Ponieważ pewna góra tatrzańska , zgodnie zresztą z nazwą -dała nam "kosza", postanawiamy zmienić rejony, na bardziej przyjazne turystycznie.
O godzinie 9 z rana zabieramy w Nowym Targu,Maćka do Pedrowego "turystomobilu" i pędzimy do znanego kurortu-Szczawnicy, aby zażyć "wód" i oczywiście wielce rekreacyjnych spacerów.
Szybkie roztasowanie w PTTK-owskim schronie "Orlica" .Zimno co prawda jak w psiarni(jesteśmy jedynymi gośćmi), ale pewne nadzieje na wieczór stwarza włączony grzejnik olejowy.
Przygotowawszy się do trasy, ze Szczawnicy przejeżdżamy autobusem do Krościenka, co by się wbić w zielono znakowany szlak wiodący ku Sokolej Perci.
Niby niewielka warstewka śniegu to plus, ale zalegający pod spodem lód , każe nam szybciutko wyciągnąć z plecaków, przezornie zabrane raki . Tak wyposażeni zmierzamy dalej-wolni od trosk typu efektowne fikołki na prostej ścieżce( co prawda w domu niezbędny będzie pilnik i ostrzenie ).
Przy rozstajach, zwrot w lewo i po niedługiej chwili cieszymy się towarzystwem słynnej sosny na wierzchołku Sokolicy.
Pokrzepieni widokami -ruszamy dalej w stronę Czertezika za niebieskimi znakami. Jest spacerowo, rekreacyjnie-czujemy się jak kuracjusze w Karlovych Varach. Zero luda na szlaku...
Przy spotkaniu z żółtym szlakiem, z uwagi na późną porę ( i po burzy mózgów) odpuszczamy Zamkową Górę-by śmiałym atakiem "direct" wedrzeć się na przełęcz Szopczańską.
Gwoździem programu jest oczywiście wizyta na Trzech Koronach. W przypadku Maćka-to absolutny debiut. Tak zmobilizowani dajemy z buta, dość stromo, później w rakach po kratownicach na platformę widokową Okrąglicy.
Na wirchu wiatr hula, ale jest widokowo i nawet ładnie przedwieczornie.
Powrót na przełęcz i dalej za znakami żółtymi do Krościenka. W oczekiwaniu na autobus kursowy mający przywieźć Krzyśka "Mieciura" -rozważamy wstąpienie w progi przybytku kultury-zwanego dyskoteką w Krościenku -ale otwierają o 19 - niestety albo i stety...
Jest i Krzysiek. Sprawnie dojeżdżamy do Szczawnicy. Pokrzepieni w restauracji "Alt"( w moim przypadku same dania greckie : gyros + ouzo) ruszamy zmierzyć się z twardą rzeczywistością życia w schronie. Temperatura w pokoiku i owszem poszybowała parę kresek w górę, ale prysznic za jedyne 5 PLN -to w czystej postaci Dunajec....
Cóż w końcu przyjechaliśmy do wód i inszych krynic....
Wieczorkiem towarzystwo uzupełnia Łukasz.S.
c.d.n
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-03-2010 03:21 PM przez dr.Etker.
Jakoś tak nietypowo, jak na Twoje preferencje. Żadnego buszowania po kosodrzewinie w poszukiwaniu zaginionych szlaków, sondowania skały pod butem i przecierania nowych dróg. Jedynym elementem wspólnym były, przezornie zabrane raki. Ale musisz przyznać, że dobrze jest tak od czasu do czasu zejść na "niziny" i rekreacyjnie pooddychać górskim powietrzem.
Dla mnie bomba, choć moja noga również tam jeszcze nie postawiła.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
Doktorze!
Jakoś tak nietypowo, jak na Twoje preferencje.
Czasem trza zrobić sobie przerwę od atrakcji, które wymieniłeś powyżej
Zresztą doborowe towarzystwo i urok Pienin (m.inn piękne lasy jodłowe) stanowił , że góry te o niewielkiej powierzchni -ale różnorodne , mogę polecić każdemu,a sam wyjazd uważam za b.udany
No panowie, znowu daliście z buta. Mnie na imprezie znowu nie było Jakoś często same męskie wyprawy. Zaczyna się z Forumowiczkami dziać coś dziwnego
Panowie, tylko tak dalej i ja mam daleko.
zaczyna żałować, że tak późno dotarłem do Szczawnicy, bo jak widzę to sporo mnie ominęło jednak pocieszające jest to, że pozostałe dni wcale nie były gorsze
Mogę powiedzieć tyle - Pieniny w tym okresie to był rewelacyjny pomysł
Zaskakującym mógł być jednak ten lód, który swoją "jakością" przewyższał wszystkie dotychczas spotkane przeze mnie w Beskidach. Raki włożone do plecaka tak "na wszelki wypadek" okazały się być niezmiernie pomocne w wielu miejscach.
A co do zdjęć to jeszcze i moich pięć sztuk z dnia pierwszego:
Kolejnym porankiem, już w poszerzonym składzie, udajemy się w stronę najwyższego wirchu Pienin-Wysokiej (1050m).Podróż zaczyna się fartownie, bo o 8.30 łapiemy na przystanku busa, a kierowca nas informuje uprzejmie, że następne takie szczęście około 11.
Z przystanku Jaworki- Homole za zielonymi znakami udajemy się w głąb onego wąwozu. Pod wrażeniem przygód z dnia wczorajszego , posiadacze raków uzbrajają się w w/w sprzęt.
Śniegu jednak zdecydowanie więcej, a i liczne ułatwienia i miejsca (A0)-tj. metalowe mostki i schodki umożliwiają bezproblemowe zdobycie posępnych czeluści Homole.
Przy Kamiennych Księgach na Dubantowskiej Polanie czynimy przerwę na małe co nieco i sesje fotograficzną.
Tam też napotykamy liczną grupę turystów , kierującą się także w stronę dachu Pienin.
I dalej przez Polanę pod Wysoką (same znajome nazwy... ) ,obok malowniczej grupy drzew nazwanej pod wpływem chwili i nastroju- "Joshua Three" ,człapiemy sobie pod spiętrzenie szczytowe ukryte w lesie zwanym Wysokie Skałki.
I tu się wreszcie kolce przydają naprawdę... (chwila nieuwagi i można strzelić efektownego pirueta ).
Na szczytowej platformie ,okolonej barierką -trochę luda i ze dwa psy...
Świętujemy. Przy tej okazji-zaczynam poważnie rozmyślać nad ideą zdobycia "Korony Gór Polski"(w skrócie KGP)- i jeśli pokonam trudności logistycznej natury(tj. znajdę towarzystwo do gaszenia pragnienia na trasie)-to kto wie ?
Zejście do szlaku tą samą drogą i dalej wzdłuż grzbietu granicznego(niebieskie znaki) na zachód. Trochę lasu, trochę widokowych polan z wielce malowniczymi sosnami.
Odbijamy jeno na małe gorące co nieco w schronie "Pod Durbaszką"(wnętrze czyste i schludne-jadło typu gorące kubki, zapiekanki-piwa "niet").
Dalsza trasa dostarcza nam emocji orientacyjnych. Niechcący ,poza planem i szlakiem ( z rozpędu)zdobywamy Wysoki Wierch (865) i Rabsztyn(811m)-zejście było wcześniej...
Na szczęście jest z nami tak znakomity przewodnik po Ziemi Sądeckiej -jak Krzysiek "Mieciur". Zna absolutnie wszystkie zakamarki tej ziemi.
Szybka korekta kursu -przy słupku granicznym i trawers w śniegach. Niebieski szlak osiągamy na Polanie pod szczytem Huściawy.
A było już groźnie...
Reszta to już czysta poezja. Spacerkiem docieramy do Szafranówki, dopingowani wzmagającym się głodem i bliskością knajp Szczawnicy.
Jeszcze krótka porada dla rodziny turystów zmierzających dokładnie w przeciwnym kierunku (uff ... zmierzch, brak raków nadrabiają metodą chodzenia w przysiadzie?).
Na Palenicy-w towarzystwie Maćka, korzystamy z dobrodziejstwa cywilizacji w postaci krzesełka(8 PLN). Reszta towarzystwa schodzi stromymi nader zerwami(szacun).
Znajoma knajpa z wystrojem instrumentalnym-jadło i napitki wieńczą dzień uwieńczony tak znakomitym powodzeniem turystycznym.
Wieczorkiem docierają do nas Gosia3ek i Mallaidh. Będzie naprawdę gorąco-siedem osób jest przecież w stanie odpowiednio nachuchać w pomieszczeniu. Mężne zmierzenie się z prysznicem i w nagrodę można zasiąść nad bro. Rozmawiamy, rozmawiamy...
c.d.n
Opis zdjęć:
1-6.Wąwóz Homole.
7.Kamienne Księgi.
8.Czajkowa Skała.
9.W stronę Wysokiej
10.Na szczycie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-03-2010 04:39 PM przez dr.Etker.