Wiem, że jest pięknie, widokowo, mistycznie i.t.d. ale po co się ludziska pchają w takie góry w warunkach ryzykownych.
Widzisz , skoro jest śnieg, a nie jest płasko, warunki zawsze SA w jakimś stopniu ryzykowne, nie tylko w Tatrach , Ameryki nie odkryłam.
Jak w/ piszą, jedynym wyjściem jest zaniechanie wędrówek , wtedy masz 100%pewności, jedyne, może Cię spotkać cos złego,to ze zabije Cię śnieg spadający z dachu, ewentualnie dopaść jakaś inna przyczyna zgonów w Polsce, typu zawal serca- to odnośnie innych bezpiecznych miejsc,leżąc w kostnicy tez nie zawsze jesteś już bezpieczny( mogą Cię jeszcze pokroić,i rozebrać, żeby sprawdzić, czy zona Cię nie otruła, bądź teściowa).
To forum górskie, więc wypadki określonych miejscach,jasne, gdyby było medyczne, pewnie gwałcilibyśmy temat nowotworów i zatruć, jako przyczyny częstych zgonów Polaków.
Jest tak, ze giną nie tylko Ci których ponosi brawura, są Ci których gubi rutyna, czasem pech lub jak kto lubi przeznaczenie , choć temu ostatniemu trzeba pomagać, choćby przez głupotę i uparte trwanie w myśleniu, ze nic mi się nie stanie, innym się udaje, to dlaczego ja mam być ofiarą i "dokonać" wycofa skoro wszystko na niebie i pod butami wskazuje , żeby spier...dalać, - ambicje?
To już wiadomo wszystkim i nic nowego Rozbiera mnie komentowanie wypadków nagłaśnianych w mediach.
Sielanka po pierwszym wyjściu z sytuacji patowej górskiej daje nam przekonanie,ze raz się udało, wiec czemu nie ryzykować...skoro się udało pakujemy się do worka tych zaawansowanych łazików i kolejnym razem podejmujemy równie trafne decyzje. I nie wierzę, ze wszyscy tu i tam są idealni i zgodnie z zasadami bezpiecznej turystyki nigdy nie zapędzili się w gówniane miejsce, albo mniej śmierdzące, a i tak opary czuja do dziś. Krytyka chodzących samotnie? Wszyscy chodzimy zawsze stadnie? Potem łączymy się wszyscy zgonie w bólu i rozgryzamy przyczyny i skutki. Ten był tam, ten tam, ten idiota, tamten gorszy, polazł, a nie polazł, spadł, a głupota ludzka nie zna granic, jasne...jesteśmy ułomnymi istotami którzy zawsze postępują idealnie, a wszyscy wokół są FE , a jak już zginą,się połamią ,jako przykładni góromaniacy, gdybamy nad ofiarami.
Wiemy jak zginął Długosz,dopniemy mu teraz jakieś wytłumaczenie , ot tak pośmiertne, żeby mu tam za lekko nie było? Skoro wylewamy poglądy na różne tematy, żałujemy i rozstrzygamy , czemu i jemu oszczędzić?
Fajne są opinie i kondolencje pisane na necie, jak to P. Łukasz celnie określił, i wcześniej też były wirtualne świeczki, tylko , po cholerę to wszystko jak już po fakcie, gwiazdki kondolencyjne z fotela przy kompie,to chyba najbardziej żałosna forma wyrażania uczuć, i osądów , ale i tak można, w końcu siła przekazu, uzdrawiamy się wzajemnie :
http://www.youtube.com/watch?v=1V0YtmW9m...re=related
pomaga to coś? nawet jak już nic nie pomoże?
Żeby być twardzielem i nazywać się znawca gór potrzebne są lata praktyki, i edukacja( ta chyba idzie w dobrym kierunku, już nie wspomnę o literaturze, ale o filmach , dla twardzieli), choć i tak czasem o du...pę rozbić.Media lubią sensację , wypadek w górach, śmierć, jakoś głośno jest już jak cos się stanie , a wtedy wszyscy na raz wydaja swoje boskie opinie , co by było gdyby...gdyby co? Sensacja za sensacją, coś się dzieję .
Może warto zainteresować maniaków górskich z trochę innej strony, po serialu "ratownicy" wszyscy chcą ratować, to bardzo dobre, szkoda, ze na ulicy mało kto ratuje przypadkowe ofiary, nagła blokada? Jakoś kasa na film iście edukacyjny się znalazła,edukują kto, gdzie i z kim szczytował, bardzo wymowne, poza sprzętem w góry zabieramy zapas prezerwatyw, bo nie wiadomo gdzie i kiedy , a zawsze bezpieczniej.
I jeszcze odnośnie naumiania i mamony, skłaniam się do stwierdzenia, ze turysta górski w obecnych czasach stając przed wyborem zakupu ubrania,(tu kurtki i ważne za ile, bo ta za 300 gorsza niż za 900, i rodzaj butów sprawdzany na każdym forum ) a choćby "Wołania w gorach"( wcale nie twierdzę że jestem w/w pasjonatką) kupi to pierwsze, bo przecie ksiązka mu zycia nie uratuje, a wszedzie trąbia, żeby wybierac się w góry ze sprzętem, i odzieniu, bolesne, ale niestety prawdziwe i mydlace , żal takich? Czy dopiero po fakcie, tym ostatnim?
Reasumując powyższe przemyślenia , możliwe dla niektórych to moje sranie w banie : w niektórych przypadkach odejścia w zaświaty w górach :tu współczucie i z żal po tych po tamtej grani, w pozostałych po prostu naturalna selekcja , bo góry rządza się swoimi prawami,, ludzie i tak maja swoje , więc sytuacje takie nie inne, gadanie ani kasa myślenia nie zastąpi.
Jedyne rozwiązanie zwołać masową integracje i w beznadziejnych przypadkach lać po pysku, jeśli komunikaty nie pomagają to tylko ręcznie można tłumaczyć, skoro nie chcą edukacji może w ramach Wolontariatu któs się zgłosi na taką akcję?
I jeszcze jedno, tak odbiegając od tematu "Innym Ku przestrodze"' albo tez i nie odbiegając , jak to jest z nasza odpowiedzialnością w górach? Sa jakieś granice? Czy zawsze działamy przy "zielonym świetle"? Ciekawe, bo przestrzegania i dedukcji wypadkowej nie brakuje.
Stasiu, z samochodem masz racje, rowerem, czy hulajnogą , czasem jest i tak, że to jakiś bałwan w BMV ( markę przypadkową podaje), wjedzie w nic nie winnych ludzi i zabije wszystkich , a sam wyjdzie cało,a potem będzie się chwalił ile miał na liczniku.Podobnie jest w górach, choćby przypadek kiedy turysta uwala przewodnika w głowę kamieniem, to taki zły łańcuszek.
Piszesz, że może się uda, to jest właśnie myślenie które wyżej gdzieś tak opisałam, raz się uda, 10 nie uda, ruletka . Powroty do domu, też nawiązują do tej odpowiedzialności, bo czyż jesteśmy samotnikami i nikt na nas nigdy nie czeka? poza pustą lodówka?Jesteśmy egoistami, którzy za cel maja szczyt za wszelką cenę, żeby potem jak Piotr napisał : machnąć relację i błysnąć przejściem . czy liczy się cokolwiek więcej?
Może watro czasem oglądać z daleka, powzdychać i słuchać o fiasku...nawet jak nas to wszystko kosztowało dwie wypłaty i zwrot podatku ? 
Jeszcze o ułańskiej fantazji, myśle, że gro tych Ułanów polskich w warunkach dupiatych woli degustować się trunkami procentowymi w schronie, niż narażać tyłka w górach, to są Ułani Mocnej Wątroby i Twardej D...upy
I jeszcze ciut ( przepisywanie kiepsko mi idzie , więc ino tyle)
o zgonach, wypadkach, róznie to bywa : specjalnie dla PiotraDZ:
Księga Zgonów w Zakopanem,rok 1850 Nr. 24
1.50 letniego Macieja Bachlede znaleziono nieżywego w górach, już dawno cierpiał na obłed.
(...)
2.Księga zgonów w Kościeliskach str.5 r.1855 Nr.6
16 letni Łukasz, syn Wacława Bukowski zasypany lawiną śnieżna na Magórze dn.28 kwietnia,
Pochowany 30 kwietnia
(...)
10. R.1871
Marcin Maciaszek, jak mówią wracając z Węgier, na górze Pyszna wyczerpany z sił wyzionął ducha ( pochowany 8 października)
Śmiertelne wypadki wśród gości przyjeżdżających do Zakopanego
1.12 letni Edward Franciszek, syn dr med. Franciszka Śliwickiego z Krakowa , zabity kamieniem spadającym z góry, dnia 30 lipca
2.Sierpień 1886 ( str.192r.1886 NR 46) 9 ? letni Józef, syn Jakuba, Chadowski wdrapał się nad przepaść pod Giewontem i spadł między skały, gdzie dopiero po trzech latach pasterz przypadkowo znalazł jego kości , jeszcze w odzieniu....
Żrodło : Księga Wypraw Ratunkowych ? świadectwa Księdza Stolarczyka?
I jeszcze: Kroniki TOPR 1970
30 sierpnia do Stacji Centralnej GOPR wpłynął alarmujący meldunek, że z serpentyn drogi do Morskiego Oka stoczył się autobus pełen pasażerów. Według informacji otrzymanych z Pogotowia Miejskiego mieli być zabici i ranni.
Do akcji wyruszyło natychmiast 5 karetek Pogotowia Miejskiego, 2 samochody GOPR, wozy straży pożarnej i milicji. Szosa do Morskiego Oka rozbrzmiała rykiem syren alarmowych. Autokary i samochody ustępowały z drogi spieszącym na pomoc.
Wyprawa zakończyła się niemal wesoło. Autokar istotnie zsunął się z drogi na pierwszym zakręcie nad Wantą, ale zarówno pasażerowie, jak i bardzo przytomny kierowca nie odnieśli żadnego szwanku. Jedyną "ofiarą" wypadku był zakopiański przewodnik, który w czasie wstrząsu złamał... ząb.