Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Beskidy, Bieszczady, Góry Świętokrzyskie (/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Temat: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 (/showthread.php?tid=3473)


Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Stasiu - 08-02-2011 06:55 PM

Motto (poświęcone dla Tratiny): "Na świecie jest dużo kobiet nie do stargania. Ta oto biba wyłoniła następną. Nosić cały dobytek do grania na własnych plecach i na dodatek na nim grać do późnej nocy ku uciesze bibowych słuchaczy, wymaga nie lada krzepę"
[attachment=36439]

Jaką miałem ukrywaną radość, kiedy znów potkało mnie szczęście opisanie wybryków naszych szanownych bibowiczów. Mam nadzieję, że nie pozostawię na nich suchej nitki. Obsmaruję każdego sprawiedliwie wg jego czynów i myśli.

Dane techniczne:

Gdzie?: Beskid Żywiecki, Hala Boracza - Hala Lipowska.
Kiedy?: 4. - 6.2.2011
Kto?: Łukasz, Pedro, Stasiu, Tratina (podstawowa czwórka), później najpierw dołączył Tomtur, potem Gosia3ek, Mallaidh,Mieciur i na koniec Marycha, KasiaA, Paaulo i Igrek. W sobotę wieczorem ostatecznie dopełnia naszą ekipę Znaczy
Trasy:
1. Żabnica - Prusów - Hala Boracza; odlegość 7 km, przewyższenie 500 m (całkowite 530 m), czas (wg mapy) 2,5 godzin, my to mieliśmy za 3,5 godziny z przystankami.
2. Hala Boracza - Hala Lipowska - Redykalny Wierch - Hala Boracza; odlegość 10,5 km, przewyższenie 390 m (całkowite 390 m), czas (wg mapy) 3,5 godziny, my to mieliśmy za 5 godzin z przystankami na zabawę i posilenie.
3. Hala Boracza - Żabnica Skałka; odlegość 3 km, przewyższenie 0 m (całkowite 0 m), czas (wg mapy) 45 minut.

04.2.2011 - dzień 1
Dla mnie długo z niecierpliwością oczekiwany dzień rozpoczyna się nietradycyjnie. Do punktu zbiorczego głównej grupy jadę sam bez swoich tradycyjnych współtowarzyszy. Po różnych perypetiach, dopełniam pozostałą trójkę w Węgierskiej Górce i potem już razem lądujemy w Żabnicy obok sklepu. Tu pozastawiamy nasz ostatní środek lokomocji i dalej trzeba po swoich. Ciekaw jestem także na naszą nową bibowiczkę - Tratinę. Kiedyś już pisała, że jest takim górskim tragarzem/szerpą w jednej osobie. Muszę przyznać, że nie kłamała, To, co wyciągnęła z samochodu i zarzuciła na plecy nie jednego turystę by powaliło z nóg.
[attachment=36440]
Łukasz zaznaczył, że my trzej mieliśmy jednakową objętość worów, jak sama Tratina. Około 10:30 opuszczamy podwórko w Żabnicy i wtaczamy się na pierwszy stok. Pogoda nam dopisuje. Nawet mogłem wyciągnąć okulary słoneczne.
[attachment=36441]
Idzie się nam wygodnie i powoli nabieramy tempa. Musimy po drodze pełnić jedną dyscyplinę sportową, którą Mallaidh zapomniał wymienić - mierzenie wysokości pokrywy śnieżnej za pomocą wysokości słupa cieczy zawartego w butelce.
[attachment=36442]
Trzeba przyznać, że zawodnicy w tej dyscyplinie byli niezdyscyplinowani. Nieustannie obniżali nastawioną wysokość słupa cieczy w butelce, co później miało następstwa w złym pomiarze wysokości pokrywy śnieżnej. Dalszym umilaniem nudnego pochodu (zwłaszcza męskiej części minigrupy) było kładzienie przeszkód na drodze i ocena ich przejścia przez Tratinę.
[attachment=36443][attachment=36444]
Po osiągnięciu Borucza, przed nami pojawia się nasz najwyższy objekt wyjściowy w tym dniu - Prusów (1010 m).
[attachment=36445][attachment=36446]
Po osiągnięciu tego punktu, dla takich wygów jak my to pestka, zaistniała potrzeba wymienić nasz etalon do pomiaru grubości pokrywy śnieżnej. Tan stary źle mierzył i trzeba było go wymienić za nowy.
[attachment=36447]
Na szczęście mieliśmy już z górki i na Boraczą to było już całkiem blisko, bo nie wiem jak by się te pomiary skonćzyły.
[attachment=36448]
Jeszcze jeden widok na znane nam kopczyki (kto by później pomyślał, że to był jeden z ostatnich pełnych widoków na tej bibie)
[attachment=36449][attachment=36450]
i wtaczamy się na Halę Boraczą ze schroniskiem - nasz pierwszy w tym dniu cel. Jesteśmy pierwsi i dlatego mamy też prawo pierwszeństwa. W mig wybieramy najlepsze łóżeczka w Pokoju pod Baranem. Wypakowanie meneli i przebranie się do domowych strojów nie kosztuje nas sporo czasu. Czas też na kosztowanie oferty kuchni domowej, ponieważ z mierzenia grubości pokrywy śnieżnej w różnych punktach wysokościowych nam porządnie wygłodniało. Po takiej cielesnej oczyście przełączamy się w stadium oczekiwania.
[attachment=36451]
Niebawem mają dołączyć pozostali bibowicze. To niebawem się ale trochę przedłuża. Dopiero po więcej jak 2 godzinach dochodzi pierwszy - Tomtur ze swymi skiturami.
[attachment=36452]
Po jego dojściu skomierająca atmosfera jadalni schroniska szybko odzyskuje na żywotności. Kulminacja kulinarna. Stół zaczyna zapełniać się różnymi zakąskami i napojami. Nie chcemy już z tym wszystkim czekać na dalszych przybłędów i masowo wypełniamy brzuchy.
[attachment=36453]
Im później musi wystarczyć przystawka kulturalna. Po dalszch dwóch godzinach nic nie robienia, nareszcie dochodzą Ich Troje.
[attachment=36454]
No, teraz już biba nabierze inne wymiary. Chyba zbytnio nie przesadzę, kiedy wypowiem się trochę herezyjnie, że program kulturalny był na równi z programem sportowym. Impreza zapowiadała się murowana. Na Boraczą zjechały nasze dwie wybitne, dotychczas poznane, muzycznie uzdolnione indywidualności, z pół tuzina dalszych pozytywnie do muzyki nastawionych bibowiczów, no i, jak się póżniej okazało, Dobromił ze swoją skromną taneczną kreacją w parze z Gosią pokazał, jak trzeba stawiać taneczne kroki na taką muzykę.
[attachment=36455]
Muzyka i piosenki szły niekończącym się strumieniem. Niespełna wszystko to dokładnie opisać, bo moja główka była już wtedy sporo wymięta. Też o mało zapomnieliśmy na ostanią grupę - Tych z psem. Zjawili się dopiero tuż przed godziną duchów. Nie wiem kto wyglądał więcej jako zjawa? Oni czy my? Jednak Igrek wzsystkim pokazał, kto tu jest od straszenia.
[attachment=36456] - pies i jego przyjaciel
Nie wiem tylko co ciekawego pokazywał Tomtur Marysi i Kasi we swym aparacie, że zapomniały nawet zmienić buty.
[attachment=36457]
Zegar odbijał już kilkanaście minut nowego dnia, kiedy trzeba było pomyśleć o zajęciu pozycji leżącego strzelca. Muzykanci padali ze zmęczenia
[attachment=36458]
a nawet Igrek położył się na swojej kołderce dając nam znak, że pora spać. Ja z racji stanu pierwszy wymiękłem i poszedłem zmierzyć długość łóżka. Ponoć ostani poszli w me ślady za jakąś godzinkę. Co wtej dobie wyrabiali, to nie wiem, bo mi nie powiedzieli.
Dobranoc.

Cdn...


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - KasiaA - 08-02-2011 07:13 PM

Pięknie Stasiu Smile Wciągnęło mnie Smile
Ciekawi mnie jedno: czy im wyżej było to śniegu przybywało? giggle


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - lapikus - 08-02-2011 07:52 PM

O nie!!!
Nie dam wam tej satysfakcji i nic nie napiszę:
że żałuję
że mi przykro
że fajnie było
że udana impreza
że zazdroszczę
-----------------------------------------------
K...a, czemu mnie tam nie było!!!!! Cry
-----------------------------------------------

Pokłony i wielki szacunek dla pani "tragarz" za ten heroiczny wyczyn, jakim niewątpliwie było targanie tego olbrzymiego wora na swoich kruchych ramionach.
A swoją drogą, panowie, gdzie wasze maniery? uhm
Żadnemu nie przyszło do głowy, żeby pomóc? uhm Wstyd mi za was! kwasny giggle
Ale z drugiej strony, nie dziwię się. Sam długo bym się zastanawiał, czy nie zapadł bym się pod ziemię z tym ciężarem. innocent
Zdjęcia dość łagodne, jak na bibową imprezę. Ciekaw jestem, jak wyglądają te niecenzuralne.....co? uhm

Z przyjemnością poczekam na ciąg dalszy, żeby dowiedzieć się, co żeście tam jeszcze "wymarasili". ok


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - znaczy - 08-02-2011 08:33 PM

lapikus napisał(a):

Pokłony i wielki szacunek dla pani "tragarz" za ten heroiczny wyczyn, jakim niewątpliwie było targanie tego olbrzymiego wora na swoich kruchych ramionach.
A swoją drogą, panowie, gdzie wasze maniery? uhm
Żadnemu nie przyszło do głowy, żeby pomóc? uhm Wstyd mi za was! kwasny giggle



Ech, jak znam moją żonę, zareagowałaby na próbę zabrania jej garba zrobieniem próbującemu hiszpańskiego kołnierza tą cudną gitarą którą ma przy plecaku. Big Grin

Stasiu=> Teraz jeszcze bardziej żali mi ściska że nie mogłem być w piątek.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Stasiu - 08-02-2011 08:58 PM

Lapi, Znaczy ma prawdę. Chyba każdy z nas trzech chciał pomóc tratinie. Ona jednak nie reflektowała. Jedynie by było trzeba jej to zabrać siłą. Trzeba jeszcze dodać, że taszczyła nie tylko gitarę, ale także bongo.
Co do video, to w drugiej części będzie przedstawiona taneczna kreacja pary Gosia/Lucky. ok
Kasiu, śniegu przybywało podwójnie, ponieważ wysokość słupa cieczy w flaszce obniżała się zarówny z nawyższaniem pokrywy śnieżnej. Dlatego też musiał być otworzony dodatkowy etalon.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - lapikus - 08-02-2011 09:31 PM

No, tak też sobie pomyślałem, że to charakterne dziewcze i tak łatwo nie odda, co jej. innocent Już nawet nie muszę pytać jej ślubnego, kto u nich w domu trzyma głowę na karku. giggle
Koniecznie muszę zobaczyć tą taneczną kreację Gosiuli!
Czyżby zabrała ze sobą szpilki i sukienkę? uhm blink innocent

No, Stasiu, nawijaj dalej, bom ciekaw tych ekscesów. ok


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Pablo - 09-02-2011 12:25 AM

Eeeee... a zaczęło się już rozkręcać wszyscy przyszli, chwilka i poszli spać?? nieeee, to tak tylko oficjalnie, a to niby czemu tak późno wstali?

Stasiu umiesz rozbudzić zaciekawienie, czekam niecierpliwie na c. d., tańce zawody i nocne geesiowe rozmowy ok

ps. jestem "niebywale zaskoczony", że to właśnie Ty piszesz relację
giggle

pozdr
p.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Łukasz - 09-02-2011 10:00 AM

lapikus napisał(a):
Czyżby zabrała ze sobą szpilki i sukienkę? uhm blink innocent


Inaczej by nie zatańczyła.

Tak w ramach podsumowania dnia pierwszego podam menu: Żołądkowa na Trawie; Cytrynówka; Malinówka; Stock; Żołądkowa; coś czystego; Śliwowica. I oczywiście "drobnica" pokroju piwa i wina.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - lapikus - 09-02-2011 10:08 AM

Łukasz napisał(a):
Tak w ramach podsumowania dnia pierwszego podam menu: Żołądkowa na Trawie; Cytrynówka; Malinówka; Stock; Żołądkowa; coś czystego; Śliwowica. I oczywiście "drobnica" pokroju piwa i wina.



Do standardów bibowych dość sporo jeszcze brakuje, innocent więc cierpliwie poczekam na główne menu dnia drugiego. Wink Mam nadzieję, żeście się poprawili i wstydu mi nie przynieśli. giggle


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Łukasz - 09-02-2011 10:14 AM

Panie Lapikus - to tylko typy. O ilości nic nie pisałem.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - tratina - 09-02-2011 10:22 AM

więc tak lapikusie - Stasiu ma jak najbardziej racje - trzej Panowie, z którymi wędrowałam na Boraczą oczywiście, że mnie pytali czy czegoś nie wziąć (za co im Bardzo Dziękuję), ale ja jak to ja, bywam uparta Toungue - jeden jedyny raz mi się zdażyło że chłopaki mi nieśli gitarę - na Ukrainie - ale to był wyjątek.
Znaczy w sumie też ma rację - oprócz tego, że nikomu bym hiszpańskiego kołnierza gitarą nie robiła - jeśli bym zrobiła to Znaczy miał by na swoim koncie ich o wiele więcej Big Grin

Stasiu - świetna relacja!, masz Talent - Krzysiek o mało co z krzesła nie spadł ze śmiechu; dzięki wielkie za Motto Wink i oczywiście z niecierpliwością czekam na dalszą część Szuru buru.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - lapikus - 09-02-2011 11:26 AM

Łukasz napisał(a):
Panie Lapikus - to tylko typy. O ilości nic nie pisałem.


W kwestii formalnej, to ja właśnie tylko o tych typach, bo nie przypuszczam, żebyście za kołnierz wylewali. ok


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - lapikus - 09-02-2011 11:32 AM

tratina napisał(a):
więc tak lapikusie - Stasiu ma jak najbardziej racje - trzej Panowie, z którymi wędrowałam na Boraczą oczywiście, że mnie pytali czy czegoś nie wziąć (za co im Bardzo Dziękuję), ale ja jak to ja, bywam uparta


W takim razie zwracam chłopakom honor! ok
Tak po prawdzie, to miałem nadzieję, że właśnie tak się zachowali, bo to przecież pełna kultura chodząca w liczbie sztuk trzech. Big Grin


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - magda.s.77 - 09-02-2011 12:04 PM

Stasiu napisał(a):
Gdzie?: Beskid Żywiecki, Hala Boracza - Hala Lipowska.
Kiedy?: 11. ? 13.2.2011


Wink


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - paaulo - 09-02-2011 03:11 PM

Bardzo fajnie się czyta. ok
Czekam na ciąg dalszy.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Stasiu - 09-02-2011 04:12 PM

magda.s.77 napisał(a):

Stasiu napisał(a):
Gdzie?: Beskid Żywiecki, Hala Boracza - Hala Lipowska.
Kiedy?: 11. ? 13.2.2011


Wink

Widzę, że Magda uważnie czyta. Ja jednak późno zauważyłem. Temat się już nie da naprawić Shy Ja już jestem myślami w tym tygodniu - na Filipce.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - PiotrekDz - 09-02-2011 05:01 PM

Można się było spodziewać, że impreza kulturalno-górska będzie udana ok.

Ciekaw jestem drugiego dnia więc pisz Stasiu, pisz!


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - tratina - 09-02-2011 05:55 PM

Stasiu napisał(a):
Widzę, że Magda uważnie czyta. Ja jednak późno zauważyłem. Temat się już nie da naprawić Shy Ja już jestem myślami w tym tygodniu - na Filipce.



Stasiu ja od razu zobaczyłam , że nie ta data, ale pomyślałam, że tak specjalnie napisałeś nawiązując do tego, że fabrykadrwin tak myślał, że biba jest 11-13

fabrykadrwin: "
Post: #267 RE: Zimowa Olimpiada GŚ 2011
Kto mi powie, dlaczego ja cały czas myślałem, że biba jest 11-13?

Komplikuje to nawet niedzielne wdepnięcie do Was..."

tak mi się jakoś skojarzyło...Wink Wink


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Stasiu - 10-02-2011 06:59 PM

Cd....

5.2.2011 - dzień 2
Rano szuru buru, po wieczornej balandze, nikomu się z łóżka nie chce. Między tymi wszystkimi bebechami, trzeba przyznać, że bibowicze niezbyt są porządkumilni, wystaje tylko głowa jednej z dziewczyn.
[attachment=36490]
Dzisiaj nas czeka wspólna wycieczka. Przeca my sóm jacysi górole i trza też po kopcach chodzić. Mamy jednak dużo wolnego czasu i także zbytnia ilość użytych artykułów spożywczych ubiegłego wieczoru nie pozwala na poruszanie się szybkością większą niż Leniwiec dwupalczasty. Pyszne śniadanko i herbata (bez śliwowicy) wyzwalają we wszstkich zew gór. Na umówioną godzinę niecierpliwie ustawiają się przed schroniskiem jak konie wyścigowe przed startem. Pogoda nie obiecuje widoków, raczej możemy się przygotować na okazyjne lawiny.
[attachment=36491]
Lekko po 10:00 niezorganizowana grupa wyruszyła na trasę. Cel wyniosły - Lipowska. Wyśmiane buzie wycieczkowiczów nie wiedziały, że niebawem będą poddani próbie jak umią ratować człowieka z pod lawiny. Podczas trawersowania północno-zachodniej ściany Redykalnego, jeden niedyscyplinowany turysta podszedł za blisko krawędzi. Pod jego ciężarem urwał się wraz z nim nawis śnieżny i runął w dół. Trzeba jeszcze dodać, że grupa nie miała żadnego sprzętu lawinowego. Od tej chwili zachowanie pozostałych uczestników było skrupulantnie dokumentowane. Dla przykładu z niżej podanego zdjęcia, można zaznaczyć typiczne negatywne zachowanie się ludzi, którzy są świadkami tego typu wydarzenia. A to nie mówimy już o przeprowadzeniu akcji ratowniczej:
[attachment=36492]
- dwaj narciarze z prawej - zajęli tzw. pozycję "martwego robaka", robią, że nic nie widzą i starają się jak najprędzej oddalić z tego miejsca;
- kobieta w przodzie przed narciarzami - chyba przewodnik grupy, stoi bezradnie z boku, po wyrazie twarzy poznać, że nie wie co ma robić;
- mężczyzna w środku - przedstawia typiczne, często występujące zjawisko - zamiast pomagać, robi sobie zdjęcia, żeby się nimi później pochwalić w domu/w pracy/w gospodzie;
- kobieta za mężczyzną w środku - dalsze bardzo rozpowszechnione zjawisko - pełni rolę ciekawskich, którzy w dużych ilościach nawiedzają tego typu wydarzenia, nic nie robią, maksymalnie stać ich na krytykę ratowników, później kolorowo opisują całe wydarzenie w domu/w pracy/w gospodzie;
- trzej osobnicy w lewo - ostatnio niebezpiecznie wzmagająca się praktyka - nie, że nie ratują nieszczęśnika, ale oni jeszcze na domiar złego zrzucają na niego resztki śniegu w celu większego zasypania zasypanego;
- no i w końcu pies - chyba najlepiej przygotowany, jednak jego przewodnik, który jest zaangażowany zasypywaniem zasypanego, wybrał dla psa nieodpowiedni kubraczek do tego typu akcji ratowniczej, brakuje na nim symbolu czerwonego krzyża na białym tle, apteczki i na obroży zapomniano umocować baryłkę z rumem.
Pomimo tego akcja zakończyła się szczęśliwie. Nieborak wydostał się sam z pod śniegu i mógł dalej kontynuować swoją wycieczkę. Po tym wydarzeniu, ekipa ruszyła dalej. Powoli opuszczamy świat widoku i wchodzimy w świat widma.
[attachment=36493]
Od tej pory będziemy mieć, jak powiedział później Lucky, przepiękne widoki bez widoków. Trawersujemy północną ścianę Redykalnego i Boraczego. Wydało by się, że nudnawa trasa, ale pozory mylą. W pewnym momencie mijamy spore lawinisko.
[attachment=36494]
To by jeszcze nie było nic groźnego, ale dalej bibowicze natrafiają na zasypanego dalszego nieszczęśnika.
[attachment=36496]
A co bibowicze? Zamiast reanimować i udzielać pierwszej pomocy nieszczęśnikowi, jak by nic sobie stoją i wesoło gawędzą. Wogóle się nie starają, że ktoś potrzebuje pomocy. Mam jeszcze inne zdjęcia, ale ze względu na drastyczne ujęcia nie mogę je tutaj przedstawić. Widać na nich, jak się toczą po stoku potężne kule śnieżne zrzucane przez dalszego bibowicza wprost na naszego nieszczęśnika. W końcu nieszczęśnik musiał sam się reanimować, o własnych siłach przejść do schroniska i tam udzielić sobie pierwszej pomocy. Dalsza trasa przebiegła już standartowo. Dochodzimy do miejsca, gdzie trzeba trochę pod górkę. Adminowy aparacik nam podpowiada, że już tylko 500 m do złączenia szlaków i potem 15 minut do schroniska na Lipowskiej. Świeża krew do nas wstąpiła - nareszcie jakiś ludzki przybytek w pobliżu. O 12:30 jesteśmy na miejscu. Oferta najlepszych dań i gwarancja jakości jest tutaj przybita na drzewie.
[attachment=36498]
[attachment=36500] - uśmiechnięte twarze uczestników wycieczki przed schroniskiem
Później im zrzedły miny, ponieważ pomysł odwiedzić schronisko miało dalszych tysiąc takich samych jak my. Jednak i tutaj szczęście nie odwróciło się do nas tyłem i mogliśmy, naciśnięci przy jednym stole, zakosztować atmosferę wnętrza.
[attachment=36501]
Co się wlecze, to nie uciecze. Czas myśleć na powrotną drogę. Tym razem idziemy żółtym szlakiem, gdzie ze znanych hal rozpościerają się ładne widoki. Pogoda nam jednak niczego nie popuści (chyba wpływ Fabryki) i nasze myśli nie są naruszane kiczowatymi widokami. Wydało by się, że powrotna droga to bułka z masłem, ale z powodu niedostatecznej pokrywy śnieżnej pewna sorta turystów miała swoje problemy. Powrotna trasa lekko opadała i dlatego nasi dotychczas zaniedbywani biegówkowi mieli otwarte pole do popisu. Minimum śniegu czynił i takim wygom niemałe problemy. Poznać to było po licznych odciskach tylnych części (tzw. laworach) na śniegu. Z całej tej eskapady odniósł to tylko sprzęt.
[attachment=36503]
Po uśmiechniętej buzi Mallaidha widać, że uszczerbku doznał na szczęście tylko kijek. Pętla się powoli zamyka. Po osiągnięciu Hali Redykalnej
[attachment=36505]
czeka nas już tylko dojście do szlaku zielonego, gdzie czeka już na nas wymarzona chałupka.
[attachment=36507]
O czym myślał nasz szanowny Lucky, odpoczywając na pniu starego drzewa, zostało do dziś tajemnicą. O 16:30 koło się zamyka i bez utraty bibowicza dochodzimy do przybytku na Boraczej. Tutaj nam rzedną miny. Cały rój turystów, który nam okupywał Lipowską, teraz zajął wszystkie miejsca na Boraczej. Nic na to nie poradzimy i cierpliwie czekamy w Pokoju pod Baranem, kiedy rój uraczy sobie odlecieć w inne miejsce. Nawet Igrek, którego uziemnić to nie lada wyczyn, cierpliwie czekał w swojej ulubionej pozie aż ten bzukot w jadalni ucichnie.
[attachment=36509]
I znowu mamy wieczór. Instrumenty nastrojone i śpiewacy przygotowani. Możemy kontynuować przerwaną minionego wieczoru część kulturalną. W międzyczasie jest dowleczny przez Tratinę ostatni bibowicz - Znaczy.
[attachment=36510]
Nareszczie mamy pełny komplet i zabawa może rozgorzeć na całego. Dobrego nastroju nam nie naruszył nawet jakiś cudzy nieproszony chłopaczyna, który nam chciał dyskotekowe maniery siłą narzucić w miejscu górskiej kultury. Wieczór kulminuje długo oczekiwanym punktem programu - ekshibicja naszej pary tanecznej, której krótki pokaz można obejrzeć tu:
http://www.youtube.com/watch?v=zrJZ5ziLM50
Powoli trzeba jednak mysleć o odpoczynku. Znowu chyba ja pierwszy idę do wyrka, ale inni też szybko mnie naśladują. I tak się kończy dalszy dzień bibowania.
Dobranoc.

6.2.2011 - dzień 3
Budzenie do ostatniego dnia biby. Dla mnie zawsze najmniej lubiany moment. Czeka nas pakowanie brudnych i niepotrzebnych już bebechów. Wszyscy są w jakimś posteuforycznym zaciemnieniu myśli. Śniadanko wygląda jak na scypie. Do południa wymieniamy sobie jeszcze wzajemne przeżycia ze spotkania. Jedynym stabilnym punktem programu ostatniego dnia jest planowanie następnej biby i chęć ponownego spotkania się. To jest taka mała iskierka nadziei, że będzie lepiej. Mnie w dobry nastrój wprowadza także długo oczekiwana potrawa - rosołek domowy. Mogę polecić na smutek.
[attachment=36512]
Jako pierwsi opuszczają nas Ich Troje. Mają to najdalej. Dalsza kolej przychozi na Tych z psem. Igrek potrzebuje każdodzienną porcję ruchu na świeżym powietrzu i wyraźnie się tego domagał. Nasza pozostała szóstka zamyka ten orszak i też z ciężkim sercem opuszcza przybytek, który nas fajnie gościł przez ostatnie dwa dni. Na zewnątrz pogoda na jaką chyba zasłużyliśmy. Dla odmiany rano nam padał deszcz i ze śniegu pozostały żałosne szczątki.
[attachment=36514]
Zejście do Żabnicy-Skałki to była nic nie znacząca rutyna. W dolinie nie było po śniegu nawet pamiątki. Ze smutkiem na ustach, ale szczęśliwi na sercu żegnamy się z Beskidem Żywieckim.
[attachment=36516]

Zakończenie: Myślałem, że jedynym masochistą w obciążaniu plecaka napojem turystycznym jest Mieciur. Po akurat zakończonej bibie dołączyli do niego kolejni dwaj Marycha i Tomtur.

K O N I E C


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - tratina - 10-02-2011 07:39 PM

rewelacja Stasiu, rewelacja!; szkoda, że tych dni nie było więcej bo by jeszcze człowiek poczytał Wink


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - PiotrekDz - 10-02-2011 07:55 PM

Czułem po kościach, że drugi dzień będzie mroził krew w żyłach Smile
Solo Gosi i Łukasza pierwsza klasa ok (choć ciekawe czy na koncertach Łukasz też tak tańczy?)

Cóż mogę powiedzieć- mieliście świetny zlot i dobrą zabawę!
(tylko Stasiu zdjęć mało, ledwo garstka fotek blink)


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Malwina - 10-02-2011 09:22 PM

Fantastyczne spotkanie, doskonale opisane Smile
Czekałam na ten taniec. Łukasz, Gosia nie zawiedliście mnie Toungue się wzruszyłam Big Grin
Jaka szkoda, że mnie tam nie było Sad No nic będą następne...
Pozdrowienia dla Bibowiczów Smile


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Pablo - 10-02-2011 09:47 PM

Opowieść Stasia wciąga. Istna dramaturgia na szlaku, chyba nikt więcej nie zechce dołączyć na kolejne zimowe biby po przeczytaniu tych pełnych napięcia wypadków lawinowych Scary Do tego te prawdziwie hardcorowe pogo uwiecznione na filmie ok coś pięknego Big Grin
Dobrze że wszyscy wrócili cało Toungue
Cóż tu rzec... graty za tak udane spotkanie w tak niesprzyjających warunkach przyrody/pogody ok


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Stasiu - 10-02-2011 10:05 PM

PiotrekDz napisał(a):
(...)(tylko Stasiu zdjęć mało, ledwo garstka fotek blink)


Piotrek, powiem tak. Na bibach robię zdjęcia dla relacji. Jest tego dużo napstrykane, ale mało się tym razem godziły do oglądynia Wink Od robienia wystrzałowych fotek są inni na Forum. Takim wystarczy byle jaka pogoda. Ja jestem raczej jak japoński turysta. Shy Nawet pogoda nam w tym nie pomagała.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - PiotrekDz - 10-02-2011 10:09 PM

Stasiu, nie miałem na myśli zdjęć do kalendarza tylko takie z "życia wzięte", z biby Smile


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Stasiu - 10-02-2011 10:13 PM

Są, ale cenzurowane shut up Mam jeszcze jakieś video sekwencje. Może się da jakie wypuścić. Naprz. jak Admin gra na bongo ok


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - maciek - 10-02-2011 10:15 PM

Stasiu napisał(a):
Podczas trawersowania północno-zachodniej ściany Redykalnego, jeden niedyscyplinowany turysta podszedł za blisko krawędzi. Pod jego ciężarem urwał się wraz z nim nawis śnieżny i runął w dół. Trzeba jeszcze dodać, że grupa nie miała żadnego sprzętu lawinowego.

A raki mieliście? Big Grin

To ostatnio modny temat do dyskusji, przy okazji forumowych wypadów. blink


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - znaczy - 11-02-2011 12:05 AM

Stasiu, dziennikarstwo traci w Tobie wybitnego przedstawiciela! Doskonała relacja. Nie pozostaje nic innego jak zorganizować następną bibę żebyś miał z czego relację pisać bo aż się chce jeszcze czytać.


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - Malwina - 11-02-2011 12:16 AM

Stasiu napisał(a):
Są, ale cenzurowane shut up Mam jeszcze jakieś video sekwencje. Może się da jakie wypuścić. Naprz. jak Admin gra na bongo ok

O tak, ja z chęcią popatrzę Toungue


RE: Szuru buru na Boraczej - biba GŚ 04. - 06.02.2011 - lapikus - 11-02-2011 09:51 AM

Straszliwie się na was zawiodłem! kwasny
Tyle dramatycznych scen i żadnej ofiary? uhm giggle
Jak tak można?uhm
Proszę mi się następnym razem poprawić! Big Grin

Kolejne spotkanie odbyte, towarzystwo zadowolone, humory dopisały, zabawa przednia, to i imprezę należy zaliczyć do udanych! ok
Chyba......że o czymś nie wiemy? uhm
Ale to niech już pozostanie słodką tajemnicą uczestników i basta! Big Grin