„Obrazki z podróży do Tatrów i Pienin”- tytuł troszkę przewrotnie zaczerpnięty z XIX wiecznej twórczości Marii Steczkowskiej - ale czyż nie idzie o te same miejsca ,wrażenia, wzruszenia-jeno czasy inne...
Chciałbym przeprosić czytających za jakość zdjęć(awaryjnie z komórki...),niekompletność fot (będę starał się uzupełnić) i odcinkowość opowieści(w tym przypadku-wychodzę z założenia-„by ukończyć należy zacząć”)
Miłej lektury
Z założenia miał to być wyjazd wiosenny, zatem nie myśl o tych najwyższych była wątkiem przewodnim eskapady-raczej chęć ujrzenia ciepłych, umajonych, przyjaznych gór. Miało być malowniczo i nieco bajkowo-wybór padł na Pieniny. Ponieważ okienko urlopowe otwarło się w ostatniej chwili-nie zostało zbyt wiele czasu na należyte
przygotowania, czego efektem okazało się niezabranie filmu do aparatu, a kiedy ten film został założony-okazało się ,że bateria padła. Niemal z marszu w sobotnie południe wyruszyliśmy ku górom, na tyle wcześnie jednak,by zdążyć na ostatni bus odjeżdżający z Nowego Targu do Sromowiec Niżnich o godzinie 19.20.Nieco po godzinie 8 wieczorem staneliśmy w Sromowcach by po chwili wynająć pokój na kwaterze przy ulicy Trzy Korony vis a vis uroczego przybytku o nazwie”Biały Domek”(piwo za jedyne 3.20 PLN).Kwatera miła,ceny znacznie odbiegające od tego co w Zakopanem,taka trochę sielska,cicha atmosfera.Wczesny niedzielny poranek budzi nas słońcem-gaszącym snujące się gdzie, niegdzie mgły ku ziemi, Ponad mgłami widać poszczególne turnice Trzech Koron-celu naszej dzisiejszej wycieczki. Zapowiada się piękny, pogodny dzień i taki będzie do końca. Godzina 8 zastaje nas w drodze, mijamy schronisko „Trzy Korony”- pytam się w recepcji o film-niestety nie mają-jesteśmy zatem skazani na bardzo proste środki utrwalenia naszych wrażeń w postaci-aparatu telefonicznego. Aura wyjątkowo zdjęciowa- błękit nieba w połączeniu z bielą wapiennych skał budujących wierzchołki Trzech Koron-wszystko to w otoczeniu całej gamy zieleni, od tej ciemnej-koron jodeł, poprzez soczyste, świeże kolory uliścionych już buczyn, jaworzyn etc. Kierujemy się zielonym szlakiem ku polanie Kosarzyska. Ciepłe Pieniny zaskakują bogactwem roślin w stanie kwitnienia., w powietrzu unosi się zapach często spotykanej , zakwitłej - miesiącznicy trwałej, na polankach mijanych a to łany niezapominajek a to przeróżne fiołki, w miejscach bardziej wilgotnych knieć błotna(tzw.kaczeniec) w rozkwicie. Po niedługim czasie osiągamy rozstaj szlaków na Kosarzyskach, stąd wpierw w prawo za niebieskimi znakami na Zamkową Górę z zachowaną ruiną średniowiecznej fortyfikacji i ciekawą legendą o tym jak to św. Kinga znalazła schronienie w onym zamczysku-przed najazdem tatarskim. Powrót na Polanę Kosarzyska i dalej ku pobliskim Trzem Koronom. Pieniny w tym rejonie to piękne, ale niewielkie pod względem obszary-pasmo,szybko więc dochodzimy do budki pana inkasującego opłatę za wejście na gloriettę szczytową Okrąglicy – najwyższego zwieńczenia masywu(982m).Stalowymi pomostami-mijając białe wapienne ścianki-porośnięte żółto kwitnącą smagliczką skalną-docieramy na wierzchołek.Widok zapierający dech-od wijącego się poniżej Dunajca po ośnieżone szczyty Tatr. Sesja fotograficzna i powrót do rozstaju-przy budce biletera. Małe co nieco na ławeczkach obok i dalej w drogę. Spotykamy coraz więcej osób, zwabionych wolnym czasem niedzielnym i piękną aurą na trasy pienińskie. Nieco poniżej szczytu-idąc w stronę przełęczy Szopka-malownicza polana z obustronnym widokiem- na zachód Tatry, na wschód Beskid Sądecki,po wschodniej stronie ścieżki duże skupisko ciemiężycy zielonej,spotykanej w górach często,ale ta polana jest po prostu częściowo zarośnięta tą piękną ale trującą roślinką. Idąc za znakami niebieskimi obniżamy się w stronę przełęczy Szopka(inna nazwa Chwała Bogu),poprzez bogate lasy ze świetnie zachowanym drzewostanem jodłowym(jodły to trochę kapryśne i wymagające drzewo)-co widać po dobrze się mającej młodzieży jodłowej. Wszystko to urozmaicone bukami, jaworami- czasem jako gość trafi się pojedyńczy świerk, w podszycie zakwitające zawilce-gajowy(białe kwiaty) i żółty. Mijane polany-są koszone, czasem widać na nich jakby stare drzewka owocowe. Całość sprawia wrażenie-trochę jakby parku-w stylu angielskim...Po dojściu do przełęczy –rozstaj szlaków,schodzimy bystro wzdłuż polany za znakami żółtymi ku Sromowcom Niżnim, później stromiej w zakosy, do krańca rzadkiej urody-Wąwozu Sopczańskiego- którym już nieco szerszą drogą wzdłuż ścianek wapiennych w pięknej scenerii do granic parku i dalej na kwaterę.Po krótkim odpoczynku i małej biesiadzie w „Białym Domku”- poprzez kładkę graniczną z wizytą do Czerwonego Klasztoru-zwiedzanie zabytku, małe słowackie bro i do domciu. Przy kładce(zbudowanej m.inn ze środków unijnych)-nie stworzono na szczęście etatów pogranicznych- tak,że czujemy się jak w Europie. I to był dzień pierwszy.
Poniedziałek to powtórka w kwestiach pogodowych z niedzieli, jeno szlaki totalnie bezludne.7 rano-w drodze, by poprzez Wąwóz Sopczański, przełęcz Chwała Bogu, wejść za znakami niebieskimi na trasę „Sokolej Perci”-efektownie poprowadzoną, widokową turę. Same poręcze i barierki metalowe-nieco szpecą-z drugiej strony mając na uwadze mocno wyślizgane stopnie wapienne są chyba złem koniecznym. Widoki otwierają się jak w kalejdoskopie, z Czerteża, Czertezika na przełom Dunajca i basztę szczytową Sokolicy.
Na Czerteziku, nieco za barierką dostrzegam szykującego się do kwitnięcia astra alpejskiego.
W grzbiecie szczytowym miejscami spotyka się wyjątkowo malownicze okazy sosny zwyczajnej, z Czertezika ostro w dół, by rozpocząć ostatnie podejście dzisiejszego dnia ku Sokolicy. Mijamy pustą budkę o tej porze-biletera(godzina 10),by po chwilce stanąć na wierzchołku Sokolicy. Malownicze widoki, najsłynniejsza sosna w Polsce i inne te sprawy. Cieszymy się samotnością na szczycie...no prawie-jedynymi gośćmi są tu jaszczurka zwinka(chyba pan jaszczurek-sądząc po zielonkawym godowym zabarwieniu)-przyjaźnie nastawiony jegomość nie okazuje zbytniego strachu, spacerując w pobliżu plecaka. Po chwilce zalatuje w pobliże dość nieczęsto spotykany motyl-paź żeglarz i cieszy nasze oczy. Pół godzinki szczytowania i schodzimy-jedyne czego żałuję-to to że pamięć w telefonie zapełniła się na maksa i mogę jeno pomarzyć o jakichkolwiek fotkach-w akcie rozpaczy-korzystam z e starszego telefonu....
Przy budce opłatowej spotykamy kasjera-pan oczywiście honorowo nie chce przyjąć opłaty, zatem kupujemy jakieś widokówki parkowe i stemplujemy-tak by owca była cała i wilk syty. Bystro w dół wzdłuż poręczy ku przeprawie na drugi brzeg Dunajca-wiedzie nas ścieżka. Niedaleko przeprawy napotykamy trzech pierwszych tego dnia turystów na szlaku. Prom nas uwozi na drugą stronę Dunajca-rozmawiamy z sympatycznym przewoźnikiem, okazuje się że prowadzi równolegle obok wypożyczalnie kajaków. Obok po rzece pływa sobie pan w kajaczku –jedynce-firmy”Prijon”-11kg wagi-marzenie kajakarza. Notujemy kontakt telefoniczny z wypożyczalnią-obiecując sobie przygodę wodną w przyszłości. Aha –za usługę z braku drobnych-płacimy częściowo monetami PLN ,częściowo SK.
Krótkie podejście –ku granicy. Dwa punkty kontrolne –i odbijamy w rejonie końcowej przystani słowackiego flisu, w kierunku Chaty „Pieniny” w Leśnicy. Po lewo wspaniałe urwisko opadające z grani Bystrzyka- trudno opisać, trzeba zobaczyć. Przy chacie-przez chwilkę poszukujemy pana od rowerów. Żółte autko jest, zatem i właściciel powinien być w pobliżu informuje nas słowaczka prowadząca budkę z suwenirami. Dokonujemy zakupu małego bro na teraz i na drogę-delektujemy się „Zlatym Bazantem” przy budzie z rowerami i po chwili zjawia się prowadzący ten punkt(firma z Czerwonego Klasztoru-oferuje też sprzęt wodny).Płacimy po 100SK od roweru i w drogę-po słowackiej stronie drogą wzdłuż przełomu Dunajca-mając okazję spojrzenia na to co onegdaj obejrzeliśmy przy okazji spływu tratwami. Nie śpiesząc się zbytnio-delektujemy się bro i widokami dokoła, baczną uwagę zwracając na trudniejsze bystrza w nurcie rzeki-moim marzeniem staje się zwiedzenie przełomu kajakiem- jedynką. W Czerwonym Klasztorze oddajemy rowerki, przy okazji czyniąc rozeznanie w sprzęcie wodnym i cenniku . To już ostatni dzień pieniński, nazajutrz z rana wyjedziemy. Przekraczamy graniczny most-z nadzieją rychłego powrotu w te strony.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-05-2007 09:14 PM przez dr.Etker.
1.Metalowa konstrukcja poprowadzona w stronę kuluminacji masywu Trzech Koron-Okrąglicy.
2.Widok w stronę Dunajca.
3.Spojrzenie ze szczytu ku Tatrom.
4.W dole-Dunajec-patrząc z Okrąglicy.
5-7.Wąwóz Sopczański.
1.Wąwóz Sopczański.
2.Patrząc ku schronisku PTTK "Trzy Korony"
3.Kładka na Dunajcu pomiędzy Sromowcami Niżnimi a Czerwonym Klasztorem.
4.Czerwony Klasztor.
5.Czerwony Klasztor.
7.Patrząc z Czerteża na Pieniny.
Ładnie opisana wycieczka Dużo zawartej treści i wiedzy o tym wspaniałym regionie.Dołączone fotki wspaniale pokazują niepowtarzalne piękno Pienin.
Relacja zachęca do wycieczki w te okolice .I takie też mam plany na niedaleką przyszłość
Pozdrawiam
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Wtorkowy wczesny poranek zastaje nas w drodze-kurs o godzinie 6.35 ze Sromowiec Niżnich- optymistycznie zakładam ,że w Nowym Targu będziemy około 7.30.Nic bardziej mylnego-autobus jest regularnym kursem PKS i objeżdża wszystkie okoliczne miejscowości-poprzez Sromowce Wyżnie, dalej drogą w poprzek Pienin(tzw. szlak architektury drewnianej)do Hałuszowej, zahaczamy jeszcze o Czorsztyn i dopiero W Krośnicy –wyjeżdżamy na prostą do Nowego Targu. Mimo, że podróż trochę się zwłóczy-nie żałujemy, - jest na co popatrzeć, a i pogoda dopisuje. Ostatecznie około 8.30 docieramy do dworca autobusowego w Nowym Targu. Szybka przesiadka i jesteśmy w drodze do Zakopanego, w trakcie jazdy modyfikujemy plany majówkowe- wg .wstępnego założenia-pobyt w Tatrach miał być jednodniowy-by następnie przejechać na drugi kraniec Polski, nad rzekę mazurską – by pomoczyć wiosło. Szkoda nam jednak czasu na tak długie rozjazdy-zatem pobyt w Tatrach się nieco wydłuży. Chwila zastanowienia nad ewentualnym miejscem noclegu i decyduję-Kuźnice- tam jeszcze nie mieszkałem. Po dojeździe busem do stacji kolejki na Kasprowy Wierch-krótki domarsz za znakami zielonym (za kasą biletową TPN) do obiektu pełniącego podwójną rolę-domu wczasowego dla pracowników energetyki rejonu Śląska i Małopolski, oraz elektrowni wodnej-zapewne zaprojektowanej jako awaryjne zasilanie kolejki linowej, ale produkującej prąd cały czas, o czym zaświadcza lekki hałas turbin wewnątrz.(jedyny mankament).Z zewnątrz obiekt prezentuje się korzystnie-architekturą przypominając nieco „Murowaniec”, wewnątrz- jeszcze lepiej-energetyka w naszym kraju ma się dobrze. Warunki- znakomite, ceny umiarkowane, w zasadzie już w Tatrach- decydujemy się na pobyt kilkudniowy. Po opłaceniu noclegu wyruszamy w góry-jest już stosunkowo późno-9.30 – gdy wchodzimy na szlak-klasyk- za znakami niebieskimi przez Skupniów Upłaz na Halę....Ile wspomnień...Znajomy zapach świerkowego boru...Mimo niewczesnej pory turystów podążających w stronę „Murowańca”-niewielu- wycieczki szkolne najwidoczniej nie wstały jeszcze od śniadania. Niebo jest bezchmurne, ale przejrzystość powietrza nie za wielka-dużo wilgotność powietrza., jest parno i gorąco , Myślę. sobie, że po południu może być niezła ulewa. W miarę podchodzenia otwierają się znajome, szersze widoki-Dolina Olczyska po lewej, na wprost Przełęcz Między Kopami. Rozglądam się po murawach w poszukiwaniu kwitnących goryczek Klusjusza- jest połowa maja-już czas na nie. Onegdaj o tej porze było ich tu pełno Dopiero na trawersie Wielkiej Królowej Kopy –poniżej i powyżej szlaku dostrzegam ich więcej, towarzyszą im również kwitnące goryczki wiosenne-festiwal lazuru. No i dobrze-dziś jestem w tym miejscu po to by to oglądać, i oczywiście zdegustować grochową w „Murowańcu”. Ledwie uporaliśmy się z zupą-nadciągają zielone szkoły, czyni się trochę tłocznie i gwarno. Obserwuję szybkie zmiany w pogodzie-chmur przybywa-jeszcze chwile przed schroniskiem na spojrzenie na mocno ośnieżoną grań od Świnicy po Granaty. W masywie Koszystej śnieg już tylko w żlebach, i tu wysoko nadciąga wiosna.. Wobec napierającej na Halę-młodzieży szkolnej i zmian w pogodzie-decydujemy się na odwrót-dla odmiany idziemy od rozstaju szlakiem żółtym przez Dolinę Jaworzynki. W zejściu podziwiam coraz wyższe młodniki modrzewiowe porastające stoki Skupniowego Upłazu i postępujący powrót kosodrzewiny na mocno zeerodowane wypasem owiec-niegdyś zbocza. Pomimo dość wczesnej pory-ruch w dół jest zdecydowanie większy niż w stronę Hali Gąsienicowej-widocznie coś ze zmianą aury-jest na rzeczy, w rejonie gdzie szlak zmienia kierunek i otwiera się widok na Kopę Magury-znowu postrzegam większe skupisko goryczek Klusjusza. Wg mnie to jeden z piękniejszych przedstawicieli flory tatrzańskiej-o ile nie najpiękniejszy. Już na płaskim, w dolinie spotykamy dziarską grupkę turystów idących ku górze-mimo oznak zapowiadających solidne polewanie-patrzę pod stopy-szlak żółty cieszy się zasłużoną opinią śliskiego i wywrotnego-może dlatego postrzegam obuwie idących ku górze ...Jeden, dwa , trzy pary płóciennych tenisówek...no fakt jest duszno...czwarte stopy są wyposażone w tzw. „japonki”(nie sandały-tylko „japonki”).Heh-myślę sobie-jeśli lunie –turystkę czeka bosy powrót do domu i nieplanowany masaż stóp na ścieżce z okruchów wapnia. Z Kuźnic bezpośredni podjeżdżamy busem w rejon Krupówek- zakup baterii do aparatu foto i takie tam.Nadchodzi spodziewane załamanie pogody, opad deszczu, gradu, deszczu urozmaicone efektami świetlno-dźwiękowymi z nieba-chowamy się do knajpy na piwo-to już koniec dobrej pogody na najbliższe dwa dni. Otaczam serdeczną myślą wycieczki szkolne-obecne w górach. Korzystając z przerwy krótkiej w ulewie-podjeżdżamy do polecanej przez Sylwestra(dzięki)-„Kolibecki”- ogląd i spróbowanie potraw wypada pomyślnie-będzie tu nasz stół biesiadny do końca wyjazdu.
Następny dzionek to sympatyczna mżawka o zmiennym natężeniu-to oraz nasze skromne wyposażenie(brak sprzętu-typu raki, czekan, ja mam na stopach stare, niemiłosiernie zdarte, dziurawe „Scarpy”- ale za to jakie wygodne-nowe ale ciężkie „Meindle”-zostały się w domu-pierwotnie zakładaliśmy-tylko wycieczkę po słońce w Pieniny)-wszystko to jest czynnikiem warunkującym nasze wycieczki.
Zatem –„Zakopane, Zakopane-spaceruje pani z panem, słońce , góry i górale”- dziś gwoździem programu będzie jedyna w swoim rodzaju-jajecznica w Kondratowej...no i spotkane po drodze jelenie-ale o tym jeszcze nie wiemy, ale już na Polanie Kalatówki ze trzy sztuki zażywają soczystej, majowej trawy, na Polanie Kondratowej doliczyłem się dziesięciu sztuk. Jajecznica jak zwykle-wyborna- podana w tradycyjnych patelenkach. Na powrocie w rejonie stromszego podejścia przed Kondratową- spotykamy grupkę młodzieży, z nauczycielami i przewodnikiem-ponieważ w tym ocienionym przez las-miejscu –zalega trochę śniegu i jest nieco ślisko-pani zarządza odwrót...Może i słusznie ,zważywszy ,że dzieciaki najwyżej z trzeciej klasy a i z butami różnie. Wieczór upływa nam oczywiście na miłych chwilach w „Kolibecce”. Pomieszczenie obok –zajmuje grupa emerytów z Wielkiej Brytanii z polską przewodniczką. Składają zamówienie-kelnerka cierpliwie tłumaczy, że porcje są od serca-jest możliwość zamówienia pół. Nie pomaga-ambitnie chcą do pełna. Ile pierwszorzędnego jadła się zmarnowało-nietkniętego-w tym miejscu porada dla odwiedzających-porcje są naprawdę solidne i dwudaniowy obiad-to spore wyzwanie dla żołądka. Ale ja lubię tak...
Kolejny dzień laby –to spacer-poprzez Nosalową Przełęcz idąc od Kuźnic-w stronę Polany Olczyskiej (żółte znaki).Na Polanie –niespodziane spotkanie-młody rogacz się pasie-mimo ,że podchodzimy idąc szlakiem coraz bliżej-nic sobie z tego nie robi, spojrzał się jeno raz, drugi, pomyślał ,podrapał się za uchem , poczym powrócił do śniadania. Nie chcąc mu za bardzo przeszkadzać udajemy się w stronę wywierzyska Olczyskiego- m.inn odwadniającego znaczną część Pańszczycy i Suchej Wody. Korzystnie jest obserwować wywierzyska w okresie wiosennym-wyrzucają w tym okresie najwięcej wody-ca 500-2000 litrów w ciągu sekundy-w zależności od źródła. Często odwiedzam Polanę Olczyską- lubię to miejsce, toteż ucieszyło mnie że źródlisko powraca z upływem czasu do naturalnego wyglądu. Kilka lat temu widziałem to miejsce rozkopane przez koparę-kto i po co to zrobił –nie mogę dociec. Może jakiś zapalony grotołaz chciał odkryć drugą jaskinie Bystrą....
Za znakami zielonymi wyruszamy w stronę Polany Kopieniec – kontynuując naszą florystyczną wycieczkę. Droga biegnie przez ładny regiel świerkowy-z dość bogatym podszytem. W miejscach wilgotniejszych żółcą się łany knieci błotnej(tzw.kaczeńca),pobocze ścieżki porasta ją ozdobione fioletowymi „parasolkami”-urdziki, pierwiosnka wyniosła jest pospolita. Bór odpowiednio prześwietlony-nie za gęsty-flora mchów i paprotników jest licznie reprezentowana. Stromiejącą pod koniec ścieżką –dochodzimy na Polanę Kopieniec, by natępnie usypistym południowym stokiem wejść na widokowy wierzchołek Kopieńca. Panorama ze szczytu jest okazała-Tatry Bielskie, Wysokie od Jagnięcego po Lodowy Szczyt, otoczenie Hali Gąsienicowej i kawałek Tatr Zachodnich. Mimo dobrej pogody-pierwsi spotkani w dniu dzisiejszym turyści dochodzą na wierch-pół godziny po nas. Rejon ten oprócz atrakcji w postaci dalekich widoków –obfituje w możliwość obserwacji wielu rzadkich okazów wapieniolubnej flory tatrzańskiej. Spotykamy w fazie kwitnienia-obficie tu rosnącą pierwiosnkę łyszczak, trafia się pierwiosnka maleńka, owadożerne tłustosze alpejskie nie są widokiem rzadkim. Z nijakim zdziwieniem dostrzegam kwitnącą lepnicę bezłodygową-pionierską roślinkę często spotykaną w piętrze turni-to że rozkwitła w połowie maja-zapewne jest zasługą nisko położonego stanowiska. Po tych wszystkich florystycznych wrażeniach-schodzimy do Toporowej Cyrhli,na małe co nieco w „Siedmiu kotach”.
Ostatni dzień ,dzień wyjazdu-ze względu na szczupłość czasu to krótka wycieczka w stronę Myślenickich Turni(przy okazji „podziwiamy” postępy prac przy remoncie kolejki na Kasprowy, odwiedzamy miejsca znane z narciarskich eskapad, w drodze powrotnej efektownie wyglądające wiosną –wywierzysko Bystrej.
Majowy pobyt w Tatrach-który pierwotnie miał być raptem półdniowym akordem-kończącym pobyt w Pieninach-wydłużył się , odpoczeliśmy od zgiełku codziennych spraw-nabraliśmy chęci na czerwcowe Słowackie Tatry Wysokie.Do zobaczenia na szlaku.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-05-2007 09:20 PM przez dr.Etker.
1.Widok na Polanę Kondratową i schronisko PTTK.
2.Z drogi do Murowańca-w tleŚwinica,Kościelec.
3.Widok w stronę Kopy Kondrackiej.
4.j.w
5.Zmienna aura-mgły w rejonie Myślenickich Turni.
6.Stadko jeleni na Polanie Kondratowej.
7.W "Kolibecce"-biesiadka.
1.Widok z Kopieńca w stronę Świnicy.
2.Polana Olczyska-patrząc na Skupniów Upłaz.
3.Polana Kopieniec.
4.Wierzchołek Kopieńca-w tle Tatry Bielskie i Tatry Wysokie.
5.j.w.W tle Czerwone Wierchy i Giewont.
6.Szałasy pasterskie na Polanie Kopieniec.
7.Elektrownia Kuźnicka-nasze przytulisko.