Sylwestrze,brak mi słów...Poprzednia wyprawa bardzo ciekawa a i opis bardzo interesujący. Druga z kolei rozłożyła mnie fotkami,ten zachód słońca jest genialny! Gratuluje Ci tak spędzonego czasu i bliskości tak wspaniałych gór
Zima,tam wysoko, jest piękna
"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
Wróciłem z Tatr, wróciłem z Sokolików, wróciłem w Karkonosze ... a Karkonosze czekały jak zwykle cudowne, wspaniałe tym bardziej gdy puste od przypadkowych osób i obsypane bieluśkim śniegiem ...
Tydzień był pracowity, dobrnąłem jakoś do weekendu, lecz cóż z tego i jak się cieszyć z weekendu gdy w sobotę nocny dyżur, a więc żadna górska 2-dniówka nie wchodzi w rachubę, no chyba, żeby na wariata ruszyć przed siebie i niech się potem dzieje co chce ...
Coś dużo tych wielokropków, ale to takie niedopowiedziane myśli, które przecież nawet nie zwieńczone kropką mają sens ...
Rankiem pojechaliśmy /Małgosia, Aśka i ja/ do Karpacza, /tu spotkaliśmy się z Marcinem/ środek transportu pozostawiono w bardziej bezpiecznym miejscu i heja w śnieg.
W Karpaczu temperatura w okolicy zera, prawie bezwietrznie, biało, z nieba sypała się pierzasta wata, zapowiadała się całkiem przyjemna imprezka ...
Szlak poprowadził obok Kruczych Skał na Szeroki Most, i dalej na Budniki gdzie, o ile pamiętam byłem poprzednio oglądać spustoszenia po orkanie, czyli z 2 lata temu.
Dopóki szlak prowadził ozdobionymi tropami zwierząt leśnymi ścieżkami było spacerowo i prawie niedzielnie, bo pusto, cicho i lesiście, gdy jednak z zielonego zmienił się w żółty, zmienił się również z lajtowego w bardziej wymagający, bo pokrywa białego puchu nierzadko sięgała za kolana, a nachylenie stoku opadającego przecież z Kowarskiego Grzbietu nie pozwalało ani na moment zapomnieć, że jesteśmy w górach.
Brnęliśmy więc sobie przez ten śnieg w coraz bardziej dziewicze miejsca, leźliśmy torując biały puch i zakłócając dotychczas nieskalane piękno zimowego leśnego stoku, aż dobrnęliśmy do Skalnego Stołu wieńczącego Kowarski Grzbiet rozciągający się pomiędzy przełęczami Okraj i Sowią.
Na górze było znów bajecznie od zaklętych w zlodowaciały śnieg stworów, choć dzień skąpił słonecznego światła,ale już nie było tak sielankowo jak dotychczas, bo temperatura była o kilka stopni niższa, niż w Karpaczu, a na dodatek wilgotność i przenikliwy wiatr obniżyły ją /odczuwalną/ jeszcze bardziej ...
Ze Skalnego Stołu wzdłuż szlaku żółtego za równoległym śladem biegówek, które przeorały wszechobecną białość doszliśmy na Sowią Przełęcz, gdzie w schronie turystycznym zrobiliśmy sobie należny popas, po czym rozstaliśmy się z Marcinem, który gnał Głównym Szlakiem Sudeckim /czerwonym/ do Śląskiego Domu, a sami zeszliśmy szlakiem czarnym ku cywilizacji ...
Poniżej kilka wybranych zdjęć z odcinka od Sowiej przełęczy w stronę Kruczych Skał, tym razem nie są to lodowe twory, a polukrowane drzewa ...
Pozdrawiam.
Piękna ta karkonoska zima..Dzięki Sylwek za relację i fotki cieszące oko!
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "