|
Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Motto (dedykacja własna dla bibowiczów): "Bibowiczu, toto spotknie posunęło nas do kolejnego etapu naszych wspólnych górskich zmagań. Już nie samo odwiedzanie szczytów jest celem, lecz nim jest samotna biba. Widoczność podczas szczytowania to tylko bonus (premia) za fatygę. Jest obecnie znane, że w czasie przyjaznej pogody to każda noga może chodzić po kopcach, ale w zadymce chodzą tylko fajnszmekrzy lub zagubieni."
To już kolejna n-ta biba GŚ. Jednak tym razem pogoda nas nie rozpieszczała. Nie mówię, że były warunki trudne, raczej bym naznaczył, że nie namawiała nas do jakichkolwiek górskich wybryków. To było też powodem, że z każdego prześwitu słońca radowaliśmy się jak małe dzieci.
Dane techniczne (z mojego punktu widzenia):
DOBA : 5. 10. - 8. 10. 2017
PRZESTRZEŃ: Rohacze (bez Rohaczy)
OBIEKT (do spania): Chata Żiar, Chata Zwerowka
ODLEGŁOŚĆ: ujście Żiarskiej Doliny - Chata Żiar 4,7 km, Chata Żiar - Smutne Siodło - Tatliakoa Chata - Chata Zwerowka 11,5 km, Chata Zwerowka - Pod Spaloną/kolejka linowa/Dolina Salacynska - Brestowa - Salacyn i z powrotem 10 km, Chata Zwerowka - Siodło pod Osobitą - Grześ - Zadna Latana - Chata Zwerowka 14 km
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 444/57 m, 798/1058 m, 1023/1023 m, 1111/1108 m
CZAS (według nas): 1,5 godz., 5,5 godz., 5,5 godz., 4,5 godz.
OSOBY:
- forumowe - Beskidniska, Bogusia, Oliwka, Pablo, Pedro, Snieshka, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Trtina,
- gościli - Wojtek
- otarli się o nas - Łukasz and Łukasz
Dzień pierwszy, czwartek - miało wiać, nie wiało
Nietradycyjnie schodzimy się dopiero pod wieczór. Cząstka bibowej ekipy w podaniu ja, Tratina i Pedro (oni mnie zwijają w Liptowskim Mikulaszu) parkuje u wylotu Doliny Żiarskiej.
Tradycyjna narada przed wyruszeniem w góry. Trzeba omówić taktykę na czekające nas następne dni. Chodzenie po kopcach to ostatnio poważna sprawa. Kiedyś byliśmy sporo nieodpowiedzialni, kiedy rzucaliśmy się na góry bez odpowiedniego przygotowania i buszowania po internecie. Ruszamy z nogi. Jest 17:00 i pora ruszać do chaty.
Pierwszym ciekawym miejscem jest przejście obok jaskini - Niedźwiedzia Dziura. Jest to górnicza sztolnia, gdzie kiedyś kutano piryt. Zapamiętuję, że i tutaj jest utulnia i idziemy dalej bez sprawdzania dlaczego dziura nazywa się Niedźwiedzia. Obieramy wariant letni, to jest szlakiem. Trasa jest dl nas łaskawa. Jest to taka rozgrzewka na kolejne dni. Na dodatek pierwotnie miałem dojechać aż do schroniska. Jednak dobrze, że w końcu mogłem rozchodzić stare kości.
Powoli się nam ściemnia. Jeszcze robię ostatnie zdjęcia, gdzie są widoczne 3 Kopy i ta Gruba. Chyba proroczo naznaczyłem, że oby to nie były jedyne widoki na góry z całej biby. O 18:30 dochodzimy do chaty. Jest ciepło (w kominku napalone) i spokojnie. O tej porze roku i przy takiej pogodzie jest minimalny ruch. Aha, co do tego zapowiedzianego wiatru. Wszędzie głuszono, że nadchodzi huragan. Tutaj wiał tylko lekki zefirek. Przyczyną był chyba fakt, że byliśmy na zawietrznej stronie gór. Na grani ponoć hulało. Nawet było ciepło i ja podchodziłem w samym trykocie. Nocna integracja i radość, że mamy wędrowanie jeszcze przed sobą ubiegło szybko.
Światełko na końcu dzisiejszej trasy(lepiej się to nie dało). Tak nas witała Chata Żiar. Na razie tyle.
Cdn....
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 14-10-2017 06:56 PM |
|
 |
Bruno Ochocki
 
Postów: 41
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2017
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Czekam na ciąg dalszy. Więcej foto proszę.
|
|
| 15-10-2017 08:18 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Bruno, mam obawy, że w tej relacji sporo fot ode mnie nie będzie. Nie jestem takim dobrym fotografikiem i ze zamglonych wytworzyć jakieś ponętne dzieła. Jednak postaram się. Wierzę, że inni mnie swoimi pracami wesprzą.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 15-10-2017 04:04 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Dzień drugi, piątek - miała być mgła, była
Rano z niecierpliwością wyglądam z werandy chaty. Cóż nam dzisiaj za pogodę przygotowali?
Widzę to, co nie mogliśmy wieczorem widzieć. Faktycznie autkiem można aż tutaj dojechać, ale pod warunkiem zakwaterowania i opłaty. Co do warunków pogodowych? W dolinie jako tako. Jednak kopce zamglone. Chatar nas ostrzega, że na grani jeszcze wieje.
Od chaty jeszcze nie widzimy, co nam przyszykowano tam u góry. Mnie się wydaje, że specjalnie zamówiono mgłę, żebyśmy do ostatniej chwili byli w niewiedzy. Nasz pierwszy cel to Smutna Przełęcz i potem zobaczymy. Później to brzmiało absurdalnie, ponieważ nic nie zobaczyliśmy. Żegnamy się z chatą z myślą, że w następnym roku tutaj będzie trzeba na dłużej zaparkować i zaplanować jakie wypady.
Gdzieś na wysokości 1500 - 1600 m, jeszcze pod szlakowskazem Pod Homolką pojawiają się pierwsze ślady śniegu. Tam już coraz więcej. Na taką ewentualność jesteśmy przygotowani. Zimowe acesoria na razie spokojnie odpoczywają na dnie plecaka. Tutejszym szlakiem nie szedłem już baaaardzo długo i dlatego zapomniałem co mnie czeka.
Za Homolką czeka nas przedsiodełko na Pośrednim Gruniu. Tutaj już rozpoczyna się zabawa w chowanego. Widoki są nam dawkowane w coraz mniejszych ilościach. Trzeba być w gotowości z aparatem, żeby jakie zdjęcia porobić.
Chociaż że jeszcze widzę dalej niż na koniec swojego nosa i mogę uwiecznić swoich współtowarzyszy. Dobre nastroje żadna pogoda nie zepsuje.
Na chwilę jest nam dne spojrzeć w dół i zobaczyć co już wydreptaliśmy. Jest widoczny dach chaty i końcówka wczorajszego dreptania. Widok na drugą stronę nam odsłania już samotne Smutne.
Na grani widać amatorów pójścia na Płaczliwego. Potem już nic nie widać. Trwało nam to więcej jak 1,5 godziny. Na trasie mieliśmy przerwy na rozdmuchanie mgły. Nie udało się. Raczej odwrotnie.
Na Smutnej P. trzeba decydować co dalej. Wiatr już nie taki straszny, jaki przewidywano. O Banówce w taką pogodę nie ma co mówić. Pedro i Tratina chcą wydrałować chociaż na Kopy. Mnie się i tam nie chce. Proponuję wariant minimum, to jest zejście do Rohaczskiej D. Jest 2:1 za Kopami. Tylko ja wyciągam atut z rękawa. Zaczyna padać śnieg i nie ma co myśleć na jakieś ekstra widoki. No i trzeba koniecznie wyciągać raki. W końcu wybieramy zejście ku Tatliakowej. Jutro mają być lepsze warunki na szczytowanie.
Schodzenie do ze Smutnego do Tatliakowej jest łatwiejsze niż podejście od Żiarskiej, jednak padający śnieg i temperatura około zera zaczynają robić problemy i na takim chodniku.
Dopiero na rozdrożu na Rohaczskie Jeziora warunki śniegowe się polepszają. Do Tatliakowej to już bułka z masłem.
Mijamy jeziorko i akurat w porze obiadowej wchodzimy do Tatliaka. Jest niemal pusto. My jednak dajemy po zupce i piwku. Na lepszą gościnę czekamy dopiero w Zwerowce. Czytam propozycję, że nawet na Tatliaku oferują noclegi. Może kiedyś skorzystamy? My się teraz cieszymy na Zwerowkę. Do tej doskonałości brakuje nam przejść 5 km asfaltem.
Na Adamculi jakieś prześwity albo to tylko fatamorgana? Jest 14:00, po 5,5 godzinach dochodzimy do celu. Nasza grupka nie jest jednak pierwsza. Później się dowiadujemy, że Pablo z Bogusią rano odstawili tutaj autko i teraz operują gdzieś w okolicy między Siwym i Brestową. Rozwijamy naszą bazę, czytaj, że mamy pierwszeństwo w wybieraniu lepszych pozycji do spania. Czekamy na pozostałych. Do wieczora licznik pocztu bibowiczów zatrzymuje się na liczbie 11. Wieczór jest grany pod batutą urodzin jednej bibowiczki. Sporo ciastek i szampan.
Tratina szuka we mgle Smutne Siodło i nam życzy dobranoc.
Cdn...
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 16-10-2017 06:37 PM |
|
 |
grabarz
Adrian
    
Postów: 1,860
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2014
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Pogodę mieliście raczej barową. Zespół mały, w sam raz na atak w stylu alpejskim
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
|
|
| 17-10-2017 04:38 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
To dopiero był początek. W sobotę nas już było na trasie 11. Co do pogody, to można i w taką chodzić po górach. Kolejny dzień opisu będzie właśnie taki.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 17-10-2017 06:16 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 18-10-2017 04:39 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Dzień trzeci, sobota - miało być lepiej, nie było
Rano możemy sobie pospać. Pedro głosi, że słoneczna pogoda ma być później. W jadalni chaty robimy ostatnie przygotowania i niecierpliwie patrzymy przez okno. Ma być widoczna główna grań. Na razie nie widać tak daleko i tak wysoko.
Wszyscy w określonym czasie wstawili się przed chatą gotowi do boju. Najpierw coś lekkiego. Trzeba nam podejść do dolnej stacji kolejki linowej Pod Spaloną. Górski Świat pojedzie kolejką jak jeden mąż.
Kolejka jest nowoczesna. Fajnie mają Ci skijowcy. Nawet siedzenia ogrzewają tyłki. Jednak dla nas obijanie się kończy dojazdem do górnej stacji. Nie szusujemy w dół, ale trzeba nam dymać, już po swoich do góry.
Ekipa dzieli się na poszczególnych dreptaczy według tego, jak komu się śpieszy mieć za sobą ten nieprzyjemny kawałek. Pogoda z początku jest nijaka, jakby rozmyślała co nam spuścić.
W tyle nawet widać Bobrowiec. Jednak wyżej to się ma zmienić na.... śnieżycę. Podejście daje nam poznać co to jest ciepło. Niektórzy idą do koszulki z krótkim rękawem.
My, na górze, jednak poznajemy, że z pogodą coś nie tak. Miało być słońce, jest zadymka. 45 minut nam wystarczyło na Przedni Salacyn i wtedy Ci od pogody postanowili nam dosypać. Tomtur długo starał się walczyć z takimi warunkami. Nie wierzył, że tak ma być.
On był ostatnim, który musiał się poddać i włożył zimowe acesoria. Do teraz spokojnie zamienia się na wydmuchowisko. Bierzemy się za Brestową, która jest tam gdzieś... Podejście nie jest trudne, ale każdy górołaz zna to uczucie, kiedy mu płatki śniegu roztapiają się na twarzy i widzi tak akurat, gdzie mu nogi stąpają. Akuratny moment odganiać myśli typu "co ja tu właściwie robię?". Na Brestowej ekipa zaczyna się drolić. Czterech bibowiczów z różnych powodów postanawia wrócić. Pozostała siódemka ma wiarę w sobie, że będzie już tylko lepiej. Kolejny cel to Salacyn. Ten ma więcej jak 2000 m i może tam napodkamy to zapowiadane słońce. Nie możemy mieć aż za dużo lekko, we mgle mamy przygotowane przejście w stylu, który dobrze znam z innych gór "żeby wyjść, trzeba najpierw zejść". Po dojściu do Salacyna, nikt się nad nami nie ulitował.
Na zdjęciu jednak widać, że i takie przewiewy śnieżnie nie mogą bibowiczom odebrać dobrego humoru. Ostatecznie jednak decydujemy, że to jest nasz dzisiejszy górski cel. Iść dalej na Spaloną i Pachoła nie ma sensu. Zasługujemy na lepszą pogodę. Jeżeli jednak kopce się na nas obraziły, to poczekamy na inny termin, kiedy będziemy milej widziani. Dzisiaj nam to musi wystarczyć. Jest 12:30 i trzeba też myśleć na powrót jeżeli chcemy wykorzystać usługi najlepszego przyjaciela turysty. Kursuje do 15:00. Nasze emocje jednak mają być jeszcze poddane próbie. W miejscu, gdzie się stromo schodzi ze Salacyna, zaczyna przez chmury prześwitać słońce.
Pierwszy nie wytrzymał Pedro i oznajmia mi, że będzie czekał na Salacynie na ewentualne przejaśnienie i nie mamy na niego czekać.
Potem w dole pod sobą słyszę wybuchy euforii, kiedy mgła na chwilę się rozstępuje. Druga nie wytrzymuje Beskidniska, kiedy do naszych oczu przedziera się długo oczekiwany błękit nieba. Chciało by tak być o 100 - 200 m wyżej.
Jestem ciekaw co Pedro i Beskidniska uchwycili do swych aparatów. Ja tylko zarejestrowałem, że jak szybko się rozwidniło, tak szybko się znów zamgliło. Jeszcze chwilę się w nas trzymała wiara, że na Brestowej (też ją w tej euforii zobaczyliśmy) będzie znów prześwit.
Jednak pogoda zrobiła na nas długi nos. Ponoć ma nam to wystarczyć. Ze zdjęcia widać, że Bogusi taka pogoda wcale nie przeszkadzała. Mamy dobry czas i możemy odpocząć na stojaka między padającymi płatkami śniegu.
Przedni Salacyn i zejście do górnej stacji kolejki linowej. Wycieczkę kończymy ponownym zwiezieniem tyłków do doliny.
Tak wyglądaliśmy, kiedy już nic nas nie mogło zmusić od postanowienia powrotu do chaty. Po 5,5 godzinach jesteśmy tam, gdzie byliśmy rano. Marzenia o jedzeniu obiadku, też mają swoje atuty. Można sobie nawet popatrzeć jakie ładne widoki się prezentują z okna chaty.
A my za nimi gdzieś dreptamy tam u góry.
Pozdrawiamy od restauracyjnego stołu z widokami. Wieczór kontynuacja imprezy wczorajszej. Jest nas jednak już tylko dziewięciorga. I tak jest dobrze. Dobranoc.
Końcówka w krótce nastąpi.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 18-10-2017 09:33 PM |
|
 |
grabarz
Adrian
    
Postów: 1,860
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2014
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Aż mi się zimno zrobiło jak zobaczyłem Tomtura w krótkim rękawku, mors
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
|
|
| 19-10-2017 04:32 AM |
|
 |
Oliwka
    
Postów: 1,763
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2013
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
|
|
| 19-10-2017 10:15 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Aż mi się zimno zrobiło jak zobaczyłem Tomtura w krótkim rękawku, mors 
Spożywca ciepłych napojów
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 19-10-2017 10:33 AM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Aż mi się zimno zrobiło jak zobaczyłem Tomtura w krótkim rękawku, mors 
Spożywca ciepłych napojów 
Tomtur ma wodę z cukrem w termosie
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 19-10-2017 10:45 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
A to jeszcze nie widzieliście go na filmie.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 19-10-2017 03:11 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Oj tam oj tam ale sukces na zadnym nie wychaczam
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 19-10-2017 06:59 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zamglona biba - Tatry Zachodnie 2017
Dzień czwarty, niedziela - miało być coś pewnego, ale to pewne się droliło
Nawet szaman Tomtur nic nie zdziałał. Pogoda nie była zmienna. Wciąż było zamglone i wszelka wiara nas opuściła. Długo nie mogliśmy się zdecydować co z tym dniem. W planach był Siwy. W końcu wybraliśmy inne warianty. Ekipa zaczyna się ponownie drolić. Niektórzy muszą już do domu i dlatego preferują tylko krótką wycieczkę. Ja jestem przydzielony do ekipy (całkiem 5 osób), która ma za cel drałowanie pod Osobitą i połączenie trasy z Grzesiem.
Nasza grupa wyrusza jako pierwsza. Inni mają jeszcze czas. Najpierw nam trzeba przejść koło Stawku pod Zwerowką. Może niektórzy nie wiedzą, ale ten stawek jest najniżej położonym w całych Tatrach (983 m).
Od niego nas czeka już tylko harówka. Taki ten klasyczny wyciskacz tchu. Podejście pod Siodło pod Osobitą. Czas od czasu zatrzymujemy się, żeby wyrównać deficyt tlenowy we krwi. Nigdzie nam się nie śpieszy, żadne rewelacyjne widoki nie czekają i dlatego użyczamy sobie komfortu podejścia na więcej razy.
Ekipa w dobrym nastroju. No tak, dla prawdziwego górołaza (mamy wyjątek w Tomturowi) podchodzenie pod górkę na sercu robi radość. Spocony, zadyszany, słyszący tłukot własnego serca to jest lekarstwo na wszystkie nasze bolączki z codziennego życia. Po 1,5 godzinie od Zwerówki jesteśmy pod Osobitą.
Chyba dobry czas jak n fakt, że w ekipie jest dziadek w postaci mojej osoby. W lipcu, podczas gulaszowej biby, Snieshka w ramach treningu wyleciała tutaj jak z procy. Może nam zdradzi, jaki ona miała czas? Wydaje się, że od teraz będzie łatwo. Podeszliśmy niespełna 600 m i od Grzesia nas dzieli jakieś 150 m. Na tej odległości (4,5 km) to by miała być bułka z masłem. Jednak do głosu dochodzi klasyczny szlak o nazwie "górska huśtawka" i z tych 150 m robi się razem 450 m podejścia. Przechodzimy mniej znane kopczyki jak Javorina, Kasne, Roh. Czasem widać do doliny w stronę Orawic. Nawet przed podejściem na Grzesia nieśmiało pokazuje się Bobrowiec i Kominiarski.
To było na razie tyle. Wierzchołek Grzesia nam znów pokazał, jak ładnie wygląda w mgielnym zawoju.
Ostatatnia szansa widzieć coś z wierzchołka spaliła się na panewce (Grzesiu).
Na szczęście nasi matadorzy górscy nie przejmują się takimi sprawami i z uśmiechem pozdrawiają czytelnika z wierzchołka (ile razy można opisywać wejście na ten szczyt?). Zadziwiło mnie, że byliśmy sami. Żeby się nikomu nie chciało wydreptać z Chochołowskiej na ten kultowy szczyt? Zawsze były tutaj tłumy i teraz w samo południe pustki. Mniejszy odpoczynek i kolejne drolenie ekipy. Pedro z Beskidniską mają niedosyt i dlatego postanowili kierować się w stronę Rakonia, a nuż mgła się rozpuści? My trzej - Oliwka, Tratina i ja zwijamy interes i najbliższym wariantem, przez Dolinę Lataną, schodzimy do Zwerowki.
Jest 14:00 i po 6 godzinach moja osoba wraz ze współtowarzyszkami jest u celu dzisiejszego dnia i też celu kolejnej biby. Na chacie czeka na nas Tomtur, jako mój nadworny kierowca i panowie Ł&Ł. Oni mieli za sobą odwiedzenie Rohaczskich Stawów i Tatliaka. Tam ponoć w karmili jakiegoś natrętnego lisa. Mam nadzieję, że w niewiedzy, ponieważ w parku narodowym nie wolno karmić zwierząt. Jeszcze ostatni wspólny obiad w stołówce chaty (dochodzą Pedro i Beskidniska). Pablo z Bogusią i TomaszRT już dawno w drodze i nam też trzeba, mam nadzieję, że nie na długo, opuścić Tatry Zachodnie. Dzięki za uwagę.
Oliwka i Tratina żegnają się z czytelnikiem od herbatki w Zadnej Latanej.
Zakończenie: Fajnie się wspólnie dreptało. Mnie cieszyło, że znów zobaczyłem buzie, które minimalnie pół roku i nawet więcej nie widziałem. Z biby pozostał mi pewien niedosyt. Niedosyt prawdziwie górskich, aż kiczowitych, widoków. Jak już pisałem na początku, będzie trzeba w następnym roku jeszcze raz tutaj zawitać. Takie 2-3 noclegi w Żarskiej + przenocowanie na Narużim (bardzo bym chciał poznać tamtejszą atmosferę) pozwolą podreptać porządnie po Rohaczach. Dzięki tym, którzy spędzili ze mną wspólne chwile na bibie. No i do następnej.
I dla mnie to już KONIEC
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 22-10-2017 01:59 PM |
|
 |
|
|