z pewnościa podoła temu zadaniu.Ja tylko dodam, że po południu zrobiłem sobie małą wycieczkę min wzdłuż doliny Będkowskiej, doliny Kluczwody obok jaskini Mamutowej i przez Bolechowice
Od rana pakowanie, wspólne zdjęcia i pożegnanie przy skałce na której przygotowywali się do wspinaczki Sylwester, Edyta, Majka i Marta.
Ich czekała całodzienna wspinaczka a mnie dłuższa trasa rowerowa

Trochę na około niebieskim, zielonym, niebieskim szlakiem rowerowym dojechałem do Jarzmanowic i dalej szosą do niezwykle uroczego ale oblężonego przez ludzi Ojcowskiego Parku Narodowego.
Następnym przystankiem był Kraków skąd pociągiem wróciłem do Łodzi
[attachment=21546][attachment=21547][attachment=21548][attachment=21549][attachment=21550][attachment=21551][attachment=21552]
Nie opuściłem jednak jury krakowsko-częstochowskiej na długo

Jutro tam wracam
!!!!Jak by co to we wtorek po południu i środę będzie można spotkać mnie w okolicy Rzędkowic



naprawdę nie wiesz tego Stasiu, nie wierzę ... no niech będzie zdradzę Ci tajemnice, wokół mnie są te piękne dworki, bo ja
Królem jestem 
taaa, królem który zmienił ducha dolinki w wodę
Mar.an pewnie coś o tym napisz
A zaległego niedzwiedzia na nastepnym spotkaniu przyjmę z wielką chęcią 
p.s. Smoku wysłałbyś mi tego linka do zdjęć co Mar.an
Jak się tylko uda to z przyjemnością poziedzam granitowe skały 
Martuś a tak w ogóle to dzięki za nocleg i grzane winko wieczorem 

Z WIELKĄ przyjemnością wybierzemy się na Smocze granity



Jeszcze nie jedno nas czeka
P.S.Link poszedł

Wygrałeś tą butelkę? ; )
Edyta, Marta, Majka - dzielnie reprezentowałyście forum.


....w piątek późnym wieczorem przyjeżdża do mnie Edyta. Oczywiście spać wcześniej nie poszłyśmy
. Rano pobudka, kawka, śniadanko, pakowanie gratów, zakupy i w drogę na Kraków
.Wiemy już, że na miejscu są Lelko i Sokół. Po drodze kontaktujemy się z Majką, która też niebawem wyruszy w drogę. Do Brandysówki zajeżdżamy koło 10:00. Miłe powitanie Smoka, taki mniej więcej dialog:Sylwek -"Kim jesteście?", ja - "Nie poznajesz mnie po rudych włosach?":hihi:
. Zaczęło się ciekawie
.Rozlokowujemy się w naszej izbie, przepakowujemy plecaki i na werandzie oczekujemy przyjazdu Majki, która pojawia się po pewnym czasie wraz z Ajką
. Zbieramy się wszyscy i idziemy pod dość pokaźnych rozmiarów skałę, zwaną Dupą Słonia
.Zdejmujemy kamaszki i na bosaka łazimy po trawce - ale przyjemność!!!
, szukając sobie miejsca na "obóz";). Pełno ludzisków siedzi w skale, pod skałą koczuje nie mniej. Znajdujemy sobie miejsce. Trochę zabawy z Ajką, która nadpobudliwie reaguje na wszystko, co sie rusza
. Trochę leżakowania na trawce.[attachment=21577] [attachment=21576] [attachment=21575]Sylwek znalazł jakąś drogę w skale. Zaczyna się zabawa z dolną asekuracją, by założyć jakąś wędkę[attachment=21578][attachment=21579]. Skała wyślizgana jak mydło
,z którym poradzili sobie Majka i Sylwek, my wymiękłyśmy (a raczej zjechałysmy - jak to na mydle bywa).Przenosimy się w inne miejsce - pod Cmentarzysko skąpane w popołudniowym słońcu, na które następnego dnia wrócimy jeszcze.
Przyjemnie tu i mniej ludzi. No i droga zacna - Droga Piotrusia P..
Najpierw idzie Sylwek na dolnej.[attachment=21580] [attachment=21581]. Zawiesza nam powróz odgórny. Teraz moja kolej[attachment=21582] i udało się wleźć na samą górę
. Później działa Edyta robiąc część drogi[attachment=21583] [attachment=21584].A na koniec Majka daje pokaz klasy skalnej

[attachment=21585][attachment=21586]A na asekuracji Pajączek[attachment=21588].
Mnie i Edytę wzięło na robienie fotek, toteż dorwałysmy się do aparatów Lelka i Sylwestra i pstrykałysmy na wszystkie strony

[attachment=21589] [attachment=21590]Po zrobieniu Drogi Piotrusia P. przemieszczamy się o kilka kroków pod Pół Komina. Jako pierwszy idzie niezmiennie nasz Przodowy - Pająk
[attachment=21591], później fragment drogi robi Edyta, później ja - też część[attachment=21592], a na piękne zakończenie - Majka. W międzyczasie przybywa Lelko, który włóczył się gdzies po lasach na rowerze (nie dostarczył mi fotograficznej dokumentacji swojego przybycia, którą skrupulatnie robiłam), przybywają też z Krakowa Sokół wraz ze Śnieżką, tyle że Sokół przepada gdzies z Lelkiem, natomiast Śnieżka towarzyszy nam przez kilka chwil pod skałą
[attachment=21593].Koło godziny 17-18 zbieramy się do chałupy, tzn. na ognisko
.Zaczyna się pieczenie kiełbasek, gotowanie wina na ogniu, strzelają zawleczki od puszek z napojem turystycznym. Dużo nas tam - zebrało się całe towarzycho z Brandysówki
[attachment=21594][attachment=21595][attachment=21596]Sylwek nam dogadza - dostajemy pieczone jadło do ręki
. Przy ogniu jest gwarno i atmosfera radosna. Nagle, gdy tak siedzimy sobie rozmawiając i racząc się grzańcem, przewija się gdzieś pod nogami jakiec dziwne cuś
- normalnie spłaszczony piesek!!!!Piesek, zwany Tosią, staje sie gwiazdą wieczoru
[attachment=21598] [attachment=21597]Pojawia się tam, gdzie jest jedzenie. Jest tak mięciutki (wyrośnięta świnka morska?
), że postanawiam go zabrać ze sobą do śpiwora - do grzania stóp, toteż pertraktuję z właścicielem długo i zawzięcie, by mi "wypożyczył" zwierzątko. Ten jednak próbuje mnie odwieść od pomysłu szkalując charakterek Tosi
- która końcem końców i tak poczłapała za mną do pokoju.W tak rozchichotane i hałaśliwe towarzystwo wkracza w pewnym momencie pan Brandys. W ręce trzyma wieeeelki słoik, w drugiej małą szklaną miarkę, do której zaczyna nalewać dziwnej cieczy ze słoika.
Ludziska biorą ten specyfik i piją, później Brandys nalewa dla siebie i...kląć zaczyna po wypicie
. Się okazało, że zamiast bimbru w słoiku była woda
:hihi:
. Ktoś opróżnił słoik i dla niepoznaki uzupełnił go wodą, co pan Brandys rozżalonym głosem kwituje: "Odwrotnie niż Jezus - zamiast wodę w wino, to bimber w wodę zamienił":hihi:.Po tych słowach odmaszerował do chatki z trefnym słoikiem, a za czas jakis pojawił się z nieco mniejszym - z właściwą już zawartością
.Bawiliśmy się tam przednio do późnego wieczora. Na niebie gwiazd multum, Wielki Wóz i inne formacje świeciły wyjątkowo. A ja po raz pierwszy w życiu zostałam nazwana Świtezianką

- do dzis nie wiem dlaczego.W kwaterze naszej też się działo do drugiej w nocy - słuchaliśmy Smoczej muzyki, kawałów, rozmów i śmiechu było co nie miara
, do czasu gdy...na podłogę wylazło wielkie, włochate bydlę - tarantula jakas czy co
. Sylwester (w końcu też Pająk) postanowił się z nią rozmówić. Wyskoczył do pająka na bosaka, pogonił go pod łóżko - wychodząc z założenia, że swój swemu krzywdy nie zrobi
. Salwy śmiechu grzmiały, a tymczasem pojedyncze sztuki zasypiały sobie smacznie, zmęczone zdrowo i oczekujące następnego wspólnego dnia w skałkach...Dzięki Wam za rewelacyjnie spędzony weekend, w pięknej scenerii, na dającej radość aktywności, no i oczywiście w super Towarzystwie
.
Noooo-atmosfera jak na Camp 4.
-pełen luuuuz !
Gratuluje uczestnikom tak mile wykorzystanego czasu ! 

Pozwolę sobie jeszcze napisać o naszych milusińskich :
[attachment=21601][attachment=21602][attachment=21603][attachment=21604][attachment=21605]
i o dobrej duszy, która się mną wymiennie z Bartkiem opiekowała w Kraku:[attachment=21606]
Nie, Ty tym razem byłeś jako kompars. Wiesz Sylwestrze, ktoś musi trzymać sznurek z drugiej strony a kto inny jak nie Ty, kiedy Forumowe Pajęczyce są w akcji 
Sokół
