć kolejnych 500 m podejścia na Rozsutka i tam też pokochać się widokami.
Temu ja mówię górska huśtawka. Nikt nie wpadł na pomysł wybudowania wiszącego mostu. Kawałek pod Południowym G. robimy kolejną przerwę na herbatkę i żeby nabrać porządnie powietrze w płuca. Startujemy. Ja przed wyciskaczami tchu nigdy nie zwlekam. Chcę to mieć czym prędzej za sobą. Nawet w ... lasku jestem mile zaskoczony. Nie ma tutaj powiestnego błotka. To jest jeszcze skute nocnym mrozikiem i słońce o tej porze nie naruszyło tego podkładu.
Jednak nie ciągle tak ma być. Zatrzymujemy się w miejscu, gdzie odbija żółty szlak tzw. stohowy skrót. Tutaj z nas spada euforia i zaczynamy realnie myśleć. Przy takim stanie rzeczy i czasie nie damy rady odwiedzić oba wierzchołki. Gdyby był w planie jeszcze jeden nocleg, to by się dało, ale tak. Trzeba przecież do domu powrócić jako normalni ludzie i dlatego trzeba się decydować na odwiedziny jednego lub drugiego. Tomtur i TomaszRZ decydują się na Stoha, reszta na Rozsutka. Pozostawiamy Tomasza i Tomasza ich własnemu losowi i wcinamy się do żółtego skrótu na Medziholie. Dobrze tak sobie powiedzieć, przejść żółty skrót. Jednak kto zna ten wie, że to jest najwięcej interpretowany szlak na stronach HZS o MF, który jest większością roku zamknięty z powodu warunków poślizgowych. Nawet rano, jeszcze przy chacie, widziałem cztery panie, które były uwalone od błota nie tylko na stułptutach. Kiedy zapytałem "czy to Stoh", jedna mi odpowiedziała "nie, to stohowy skrót". Wchodzimy, co człowieczyna nie zrobi dla odwiedzin Rozsutka i to w taką pogodę. Ze swojego punktu widzenia mogę powiedzieć, że nas uratował ten lekki nocny mrozik. Jednak w niektórych miejscach czułem się, jakby mi pierwszy raz ubrano łyżwy na nogi i wypuszczono na środek lodowiska. Utrzymanie takiej niestabilnej pozycji, jaką jest poruszanie się człowieka na nogach, było na samej granicy unosności.
Jakoś mi się udało przejść ten odcinek bez umorusania innych części odzieży oprócz stuptutów i samotnych butów. Inni też na tym byli podobnie. Siodło Medziholie przywitaliśmy z ulgą. Momentalnie błotna część szlaku skończyła się. Ja znów zbytnio nie folguję w siodle i od razu porywam się na Rozsutka. Jako dziadek muszę sobie przed młodzieżą wyrobić jakiś dystans, żeby potem na wierzchołku na mnie długo nie czekali.
Nie zrobię jednej trzeciej podejścia i już mam w piętach doganiających mnie. Czy ma człowiek tutaj jaką szansę ścigać się z maratonistkami? Trochę zmagania się ze skałą i paru łańcuchami i już odkrywa się widok na wierzchołkowy krzyż z ludzikami.
Kolejne łańcuchy i jesteśmy na rozstaju dróg na wierzchołku.
Nie udało mi się zadokumentować żadnego bibowicza, jak się zmaga z łańcuchami, ponieważ lecieli przede mną jak burza. Marne, Tomtura tym razem ze mną nie było. Ten wie, jak się ustawić przed moim aparatem i potem świecić na wszystkich relacjach. Wydawało by się, że do wierzchołka jest już lekko. Błędne myślenie. Podwierzchołowa skałka z łańcuchem była trudnym orzechem do zgryzienia. Na całej południowej stronie R o resztkach śniegu nie było co wspominać. Tutaj skalna ścianka jest z północnej strony i śnieżek był na niej wygładzony do doskonałości. Ja na szczęście mam wytrzebiony styl z ferrat "na górola" i dlatego zaliczyłem kolejne wejście.
Jak tak patrzę na zdjęcie, to rozmyślam, którędy chodzili Szewczyk i Beskidniska. Oni nie mają "ścioranych" stułptutów jak ja, Pedro i Snieshka. Pora wracać. Hemli nas asekuruje od spodu i chyba się już niecierpliwi gdzie jesteśmy.
Zbieramy ją na rozstaju i dymamy w dół.
Dzisiaj wybieramy tą samą drogę. Czas szybko ucieka i tędy jest bliżej. Tiesniawy zostawiamy na indziej. W siodle na nas czeka przemarznięty Tomtur, ten pilnował bagaży, żeby poniektórzy nie musieli taszczyć trzydniowe bebechy na R. W pilnowaniu wymienił JarkaRZ, którego wiatr ponoć przewiał na wider. Czeka nas ostatni odcinek wyprawy. Zejście do Sztefanowej z Medziholia. Kolejna ślizgawka do przejścia. Nie było lekko. Wystarczy, że na tym odcinku zarejestrowano parę wywrotek. Ze smutkiem musiałem przyjąć do świadomości, że i ja zaliczyłem nietypowy zestaw gimnastyczny zakończony wytarciem spodniami podłogi. Smutniejsze było na tym to, że to było już całkiem w końcówce. Godzina 16:30 i wszyscy uczestnicy bez szfanku na zdrowiu, ale sporo wytarzani, jak trzoda chlewna, w błocie, dotarli do celu.
Wyśmiane buzie bibowiczów dają poznać, że wycieczka była udana. Dajemy po rozchodniaczku i czas na rozstanie.
Kobieca część biby z Siodła za Hromowym serdecznie zaprasza do kolejnej bibowej wyprawy.
Zakończenie: Dla mnie te chwile to jest spora dawka naładowania pozytywnej energii. Trzeba z szacunkiem uchować w pamięci takie chwile. Są to rzeczy, które nam nikt nie zabierze. Dziękuję wszystkim współtowarzyszom za wzbogacanie wspólnych chwil. No i tradycyjnie ...byle szybko do następnej.
KONIEC
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 01-11-2016 10:46 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Kolejny wypad na grań Małej Fatry - jesienna biba 2016
Tak kolejna biba za nami ,nie sposób zliczyć ile ich było ,ale nadal mi się chce jeżdzić i z wami moi drodzy wędrować dziękuję
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 02-11-2016 07:28 PM |
|
 |
|
|