http://globtroter.onet.pl/40292,osoby.html
http://globtroter.onet.pl/40292,osoby.html
Dzięki Maćku za kolejną historyczną informację- Najwyższy szczyt ziemi dobyty po raz pierwszy w moje urodziny!
Zajrzałem dziś do książki Stanisława Witkiewicza "Na przełęczy" i pomyślałem, że chyba warto przypomnieć Wszystkim jak przedstawiała się w dziewiętnastym wieku osoba przewodnika górskiego-bardzo ważna dla turystów, wędrujących wówczas po Tatrach
A więc...poczytajmy razem

" Przewodnik polski różni się tem od przewodników alpejskich lub szwabów z węgierskiej strony, że jest on istotnym TOWARZYSZEM , rzeczywistym OPIEKUNEM; jego ambicyją, honorem jest, żeby podróżnemu było jak najlepiej. Rzadki, prawie niebywały i okrywający hańbą wypadek, jest "ostawienie" pana, opuszczenie, niechęć.
Nietylko wskazywanie drogi jest jego obowiązkiem. On prawie idzie za "pana", dodaje mu energii, utrzymuje w nim siłę, odwagę, dobry humor, myśli o tem, żeby on w porę jadł, pił i odpoczywał.
Wodzenie po górach jest fachem, dziś już ujętym w pewien systemat i młodzi przewodnicy odbywają rodzaj terminu, chodząc z początku, jako "chłopi", tylko do noszenia ciężarów, przy starszych, doświadczonych, umiejących już "gazdować z panami".
Dobry przewodnik, ma swoje i bardzo słuszne pojęcie o psychologii "pana". Wie on, że zawieszony nad przepaścią, albo postawiony nosem przy prostopadłej ścianie, na którą każą mu się wdrapywać, dólski człowiek gubi równowagę wewnętrzną i zewnętrzną i albo się zwali, albo też straci władzę w nogach ze strachu. To też Wojtek nigdy i niczem nie da poznać, że jest w kłopocie. Czasem, gdyby był sam, zdjąłby kierpce, przeżegnał się i wyszedłby po granicie pokrytym szklącą, lodową skorupą, ale w "panu" takie przygotowania mogą od razu zabić ducha; więc też wynajduje inne sposoby wydobycia się z matni, i podróżny, dopiero w domu, w Warszawie, nie śpiąc w nocy, gdy mu się przypomni śliski lód, na którym stał, ponad kilku tysiącami stóp głębi, dostaje paniki, chwyta się za materace łóżka, lub przez sen zaczyna wołać ratunku...
To też tylko bardzo "płony" przewodnik pokazuje z daleka podróżnemu te ciężkie przeprawy, które go czekają.
W wielkiej płóciennej torbie na plecach dźwiga on całe gospodarstwo: kilkudniowy zapas żywności dla siebie i dla pana, pledy, paltoty, koce potrzebne na noclegach, zapasowe buty, - odbiera od "pana" wszystko cokolwiek mu może ciężyć. W ręku niesie kotlik do warzenia "herby", herbaty, tak nadzwyczajnie ważnej i potrzebnej na wędrówkach.
Silna ciupaga służy mu do oparcia się, do nacinania stupai w śniegu lub lodzie, do rąbania "sucharzy" lub kosodrzewiny na watrę."
[attachment=11818] drzeworyt S.Witkiewicza
Kto z Was reflektuje na takiego przewodnika i opiekuna zarazem? Ja chętnie przeniósłbym się w tamten czas.

Źródło: "Na przełęczy" - Stanisław Witkiewicz - reprint wydania z 1891 roku.
Heh ja bym mógł być za przewodnika ale bez dźwigania tobołów No musiałbym mieć jeszcze takiego "Chłopa" od dźwigania


Maćku- niewątpliwie ciekawe by to było doświadczenie
Ja bym się pisała na taką podróż w przeszłość, może bym sobie stamtąd przywiozła czekan i buty narciarskie do mojej jeszcze ubogiej kolekcji staroci
Hmm... Szlaki nie były wytyczone i poukładane jak dziś. Nie mieli wówczas także tylu wspaniałych "gażetów", które współcześnie służą nam podczas górskich wędrówek. Wniosek jest jeden- dawni przewodnicy faktycznie byli prawdziwymi twardzielami... gdzie te chłopaki z dawnych lat...


Maćku- niewątpliwie ciekawe by to było doświadczenie
Ja bym się pisała na taką podróż w przeszłość, może bym sobie stamtąd przywiozła czekan i buty narciarskie do mojej jeszcze ubogiej kolekcji staroci
Hmm... Szlaki nie były wytyczone i poukładane jak dziś. Nie mieli wówczas także tylu wspaniałych "gażetów", które współcześnie służą nam podczas górskich wędrówek. Wniosek jest jeden- dawni przewodnicy faktycznie byli prawdziwymi twardzielami... gdzie te chłopaki z dawnych lat...

O, widzę, że mam w Tobie bratnią duszę.
Mnie również pociąga ta atmosfera z czasów, gdy Tatry były odkrywane. To prawdziwa romantyczna przygoda.
A co do tych chłopaków z dawnych lat. Hmmm...myślę, że jak dobrze rozejrzysz się po górach, to kto wie, może natrafisz na jakiegoś zbłąkanego, prawdziwego twardziela.
Na temat budowy zapory w Niedzicy i spiętrzenia wód Dunajca wiele przed laty już mówiono. Ta kontrowersyjna inwestycja na terenie Pienin budziła wiele emocji - miała swoich zwolenników i zagorzałych przeciwników. Od kilku lat na mapie Polski widnieje już niebieski zarys Jeziora Czorsztyńskiego.
We wrześniu 1993 roku, wędrując po Pieninach, udało mi się wejść w pobliże tej budowy. Oto kilka zdjęć z tamtego okresu.
[attachment=12844] Zabudowania Starego Czorsztyna, opuszczone przez jego mieszkańców. Miałem okazję przejść obok takiego budynku. Widok bardzo przygnębiający.
[attachment=12845] Widok w kierunku zamku w Niedzicy.
[attachment=12846] Olbrzymie ciężarówki kursujące po obecnym dnie jeziora. Średnica kół tych kolosów przekracza chyba dwa metry. Gdy nielegalnie przymykałem po terenie budowy, minął mnie jeden z takich "potworów".
generalnie ludności ze Starych Maniów (inaczej - wspomnianego przez Macka Starego Czorsztyna) obiecano, że jeżeli się przeprowadzą do Nowych - dostaną własny dom z ogrodem, oraz miejsce na inwentarz. jak to wygląda obecnie - wiecie, działki ok 2arów, domki identyczne i jeden przy drugim - traumatycznie tam wygląda.
przed samym zalaniem jeziora na cmentarzu w Starych Maniowach przeprowadzano wykopaliska archeologiczne, został tam odkryty pokaźny zbiór biżuterii i innych obiektów wykopaliskowych. i tutaj taka moja konkluzja - musiały tam niezłe pieniążki "z ręki do ręki" przejść - zważywszy na ówczesną rzeczywistość - że archeolodzy dopuścili do zalania takiego "złotodajnego" terenu.
i co jeszcze - generalnie po wybudowaniu zapory Dunajec stracił swój typowo "górski" charakter. jeziora są zanieczyszczone i zamulone, z powodu braków w projekcie na zaporze zbierają się śmieci...
i na koniec - wiele się mówiło po wielkiej powodzi w 1997 roku o "zbawiennym" wpływie zapory w czorsztynie, i o tym, że uratowała ona wiele miast (m.in. moje) przed zalaniem otóż, wg najnowszych badań i symulacji okazało się, że fala powodziowa w okolicach Nowego Sącza(w przypadku gdyby zapora nie istniała)-byłaby wyższa o jedyne 5cm
czy było warto?? odpowiedzcie sami.
Dzięki za korektę. Pamięć ludzka jest zawodna.
Chyba za rzadko jeżdżę w Pieniny.
Jest to dalszy ciąg opisu dziewiętnastowiecznych tatrzańskich wycieczek, zawarty w powieści Stanisława Witkiewicza "Na przełęczy". Pierwsza część w poscie nr 94.
Trzynastu takich przewodników i dziewięciu "panów" ruszało właśnie z kuźnic na wycieczkę, której kierunek wiadomy był tylko dowodzącemu.
Była to wycieczka, jak ktoś mówił, "w wielkim stylu", przypominająca choć trochę , tłumne wyprawy prof. Chałubińskiego, w których uczestniczył cały "naród" chłopów i turystów.
Byli tam ludzie rozmaitego wieku i powołania. Poeci i przedstawiciele większej posiadłości, śpiewacy przyrodnicy, malarze i ludzie bez fachu, aż do najnowszego kwiatu cywilizacyi: hypnotyzera; starzy taternicy szli obok nowicyuszów; - podobnież między przewodnikami od starych kłusowników aż do młodej gawiedzi, która poznaje góry tylko, chodząc na wycieczki, wszystko to ruszało bandą z Hamer, przy dźwiękach Orawskiego marsza.
[attachment=13239] drzeworyt S.Witkiewicza
Para skrzypiec, basy i gęśliki Sabały, na tle szumu potoku i ogromu gór, zdawały się tylko brzęczeniem wielkich komarów. Cicha ta, rozwiewna muzyka odpowiada temu nieokreślonemu uczuciu, z jakim się człowiek puszcza na taką wyprawę, - zwłaszcza jeżeli to pierwsza wielka wycieczka. Jest coś w tem coś z rekrutów, idących na niewiadome losy. [...]
Ucichła muzyka, banda rozsypuje się w długi szereg i pnie się w milczeniu. Wśród pni rudawych, w leśnej ciemni świecą się białe postacie górali, rozchodzą się w spokojnem, chłodnem powietrzu błękitne smugi dymu fajek i papierosów.
Monotonia tego lasu nuży gorzej, niż samo wdzieranie się na strome i śliskie zbocze.
Górale znudzeni zaczynają śpiewać:
Oj hory, nase hory,
To nase kumory,
Bukowe listecki,
Nase podusecki
[attachment=13240] drzeworyt S. Witkiewicza
Źródło: "Na przełęczy" - Stanisław Witkiewicz - reprint wydania z 1891 roku.
Dziś, przy robieniu porządków w moich szpargałach, wpadała mi w ręce stara mapa Tatr z 1958 roku. Znalazłem na niej zaznaczone szlaki, w tym takie, które są już zamknięte.
1. Żółty szlak z Doliny Jaworzynki do Magurskiej Jaskini w Kopie Magury.
2. Zielony - z Przełęczy Karb pod Świnicką Przełęcz.
3. Niebieski - ze schroniska pod Ornakiem, przez Halę Pyszną na Pyszniańską Przełęcz.
4. Niebieski - z Przełęczy Iwaniackiej na Kominiarski Wierch.
5. Żółty - z Doliny Bobrowieckiej, przez Suchą Dolinę na Osobitą.
6. Zielony - z Liliowego na Zawory.
7. Czerwony - z Doliny Pięciu Stawów na Gładką Przełęcz.
8. Czerwony - z Doliny Piarżystej na Wrota Chałubińskiego.
9. Zielony - z Doliny Hińczowej na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem.
10. Żółty - do Doliny Ważeckiej nad Zielony Staw Ważecki, odchodzący w połowie niebieskiego szlaku, wiodącego na Krywań.
11. Zielony - z Łomnickiego Stawu na Łomnicką Przełęcz.
12. Czerwony - znad Białego Stawu w Dolinie Białej Wody Kieżmarskiej , przez Przełęcz pod Kopą na Szalony Wierch i dalej granią Tatr Bielskich do Tatrzańskiej Kotliny (ciąg dalszy Magistrali).
13. Niebieski - ze schroniska pod Szarotką na Bujaczy Wierch.
14. Żółty - z Szerokiej Przełęczy na Płaczliwą Skałę.
.......................................................................................................................................................
*Na temat nieczynnych szlaków możesz znaleźć informacje w poscie nr 101 autorstwa Galleahada w temacie "Górskie starocie": http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthre...633&page=7
Dałoby to wiele nowych możliwości, a tak trzeba kombinować


Żebym nie naruszał przepisów, raczej wolę chodzić po alpejskich górach a Taterki odwiedzam z nonstalgii po minionych czasach.
P.S. Dla Maćka. Mój wujek (dobry tatrolog) mi raz powiadał, że w okresie międzywojennym była wyznaczona trasa na Baranie Rogi a po wojnie jeszcze były wyznaczone szlaki na Gerlach i Łomnicę. Szlaki te zamknięto ponoć po paru wypadkach niedoświadczonych turystów, którzy masowo zaczynali odwiedzać ten zakątek
.