...my w adidasach cholera wie gdzie na tej Orlej Perci...
Ja również zaczynałem w adidasach i to w takich kupionych na kartki. (pewnie wielu z Was nie wie, o czym piszę).
W łapciach tkanych z łyka -też da się chodzić po Taterach-byleby nie wdepnąć w pozostałość końską na drodze do M.Oka-zbyt ciepło się robi dla stopy i udar gotowy !
W łapciach tkanych z łyka -też da się chodzić po Taterach-byleby nie wdepnąć w pozostałość końską na drodze do M.Oka-zbyt ciepło się robi dla stopy i udar gotowy !
Może i ja dorzucę coś w temacie wspomnieniowym:
Miejsce akcji: podejście na Kozią Przełęcz (Żółtym szlakiem) z Koziej Dolinki( w opisie J.Nyki cyt"....łańcuchy ułatwiają przedostanie się stąd do żlebu spadającego z Koziej Przełeczy, a następnie wejście na samą przełęcz [ często b.niebezpieczne śniegi ! ]....)
Czas: wiele lat temu-początek czerwca.
To był jeden z moich samotnych wypadów w Tatry .Po noclegu w Murowańcu-wybrałem się z samego ranka na Kozią Przełęcz i dalej.Wszystko było ok- z pogodą,etc-dopóty nie znalazłem się w bezpośredniej bliskości przełęczy.
Okazało się -że żleb jest zaśnieżony i to tym rodzajem wiosennego firnu-dającym duży poślizg, twardym,zlodzonym(w dzień podsiąka,w nocy zamarza).
A ja...praktycznie nagi(bez raków i czekana)-dopóty łańcuch w łapce-muzyka jeszcze gra, ale o to widzę łańcuch po drugiej stronie żlebu i ślad założony w jego stronę-tam gdzie ktoś stawiał stopy- wodnisty lód, miejsce dość strome i duże ryzyko ostrej jazdy w dół z perspektywą wyhamowania dopiero na wantach i piarżysku poniżej.
Przyznam-zaświtała mi myśl o odwrocie i rezygnacji z wycieczki.Ale z drugiej strony trochę żal było podejścia, wczesnej pory na szlaku etc.
Wymyśliłem -że będę się trzymał nadal dotychczasowej strony żlebu(or.lewej) i tym sposobem klinując stopy w szczelinę pomiędzy skałą a śniegiem- dotarłem do miejsca gdzie żleb się wypłaszczał, śnieg miał konsystencję b.korzystną i dojście do ułatwień było tym samym bezpieczniejsze.
Reszta wycieczki tego dnia (Kozi.W-DPSP-Zawrat-Murowaniec) odbyła się już bezstresowo.
Po cóż to piszę ?
Mianowicie po to by Ci bez wcześniejszych doświadczeń w zakresie turystyki tatrzańskiej w przypadku -gdy sytuacja przerasta ich sprzętowo i pod względem umiejętności-nie podejmowali nadmiernego ryzyka.
Zawsze lepszy jest wycof , niż perspektywa ciężkich obrażeń (co najmniej).Opisany przeze mnie rejon znany jest z tego, że zdarzyło się tam wiele wypadków ( w tym ze skutkiem śmiertelnym) w podanych wyżej oklicznościach.
I jeszcze jedno.Dobra pogoda w górach nie zawsze przekłada się(w tym samym czasie)automatycznie na równie dobre i bezpieczne warunki do uprawiania turystyki pieszej.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-01-2009 04:48 PM przez dr.Etker.
Doktorze czyżbyś miał na myśli to miejsce przejścia z jednych łańcuchów na drugie? Czy dawniej w inny sposób były poprowadzone?
Cóz-od czasu do czasu zdarzają się remonty ułatwień na OP i szlakach dojściowych doń
Sytuacja -którą opisałem -miała miejsce bodaj w 1996 r.
Przejście szlaku na drugą stronę skał ograniczających żleb-wydawało się mieć miejsce niżej-było dość szeroko(oceniam ca.6m) i stromo.
Przy warunkach zastanych-oceniam -że było to zaproszenie do wypadku dla osób przemierzających trasę bez raków i czekana.
To w takim razie pewnie troszkę inaczej były rozmieszczone łańcuchy. Te na moim zdjęciu wyglądają na dość nowe (kotwy), fotka wykonana we wrześniu 2005. A co do samego Twojego podejścia początkiem czerwca to posiadam też fotkę wykonaną z 8 czerwca 2008 z zielonego szlaku na Zadni Granat, choć w ubiegłym roku śnieg dość długo trzymał. Tutaj lepiej widać trasę potencjalnego zjazdu, zapewniającego jak myślę niezapomniane "atrakcje"
W połowie sierpnia wybieram się na kilka dni do Zakopanego. Będzie to moja pierwsza wizyta w Tatrach. Kondycję mam całkiem niezłą - ale sprawdzoną na płaskim terenie, więc nie wiem jak spisze się w górach. Jako dziecko trochę chodziłam bo Pieninach i Karkonoszach - ale zawsze z przewodnikiem, na koloniach, więc poziom trudności był odpowiednio dobrany. Dodam jeszcze, że nie jestem amatorką mocnych wrażeń - mam umiarkowany lęk wysokości - tzn. sama wysokość mi nie przeszkadza, ale już jakieś przepaści, czy urwiska zdecydowanie tak, zwłaszcza gdy trasa jest zatłoczona, nie lubię zbędnego ryzyka. Nie jestem jakoś szczególnie przygotowana - zwykłe obuwie sportowe.
Chciałabym żebyście doradzili mi które z takich najbardziej sztampowych miejsc będę w stanie zobaczyć - z uwzględnieniem braku przygotowania oraz lęków. Domyślam się, bez problemu poradzę sobie z Morskim Okiem. Szukałam innych tras w internecie - ale tam wiele jest oznaczonych jako proste a po ich przeczytaniu mam wątpliwości czy wybieranie się w nie bez doświadczenia nie jest lekkomyślne. Czy moglibyście wskazać mi gdzie bez obaw mogę się wybrać?
Myślę, że Czerwone Wierchy powinny Ci się spodobać na początek.
Czerwone Wierchy mogą być, ale z wyjazdem kolejką linową. No i dla nowicjusza wszystkie drogi z dolin do schronisk mogą być do przejścia. Zawsze można zawrócić. Potem można planować coś wyżej. Ania, trzeba więcej wiary w siebie.
Aha, jeszcze na pierwszy raz Gubałówka, żeby Taterki zobaczyć na wyciągnięcie ręki.
Bardzo dziękuję. Trochę czytałam o Czerwonych Wierchach i rzeczywiście zdjęcia robią wrażenie, choć na jedną z pierwszych tras sama bym ich nie wybrała Ale skoro mówicie, że to trasa do przejścia, to ją jeszcze rozważę. Natomiast doliny wyglądają dużo bardziej przystepnie
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-07-2010 03:49 PM przez aniaaaa.
Ja myślę, że sporo przedreptać można w Zachodnich, jak na pierwszy raz. Grześ - Wołowiec, Trzydniowiański i w sumie to aż po Klin... Można też pokusić się o Szpiglas z Moka, z założeniem powrotu tą samą drogą, albo o Wrota. Zawsze pozostają doliny, albo chociaż Gęsia Szyja...