Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (93): « Pierwsza < Poprzednia 2 3 4 5 [6] 7 8 9 10 Następna > Ostatnia »
Innym ku przestrodze ...
Autor Wiadomość
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #76
RE: Innym ku przestrodze ...


10-02-2008 10:27 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
zyraf
NaPoLeon
****


Postów: 369
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status: Offline
Post: #77
RE: Innym ku przestrodze ...

http://www.wspinanie.pl/serwis/200802/11lawina.php


Cytat:
11 lutego 2008




Lawina na Ciemniaku - pełny raport Artura

W dniach 22-23 grudnia 2007 przeszliśmy z Piotrem Pustelnikiem polską część grani Tatr Zachodnich. Zaczęliśmy od Kasprowego (9 rano), a skończyliśmy na Rakoniu (17 wieczorem dnia następnego). Sztuka ta udała się nam więc w 30 godzin, w tym 4 godziny przeznaczyliśmy na sen (mieliśmy ze sobą pełne wyposażenie biwakowe i namiot).

Bardzo nam się ta eskapada spodobała. Wymyśliliśmy sobie, że w ramach "himalajskiego treningu" przed planowanymi wyprawami wiosennymi powtórzymy sobie ten spacer, ale tym razem na lekko, bez biwaku, w systemie non stop, i idąc w odwrotnym kierunku. Obliczyliśmy sobie, że zmieścimy się w 24 godzinach.

9 lutego o godzinie 11.30 przed południem wyszliśmy ze schroniska w Dolinie Chochołowskiej i przez Grzesia o 15.00 dotarliśmy do Wołowca - pierwszy szczyt w polskiej Grani Tatr. Tym razem oprócz Piotra byli w zespole: Tamara Styś, Darek Załuski i trener lekkoatletyki z katowickiego AWF dr hab. Zbigniew Borek.

Na Starorobociański wchodziliśmy już w ciemnościach i kontynuowaliśmy marsz całą noc. Warunki śnieżne były dobre - dominował twardy zbity śnieg, miejscami beton, jedynie w miejscach nawianych trzeba było torować - maksymalna głębokość do połowy łydki, częściej do kostki. Noc była bezchmurna, ale i bezksiężycowa, więc nie udało nam się uniknąć wpadek orientacyjnych - w sumie na poszukiwania drogi straciliśmy jakieś 2 godziny. Świt zastał nas na Tomanowym Wierchu.

Z Tomanowej Przełęczy Polskiej do Doliny Kościeliskiej wycofał się Zbyszek Borek. Słońce szybko roztopiło południowe zbocza i zaczęło zamieniać powierzchnię śniegu w lepką bryję. Świadomi zagrożenia zaczęliśmy podchodzić z Tomanowej na Ciemniaka w pełnym skupieniu wzorowo prowadząc ślad, logicznie klucząc pomiędzy żlebikami i turniami tego odcinka grani. Mieliśmy na wyposażeniu piepsy lawinowe (włączone!), łopatę i sondę.

W połowie podejścia na Ciemniak był połogi odcinek z nawisami. Zdjęcie obrazuje w jakiej odległości były one omijane - mnie się wydaje, że w dość sporej. Ja prowadziłem. Pilnowaliśmy odstępów pomiędzy sobą. Darek i Tamara byli kilkanaście metrów za mną.

Po zrobieniu załączonego zdjęcia zrobiłem krok, może dwa i usłyszałem głośne "bum" - niskotonowy chrzęst uwolnionych od naprężeń mas śniegu i grunt pod nogami najpierw zawisł, po czym runął w dół, a krawędź grani "przeskoczyła" ponad głowę. Jedna noga została przez chwilę na stabilnym gruncie, ale zaraz straciłem równowagę i upadku w dół nie udało się zatrzymać. Uderzyłem w stok po dwóch, trzech metrach z czekanem w ręce i już w prawidłowej pozycji do hamowania. Hamowałem początkowo z powodzeniem, sporo śniegu wyjechało spode mnie i odetchnąłem nawet z ulgą, że dałem radę prawie zatrzymać się - wtedy nade mną urwało się coś jeszcze i pociągnęło jednak w dół - obróciło na plecy - zaczęła się jazda. Zobaczyłem, że jadę z bardzo dużą i szeroką lawiną - zaczęło być groźnie i uświadomiłem sobie, że to może być koniec. Jechałem wierzchem, jakby na pontonie, terenem nierównym - góra - dół - niczym na specjalnie do tego zaprojektowanej zjeżdżalni. Wciągało mi nogi, ale zdołałem je wyrwać i utrzymać pozycję na plecach, na pływaka nogami w dół (czyli lekko uniesione i rozpostarte). Wiedziałem, że poza tym jednym, w tej masie śniegu nic innego nie mogę zrobić. Śnieg miał charakter dużych, połamanych tafli - typ gipsowy. Ręce też starałem się mieć szeroko. To trwało 6-8 sekund, maksymalnie może 10.

Lawina zaczynała zwalniać, a czoło wręcz się zatrzymywać. Wtedy pojawił się największy przestrach: na ile naprze na mnie to, co z tyłu i na ile mnie zasypie. Faza zatrzymywania się lawiny i zasypywania mnie od tyłu, to jakby film w zwolnionym tempie i koszmarny długi sen, którego nie daje się przerwać. Trwało to relatywnie długo, jakieś 5 sekund może. Śnieg powoli napierał i zwiększał ucisk, oblepiał stopniowo - najpierw nogi mocniej, aż do pełnej blokady, potem klatkę piersiową i barki, aż do granicy bólu. Po prostu zgniatało mnie. Instynktownie trzymałem prawą rękę ze styliskiem czekana wprost do góry i prosiłem wiadomo kogo, żeby już przestało, ale napór trwał - przysypało głowę, tą wyciągniętą w górę rękę i wtedy dopiero jakikolwiek ruch ustał. Poruszałem nadgarstkiem w linii wyciągniętego w górę ramienia i styliska czekana, a przez dziurkę w śniegu zobaczyłem błękit nieba - odetchnąłem z ulgą przekonany na 100%, że będzie dobrze - miałem dopływ powietrza! Mogłem ruszać nadgarstkiem i miałem możliwość poruszania głową plus minus 5 cm w każdą stronę, płyty utworzyły mi przed twarzą sporą wolną przestrzeń o pojemności może 10 litrów.

Byłem w pozycji pionowej. "Stałem" (czyli tkwiłem zawieszony) na prawej nodze, lewą miałem podkurczoną w bok, lewą rękę wykręconą do tyłu z kijkiem narciarskim założonym na lewy nadgarstek (błąd, w takim terenie kijek należy mieć luźno i go odrzucić w momencie upadku).

Miałem ruchomy nadgarstek, trzymałem czekan, ale nie mogłem poszerzyć otworu, nic a nic, pomimo starań nie było żadnych możliwości powiększania otworu i częściowego choćby odkopania się tą jedną ręką. Na ramieniu, na troku plecaka miałem słuchawkę włączonego radiotelefonu - drugi miał Piotr Pustelnik- bardzo się starałem dostać jakoś do tej słuchawki - ale nie dałem rady.

Byłem przekonany, że w ciągu 20 minut ktoś mnie namierzy. Gdy jednak te 20 minut minęło, a ciało wpadło w "telepkę", zacząłem się naprawdę martwić. Dotarło do mnie, że na grani nie zawsze jest zasięg (czasami jest), i że partnerzy muszą być może na piechotę gnać do telefonu stacjonarnego w schronisku na Ornaku. Zacząłem się zastanawiać ile godzin tak wytrzymam i wyszło mi, nie wiem skąd, może na podstawie "samopoczucia", że 8 godzin dam radę.

Zastanawiałem się, czy może któryś z kolegów da radę zejść na lawinisko - ruszałem więc końcówką czekana ile mogłem (możliwa amplituda ruchów około10 cm) i krzyczałem. Wtedy nagle usłyszałem silnik helikoptera - uffffffff, co za ulga!

Przez dziurkę w śniegu zobaczyłem maszynę i stojącego na zewnątrz śmigła ratownika w czarnych goglach. Nie wiedziałem, czy mnie widzi, czy nie. Wymachiwałem czekanem ile mogłem, aż do omdlenia przedramienia, pył z podmuchu zasypał z lekka otwór a śmigło odleciało i zapanowała głucha cisza. Znowu było trochę WIELKIEGO STRACHU, ale tylko przez sekundy, zaraz potem ratownicy łopatami zaczęli odgarniać to, co miałem nad głową. Odetchnąłem z Naprawdę Wielką Ulgą.

Nauczyłem się, że odkopywanie takiego ciężkiego śniegu, to nie jest prosta rzecz. Ratownicy naprawdę ciężko się napracowali. Było ich 5-ciu. Nie mam upoważnienia do podawania ich nazwisk, ale z mediów wiadomo już, że kierownikiem akcji był Edward Lichota (szef dyżuru tego dnia). Choć byłem już odkopany w ponad połowie, to dalej nie byłem w stanie wyszarpnąć nóg, ruszyć stopą. Każdą stopę, aż po raki trzeba było traktować łopatą. Trochę to trwało, w sumie parę, może paręnaście minut i już byłem na pokładzie śmigłowca.

Nic mi nie dolegało. Wyszedłem bez szwanku. Nawet nic nie zgubiłem. Dopadła mnie jedynie gigantyczna trzęsawka, ale elektryczny koc szpitalny błyskawicznie się z nią uporał. Po paru godzinach obserwacji zwolniono mnie do domu. I tyle. Koniec.
Schematy lawiny

Z tego miejsca przepraszam partnerów za minuty grozy i za to, że nastąpiłem na ten nawis. Składam milion podziękowań ratownikom TOPR i przestrzegam ewentualnych innych amatorów robienia grani Tatr Zachodnich w systemie non stop od zachodu - zwracam uwagę, że wielogodzinne nocne marsze przytępiają uwagę i czynią człowieka bardziej podatnym na popełnianie błędów, co też mi się zdarzyło i czego skutki opisane są powyżej.

Artur Hajzer



Zdjęcia - bardzo pouczające na stronie



Jeśli góra idzie do Ciebie, a nie jesteś Mahometem... uciekaj, bo to lawina.

...bez względu na porę roku, dnia i stan pogody - stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie i udam się w góry celem niesienia pomocy ludziom jej potrzebującym...

Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-02-2008 10:43 PM przez zyraf.

12-02-2008 08:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #78
RE: Innym ku przestrodze ...

Dwóch turystów znalazło pod ścianą WSM ciało wspinacza, który najprawdopodobniej wczoraj wyruszył samotnie na wspinaczkę...

http://polskalokalna.pl/wiadomosci/malop...058148,220


Zima nie toleruje samotnych wędrowców, przykładem może być Mieczysław Karłowicz, którego obchodziliśmy niedawno rocznicę śmierci... taka niewielka lawina, w tak niewielkiej odległości od schroniska... gdyby nie był sam... kto wie...

„Non omnis moriar"
['] [']



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach

Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-02-2008 01:34 PM przez Pablo.

13-02-2008 10:14 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
margit
Putinowa
*****


Postów: 1,217
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status: Offline
Post: #79
RE: Innym ku przestrodze ...

ten opis lawiny .... dużo cennych informacji.... kolejny element do zakodowania.


13-02-2008 10:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #80
RE: Innym ku przestrodze ...


22-02-2008 06:35 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dzienciol313
okrzyknięty stukaczem
*****


Postów: 1,457
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #81
RE: Innym ku przestrodze ...

[*]



"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
22-02-2008 06:51 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #82
RE: Innym ku przestrodze ...

[*]



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
22-02-2008 06:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #83
RE:  Innym ku przestrodze ...

dr.Etker napisał(a):
http://fakty.interia.pl/swiat/news/slowacja-zginal-polski-wspinacz,1064069
(*)

Ps.
Kilka lat temu w opisanym rejonie(zimą w trakcie zejścia Niemiecką Drabiną po ukończeniu drogi)-lawna strąciła dwóch znanych taterników słowackich-zgineli wówczas bracia Pavol i Ondrej Pochyly



22-02-2008 07:19 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #84
RE: Innym ku przestrodze ...

(*)



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
22-02-2008 07:26 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #85
RE: Innym ku przestrodze ...

[*]



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
22-02-2008 07:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
maciek
Moderator
******


Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status: Offline
Post: #86
RE: Innym ku przestrodze ...

Ona przychodzi chytrze,
Bez ostrzeżeń i gróźb,
Krzyczy pękniętą liną,
Kamieniem zerwanym spod stóp,
Spod stóp.

Wszystko zaczyna się zwykle,
Jak każdy wspinaczki dzień,
Trudny dzień.

Ściana, droga pod szczyt,
A potem nagle krzyk - oooooo...

Góry wysokie, co im z Wami walczyć karze?
Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej!

Góry wysokie, wiem co z Wami walczyć każe,
Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
Na rzęsach szron, inni już idą dalej,
Na twarzy śmiech lecz są nowi, śmiali są,
Tylko czasem zamyślenie, tylko czasem zamyślenie.

Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!



"Cień wielkiej góry" Budka Suflera


22-02-2008 09:31 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,690
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #87
RE: Innym ku przestrodze ...

<*>



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
22-02-2008 10:06 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #88
RE: Innym ku przestrodze ...

Do tragicznego wypadku w dniu dzisiejszym w Tatrach Słowackich -ze strony KW Poznań:

...Z ogromnym bólem zawiadamiamy, że w Tatrach zginął dziś (22.02) Maciej Sokołowski, nasz serdeczny przyjaciel i prezes poznańskiego klubu. Wypadek miał miejsce podczas zejścia z Małego Kieżmarskiego Szczytu Niemiecką Drabiną.



Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-02-2008 11:37 PM przez dr.Etker.

22-02-2008 11:37 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Sylwester

*****


Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status: Offline
Post: #89
RE: Innym ku przestrodze ...

Wypadek w Karkonoszach
2008-02-25, Radio Wrocław
Runęli w przepaść, ale żyją. Wielkie szczęście mają czescy turyści, którzy spadli w Kocioł Łomniczki. W akcji ratunkowej uczestniczyły dwa śmigłowce, polski i czeski.
Dwoje Czechów spadło ze zbocza Śnieżki, z drogi jubileuszowej. Na oblodzonym stracili równowagę i z zsunęli się w 400-metrową przepaść. Zjechali po zboczu w dół Kotła Łomniczki tzw. rynną śmierci. Na ratunek turystom ruszyły dwa śmigłowce, czeski latający w barwach Horskiej Służby i wojskowy polski Sokół.
Piloci z Czech z powodu silnego wiatru nie dali rady wlecieć w Kocioł Łomniczki. Podjęli się tego polscy ratownicy, którzy na linie podwieszonej pod helikopterem dotarli do poszkodowanych. Ciężej ranną kobietę ratownicy dostarczyli do szpitala w Czechach. Mężczyzna, który przygodę przypłacił jedynie urazem barku został opatrzony w Polsce. Maciej Abramowicz naczelnik Karkonoskiej Grupy GOPR mówi, że turystów zwiodła ładna pogoda.

Była to jedna z najtrudniejszych akcji, jaką karkonoski GOPR prowadził w ostatnich latach.

Radio Wrocław


25-02-2008 11:55 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
zyraf
NaPoLeon
****


Postów: 369
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status: Offline
Post: #90
RE: Innym ku przestrodze ...

http://www.topr.pl/index.php?option=com_...4&Itemid=1

Cytat:
W godzinach popołudniowych (15:40) do centrali TOPR zadzwonili turyści poruszający sie na nartach z prośbą o pomoc. Idąc zielonym szlakiem z Rusinowej Polany w kierunku Hali Gąsienicowej zgubili drogę i nie potrafili określić dokładnie swojego położenia. Na przeciw pechowym turystą wyruszył patrol ratowniczy z Hali Gąsiennicowej. Po dwóch godzinach marszu w zamieci śnieżnej ratownicy odnaleźli sześcioro zabłąkanych turystów i sprowadzili do schroniska na Hali Gąsienicowej.

W Tatrach panują bardzo trudne warunki, opady śniegu z wiatrem, zamiecie śnieżne i duże zagrożenie lawinowe.



Jeśli góra idzie do Ciebie, a nie jesteś Mahometem... uciekaj, bo to lawina.

...bez względu na porę roku, dnia i stan pogody - stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie i udam się w góry celem niesienia pomocy ludziom jej potrzebującym...
03-03-2008 04:09 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: