Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat
Autor Wiadomość
tratina

*****


Postów: 1,181
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status: Offline
Post: #1
W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

       

Góra Ararat - masyw wulkaniczny, leżący w samym sercu Wyżyny Armeńskiej między jeziorami Van i Sewan, na terytorium Turcji, 32 km od granicy z Armenią i 16 km od granicy z Iranem. Masyw górski zajmuje powierzchnię ok. 1000 km? i składa się z dwóch szczytów: Wielkiego ? 5137 m n.p.m. i Małego Araratu 3896 m n.p.m.
Nazwa góry pochodzi od Ary - bożka z epoki brązu. Ara był bogiem śmierci oraz odrodzenia.

W Biblii góry Ararat wskazane są jako miejsce spoczynku Arki Noego po Potopie. Ponoć autorzy Księgi Rodzaju wskazali na Ararat, ponieważ było to najwyższe znane im pasmo gór. W hinduskich wersjach opowieści o Potopie arka osiada na szczytach Himalajów.

Góra Ararat, w języku urzędowym nazywana Masis, jest symbolem Armenii i widnieje na Armeńskim godle. Stoi więc, na ziemiach rdzenie armeńskich, kiedyś zamieszkałych przez Ormian. Ararat dla Ormian jest górą zamieszkałą przez bogów, mniej więcej tak jak Olimp dla starożytnych Greków. Ormianie nie mogą się do dziś pogodzić z tym, że Ararat leży w granicach Turcji, a nie ich kraju. Jest ważnym elementem krajobrazu Erewania, stolicy Armenii, z której także widać szczyt. Ararat był drukowany na armeńskich banknotach, jak zresztą na tureckich też.
   

To o tym jak doszło do spotkania mojego ja z pierwszą Górską Piątką z trzema zerami, tzn troszkę powyżej Wink

Czasami się zdarzy, że coś nie wyjdzie- tak jak w moim przypadku pierwsza myśl wyprawy - bywa. Ale zaraz przychodzi wielki spin - co jeśli?
Na szybko coś znaleźć, wiadomość: Ararat - hmmm, luk na stronę, czemu nie? Organizacja, e-maile i 06.09 stawiam się na lotnisku w Stolicy umówiona na tel z 4 facetami, bo tak średnio pierwszy raz samemu lecieć - no nie Wink, a rozmowa się toczy o osiołkach - jakoby Oni sami mieliby nimi być, piwie i opóźnionym locie.

Niektórzy mówią : uważaj tam, Turcy lubią Blondynki - Hmmmmm , ale farbowane - wątpię Big Grin
I tak się rozpoczęła moja pierwsza podróż samolotem.

Lądowanie Istambuł (północny zachód Turcji) - spotykamy kolejne dwie osoby - coś jednak w tym jest że Górołazik bez problemu rozpozna Górołazika Wink- szczególnie w samolocie i tak na dwie taxi zmierzamy ku hotelowi. Cd korków, żadnej zmiany - uspokoję Was, tam też są i to nie małe Wink

Trochę na migi i łamanym angielskim dogadujemy się z obsługa, chwila w pokojach i wymarsz na Miasto, obiadek, to i owo, bajcik, lokalny folklor, poznajemy kulturę - komu fistaszki ?, siebie i tak Nam czas miło płynie (Szisza)... do bardzo późna (czwarta nad ranem, może sen przyjdzie...).
    tak mi się spodobało, ciekawy     akwarium w studni    

Kolejnego dnia - dzień wolny, czyli co komu pisane. Chłopaki wynajęli sobie Panią Przewodniczkę Wink, bo kolega nie dopisał, a ja z dwoma osobami wybrałam się ot tak pozwiedzać i popłynąć Bosforem. Tego dnia człowiek trochę wcześnie legł na wyrko - rano wylot dalej.

mała czarna turecka z rana do śniadania     , targ słodyczy i przypraw     ,     sklep, bar na wodzie     ,     w jednym z tych restauracji na dole jedliśmy później obiad     , Bosforem:                    

Kolejny dzień to lot: chłopaki do Igdir, my do Agri (wschodni kraniec Turcji)- malutkie lotnisko     , apropo świetna reklama lotniska w Igdir - Polecam: http://www.youtube.com/watch?v=zQFosG6v3RM, w Agri wcale nie większe. Wysiadamy, żar z nieba i szukamy przedstawiciela biura - trochę szumna nazwa. Bo to "biuro" tworzy małżeństwo: Kurdyjsko-Polskie, Ona Polka, On Kurd, 8 miesięcy mieszkają w Polsce i pracują, 4 w Turcji na wyprawach.

Zwózka do hotelu     Dogubeyazit, to około 70-tysięczne miasto, położone w najdalej na wschód wysuniętym dystrykcie Turcji.
Dogubeyazit, które dziś można zobaczyć, to bardzo młode miasto, ale jednocześnie z niezwykle długą, barwną i niestety często tragiczną historią. Dogubeyazit powstało w 1930 r., nazwa oznacza, tylko - wschodnie Beyazit, ku pamięci Beyazit - miasta położonego nieco na zachód, zniszczonego przez armię turecką podczas tłumienia jednego z kurdyjskich powstań w 1930 r. Ze "starego Beyazit" praktycznie nic do dziś nie zostało. Ale jeśli patrzeć na historię miasta, biorąc pod uwagę i Beyazit i Dogubeyazit, to jest już o czym czytać

Spotkanie i zapoznanie z drugą grupą,(z innego biura, gdzie Musa miał być przewodnikiem) chwila oddechu, na miasto - zobaczyć Kurdyjską Cywilizację, pare fotek, coś na ruszt i powrót. Miły wieczorek przy Efesie lokalnymWink
               

Czas nastał, w drogę... IIIIIII ruszyli, bagaż na dach i jazda pod Górę. Myśli kłębią się w głowie. Zaczynamy z ok. 2000m n.p.m.
       

Zieleni niewiele, ale alleeeee zza to Słoneczniki rosną Big Grin    

Wysiadka, małe garby na garby i powyżej 2 tyś w trampkach, sandałach - co kto miał lekkiego na 3200m. n.p.m. - obóz I

Taki spacerek fajny Wink Obóz, mesa stoi, my zabieramy się za rozstawianie małych domków, poszło gładko, choć nie wszystkim to szło . Jedzonko: wujek Musy - Gość The Best ! Uśmiech nie gaśnie mu z twarzy, na migi wszystko idzie z Nim załatwić. Jedzonko I klasa Wink
            Araratowska roślinność -                    

Jak się okazało, druga grupa, miała inny nieco plan i mieli iść na szczyt z dniem aklimatyzacji, My nie, więc ze względu na pogodę, - że była, poszli z Nami, a w sumie staliśmy się całkiem, dobrą, zgraną ekipą.

No i kuzyn Musy - Gościu ok., ale dla Niego wsio było - one milion dollars (oczywiście z uśmieszkiem) : poproszę chai - słyszysz: "One milllion dolars" - swoją drogą, jak się później okazało, Amerykanie wydali ponad milion dolarów już na poszukiwanie Arki Noego: jedni mówią, że na Araracie, potem kawał dalej jest Muzeum Arki Noego i Arka, a jeszcze inni, że ponoć gdzieś w Himalajach jak pisałam.

Bóg jedyny wie...

i tym akcentem kończę wywody swoje na dziś, cdn...



"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner

Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-11-2014 10:56 PM przez tratina.

24-11-2014 10:50 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
watażka

*****


Postów: 597
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2014
Status: Offline
Post: #2
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

zaczęło się ciekawie i obiecująco - czekamy cierpliwieok


24-11-2014 11:10 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
hemlighet
Hemli
*****


Postów: 2,570
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #3
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

No pięknie... Smile I ja czekam na ciąg dalszy opowieści Smile



http://hemli-w-gorach.blogspot.com/
25-11-2014 09:30 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Na jednym zdjęciu podoba mi się jak ściana Araratu wychodzi z tej płaszczcyzny. Lubię takie niemal pionowe dreptanie. Wtedy z dechem idzie i krew. Smile
I jeszcze jedno. Ten posiłek na ławie. Bardzo integracyjny sposób na scelenie grupy do kupy. ok



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
25-11-2014 07:08 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
TomaszRT

*****


Postów: 1,711
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #5
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

tratina napisał(a):
Amerykanie wydali ponad milion dolarów już na poszukiwanie Arki Noego


Oni chyba tam co roku przyjeżdżają.. kieruje tym Richard Bright - trochę taki Indiana Jones.. mają faktycznie spory budżet i szczegółowe zdjęcia satelitarne całego masywu.. i rzeczywiście wierzą, że Arka gdzieś tam jest.. w sumie fajny klimat poszukiwaczy skarbów, w którym nie chodzi o to by znaleźć ale by szukać..
Wink


25-11-2014 10:00 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Galleahad

****


Postów: 489
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2008
Status: Offline
Post: #6
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Dobrze się zaczyna. Czekam na dalszy ciągSmile


25-11-2014 10:03 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
grizzly

*****


Postów: 1,250
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2013
Status: Offline
Post: #7
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Na poszukiwanie Arki Noego... Ja wydalem mase pieniedzy na poszukiwanie zagubionych Inka skarbow w Pieninachkwasny I wydalem takze w Peru. kwasny


25-11-2014 10:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tratina

*****


Postów: 1,181
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status: Offline
Post: #8
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Stasiu - w sumie cały czas byliśmy razem i jedną zżytą grupą, posiadówy były fajne, choć lepsze były te w namiocie bazowym, tam ciaśniej i cieplej. Najmniej wygodne były siedziska, te plastikowe, (okrągłe mniej wygodne, kwadratowe ciut lepsze) małe krzesełeczka, ale ludzie i atmosfera była w porządku i to się liczy, a to że tyłki bolały - mały pikuś Wink Nie było osoby, która by się jakoś izolowała, czy coś, wszyscy trzymaliśmy się razem.

Tomaszu cd. Amerykanów, pewnego razu przylecieli i zażyczyli sobie odwrót przewodnika, bo chcą zostać sami. Więc ja tam nie wiem co jest prawdą, bo ponoć po tym odnaleźli jakieś ponoć drewienko z tamtych czasów, a czy one tam było, czy je podłożyli, tego nie wiem. Przewodnicy się wycofali.



"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner
26-11-2014 12:09 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tratina

*****


Postów: 1,181
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status: Offline
Post: #9
RE: W tany z Kurdami i one million dollars Ararat

Na czym to ja skończyłam...

a jeszcze mi się przypomniało, oczywiście jak na pierwszą taką wyprawę i lot samolotem przygody na początek nie mogło zabraknąć. I tak więc lądując w Stambule, nawet pokazywałam jednej dziewczynie z którą rozmawiałam w samolocie wizę już kupioną, zazdroszcząc mi, że już mam i nie muszę stać w kolejce. Ale.... podchodzę do odprawy... i zonk.... wizę mam ważną, ale od 7, a ja przyleciałam 6 Wink hmmmm.... no cóż, trzeba było grzecznie ustawić się do kolejki po kolejną wizę, chłopaki przeszli, odebrali bagaż (jakoś od razu wiedzieli który to mój) i zaczekali. Tak się poźniej zastanawiałam jak to się mogło stać, ale było sporo zamieszania. Krótki czas na szukanie alternatywy na inną wyprawę, wizę kupowała mi siostra, potem zmieniałam lot na dzień wcześniejszy już nie myśląc o wizie, a jeszcze robiłam to będąc w Karkonoszach ze znajomymi, więc sajgon totalny. Wiadomo, doświadczenie się zdobywa, ale że było to wszystko na hop-siup, to tak człowiek się zagmatwał. Wink

to czas kontynuować relację...

a i jeszcze, ponoć Tureccy piloci są znani z ciekawych lądowań i rzeczywiście jedno było takie, że wbiło w fotel.

cóż, przejdźmy dalej i zapraszam na zdobywanie szczytu:

Dzień następny, pobudka, śniadanko na łonie natury i wymarsz do obozu II na 4200m - niby nic, ale...

Taką wysokość niektórzy mieli już za sobą, inni nie, ale nigdy nie wiadomo tak naprawdę jak w danej chwili zachowa się organizm.

Jakiś obiadek, mały spacerek aklimatyzacyjny kawałek wyżej, zimno już zaczyna być odczuwalne, czyli: upał zelżał i piękny spektakl na niebie - zachód słońca. Mała, wczesna kolacja i do namiotów, bo wymarsz w nocy. I jak tu spać, powiedzcie? Dwie noce człowiek nie spał, w ob. I i II - dopiero zasnął po zdobyciu w obozie I , coś chyba w tym jest.
                                                           

Pobudka, obatuleni we wszystko, z małym światełkiem na czole, powoli zaczynamy marsz w górę.
Zimno... człowiek chciałby się rozgrzać, ale jak tu iść szybciej? nie da rady, każdy chyba wyczekiwał na te upragnione promienie Słońca.

Tam gdzie kurz i pył
Tam gdzie ziemia brązowo-bordowa
Tam gdzie Słońce przygrzało mi
Tam wyciągnęłam swoje ramiona

Z plecakiem myśli schowanych, gdzieś pod kapturem
Z głębią sił wielkich, gdzieś ukrytych
Ostatkiem sił stanęłam na Górze
Początkiem pełna werwy, uśmiech na twarzy
Lecz zimno doskwiera mi
Powoli, powoli... by starczyło sił

Ze światełkiem na czole
Posuwa się dżdżownica...
W pewnym momencie nucimy: "nie umieraj, nie umieraj, nie umieraaajjjj dżdżownico..." Big Grin

Krok za krokiem, pośród nocy
Myśl skupiona
Walka z sobą
Dać radę... pewnie że dam...

Osłabienie przed szczytem
Ułamek zawahania...
Wejdę...
Choć sił brak, jednak wiem, że je mam
To jak własne zło pokonać

Kilka kroków, oddech głęboki,
Zawieszenie
Czyjaś dłoń na plecach - dasz radę, kilka metrów (tyle się mówi o partnerze, drugiej osobie)

Słońce przed chwilą wzeszło,
Horyzont
Cień Góry towarzyszy
.................... (chwila dla duszy) brak słów

Niby człowiek się cieszy,
Ale zejść trzeba jeszcze

Osłabienie, mroczki przed oczami
Powolne schodzenie, ostrożność
Im niżej tym lepiej...

Stanęłam tam...
Czyż to nie piękne...

słynny cień Araratu                    

(i tam też się dowiedziałam, że zdjęcia lustrzanką można zrobić w łapawicach Wink przydaje się Smile )

Tyle się o tym czytało książek i człowiek powiedzmy, że wiedział jak to jest. Ale tak naprawdę dopóki samemu się tego nie doświadczy... Każdy jest inny, każdy inaczej zareaguje, raz będzie ok! raz coś zawiedzie, ale i tak warto ... Bo to co widziały Nasze oczy, tego nikt Nam nie odbierze?...

Najważniejsza walka w życiu, to walka z samym sobą...

A Góra Cię przyjmie, bądź nie... czasem trzeba sobie z nią ot tak porozmawiać Wink podumać

Wychodziliśmy w nocy jako pierwsza grupa. Mieliśmy być na wschodzie Słońca, ale grupa jakoś się nie mogła zdecydować i weszliśmy jakiś czas po wschodzie. Raki - ogólnie śnieg był taki, że nie były potrzebne, ale ze względów bezpieczeństwa były, przynajmniej szło się wygodniej.

Zejście do obozu II coś małego na ząb. Lecz powoli, ktoś cierpi bardziej niż ja. Zwijamy obóz, graty i jak najszybciej na dół, wiadomo, im niżej tym lepiej.

Ale człowiek jednak trochę zmęczony, spać przez dwie noce nie mógł, nie wiem czy inny klimat, podekscytowanie i ta obawa czy się wejdzie, czy nie. Zmęczenie chyba dawało o sobie znać i wysokość, człowiek nie przewrócił się podchodząc pod górę, ani z niej schodząc tylko niosąc koleżance herbatę do namiotu - ot tak się potknął (herbaty nie wylałam Wink). Niby lekko pod górę z 3 metry - a człowiek padał zmęczony, jakby przeszedł kilkaset metrów w pionie, nogi już nie chciały nieść.

A w obozie I nasz przewodnik czekał z rozłożonymi karimatami i pysznym arbuzem, ciasteczkami, orzeszkami i innymi smakołykami. A zaraz przyszedł - upragniony, zimny Efes na cześć zdobywców, och... Jak to smakowało Piwko
   

I tak sobie siedząc, nagle padło hasło, że dziś nie rozkładamy namiotów (bo nikomu się nie chce tylko śpimy pod gołym niebem, pod gwiazdami - wszyscy OK. Ale... po prysznicu w wodzie z węża i kolacji jakoś tak zaczęło się robić chłodno i po kolei zaczęły padać zdania, a ja rozbije na wszelki wypadek... i tak się pole zapełniało małymi domkami. Duch prawdziwego turysty na szczęście niektórych nie opuścił i znalazło się 4 śmiałków + przewodnik Musa, który spał osobno. Natomiast my w 4: ja Wink, dwie dziewczyny i jeden rodzynek postanowiliśmy tą ostatnią na wys. 3200m spędzić pod gołym niebem.

Było cudnie, a rano obudziło Nas piękne Słoneczko.
Trati pierwsza z lewej     , ich gra, coś jak nasze kółko i krzyżyk, ale trochę bardziej skomplikowane, pierwszy z lewej wujek Musy(przewodnik, kucharz), dalej syn jego i Musa     , zbliżamy się do zejścia:        

Prysznic... ach, cudownie było podnieść się z tego piachu...hmm, ale cóż, po tym dniu odpoczynku przynajmniej ja miałam jakiś taki niedosyt... może jakaś ja inna jestem, któż to wie

i wspólna oczywiście kolacja, po kurdyjsku:    

W sumie, mieliśmy jeszcze jeden dodatkowy dzień i padła opcja wejścia jeszcze na mały Ararat, ale w końcu za mało osób się zdecydowało i nici.

Zaczęło się trochę zwiedzania, miał być Pałac - czasu nie starczyło, zmierzamy więc do "Nuhun Gemisi" , czyli do Arki Noego i muzeum. Tam Turkowie, odnaleźli coś, co ich zdaniem jest pozostałością po biblijnej Arce. Choć nigdy nie zostało to potwierdzone, wg odkrywców pewne fakty potwierdzają związek znaleziska z arką Noego:

- kształt przypominający statek lub łódź, ze spiczastymi zakończeniami;
- długość dokładnie odpowiadająca długości biblijnej arki (515 stóp);
- miejsce znaleziska - okolice Araratu, co jest zgodne z biblijnymi zapisami;
- znalezisko zawiera potwierdzone badaniami resztki skamieniałego drewna, jak również resztki elementów wykonanych z aluminium i tytanu, które są dziełami człowieka;
- w kształcie znaleziska da się wyodrębnić regularne elementy szkieletu statku (np. pozostałości belek nośnych szkieletu);

Kolejne miejsce zwiedzania to dziura (krater) po meteorycie - drugi co do wielkości i na świecie(kilkaset metrów od granicy z Iranem). Nie wiedzieć czemu wszyscy chętniej fotografowali okolice niż krater Wink
Czas już kończyć wycieczkę objazdową, większą część spędziliśmy w busie, nie starczyło nam już czasu na Pałac za powrotem, ponieważ czekało Nas - kurdyjskie wesele.

z okolic pałacu:                
Arka Noego wg. Turków:     - ten taki dziwny kształt na pierwszym planie, natomiast te skały na górze to ponoć: "Brama Niebios".

    , okolice granicy z Iranem:        

Cd wesela...
A więc... tam się odbywało to tak: potańcowaliśmy, a potem poszliśmy na jednego Big Grin do hotelu i tak nam czas miło upłynął i wieczór również.

A tak na poważnie Wink
Wesele, jak na wesele kurdyjskie było małe, przeważnie liczy ok. 200 osób, jak np. miał Musa z Asią (u nich wesele odbywało się na podwórku przed domem). Prawie cała wioska jest na weselu. Rodziny są wielkie, bo np. to wesele na którym byliśmy to było wesele kuzyna i kuzynki. Niestety tutaj Rodzina Panny Młodej jest ze Stambułu, a że to daleko - więc było mało liczne grono z jej strony. Tata Pana młodego był bardzo zadowolony z naszej obecności. Ogólnie w pierwszy dzień się tańczy... i tyle, siedzi przy pustych stołach. Ale też ciężko było określić, czy My byliśmy dla nich bardziej ciekawi, czy Oni dla Nas: teraz pewnie filmiki krążą po mieście jak to Polacy tańcowali Big Grin (głównie dziołszki) Wszystko to się odbywa raczej w ciągu dnia, w drugim dniu jest obiad mili Państwo, oczepiny i tańce przez cały czas. Zero alkoholu. Tam tylko tańce polegają na tym, że tańczy się w jednym wielkim, na całą salę kółeczku. W sumie jest jeden tylko krok z dodatkowymi urozmaiceniami Wink Powoli jakby zaczynają się rozwijać i dążyć do Naszych obyczajów, kiedyś nie było tortu weselnego i mężczyźni tańczyli osobno, a kobiety osobno. Teraz już to się zmienia, już był tort weselny i tańcowali wszyscy razem. Jedynie co to kobiety spokojniej, a mężczyźni są bardziej żywiołowi.

Kolejny dzień, przedostatni minął nam na drugim dniu wesela, łaźni i kibicowaniu. Byliśmy 24 wyprawą i jak się okazało, pierwszą którą Musa zaprosił na wesele i pierwszą z którą odbył się międzynarodowy mecz piłki nożnej, z tym że drużyny były mieszane Polsko-Kurdyjskie, ale zabawa przednia.

   



"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner
26-11-2014 11:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tratina

*****


Postów: 1,181
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status: Offline
Post: #10
RE: W tany z Kurdami i one million dollars - Ararat

cd...

           


NO i nastał czas rozstania
Grupy się porozjeżdżały
Jedni Van poszli zobaczyć
Inni kraj Nasz już witali

A ja jako jedna z ostatnich opuszczam Dogubajazit Wink i z międzylądawowaniem wysiadam w Ankarze, (ale nawet gorące niebo płakało gdy wyjeżdżaliśmy) a później do Stambułu - wieczorna taxi i znów jestem w poprzednim hotelu. Szybki prysznic i lulu - rano ruszamy do Polski.

Bagaż wysłano mi transferem - w sumie wyszło dobrze, nie musiałam się z tym ciężarem targać. Spędził noc prawdopodobnie na lotnisku, ja w hotelu - dobrze, że nie na odwrót Wink

Rano oczywiście herbatka standardowo i jazda na lotnisko - kierunek Stolica. W tym locie mieliśmy najlepsze żarcie, prawie jak obiad - mniam. Tureckie linie - Polecam !

I to byłoby na tyle moi Kochani.

Wyprawa - krótko i na temat. Radocha jest Big Grin jak banan

z 15 osób na szczyt nie weszły dwie, ale i tak byli zadowowleni, bo jak na ich dotychczasowe osiągnięcia górskie, wys 4200 to robi wrażenie.

Ciekawostką małą jest to, że współlokator, który również był na Araracie, na jednym ze zdjęć GPS pokazuje mu, że szczyt ma wysokość 5141m n.p.m.

                               


"Wobec potęgi Gór prościej odkrywa się siebie, a przynajmniej to, że większość granic i lęków to tylko ułomność naszego umysłu, poza którą zaczyna się wolność."



"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner

Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-11-2014 12:20 AM przez tratina.

27-11-2014 12:18 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Gratuluję wyprawy Trati,no i zazdraszczamok



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
27-11-2014 06:17 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #12
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Jestem pod wrażeniem. ok Turystyka górska z kulturą jak najlepsza. Szkoda, że panny młodej nie było w całości widać. Wink No i ta pogoda, palce lizać. Znów na jednym zdjęciu stół integracyjny i na dodatek wspólne oglądanie nieba. Szkoda tylko, że się chyba obyło bez głosów nocnej gawiedzi. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
27-11-2014 05:51 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
conti

*****


Postów: 2,412
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2014
Status: Offline
Post: #13
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Każde nowe doświadczenie cieszy a przede wszystkim uczy. Super jest to, że możemy przynajmniej popatrzeć i poczytać to co przeżyła osobiście koleżanka z forum Smile


27-11-2014 06:00 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
TomaszRT

*****


Postów: 1,711
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #14
RE: W tany z Kurdami i one million dollars - Ararat

Miałem się dziwić czemu nie schodziliście od razu na dół, ale na noc pod gwiazdami (z zimnym Efesem) to sam bym pewnie wolał zostać w C1..
Wink

tratina napisał(a):
miał być Pałac - czasu nie starczyło


nic szczególnego tam nie ma.. wesele na pewno ciekawsze..
Wink

tratina napisał(a):
W tym locie mieliśmy najlepsze żarcie, prawie jak obiad - mniam. Tureckie linie - Polecam !


Turkish słynie na najlepszego 'koryta' w tej części świata..

Gratuluję pierwszego 5k.. jakie będzie następne?
ok


27-11-2014 08:16 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #15
RE: W tany z Kurdami i one million dollars ? Ararat

Świetnie się czytało i oglądało, gratuluję fajnego egzotycznego pomysłu i zdobycia góry ok
Trati a ta ich gr to jest tak, że trzeba trzy pionki w rzędzie ustawić? Chyba to znam.



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
27-11-2014 10:33 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: