|
Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Motto (dedykacja własna dla Mallaidha): "Maciek, forumowicz GŚ już poznał sporo rzeczy z nr. 11. Jedni przeszli 11 km, może ktoś strzelił karnego z 11 m, inni może wędrowali 11 dni po drogach i bezdrożach... To wszystko może przeżyć użytkownik górskiego forum, ale tylko 9 (miało być 11) bibowiczów GŚ miało to szczęście, że mogło się 11 godzin z powodu pogody integrować na ławie w schronisku gdzieś w Karpatach na wysokości 2000 m."
http://www.youtube.com/watch?v=BbNmBcyD-mo
Znowu nastał ten dzień, kiedy wszyscy powoli są wchłaniani w ustalone życie pobibowe a ja muszę wysilać swoje szare komórki i o swoje przeżycia podzielić się z tymi, którzy byli ze mną na wyprawie i z tymi, którzy z nami nie byli i chcą to z nami przeżyć. No to zaczynamy i życzę wszystkim beznudnego czytania z biby po Niżnych Tatrach (NT) 
Dane techniczne:
DOBA : 27.5. ? 30.5.2011
PRZESTRZEŃ: część głównej grani zachodnich NT na odcinku Czertowica - Siodło pod Skalką/Liptowska Lużna, Słowacja
OBJEKTY (do spania): Chata Sztefanika, Kamienna chata i utulnia pod Chabańcem
ODLEGŁOŚĆ (obliczone z czasu wyznaczonego na mapie): 14 km (910 m przewyższenia), 6 km (460 m przewyższenia), 15 km (660 m przewyższenia), 11 km (280 m przewyższenia). Trzeba dodać, że z całego planowanego grzbietu zachodniego (chyba 52 km) zostało nam około ?.
CZAS: 5:35 godz., 2:25 godz., 7:55 godz. i 4:25 godz. (wg mapy)
SUBJEKTY:
w kolejności alfabetycznej - Fabrykadrwin, Gosia3czek, Helighet, Łukasz, Mallaidh, Mieciur, Pedro, Stasiu, Tomtur
27.5.2011, dzień pierwszy
Tym razem zbiórka bibowych uczestników ma się odbyć w Liptowskim Mikulaszu (LM). Ja z Tomturem tworzymy komitet powitalny i dlatego na dwie godziny przed odjazdem busa do ostatecznego punktu wypadowego jesteśmy na miejscu. Wolny czas spędzamy na zwiedzaniu miasta, poznawaniu architektury miasta, wspominamy na Jurka Janosika, który tutaj na wierchu Szubieniczki był powieszony na haku dnia 17.3.1713 i ostatecznie odwiedzamy jeden z lokali gastronomicznych.
Do czasu odjazdu autobusu o 10:30 liczba uczestników zatrzymuje się na liczbie 9. Na spóźnialskich nie czekamy i wyjeżdżamy z LM na czas. W autobusie jest sporo miejsca i dlatego nie mamy problemów z usadowieniem się. Niżej wsadzone zdjęcie pokazuje, który bibowicz zajął najlepsze miejsce.
Podróżowanie autobusem jest wygodne. Po około 1 godz wysypuje nas na przełęczy Czertowica (1232 m) i to o 650 m wyżej od LM. Fajne ułatwienie dla nyszych organizmów obciążonych wypełnionymi po sznurowadła worów. Każda biba ma utworzony plan twórczy. Ten trzeby przedstawić uczestnikom. Najlepiej się go przedstawia w miejscach zbiorowego wyluzowania i takim był pobliski lokal gastronomiczny. Atmosfera jest wyśmienita, gęby uśmiechnięte,
ponieważ nie wiemy co nas czeka. Plan dla każdego uczestnika na ten dzień jest jasny - odwiedzić w co najkrótszym czasie obsługę chaty Sztefanik z dostatecznym obciążeniem, zakwaterować się a na wieczór, przy każdej pogodzie, uczestniczyć w imprezie zwanej: "Wysyłanie Krzyżowców w siną (czyt. mglistą) dal ze szczytu Dumbiera". Po zadokumentowaniu wstępnych poczynań,
(
następuje dokładnie o 12-tej ostry start. No i poszli. Jeszcze dobrze, że się przed nami postawił stok narciarski, to trochę otępiło początkowy zapał górołazów do szarżowania. Akurat fajny odcinek na wyprószenie miejskiego osadu z płuc.
Wstępne zapoznanie się z Taterkami mamy za sobą i następuje chwilowo płaski odcinek z widokiem na pierwszy kopczyk - Lajsztroch (1602 m).
Tutaj to już inna kategoria. Odkrywają się już pierwsze widoki na porządne góry. W oddali w pozycji wyczekującej wystaje Dumbier. Ciekawi mnie czym nas wieczorem przywita. Mamy w planie odwiedzić go. Jest jeszcze jedna bibowa tradycja. Tak, jak na początku trasy żegnamy się z cywilizacją przy piwku, tak pierwszy odwiedzony kopczyk zmusza nas do postoju i okosztowania żywej wody, która (rzecz jasna w małych ilościach) wymiecie z głowy ostatnie codzienne problemy i pozwoli na całkowite zanurzenie się w górskim świecie.
(
Tylko nie wiem co Ci dwaj knuli za osobiste plany? Dalsza wędrówka prowadzi już tylko otwartym krajem. Po Lajsztrochu czeka nas Kraliczka (1807 m), która nam zasłania dalsze widoki. Zwłaszcza na dalsze kopczyki i oczekiwaną chatę Sztefanika. Trzeba się jednak trochę namęczyć nim osiągniemy grzbiet Kraliczki.
Z niego miały być ładne widoki, ale pogoda zaczyna z nami grać w chowanego i poniekąd zakrywa nam daleki widok.
- (Sz) chata Sztefanika, (De) Deresze, (Ch) Chopok, (Du) Dumbier
Po obejściu Kraliczki, czas na dalszy wypoczynek. Do schroniska jest już tylko niecałe 45 minut a my mamy sporo czasu. Na takich postojach ludziom ciekawe pomysły do głowy wpadają. Wezmą do ręki kawałek drewna i już nasuwają się im różne myśli. Łukasz nie wiedział czy ma zostać rycerzem, czy też pielgrzymem udającym się do Świętej Ziemi albo normalnie po zimie będzie darmowo odnawiał zimowe szlaki.
Na szczęście komuś udało się wyrwać mu ten patyk z rąk i Łukasz znowu stał się posłusznym bibowiczem. Bliskość schroniska działała na nas jak magnes. Długo na postoju nie mogliśmy usiedzieć. Przyznam, kiedy zobaczyłem schronisko, spadł mi kamień z serca. Prognozy zapowiadały już od południa burze i deszcze, a tu była 15:30 i jeszcze na szczęście nie padało.
Zakwaterowanie to już klasyka. Każdy wie co ma robić, gdzie jest jego łóżko, jak zimny prysznic sobie nadawkować i co kosztować z oferty schroniskowej kuchni. Na Sztefaniku trzeba koniecznie spróbować - gulasz kociołkowy, herbatę ziołową i ... nalewkę z goryczki. Wszystko było wyśmienite, tylko na gulasz musieliśmy czekać aż do wieczora, bo uprzednie wyprawy go zżarły do ostatka i musieliśmy poczekać aż kucharz przyprawi nową dawkę. Oczekiwanie na gulasz postanowiliśmy sobie skrócić odwiedzinami Dumbiera. Pogoda jednak zbytnio nie namawiała do odwiedzin,
ale duma bibowicza GŚ nie pozwoliła na jakieś wymigiwanie się z odwiedzin. Przcież najwyższego nie wypada nieodwiedzić. Z początku mieliśmy chętki skrócić sobie drogę i wyjść na szczyt po zimowym szlaku. Byliśmy jednak uprzedzeni, że taki skrót nam może uszczuplić finanse przeznaczone na inne zabawy. To, że zbytnio sobie nie pooglądamy pobliskie kopczyki jest nam wiadome przy dojściu na Krupowe siodło.
Jednak Dumbier był trochę łaskawy i odchylił nam kawałek widoków na swoje północne zbocze, które jest więcej skaliste i przepaściste.
Kiedy dochodziliśmy do szczytu,witał nas orszak pasących się kozic. Chociaż mgła utrudniała orientację, rozpoczęła się walka na podchody i osiągnięcie dobrej pozycji na przeprowadzenie obsesji zdjęciowej. I mnie się udało do swojego aparatu upolować parę ładnych okazów.
Dumbier (2043 m) w tym dniu nie był jednak w dobrym nastroju. Nic nie pomogło, żeby go odmiękczyć. Mogliśmy robić foty tylko przy krzyżu
albo zbiorowe przy obelisku.
My jednak nie daliśmy za wygraną i cierpliwie wyczekiwali na jakieś okienko pogodowe. Wielki D był jednak twardym przeciwnikiem i wiedział co na nas poskutkuje. Kiedy już mu się znudziły nasze odwiedziny, spuścił z nieba parę kropli deszczu i przegonił nas ze swojego domu. Do schroniska doszliśmy już po ?szaroku?.
Nastrój poprawił nam zapach wydobywający się z kuchni. To kucharz miał dla nas przygotowaną nową porcję gulaszu kociołkowego. Chyba smakował wszystkim, bo wszyscy miski dosłownie wylizali. Z wieczornych reji bibowiczów jest godne do opisania tylko złożenie gratulacji urodzinowych dla byłej aktywnej forumowiczki. Admin się postawił przodem do problemu i wręczył solenizantce podarunek.
Z tym podarunkiem do fajnie wymyślił. On go taszczył pół dnia. Gosia natomiast całe dwa dni. Na zakończenie pierwszego dnia wyprawy można dodać, że uczestnicy poszli wszyscy grzecznie spać. I o dziwo, Tomtur był daleko pierwszy, który oddał się w ręce Orfeusza.
Koniec dnia pierwszego
Cdn (kiedyś)
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 02-06-2011 06:27 PM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Ale za to Tomtur umilał nam degustowanie delikatnym chrapaniem.
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 03-06-2011 09:19 AM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
To są bezpodstawne insynuacje ,bo jak wszyscy wiemy JA nie chrapię
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 03-06-2011 07:51 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
28.5.2011, dzień drugi
Śniadanie mamy zamówione na siódmą i dlatego krótko przed tym czasem wyłazimy z łóżek. Przyznam, że popełniłem błąd w organizacji. Przypuściłem zbytnio demokrację i pozwoliłem głosować, na którą godzinę zamówimy śniadanie. Na Sztefaniku śniadanie podaje się o 7:00 albo o 8:00. Trzeba mi było samemu zadecydować i zamówić na ósmą. Tomtur poszedł wcześnie spać i dlatego miał najwięcej ambicji kopczykowych i też wszystkich niecierpliwie poganiał do jadalni. W ten dzień czekała nas najdłuższa trasa. Plan był dotrzeć do utulni pod Chabańcem. Jednak niebawem miało się wypełnić porzekadło: "Człowiek mini, Pan Bóg mieni". No, jednak czas wyruszyć na trasę. Jeszcze foto pewnych siebie bibowiczów przed Sztefanikiem
i trzeba opuścić to miłe miejsce. Początek trasy taki sam, jak zeszłego dnia w odwiedziny u Du. Do Krupowego siodła nawet pogoda taka sama. Widzimy na parę metrów.
Nie ma co liczyć na azurowe niebo. Raczej Taterki postanowiły zwiększyć napór na naszą psychikę i wypróbować czy jesteśmy prawdziwi górole albo jesteśmy z cukru. Do mgły ktoś dorzucił krople deszczu. Na razie to nie była nawałnica tylko takie pogrożenie paluchem wskazującym, że może być gorzej. Szkoda, że nie było nic widać. Ponoć szlak między Dumbierem i Chopkiem jest ładny. No nic, jest to chociaż powód do powtórnego odwiedzenia tego miejsca. Okoliczne kopczyki wyczuwamy tylko szóstym zmysłem. Można się pogrążyć we własnych myślach. Po jakimś czasie zaczynam być we stadiu wyczekiwania. Miało by powoli pokazać się następne schronisko - Kamienna chata (2000 m). Kiedy po dwóch godzinach zobaczyłem znane wszystkim urządzenie sanitarne, wiedzałem, że jestem u pierwszego celu dzisiejszego dnia.
Muszę przyznać, że kibelki przy Kamiennej i pod Chabańcem były po Chopku najwięcej obstrykanym miejscem. Poniektórzy nawet robili zdjęcia podczas uwolnienia swoich wnętrzności i z otwartymi drzwiami. Co do Kamiennej, to jest to nastrojowa chata. Nie polubią ją jednak Ci, którzy potrzebują skrupulatnie dotrzymywać higienę osobistą. Nigdzie w pobliżu nie ma wody, trzeba polegać tylko na deszczówce albo pitną kupić za ciężką walutę w schronisku. Nas to jednak nie odradziło i jak jeden mąż wpadamy do chaty. O godzinie 11:00 jesteśmy na razie pierwsi.
Muszę przyznać, że znalazłem dalszą pozytywną właściwość madziornej pogody. Jest to umiejętność wychowawcza. Chociaż mgła zalazła mi i za fotoaparat, to i tak widać, że na stole nie ma żadnego "dużego z pianką". Wystarczy trochę pokropić, obniżyć temperaturę i zaraz bibowicze siedzą grzecznie przy herbatce. Przyznam, że i ja w ten dzień piłem ją posłusznie. Około południa deszcz zaczyna nabierać na sile. Niebieski kran jest otwarty na całego. Wprost proporcjonalnie do tego zaczyna się schronisko pełnić dalszymi zmokłymi turystami. Idylka bibowska się skończyła. Koronę na koniec nasadziła pewna grupa turystów, którzy nie tylko byli mokrzy na zewnątrz, ale także musieli na trasie solidnie polewać wnętrzności. Już do schroniska weszli około 14:00 ze śpiewem (pijackim). i wytrzymali do 22:00, kiedy chaciarz ich przegonił spać. Jeszcze dzisiaj mi huczy w uszach. Z biegiem czasu nasza grupa stara się wszelkimi sposobami zabijać nudę. Kiedy wszyscy, wszystko o wszystkim powiedzieli, do słowa dochodzą gry jak chińczyk, karty - tysiąc, kibelek
albo zabawy miejscowymi misiami.
Czas od czasu ktoś, jak za czasów złotej gorączki, kiedy w barze ktoś zakrzyczał: "Złoto w Dolinie Niedźwiedzi", zakrzyczał: "Góry się pokazują" i spowodował masowy eksodus ze schroniska w celu upolowania chociaż jednego zdjęcia. Takich alarmów było chyba ze 4 - 5 razy, ale tylko raz chmury trochę odstąpiły. Nawet niektórym udało się wyfotogarfować Dumbiera z pobliskiego Chopoka. Ja skromnie tylko od chaty
Niespełna można opisać wszystkiego co się wydarzyło przez 11 godzin siedzenia na ławie schroniska. Szkoda, że pogoda pokrzyżowała nam plany, ale faktycznie nie dało się inaczej. Dobrowolnie 4,5 godziny w ulewie na dobre by nam nie wyszło. Z tego powodu nieplanowanie nocowaliśmy w Kamiennej zamiast pod Chabańcem i tym nie spełniliśmy plan. O 22:00 wieczorynka. Chaciarz wszyskich wygnał spać. Nasza grupa spała w jadalni. Ja, Tomtur i Pedro zaraz pod ladą bufetu. Reszta w innych kątach.
Koniec dnia drugiego
Cdn
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-06-2011 10:01 PM przez Stasiu.
|
|
| 03-06-2011 09:45 PM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-06-2011 10:27 PM przez Mallaidh.
|
|
| 03-06-2011 10:25 PM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
|
|
| 04-06-2011 09:08 PM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 04-06-2011 09:36 PM |
|
 |
Sokół
Brak aktywacji konta
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
ostatnie to jest zajebiste....
|
|
| 04-06-2011 09:55 PM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
jak miło po takiej przerwie popatrzeć na znajome twarze w górskim otoczeniu 
A z prezentem to czyj był pomysł?
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 05-06-2011 09:34 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Wiesz Edzia, bardzo mnie cieszy, że Ci do nas teskno po jakimś czasie. To dobry znak. Co do podarunku, to chyba sprawa Admina i może plus sądeckich. Nam pozostało tylko złożyć gratulacje.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 05-06-2011 10:48 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
29.5.2011, dzień trzeci
Rano wstaję do kibelka o 4:10 i na wewnątrz widzę, że niebo jest wymiecione. Jestem uszczęśliwiony, bo będzie można fotografować wschód słońca na Chopoku. Nie mogę jednak już dospać i wraz z Tomturem, Pedrem i Fabryką lecimy z aparatami na szczyt w oczekiwaniu przepięknych widoków. Reszta ekipy się jakoś nie kwapi i pozostaje we swych legowiskach. Dołącza do nas jeszcze misiu ze schroniska. Jednak pogoda znów zrobiła na nas długiego nosa. Chwilę po wyjściu z chaty znowu nadeszła mgła i wszelki widok zasłoniła. Nie dajemy za wygraną i pniemy jeszcze zaspani na wierzchołek. Tam ogarnia nas taka ta tradycyjna angielska mgła. Ciężka i wilgotna. Akurat widzimy na koniec nosa.
Długo czekamy na szczycie i mamy nadzieję, że widoki za chwilę się otworzyą i my będziemy w siódmym niebie. Optymista powie, że nadzieja umiera ostatnia, pesymista zaś, że nadzieja matką głupich. Po czasie rezygnujemy i idziemy z powrotem do schroniska. Dośpimy jeszcze ostatnie minuty, ponieważ o 7:00 musimy już być spakowani i jadalnia musi być gotowa do przyjmowania porannych głodomorów. My też smętnie przyjmujemy poranną potrawę. Żeby znowu nam przyszło chodzić cały dzień we mgle? Musieliśmy żałośnie wyglądać, bo w pewnym momwncie Chopok się ulitował i odsłonił się w pełnej krasie. Nawet pokazały się okoliczne kopczyki. Jak jeden mąż wyskoczyliśmy z ławki, naraz w drzwiach zrobił się ścisk, bo nikt nie chciał być ostatni. Jak wystrzeleni z procy pognaliśmy na szczyt Chopoka. A tam pełna euforia. Widoki wybitnie alpejskie. Pod nami chmury, na azurowym niebie tylko słońce i na szczycie 9 bibowiczów jak w transie wypstrykowuje swoje aparaty aż się z nich kurzy. Do dziś się dziwię, że nikt nie zleciał z wierzchołka. Mogę tutaj przytoczyć parę swoich zdjęć.
Inni chyba mają jeszcze lepsze ujęcia. Nareszcie doczekaliśmy się widoków. Po buziach było widać, że każdemu ulżyło a mnie na dodatek spadł kamień z serca. Każdy sobie może wyobrazić 8 niezaspokojonych bibowiczów. Po opadnięciu zdjęciowej euforii, zadowoleni powracamy do chaty. Nie wiem jak inni, ale miałem ochotę zrobić zdjęcie z kibelka z panoramatem do okolicy. I tak to wygląda.
Widoki, widokami, jednak trzeba iść dalej. Dla czterech z nas to dzień powrotu do cywilizacji. Przed chatą powinne grupowe zdjęcie
i wyruszamy w dalszą drogę. Naszym celem są Deresze i siodło Polany, gdzie nas opuszczą 4 ofiary. Reszta przez Polanę, Kotliska i Chabaniec musi dojść (lajtowo) do utulni pod Chabańcem. Znowu wyruszamy do mgły. Tylko nad głowami wyczuwamy, że wystarczy z 300 - 500 m wyżej i znów byśmy byli nad chmurami. Szkoda. Następny odcinek trasy, który trzeba ponownie odwiedzić i nakochać się widokami. W tym dniu nie było nam to dane. Deresze (2003 m) mijamy, ale niektórzy chcą zaliczyć wierzchołek i dlatego za nosem gdzieś zbaczają ze szlaku. Taaak, dla niektórych to droga jest celem a nie czymś co prowadzi tylko do celu.
Co tu można opisywać? Idzie się płaską graniówą i widoczność tak na 10 - 20 m. Po 1,5 godzinie dochodzimy do siodła Polany. Tam Ci, którzy nie mają szczęścia pozostać na dłużej w kopczykach, mają ostatnią szansę dostać się o normalnej porze dnia do cywilizacji. Rozłąka z istną łezką w oku. Jest to minimalnie na pół roku. Ciężko się opuszcza ludzi, którzy są nastawieni na tą samą falę. Ostatnie pusu-mucu i rozdzielamy się. Ekipa w składzie Hemli, Fabryka, Pedro, Stasiu i Tomtur idą w dalszy podbój grzbietu NT. Reszta spływa w dół do Demanowskiej Doliny. Ekipa grzbietowa ma sporo czasu (przcież mieliśmy dwa dni na trasę, którą planowaliśmy na jeden dzień) i po przejsćiu niewyraźnego kopczyka Polana (1889) i Kriżskiego siodła postanawia urządić sobie piknik we mgle - Tomturowy Przystanek. Nazwa taka, ponieważ Tomtur jest tego rodzaju odpoczynkiem największym propagatorem. Można wtedy na kocherze zaparzyć kawkę albo herbatkę, ugotować zupkę z proszku i to w otoczeniu przyrody.
Nawet jesteśmy pod bacznym okiem sprawcy Parku Narodowego NT, czy przypadkiem nie zaśmiecamy przyrody.
Dalszym naszym następnym etapem jest wierch Kotliska (1936 m). Tutaj zaczynam odczuwać pewne zjawisko pogodowe. Kiedy na jego stoku odwracam się w tył widzę trochę zasłoniętą chmurami grań, którą przeszliśmy, między Dereszami i Polaną.
Z północnej strony stoku znajduje się chłodne i wilgotne powietrze a z południowej strony ciepłe i suche powietrze. I akurat na grani dochodzi do przepychanki tych dwóch mas powietrza. Jak ma na wierzchu to chłodne, to mamy mgłę i jak ma większą siłę to ciepłe, to mamy pełną lampę. Nawet to dosyć odczuwam na siebie. Raz mi jest zimno i muszę ubierać kurtkę i za chwilę mi znowu ciepło i wystarczy być w koszulce. Walka tych dwóch mas powietrza będzie widoczna jeszcze przez całą trasę na Chabaniec i do utulni, kiedy koniecznie wygra cieplejsze powietrze. Na Kotliskach robimy czas tylko na zdjęcia. Pedro jednak chwilę walczy z myślą, że jest tutaj możliwość odbić w bok na Skałkę (1980 m) i tak jako niby z boku popatrzeć na główny grzbiet.
Na szczęście szlak ten jest sezonowo zamknięty i nie trzeba nam było drałować parę kilometrów na więcej. Przyznam jednak, że Skałka jest godna odwiedzenia. Ten kopczyk jest widoczny od Sztefanika aż po Chochulę i wszędzie go widać jak latarnię. Po Kotliskach mamy do odwiedzenia ostani kopczyk w tym dniu - Chabaniec (1955 m). Jest to też ostatni skalisty kopczyk. Dalej to już tylko trawiaste górki. Myślę, że wyjście na niego jest wygodne, co poznać po buziach naszych młodych bibowiczów.
Szkoda, że na Chabańcu przewzięło prym chłodne powietrze i nie było znów co widać.
Zbytnio się nie zatrzymujemy i zaczynamy schodzić w dół. Tam gdzieś na nas czeka utulnia. Dopiero po zejściu z Chabańca znów się nam odkrywają widoki i to już na stałe. Po odkryciu Chabańca, postanawiamy, że wieczorem na niego powrócimy, żeby oglądać zachód słońca.
- zejście z Chabańca, w prawo nieznikająca Skałka
Nam już jednak śpieszno nie możemy się doczekać utulni. Nad Siodłem Durkowej się nam pierwszy raz pokazuje to, co mieliśmy osiągnąć już w zeszłym dniu.
Jednak lepiej późno niż wcale. Bardzo sympatyczne miejsce dla oka w NT. Faktycznie tylko minimum wyposażenia dla podróżnego i głównie brak oddźwięków cywilizacji. Przy utulni następuje znowu klasyka. Popas i zakwaterowanie stylem zajęcia najdogodniejszego materaca w zbiorowej sypialni. Potem odwiedziny tradycyjnego kibelka (przyznam, że mi się więcej podobał ten na Kamiennej)
Do tego dochodzi nietradycyjna kąpiel. Z powodu tego, że na Kamiennej byliśmy z higieną na bakier, trzeba było coś ze sobą zrobić. Jeszcze jeden dzień i tatrzańske misie by od nas same uciekały a to nie mówię o innych turystach. Dla nas jednak to nie był problem. Wystarczało nam do tego źródełko zimnej wody. Ze względu na to, że relacja będzie widoczna i w godzinach dostępu nieletnich, nie można pokazać łazienkę z całkowicie roznegliżowanym forumowiczem.
Mogę tylko dodać, że woda była dla nas (nawykłych na gorące prysznice) całkiem zimna. Może za tydzień takiej łaźni byśmy się już w tym źródle wesoło pluskali. Po takiej idylce przy utulni, nadszedł czas znowu odwiedzić Chabańca i na jego szczycie pożegnać słoneczko. Pogoda była już całkowicie po naszej stronie i dla łowców fotografików zachodzącego słońca to zaczynało być ekscytujące.
Tym razem na Chabańca się nam wyłaziło bez worów lżej i można było pełnymi ustami nassawać tą wieczorną atmosferę. W jednam się tylko przeliczyliśmy. Musieliśmy na zachód słońca długo czekać. Ponad godzinę. Z tego momentu mogę włożyć parę fotografii.
Myślę, że wszyscy byli zadowoleni. Chwilę byliśmy myślami z tymi, co nie mogli być z nami i musieli zejść do cywilizacji. Koniec dobry wszystko dobre. Takie hasło pasowało na ten dzień. Do utulni zeszliśmy już o zmroku. Inni turyści (= 3) już poszli spać. My jeszcze chwilkę w jadalni postanowiliśmy podsumować ten odchodzący dzień.
Przyznam, że byłem mile zaskoczony porządkiem w utulni. W porównaniu z ostanimi odwiedzinami, to było 100:1. O 22:30 nas gospodarz zaganiał do spania i trzeba było usłuchać.
Koniec dnia trzeciego 
Cdn
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-06-2011 08:18 PM przez Stasiu.
|
|
| 05-06-2011 07:06 PM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Nie mogę jednak już dospać i wraz z Tomturem i Fabryką lecimy z aparatami na szczyt w oczekiwaniu przepięknych widoków. Reszta ekipy się jakoś nie kwapi i pozostaje we swych legowiskach.
Widzę, że chyba byłem tam na niewidocznym 
A to zdjęcie kto Wam zrobił? 
Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
|
|
| 05-06-2011 08:11 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Widzę, że nietylko chandra, ale i skleroza mnie dopadła Już naprawiam.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-06-2011 08:18 PM przez Stasiu.
|
|
| 05-06-2011 08:17 PM |
|
 |
hemlighet
Hemli
    
Postów: 2,570
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status:
Offline
|
|
| 05-06-2011 09:33 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Wędrowanie forumowiczów GŚ z pogodą o wielu twarzach - Niżne Tatry, maj 2011
Hemli, najładniejsza to pierwsza z dnia trzeciego. Normalnie to wygląda jak by jakieś fale morskie rozbijały się na Dumbierze.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 05-06-2011 09:46 PM |
|
 |
|
|