No ciekawe czy jesteście jedynymi którym skutecznie udało się oderwać od stołu świątecznego, jak narazie wygląda na to że tak.
Pięknie te drzewa w szronie i śniegu wyglądają.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Piękna zima.
Ale chciałbym poinformować, że śnieg nie tylko w Karkonoszach - w Gorcach również jest, a przynajmniej wczoraj przed południem leżał. W Rzekach inny świat - biało na dole i biało u góry. Aż można było poczuć klimat świąt, nie to co na nizinach. Niestety Wigilia, telefony z zapytaniem "Gdzie cię znowu poniosło?" i nie dane mi było nacieszyć się zbyt długo.
Powrót w Karkonosze.
Wstałem raniutko i z bólem powiek w przeciwieństwe do Małgosi, która najnormalniej w świecie cieszyła się i zaplanowaną imprezą i nowym dniem.
W planach mieliśmy nietypowy aczkolwiek uroczy szlak: Karpacz Biały Jar - Wilcza Poręba - Budniki - Skalny Stół - Sowia Przełęcz - Szeroki Most - Karpacz Bachus.
Dzień zapowiadał się słonecznie życzliwy, obiecywał dobry czas, a ja wierzyłem, że się stanie ...
W Karpaczu zwykły niedzielny poranek, trochę ludków, trochę kałuż, trochę wron, na przystanku czarny kot - ot styczniowy bezśnieżny wolny dzień.
Kot czarny, ale życzliwy, pomruczał, połasił się, dał sobie zrobić zdjęcie i ..... zaczarował świat.
Czary zadziałały jeszcze przed Wilczą Porębą, bo czyż można nie ulec urokowi starych poniemieckich odrestaurowanych obecnie pensjonatów, albo nowych zbudowanych /o dziwo/ ze smakiem rezydencji.
Wszystko wokoło, bo i stare pokryte murszem przeszłości i patyną czasu przydrożne kamienne słupy i nowe jakby cyzelowane ogrodzenia złożyły się w układankę, która poprowadziła leśnym duktem przez dorosły las w stronę Budnik.
Las niedawno targany orkanem nie uległ naturze, choć złożył w ofierze i ogromne buki i świerki strzeliste i choiny zielone ledwie kilkuletnie jeszcze, popadały drzewa życiem tętniące, potrzaskały umarłe suche słupy schorowanych pni.
Omijaliśmy gdzie się dało, a czasem przechodziliśmy przez leżące drzewa, przykro trochę było ale i radośnie, bo ofiara oddana przyjęta została, a nawiedzony Cyryl odszedł i nie wróci.
W Budnikach miejscu gdzie straszą upiory przeszłości krótki odpoczynek,
herbaty pół kubka,
świeża kromka chleba
i poszliśmy dalej prosto na południe gdzie poziomice tęskniące w samotności prawie się stuliły, co w śmiertelnych na szlaku wyciska pot z czoła,
a obietnica szczytu ciągle się oddala złamanymi drzewami tarasując przejście.
Tu na tym podejściu już o wiele chłodniej,
śniegiem przypruszone zeschłe trwawy trzeszczą,
gdzieniegdzie na bajorku lód zimny pozostał,
a w koronach drzewnych wiatr zaczął szeleścić ...
z pierwa delikatnie,
potem mocniej zgoła,
by przed wyjściem z lasu pokazać, że silny
i choć nie z Cyryla, to jednak mocarny
bo niebem przeganiał pierzaste bałwany.
Weszliśmy na kamień na Kowarskim Grzbiecie
to miejsce już z dawna Skalnym Stołem zwie się,
tu w słońcu bezchmurnym pod błękitnym niebem
usłyszałem śmiech dziki - śmiałem się do siebie.
Radośnie tam było na szlaku bezludnym
delikatnym w porze zwykłej surowości
a że wiatr nas potargał nic przecież nie szkodzi,
bo on ciepły życzliwie - mile czoła chłodził.
Na kamiennym stole co piętrzy nad lasem
pobyliśmy długo - dobrze nam tam było,
po czym uśmiechnięci z oczami w promieniach
zeszliśmy z obłoków - przeszliśmy do cienia.
Jeszcze na przełęczy słońce się ukryło,
spiętrzyły się chmury, jakby się ściemniło.
Gdy schodzić zaczęliśmy ku miastu z przełęczy
śniegiem sypnął Karkonosz, ale nie udręczył,
podmuchał po plecach, potargał czupryny
po czym zawstydzony odszedł do swej zimy.
Wracaliśmy z Sowiej Przełęczy wybielonym szlakiem, przy Szerokim Moście pętla wyprawy się zamknęła i wróciliśmy do Karpacza. Tu na miejscu kolacja, bo obiad na Sowiej Przełęczy z termosów mieliśmy i w porze zapalanych ciepłych świeteł w oknach wróciliśmy do domu.
Magia Karkonoszy działa, a jak nie wierzycie to zobaczcie sami ...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2007 10:15 AM przez Sylwester.
Jak zawsze pięknie, Sylwek, coraz bardziej mnie do Was ciągnie, może po Żywcu przed Babią znajde chwilkę na Karkonosze. Zobaczymy jak się sprawy potoczą. Pozdrawiamy Was
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Pod wrażeniem jestem Sylwek. Faktycznie zaczarowały Was chyba te Karkonosze a i inne góry też zresztą. Aż nie mogę się doczekać kolejnej relacji, ta była ponownie piękna i niesamowita
Co do wyprawy w Karkonosze to bym się chętnie wybrał, lecz niestety w moim przypadku szybko się na to nie zanosi.
wspaniała relacja, piękna wyprawa, słodka kicia i cudowne Karkonosze pozdrawiam
p.s.
co do wyprawy w Karkonosze - wszystkim gorąco polecam!! a sama odliczam dni do wrześniowego urlopu...
~~And I think to myself - what a WONDERFUL world!~~
Relacja jak zwykle fantastyczna, prawie ze czuje się nastruj tych przeżytych przez Was chwil. Ja skocze w Karkonosze przy najbliższej okazji jaka mi sie nadarzy. Pewnie niedługo, bom bardzo zdesperowana
Rosną skrzydła u ramion,
czas się w wieczność przemienia,
obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy,
gdy zmierzamy do szczytu po kamieniach...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2007 09:20 AM przez Danusia.