Tak już mam, że przed planowaną górską imprezą /czyt. sobotnim wyjazdem w Bieszczady/ mimowolnie przestaję być obecny w miejscu pobytu ciała, po prostu myśli uciekają mi z głowy w przyszłość i nie ma na to rady ...
Wyjątkiem od tego rozdzielenia okazują się inne góry, co potwierdziłem w trakcie ostatniej wycieczki.
Dzień był zimny, mokry, pochmurny i nic nie zapowiadało zmianę aury, lecz ja nie szukałem słońca, chciałem po prostu się przewietrzyć...
Spoko kiedyś napisał, że we wszystkich moich relacjach w Karkonoszach "wieje" to prawda, tak było w przeszłości, tak było - bo tak miało być i tym razem. Na dole w Karpaczu może spokojniej, za to wilgotno z opadem mżawki, lecz im wyżej tym zimniej i mniej deszczowo, ale za to coraz wietrzniej i chmurniej. Poszedłem tym razem sam, chciałem się rozerwać, chciałem pobyć w górach. Poszedłem kotłem Łomniczki, wybrałem tą trasą przez KasięA, dzięki Kasiu, wybrałem ją /trasę/ bo Kasia pisała coś ostatnio o tym miejscu, a ja przecież wiem jak tam pięknie. Był jeszcze inny powód by tamtędy pójść, chciałem znaleźć się w okolicy Śląskiego Domu gdzie poniżej Śnieżki najbardziej chyba wieje, chciałem też pobyć chwilę w miejscu symbolicznego Cmentarza Ludzi Gór, bo dzień sprzyjał głębokim przemyśleniom, a co za tym idzie i zadumie nad wszystkim co tworzy los człowieka …
Kotłem Łomniczki – najbardziej tatrzańskim z karkonoskich szlaków dotarłem do stóp Śnieżki, na grzbiecie pogoda była akuratna, bo w nagrodę za wyjście w Karkonosze zwiewało mi kaptur z głowy, zabarwiło mi na czerwono policzki i zmotywowało mnie do założenia rękawiczek. Na górze schowany za ścianę schroniska wzmocniłem się obiadem z termosu i ruszyłem w stronę Lucni Boudy mostkami nad uroczymi torfowiskami, torfowiskami z wolna przybierającymi jesienne barwy. W Lucni Boudzie chwila odpoczynku, flaszka złocistego płynu w zielonym szkle z bratniego bufetu i dalej w drogę, od tego momentu trochę zacząłem się śpieszyć bo chciałem wieczór w domu spędzić, a trochę ciężko szło mi się pod wiatr, no i ciśnienie trochę za niskie by tryskać energią . Jeszcze nim zszedłem do cywilizacji podumałem w miejscu nad Kotłem Małego patrząc na dym z komina Samotni i nad Kotłem Wielkiego Stawu gdzie kiedyś na urwisku stało schronisko im. Księcia Henryka /spłonęło w 1946/. Na szlaku spotkały mnie jeszcze piękne widmowe Słoneczniki, barwy jesieni jarzębin i modrzewi, spotykali mnie jeszcze nieprzypadkowi ludzie, bo mimo /albo z uwagi na aurę/ minąłem się przede wszystkim z takimi sobie-podobnymi oplecakowynymi ludkami.
Zastanawiam się co napisać na koniec, co ma być za epilog … napiszę może, że w Karkonoszach nie ma już lata, że jest tu znów inaczej i znów jest pięknie, napisze również, że jeszcze nie ma tu jesieni, ale przecież karkonoską jesień osobiście przywitam gdy tu przyjdzie i zapanuje.
Pozdrawiam i zapraszam w Karkonosze.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-09-2007 07:49 AM przez Sylwester.
Gratuluję Ci Sylwester tego wyjścia ,tego wiatru tej aury duchowej.Znalazłeś to co lubisz ,klimaty jakie uwielbiasz.Zdjęcia ciekawe takie mistyczne z tą mgiełką .Miło się czytało w ciepłym domku.Pozdrawiam
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
tak przyjemnie sie zrobilo, spokojnie po przeczytaniu Twoich literek dzieki za nie
Gory w mgle maja taki inny/specyficzny wyraz.. tajemniczo-magiczny..
Sylwester - pozdrawiam .
"Tam na dole zostało wszystko to, co Cię męczy,
Patrząc w góry w około świat wydaje się lepszy..."
Sylwek, piszesz, ze w Karkonoszach nie ma jeszcze jesieni, ale z Twojej relacji bardzo mocno nią juz powiało. Może nie tyle jesienią co nostalgią, a mnie to uczucie zawsze właśnie z ta porą roku sie kojarzy. Karkonosze jak widać i w deszczowo-mglistej szacie też są warte zwidzania a ja takie je znam Pozdrawiam
Rosną skrzydła u ramion,
czas się w wieczność przemienia,
obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy,
gdy zmierzamy do szczytu po kamieniach...
na jesień i kolorowe góry jeszcze nie czas, choć czas ten niebawem nastąpi
Oby tak się stało Póki co gratuluję kolejnego spaceru w chmurach,wrażeń z wędrówki pośród mgieł tak pięknie opisanych-i udanych zdjęć(choćby grupa Słoneczniki -jak bastion we mgle).
pozdrawiam
Dzięki Sylwester za piękny opis i zdjęcia!
Wczoraj pokazałam je mojemu Miśkowi. Od razu paszcza mu się śmiała, bo w identycznej aurze po raz pierwszy odwiedzał naszą Królewnę.
Serdeczne pozdrowienia!
"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
Niedziela jak z bajki, ciepła, słoneczna okraszona lekkim wietrzykiem niosącym zapach jesiennych liści i tchnienia zadumy...
Wyszedłem na karkonoski szlak nie planując niczego konkretnego, ot po prostu chciałem pobyć trochę w tych górach, chciałem trochę tej chwili złocistej zatrzymać gdzieś głęboko w sercu...
Dzień piękny, złotojesienny, taki bonus przepracowanego tygodnia, czas na oderwanie się od codzienności, czas na marzenia, czas na zebranie sił na kolejne dni....
Okazało się, że jesień jeszcze nie pokolorowała świata, nie wyzłociła liści, nie ubarwiła wrzosów, nie pokryła odcieniami czerwieni bukowych koron...
Okazało się, że Rudowłosa Pani ledwie co dotknęła ziemi i dopiero zamierza dać upust fantazji i w galerii karkonoskich stoków pokazać gawiedzi jakim jest malarzem...
Zobaczyłem, że jesień dopiero co przyszła w odwiedziny do Liczyrzepy i nie rozmówiła się z nim jeszcze jak mu świat ubarwić, nie nałożyła farby na swojej palecie, nie pomieszała kolorów, nie wybrała tonacji...
Czas spędziłem beztrosko, na podpatrywaniu jak słonko przegląda się w kałużach pozostałych po wczorajszym deszczu, jak rozścieliły się cienkim kobiercem spadłe właśnie liście, jak pierzaste chmurki gnane wiatrem przemykają czyściutkim błękitem nieba...
Posłuchałem jak strumyczki szemrzą czystą wodą wijąc się wesoło między kamieniami, jak fale filuterne pluskają wesoło obmywając granit wystudzonej skały...
Dzień minął mi na szukaniu ścieżek w mateczniku poniżej Kotła Wielkiego Stawu, na słuchaniu szumu strumienia toczącego wody ze schłodzonej głębi, na podziwianiu jak piękna jest natura w przeddzień jesiennej pory ... cóż tu pisać więcej... wciąż mam iskry w oczach po rozświetlonym cudownym słońcem karkonoskim dniu ... cóż pisać jak słowa i tak nie oddadzą piękna światłocienia na odludnych stokach...
po prostu zapraszam, odwiedźcie mnie kiedyś
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-09-2007 08:13 PM przez Sylwester.
Kusiciel , to chyba będzie największe spotkanie forumowe wszechczasów...
Niech już będzie zima bo się nie mogę doczekać, bo już cały dzień minął od powrotu i tęsknie w góry
Dziękujemy za opis i kaszubsko pozdrawiamy
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Witam
Sylwek ciekawe jest ostatnie zdjęcie te, na którym widać zbiornik Sosnówka). Jak to możłiwe, że Ty będąc na szlaku (gdzieś pod Smogorią?) sfotografowałeś szlak z góry
Pewnie masz układy z SG