25-10-2016, 09:09 PM
Kolejny wypad na grań Małej Fatry - październik 2016
Motto (dedykacja własna dla JarkaRZ): "Jarek, nie wszycy potrafią po takiej eskapadzie, jak Ty w Wielkiej F., powrócić do tego samego środowiska i z jeszcze większym zaparciem próbować swoich sił na błotnej ślizgawce w Małej F., i to na trawersie Stoha i zejściu do Sztefanowej. Ty z tego zadania wywiązałeś się i ponownie wsiadłeś do naszego pociągu górskiego. Gratulacje ode mnie."
Nastał czas, kiedy kolejni forumowicze GŚ, którzy nie zaznali szczęścia poznać na własnych nogach Małą Fatrę, otrzymali możliwość tego dokonać. Trzeba było coś z tym fantem zrobić. Jedynym rozwiązaniem było umożliwić części tej gromady przedreptania po tych ładnych górkach. Było to też takie małe przypomnienie majowej biby z 2009 roku. Co tam robili, jak było i co z tego wyszło, próbuje poinformować niżej podana relacja.
Dane techniczne:
DOBA : 21. 10. - 23. 10. 2016
PRZESTRZEŃ: Krywańska Mała Fatra (MF)
OBIEKT (do spania): Chata pod Suchym, Chata pod Chlebem
ODLEGŁOŚĆ: 6,5 km, 12 km, 13/11,5
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 803/87 m, 1223/894 m, 1042/1808 m / 730/1495 m
CZAS (według mapy): 6:19 godz., 4:56 godz., 5:13/4:13 godz.
OSOBY:
- forumowe - Beskidniska, Fazik, Hemli, JarekRZ, Pedro, Snieshka, Stasiu, Szewczyczek, TomaszRZ, Tomtur
Dzień pierwszy, piątek - byleby do chaty
Prognozy pogody na ten dzień zbyt nie napajają optymizmem. Jednak na dzisiaj nie mamy tego sporo do przedreptania. No i świadomość tego, że w Ch/p/S jest piec z przygotowanymi wieszakami do suszenia, nie ubiera nam nic na zachowaniu dzisiejszego planu. Gromada, żeby wystartować na wyprawę, musi się najpierw zaznajomić z metą. Zlot następuje w Sztefanowej. Najpierw ja z Tomturem rekognoskujemy teren.
[attachment=75906]
Rozsutec samotnie stoi w deszczu. Wiocha zamknięta na cztery spusty. Nawet parkingowego nie ma. Ten później jednak na nas poczeka do niedzieli. Po nas nadjeżdża grupa środkowa w postaci Pedro, Hemli, Snieshka i Szewczyk. Z grupą wschodnią (Beskidniska, Tomasz i Jarek, obaj RZ) umawiamy się w Strecznie. Czekamy na autobus na szczęście pod dachem zamkniętego na dwa spusty baru zaraz obok przystanku.
[attachment=75907]
Nawet chęci na Bernarda (jak pisze na szyldzie) musimy sobie odpuścić. Długo się nie widzieliśmy i dlatego czekanie na autobus nam szybko ucieka. Krótko po południu zwijamy się ze Sztefanowej i z międzylądowaniem w Żylinie, wyskakujemy na przystanku kolejowym w Strecznie. Nie czekamy na grupę wschodnią stojąc na deszczu, ale w cieplutkim pomieszczeniu, które można nazwać przystankową restauracją.
[attachment=75908]
Nas nie widać, ponieważ jesteśmy w środku, ale nie zawsze tak bywało.
[attachment=75909][attachment=75910]
Tradycja nakazuje zawsze przeprowadzić przed wyruszeniem na wyprawę naradę bojową. Jesteśmy wtedy prości wszelakich niebezpiecznych lub nieprzyjemnych niespodzianek. Kiedy jesteśmy w komplecie (Fazik dołączy w sobotę) możemy wyruszyć. Do Ch/p/S chcemy dotrzeć jeszcze przed porą, kiedy w lesie przebierają władzę różnego rodzaju dziwadła. Te mają tylko jedno zadanie - straszyć uczciwych turystów, którzy zrobili jeden błąd - nie dotarli do celu jeszcze nim kury poszły spać.
[attachment=75911]
Powoli przestaje padać deszcz. Od teraz pogoda będzie tylko lepsza. Pierwszym klasycznym postojem na drodze do chaty jest Stary Hrad. Szewczyk i Hemli się boją duchów i dlatego pomknęli dalej, reszta odbija podziwiać stare mury zamczyska. Ja w tym miejscu mam zawsze jedno zadanie do odrobienia. W oknie z widokiem na Wag uwiecznić bibowiczki, jak coś w rodzaju nowoczesnych "białych pań". We swym archiwum miałem tylko jedną bardzo znaną forumowiczkę w dwu ujęciach.
[attachment=75912] - Biała Pani z roku 2009
[attachment=75913] - i ta sama pani z roku 2012
Teraz powiodło mi się z naszej trójki uwiecznić następne dwie
[attachment=75914][attachment=75915]
Hemli z nami tutaj nie było. Kolejnym przystankiem na trasie jest tzw. "postój przy pieńku", to jest miejsce zaraz za pierwszym podejściem. Wtedy pokazuje się nam po raz pierwszy Suchy i Ch/p/S, z której widać czy się dymi z komina, czy nie. W tym roku widziałem "psińco" i dlatego muszę znów przytoczyć historyczne zdjęcia.
[attachment=75916] - tak odpoczywaliśmy w 2009
[attachment=75917] - w roku 2013 było lepiej widać
Pierwsze podejście jest dla mnie zawsze trudniejsze. Kiedy wychodzę na mniejszą prostą, wiem, że mnie czeka jeszcze kolejne podejście rozdzielone na dwa mniejsze. Koniec drałowania jest na górze Pleszel. Odtąd do schroniska jest jeszcze z pół godziny, ale już na prostej. Nie chce mi się wspominać o Pleszelu. Tutaj też bywa uwiecznianie tych samych scen. Zawsze znajdzie się jakiś bibowicz, który po wycięczającym gramoleniu się do kopca, prosi o piwo, nawet na kolanach. W tym roku nie była do tego usposobiona pogoda.
[attachment=75918]
Tylko nie wiem dlaczego Tomtur zamiast pytać o piwo na kolanach, rozbierał się do pół pasa. Ja na chatę docieram gdzieś o 17:30 tj. po trzech godzinach.
[attachment=75919]
Powoli naciągam do siebie wewnętrzną atmosferę. Piecyk jedzie na całego. Ja tak intensywnie suszę rzeczy, że przypalam sobie rękawy jednej kurtki. No nic, jakieś straty są dozwolone. Wieczór, jak wieczór. Klasyka. Rozdzielanie pokoi na chrapiących i niechrapiących. Potem już tylko integracja. Było tego sporo do gadania. Szkoda, że nie było kogoś nowego. Staramy się wieczorem przekazać nasze zjawy do webkamery, jednak najpierw się nam nie chce wytknąć nosa z chaty i później miejsce przed kamerą pilnuje duży bernardyn, z którego miał respekt i sam Tomtur. Mirek, jako nadworny dyżurny przy kamerze musiał tym razem utrzeć nosa.
[attachment=75920]
Wojtek na dobranoc nam pokazuje z autobusu jak będzie wyglądała nasza biba.
cdn...
Motto (dedykacja własna dla JarkaRZ): "Jarek, nie wszycy potrafią po takiej eskapadzie, jak Ty w Wielkiej F., powrócić do tego samego środowiska i z jeszcze większym zaparciem próbować swoich sił na błotnej ślizgawce w Małej F., i to na trawersie Stoha i zejściu do Sztefanowej. Ty z tego zadania wywiązałeś się i ponownie wsiadłeś do naszego pociągu górskiego. Gratulacje ode mnie."
Nastał czas, kiedy kolejni forumowicze GŚ, którzy nie zaznali szczęścia poznać na własnych nogach Małą Fatrę, otrzymali możliwość tego dokonać. Trzeba było coś z tym fantem zrobić. Jedynym rozwiązaniem było umożliwić części tej gromady przedreptania po tych ładnych górkach. Było to też takie małe przypomnienie majowej biby z 2009 roku. Co tam robili, jak było i co z tego wyszło, próbuje poinformować niżej podana relacja.
Dane techniczne:
DOBA : 21. 10. - 23. 10. 2016
PRZESTRZEŃ: Krywańska Mała Fatra (MF)
OBIEKT (do spania): Chata pod Suchym, Chata pod Chlebem
ODLEGŁOŚĆ: 6,5 km, 12 km, 13/11,5
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 803/87 m, 1223/894 m, 1042/1808 m / 730/1495 m
CZAS (według mapy): 6:19 godz., 4:56 godz., 5:13/4:13 godz.
OSOBY:
- forumowe - Beskidniska, Fazik, Hemli, JarekRZ, Pedro, Snieshka, Stasiu, Szewczyczek, TomaszRZ, Tomtur
Dzień pierwszy, piątek - byleby do chaty
Prognozy pogody na ten dzień zbyt nie napajają optymizmem. Jednak na dzisiaj nie mamy tego sporo do przedreptania. No i świadomość tego, że w Ch/p/S jest piec z przygotowanymi wieszakami do suszenia, nie ubiera nam nic na zachowaniu dzisiejszego planu. Gromada, żeby wystartować na wyprawę, musi się najpierw zaznajomić z metą. Zlot następuje w Sztefanowej. Najpierw ja z Tomturem rekognoskujemy teren.
[attachment=75906]
Rozsutec samotnie stoi w deszczu. Wiocha zamknięta na cztery spusty. Nawet parkingowego nie ma. Ten później jednak na nas poczeka do niedzieli. Po nas nadjeżdża grupa środkowa w postaci Pedro, Hemli, Snieshka i Szewczyk. Z grupą wschodnią (Beskidniska, Tomasz i Jarek, obaj RZ) umawiamy się w Strecznie. Czekamy na autobus na szczęście pod dachem zamkniętego na dwa spusty baru zaraz obok przystanku.
[attachment=75907]
Nawet chęci na Bernarda (jak pisze na szyldzie) musimy sobie odpuścić. Długo się nie widzieliśmy i dlatego czekanie na autobus nam szybko ucieka. Krótko po południu zwijamy się ze Sztefanowej i z międzylądowaniem w Żylinie, wyskakujemy na przystanku kolejowym w Strecznie. Nie czekamy na grupę wschodnią stojąc na deszczu, ale w cieplutkim pomieszczeniu, które można nazwać przystankową restauracją.
[attachment=75908]
Nas nie widać, ponieważ jesteśmy w środku, ale nie zawsze tak bywało.
[attachment=75909][attachment=75910]
Tradycja nakazuje zawsze przeprowadzić przed wyruszeniem na wyprawę naradę bojową. Jesteśmy wtedy prości wszelakich niebezpiecznych lub nieprzyjemnych niespodzianek. Kiedy jesteśmy w komplecie (Fazik dołączy w sobotę) możemy wyruszyć. Do Ch/p/S chcemy dotrzeć jeszcze przed porą, kiedy w lesie przebierają władzę różnego rodzaju dziwadła. Te mają tylko jedno zadanie - straszyć uczciwych turystów, którzy zrobili jeden błąd - nie dotarli do celu jeszcze nim kury poszły spać.
[attachment=75911]
Powoli przestaje padać deszcz. Od teraz pogoda będzie tylko lepsza. Pierwszym klasycznym postojem na drodze do chaty jest Stary Hrad. Szewczyk i Hemli się boją duchów i dlatego pomknęli dalej, reszta odbija podziwiać stare mury zamczyska. Ja w tym miejscu mam zawsze jedno zadanie do odrobienia. W oknie z widokiem na Wag uwiecznić bibowiczki, jak coś w rodzaju nowoczesnych "białych pań". We swym archiwum miałem tylko jedną bardzo znaną forumowiczkę w dwu ujęciach.
[attachment=75912] - Biała Pani z roku 2009
[attachment=75913] - i ta sama pani z roku 2012
Teraz powiodło mi się z naszej trójki uwiecznić następne dwie
[attachment=75914][attachment=75915]
Hemli z nami tutaj nie było. Kolejnym przystankiem na trasie jest tzw. "postój przy pieńku", to jest miejsce zaraz za pierwszym podejściem. Wtedy pokazuje się nam po raz pierwszy Suchy i Ch/p/S, z której widać czy się dymi z komina, czy nie. W tym roku widziałem "psińco" i dlatego muszę znów przytoczyć historyczne zdjęcia.
[attachment=75916] - tak odpoczywaliśmy w 2009
[attachment=75917] - w roku 2013 było lepiej widać
Pierwsze podejście jest dla mnie zawsze trudniejsze. Kiedy wychodzę na mniejszą prostą, wiem, że mnie czeka jeszcze kolejne podejście rozdzielone na dwa mniejsze. Koniec drałowania jest na górze Pleszel. Odtąd do schroniska jest jeszcze z pół godziny, ale już na prostej. Nie chce mi się wspominać o Pleszelu. Tutaj też bywa uwiecznianie tych samych scen. Zawsze znajdzie się jakiś bibowicz, który po wycięczającym gramoleniu się do kopca, prosi o piwo, nawet na kolanach. W tym roku nie była do tego usposobiona pogoda.
[attachment=75918]
Tylko nie wiem dlaczego Tomtur zamiast pytać o piwo na kolanach, rozbierał się do pół pasa. Ja na chatę docieram gdzieś o 17:30 tj. po trzech godzinach.
[attachment=75919]
Powoli naciągam do siebie wewnętrzną atmosferę. Piecyk jedzie na całego. Ja tak intensywnie suszę rzeczy, że przypalam sobie rękawy jednej kurtki. No nic, jakieś straty są dozwolone. Wieczór, jak wieczór. Klasyka. Rozdzielanie pokoi na chrapiących i niechrapiących. Potem już tylko integracja. Było tego sporo do gadania. Szkoda, że nie było kogoś nowego. Staramy się wieczorem przekazać nasze zjawy do webkamery, jednak najpierw się nam nie chce wytknąć nosa z chaty i później miejsce przed kamerą pilnuje duży bernardyn, z którego miał respekt i sam Tomtur. Mirek, jako nadworny dyżurny przy kamerze musiał tym razem utrzeć nosa.
[attachment=75920]
Wojtek na dobranoc nam pokazuje z autobusu jak będzie wyglądała nasza biba.
cdn...



(przepraszam za niesmaczne określenie)
Jakoś tak polecam w euforię przy takiej pogodzie. 

