14-03-2010, 03:17 PM
Ponieważ pewna góra tatrzańska , zgodnie zresztą z nazwą -dała nam "kosza", postanawiamy zmienić rejony, na bardziej przyjazne turystycznie. 
O godzinie 9 z rana zabieramy w Nowym Targu,Maćka do Pedrowego "turystomobilu" i pędzimy do znanego kurortu-Szczawnicy, aby zażyć "wód" i oczywiście wielce rekreacyjnych spacerów.
Szybkie roztasowanie w PTTK-owskim schronie "Orlica" .Zimno co prawda jak w psiarni(jesteśmy jedynymi gośćmi), ale pewne nadzieje na wieczór stwarza włączony grzejnik olejowy.
Przygotowawszy się do trasy, ze Szczawnicy przejeżdżamy autobusem do Krościenka, co by się wbić w zielono znakowany szlak wiodący ku Sokolej Perci.
Niby niewielka warstewka śniegu to plus, ale zalegający pod spodem lód , każe nam szybciutko wyciągnąć z plecaków, przezornie zabrane raki . Tak wyposażeni zmierzamy dalej-wolni od trosk typu efektowne fikołki na prostej ścieżce( co prawda w domu niezbędny będzie pilnik i ostrzenie ).
Przy rozstajach, zwrot w lewo i po niedługiej chwili cieszymy się towarzystwem słynnej sosny na wierzchołku Sokolicy.
Pokrzepieni widokami -ruszamy dalej w stronę Czertezika za niebieskimi znakami. Jest spacerowo, rekreacyjnie-czujemy się jak kuracjusze w Karlovych Varach. Zero luda na szlaku...
Przy spotkaniu z żółtym szlakiem, z uwagi na późną porę ( i po burzy mózgów) odpuszczamy Zamkową Górę-by śmiałym atakiem "direct" wedrzeć się na przełęcz Szopczańską.
Gwoździem programu jest oczywiście wizyta na Trzech Koronach. W przypadku Maćka-to absolutny debiut. Tak zmobilizowani dajemy z buta, dość stromo, później w rakach po kratownicach na platformę widokową Okrąglicy.
Na wirchu wiatr hula, ale jest widokowo i nawet ładnie przedwieczornie.
Powrót na przełęcz i dalej za znakami żółtymi do Krościenka. W oczekiwaniu na autobus kursowy mający przywieźć Krzyśka "Mieciura" -rozważamy wstąpienie w progi przybytku kultury-zwanego dyskoteką w Krościenku
-ale otwierają o 19 - niestety albo i stety...
Jest i Krzysiek. Sprawnie dojeżdżamy do Szczawnicy. Pokrzepieni w restauracji "Alt"( w moim przypadku same dania greckie : gyros + ouzo) ruszamy zmierzyć się z twardą rzeczywistością życia w schronie. Temperatura w pokoiku i owszem poszybowała parę kresek w górę, ale prysznic za jedyne 5 PLN -to w czystej postaci Dunajec....
Cóż w końcu przyjechaliśmy do wód i inszych krynic....
Wieczorkiem towarzystwo uzupełnia Łukasz.S.
c.d.n

O godzinie 9 z rana zabieramy w Nowym Targu,Maćka do Pedrowego "turystomobilu" i pędzimy do znanego kurortu-Szczawnicy, aby zażyć "wód" i oczywiście wielce rekreacyjnych spacerów.

Szybkie roztasowanie w PTTK-owskim schronie "Orlica" .Zimno co prawda jak w psiarni(jesteśmy jedynymi gośćmi), ale pewne nadzieje na wieczór stwarza włączony grzejnik olejowy.

Przygotowawszy się do trasy, ze Szczawnicy przejeżdżamy autobusem do Krościenka, co by się wbić w zielono znakowany szlak wiodący ku Sokolej Perci.
Niby niewielka warstewka śniegu to plus, ale zalegający pod spodem lód , każe nam szybciutko wyciągnąć z plecaków, przezornie zabrane raki . Tak wyposażeni zmierzamy dalej-wolni od trosk typu efektowne fikołki na prostej ścieżce( co prawda w domu niezbędny będzie pilnik i ostrzenie ).
Przy rozstajach, zwrot w lewo i po niedługiej chwili cieszymy się towarzystwem słynnej sosny na wierzchołku Sokolicy.
Pokrzepieni widokami -ruszamy dalej w stronę Czertezika za niebieskimi znakami. Jest spacerowo, rekreacyjnie-czujemy się jak kuracjusze w Karlovych Varach. Zero luda na szlaku...

Przy spotkaniu z żółtym szlakiem, z uwagi na późną porę ( i po burzy mózgów) odpuszczamy Zamkową Górę-by śmiałym atakiem "direct" wedrzeć się na przełęcz Szopczańską.
Gwoździem programu jest oczywiście wizyta na Trzech Koronach. W przypadku Maćka-to absolutny debiut. Tak zmobilizowani dajemy z buta, dość stromo, później w rakach po kratownicach na platformę widokową Okrąglicy.

Na wirchu wiatr hula, ale jest widokowo i nawet ładnie przedwieczornie.
Powrót na przełęcz i dalej za znakami żółtymi do Krościenka. W oczekiwaniu na autobus kursowy mający przywieźć Krzyśka "Mieciura" -rozważamy wstąpienie w progi przybytku kultury-zwanego dyskoteką w Krościenku
-ale otwierają o 19 - niestety albo i stety...Jest i Krzysiek. Sprawnie dojeżdżamy do Szczawnicy. Pokrzepieni w restauracji "Alt"( w moim przypadku same dania greckie : gyros + ouzo) ruszamy zmierzyć się z twardą rzeczywistością życia w schronie. Temperatura w pokoiku i owszem poszybowała parę kresek w górę, ale prysznic za jedyne 5 PLN -to w czystej postaci Dunajec....

Cóż w końcu przyjechaliśmy do wód i inszych krynic....

Wieczorkiem towarzystwo uzupełnia Łukasz.S.
c.d.n
Jedynym elementem wspólnym były, przezornie zabrane raki.
Ale musisz przyznać, że dobrze jest tak od czasu do czasu zejść na "niziny" i rekreacyjnie pooddychać górskim powietrzem.
Jakoś często same męskie wyprawy. Zaczyna się z Forumowiczkami dziać coś dziwnego


jednak pocieszające jest to, że pozostałe dni wcale nie były gorsze
