|
Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Gdzie?: Beskid Żywiecki, Hala Boracza - Hala Lipowska.
Kiedy?: 11. ? 13.2.2011

Widzę, że Magda uważnie czyta. Ja jednak późno zauważyłem. Temat się już nie da naprawić Ja już jestem myślami w tym tygodniu - na Filipce.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2011 04:13 PM przez Stasiu.
|
|
| 09-02-2011 04:12 PM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Można się było spodziewać, że impreza kulturalno-górska będzie udana .
Ciekaw jestem drugiego dnia więc pisz Stasiu, pisz!
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 09-02-2011 05:01 PM |
|
 |
tratina
    
Postów: 1,181
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Widzę, że Magda uważnie czyta. Ja jednak późno zauważyłem. Temat się już nie da naprawić  Ja już jestem myślami w tym tygodniu - na Filipce.
Stasiu ja od razu zobaczyłam , że nie ta data, ale pomyślałam, że tak specjalnie napisałeś nawiązując do tego, że fabrykadrwin tak myślał, że biba jest 11-13
fabrykadrwin: "
Post: #267 RE: Zimowa Olimpiada GŚ 2011
Kto mi powie, dlaczego ja cały czas myślałem, że biba jest 11-13?
Komplikuje to nawet niedzielne wdepnięcie do Was..."
tak mi się jakoś skojarzyło...
"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner
|
|
| 09-02-2011 05:55 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Cd....
5.2.2011 - dzień 2
Rano szuru buru, po wieczornej balandze, nikomu się z łóżka nie chce. Między tymi wszystkimi bebechami, trzeba przyznać, że bibowicze niezbyt są porządkumilni, wystaje tylko głowa jednej z dziewczyn.
Dzisiaj nas czeka wspólna wycieczka. Przeca my sóm jacysi górole i trza też po kopcach chodzić. Mamy jednak dużo wolnego czasu i także zbytnia ilość użytych artykułów spożywczych ubiegłego wieczoru nie pozwala na poruszanie się szybkością większą niż Leniwiec dwupalczasty. Pyszne śniadanko i herbata (bez śliwowicy) wyzwalają we wszstkich zew gór. Na umówioną godzinę niecierpliwie ustawiają się przed schroniskiem jak konie wyścigowe przed startem. Pogoda nie obiecuje widoków, raczej możemy się przygotować na okazyjne lawiny.
Lekko po 10:00 niezorganizowana grupa wyruszyła na trasę. Cel wyniosły - Lipowska. Wyśmiane buzie wycieczkowiczów nie wiedziały, że niebawem będą poddani próbie jak umią ratować człowieka z pod lawiny. Podczas trawersowania północno-zachodniej ściany Redykalnego, jeden niedyscyplinowany turysta podszedł za blisko krawędzi. Pod jego ciężarem urwał się wraz z nim nawis śnieżny i runął w dół. Trzeba jeszcze dodać, że grupa nie miała żadnego sprzętu lawinowego. Od tej chwili zachowanie pozostałych uczestników było skrupulantnie dokumentowane. Dla przykładu z niżej podanego zdjęcia, można zaznaczyć typiczne negatywne zachowanie się ludzi, którzy są świadkami tego typu wydarzenia. A to nie mówimy już o przeprowadzeniu akcji ratowniczej:
- dwaj narciarze z prawej - zajęli tzw. pozycję "martwego robaka", robią, że nic nie widzą i starają się jak najprędzej oddalić z tego miejsca;
- kobieta w przodzie przed narciarzami - chyba przewodnik grupy, stoi bezradnie z boku, po wyrazie twarzy poznać, że nie wie co ma robić;
- mężczyzna w środku - przedstawia typiczne, często występujące zjawisko - zamiast pomagać, robi sobie zdjęcia, żeby się nimi później pochwalić w domu/w pracy/w gospodzie;
- kobieta za mężczyzną w środku - dalsze bardzo rozpowszechnione zjawisko - pełni rolę ciekawskich, którzy w dużych ilościach nawiedzają tego typu wydarzenia, nic nie robią, maksymalnie stać ich na krytykę ratowników, później kolorowo opisują całe wydarzenie w domu/w pracy/w gospodzie;
- trzej osobnicy w lewo - ostatnio niebezpiecznie wzmagająca się praktyka - nie, że nie ratują nieszczęśnika, ale oni jeszcze na domiar złego zrzucają na niego resztki śniegu w celu większego zasypania zasypanego;
- no i w końcu pies - chyba najlepiej przygotowany, jednak jego przewodnik, który jest zaangażowany zasypywaniem zasypanego, wybrał dla psa nieodpowiedni kubraczek do tego typu akcji ratowniczej, brakuje na nim symbolu czerwonego krzyża na białym tle, apteczki i na obroży zapomniano umocować baryłkę z rumem.
Pomimo tego akcja zakończyła się szczęśliwie. Nieborak wydostał się sam z pod śniegu i mógł dalej kontynuować swoją wycieczkę. Po tym wydarzeniu, ekipa ruszyła dalej. Powoli opuszczamy świat widoku i wchodzimy w świat widma.
Od tej pory będziemy mieć, jak powiedział później Lucky, przepiękne widoki bez widoków. Trawersujemy północną ścianę Redykalnego i Boraczego. Wydało by się, że nudnawa trasa, ale pozory mylą. W pewnym momencie mijamy spore lawinisko.
To by jeszcze nie było nic groźnego, ale dalej bibowicze natrafiają na zasypanego dalszego nieszczęśnika.
A co bibowicze? Zamiast reanimować i udzielać pierwszej pomocy nieszczęśnikowi, jak by nic sobie stoją i wesoło gawędzą. Wogóle się nie starają, że ktoś potrzebuje pomocy. Mam jeszcze inne zdjęcia, ale ze względu na drastyczne ujęcia nie mogę je tutaj przedstawić. Widać na nich, jak się toczą po stoku potężne kule śnieżne zrzucane przez dalszego bibowicza wprost na naszego nieszczęśnika. W końcu nieszczęśnik musiał sam się reanimować, o własnych siłach przejść do schroniska i tam udzielić sobie pierwszej pomocy. Dalsza trasa przebiegła już standartowo. Dochodzimy do miejsca, gdzie trzeba trochę pod górkę. Adminowy aparacik nam podpowiada, że już tylko 500 m do złączenia szlaków i potem 15 minut do schroniska na Lipowskiej. Świeża krew do nas wstąpiła - nareszcie jakiś ludzki przybytek w pobliżu. O 12:30 jesteśmy na miejscu. Oferta najlepszych dań i gwarancja jakości jest tutaj przybita na drzewie.
- uśmiechnięte twarze uczestników wycieczki przed schroniskiem
Później im zrzedły miny, ponieważ pomysł odwiedzić schronisko miało dalszych tysiąc takich samych jak my. Jednak i tutaj szczęście nie odwróciło się do nas tyłem i mogliśmy, naciśnięci przy jednym stole, zakosztować atmosferę wnętrza.
Co się wlecze, to nie uciecze. Czas myśleć na powrotną drogę. Tym razem idziemy żółtym szlakiem, gdzie ze znanych hal rozpościerają się ładne widoki. Pogoda nam jednak niczego nie popuści (chyba wpływ Fabryki) i nasze myśli nie są naruszane kiczowatymi widokami. Wydało by się, że powrotna droga to bułka z masłem, ale z powodu niedostatecznej pokrywy śnieżnej pewna sorta turystów miała swoje problemy. Powrotna trasa lekko opadała i dlatego nasi dotychczas zaniedbywani biegówkowi mieli otwarte pole do popisu. Minimum śniegu czynił i takim wygom niemałe problemy. Poznać to było po licznych odciskach tylnych części (tzw. laworach) na śniegu. Z całej tej eskapady odniósł to tylko sprzęt.
Po uśmiechniętej buzi Mallaidha widać, że uszczerbku doznał na szczęście tylko kijek. Pętla się powoli zamyka. Po osiągnięciu Hali Redykalnej
czeka nas już tylko dojście do szlaku zielonego, gdzie czeka już na nas wymarzona chałupka.
O czym myślał nasz szanowny Lucky, odpoczywając na pniu starego drzewa, zostało do dziś tajemnicą. O 16:30 koło się zamyka i bez utraty bibowicza dochodzimy do przybytku na Boraczej. Tutaj nam rzedną miny. Cały rój turystów, który nam okupywał Lipowską, teraz zajął wszystkie miejsca na Boraczej. Nic na to nie poradzimy i cierpliwie czekamy w Pokoju pod Baranem, kiedy rój uraczy sobie odlecieć w inne miejsce. Nawet Igrek, którego uziemnić to nie lada wyczyn, cierpliwie czekał w swojej ulubionej pozie aż ten bzukot w jadalni ucichnie.
I znowu mamy wieczór. Instrumenty nastrojone i śpiewacy przygotowani. Możemy kontynuować przerwaną minionego wieczoru część kulturalną. W międzyczasie jest dowleczny przez Tratinę ostatni bibowicz - Znaczy.
Nareszczie mamy pełny komplet i zabawa może rozgorzeć na całego. Dobrego nastroju nam nie naruszył nawet jakiś cudzy nieproszony chłopaczyna, który nam chciał dyskotekowe maniery siłą narzucić w miejscu górskiej kultury. Wieczór kulminuje długo oczekiwanym punktem programu - ekshibicja naszej pary tanecznej, której krótki pokaz można obejrzeć tu:
http://www.youtube.com/watch?v=zrJZ5ziLM50
Powoli trzeba jednak mysleć o odpoczynku. Znowu chyba ja pierwszy idę do wyrka, ale inni też szybko mnie naśladują. I tak się kończy dalszy dzień bibowania.
Dobranoc.
6.2.2011 - dzień 3
Budzenie do ostatniego dnia biby. Dla mnie zawsze najmniej lubiany moment. Czeka nas pakowanie brudnych i niepotrzebnych już bebechów. Wszyscy są w jakimś posteuforycznym zaciemnieniu myśli. Śniadanko wygląda jak na scypie. Do południa wymieniamy sobie jeszcze wzajemne przeżycia ze spotkania. Jedynym stabilnym punktem programu ostatniego dnia jest planowanie następnej biby i chęć ponownego spotkania się. To jest taka mała iskierka nadziei, że będzie lepiej. Mnie w dobry nastrój wprowadza także długo oczekiwana potrawa - rosołek domowy. Mogę polecić na smutek.
Jako pierwsi opuszczają nas Ich Troje. Mają to najdalej. Dalsza kolej przychozi na Tych z psem. Igrek potrzebuje każdodzienną porcję ruchu na świeżym powietrzu i wyraźnie się tego domagał. Nasza pozostała szóstka zamyka ten orszak i też z ciężkim sercem opuszcza przybytek, który nas fajnie gościł przez ostatnie dwa dni. Na zewnątrz pogoda na jaką chyba zasłużyliśmy. Dla odmiany rano nam padał deszcz i ze śniegu pozostały żałosne szczątki.
Zejście do Żabnicy-Skałki to była nic nie znacząca rutyna. W dolinie nie było po śniegu nawet pamiątki. Ze smutkiem na ustach, ale szczęśliwi na sercu żegnamy się z Beskidem Żywieckim.
Zakończenie: Myślałem, że jedynym masochistą w obciążaniu plecaka napojem turystycznym jest Mieciur. Po akurat zakończonej bibie dołączyli do niego kolejni dwaj Marycha i Tomtur.
K O N I E C
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 10-02-2011 06:59 PM |
|
 |
tratina
    
Postów: 1,181
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
rewelacja Stasiu, rewelacja!; szkoda, że tych dni nie było więcej bo by jeszcze człowiek poczytał
"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner
|
|
| 10-02-2011 07:39 PM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 10-02-2011 07:55 PM |
|
 |
Malwina
   
Postów: 460
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2009
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
|
|
| 10-02-2011 09:22 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 10-02-2011 09:47 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
(...)(tylko Stasiu zdjęć mało, ledwo garstka fotek  )
Piotrek, powiem tak. Na bibach robię zdjęcia dla relacji. Jest tego dużo napstrykane, ale mało się tym razem godziły do oglądynia Od robienia wystrzałowych fotek są inni na Forum. Takim wystarczy byle jaka pogoda. Ja jestem raczej jak japoński turysta. Nawet pogoda nam w tym nie pomagała.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 10-02-2011 10:05 PM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Stasiu, nie miałem na myśli zdjęć do kalendarza tylko takie z "życia wzięte", z biby
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 10-02-2011 10:09 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Są, ale cenzurowane Mam jeszcze jakieś video sekwencje. Może się da jakie wypuścić. Naprz. jak Admin gra na bongo
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 10-02-2011 10:13 PM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Podczas trawersowania północno-zachodniej ściany Redykalnego, jeden niedyscyplinowany turysta podszedł za blisko krawędzi. Pod jego ciężarem urwał się wraz z nim nawis śnieżny i runął w dół. Trzeba jeszcze dodać, że grupa nie miała żadnego sprzętu lawinowego.
A raki mieliście?
To ostatnio modny temat do dyskusji, przy okazji forumowych wypadów.
|
|
| 10-02-2011 10:15 PM |
|
 |
znaczy
 
Postów: 11
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Stasiu, dziennikarstwo traci w Tobie wybitnego przedstawiciela! Doskonała relacja. Nie pozostaje nic innego jak zorganizować następną bibę żebyś miał z czego relację pisać bo aż się chce jeszcze czytać.
"Błogosławione niech będą morza, góry wysokie i wielkie pustynie, albowiem one są źródłem siły."
gen. Mariusz Zaruski
|
|
| 11-02-2011 12:05 AM |
|
 |
Malwina
   
Postów: 460
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2009
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Są, ale cenzurowane  Mam jeszcze jakieś video sekwencje. Może się da jakie wypuścić. Naprz. jak Admin gra na bongo 
O tak, ja z chęcią popatrzę
|
|
| 11-02-2011 12:16 AM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 11-02-2011 09:51 AM |
|
 |
|
|