|
Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Pierwotnie miało być Gran Paradiso, jednak jak to u tego typu wyprawach bywa, ekipa z pierwotnych 9 sztuk człowieka myślącego zeszczupliła się na 4 sztuki, w tym i ja. Z taką obsadą nie było zbyt ekonomiczne jechać w Alpy Graickie i dlatego trzeba było obrać rezerwowy wariant. Wysokie Taury i odwiedziny ich drugiego najważniejszego szczytu był dobrym wariantem.
Großvenediger 3674 m (GV) - czwarty co do wysokości szczyt Austrii. Jest położony w zachodniej części długiego, więcej jak 100 km, grzbietu Wysokich Taur. Na szczyt wiodą aż cztery trasy. My wybraliśmy wariant południowy od chaty Defreggerhaus. Dla nas wybór wariantu był łatwy - wg przewodnika szczyt jest z chaty osiągalny w najkrótszym czasie - 3 godziny.
Pozytywa:
+ przy dobrych warunkach pogodowych wyjście technicznie nie jest trudne, nawet bym powiedział łatwe,
+ jak już wspominałem, od chaty Defreggerhaus stosunkowo szybko osiąga się szczyt, ponieważ jest ona jako punkt wypadowy najwyżej położona,
+ dojście do chaty ładne widokowo i (zwłaszcza dla mnie) po drodze jest jeszcze jedna chata do odpoczynku - Johannishütte.
Negatywa:
- i kdyż nie zbyt trudna trasa, trzeba być za pan brat z takimi rekwizytami jak raki, czekan, lina i umiejętność poruszania się w zesznurowanej ekipie po lodowcu,
- w razie niesprzyjającej pogody, trudności narastają do kwadratu; szczeliny - za każdej pogody, mgła - trudności orientacyjne na rozległym lodowcu, śnieg i wiatr - możliwość tworzenia się nawisu w szczytowych partiach,
- popularny szczyt i trzeba się liczyć z zaludnieniem i, jak wszędzie, ekipa bez profesjonalnego przewodnika jest odbierana jako coś podrzędnego i przeszkadzającego tym z przewodnikiem.
Dzień pierwszy - 17.8.2012
Na punkcie zlotowym melduję się trochę nietradycyjnie. Zjeżdżam z Dolomitów do mieściny pod nazwą Lienz. Tam mnie przechwytuje reszta ekipy i w ilości 4 męża pędzimy autkiem w stronę doczesnego puntktu startowego. Kierunek Matrei i dolina Virgental. Nam trzeba dojechać do samego końca doliny do osady Hinterbichl a dokładnie to parking w prawo za osadą około 2 km. Dla skąpców podaję, że parking jest płatny (24 godzin - 2 Euro, tydzień - 10 Euro). Jest jasne co wybraliśmy. Za 24 godzin GV tam i z powrotem tylko dla górskich biegaczy a tym ja nie jestem. Parking jest usytuowany na 1490 m i trzeba by było wyjść niespełna 2200 m w czasie 14 godzin czystego czasu. My bez szaleństw odstawiamy autko, pakujemy niezbędności i wyruszamy o 13:00 w poszukiwaniu dalszych przygód.
Dzisiejszym celem jest tylko wygramolenie się do chaty Defreggerhaus na wysokość 2962 m, co wg drogowskazów ma nam zająć 5 godzin netto. Z takimi nastawionymi parametrami raźno wyruszamy w górę. Pierwszym optymistycznym celem jest chata Johannishütte (2121 m). Szlak wiedzie malowniczą doliną Dorfer i ścieżka często przeplata się z bitą drogą.
Jak później stwierdzamy (jak zawsze późno), po tej drodze sobie normalnie kursuje górska taksówka i wywozi tyłki i bagaże lepiej sytuowanych turystów aż pod chatę Johannishütte. Nam trzeba jednak drałować po swoich. Najpierw przechodzimy przez kamieniołom z ciekawym basenem.
Woda może służy do szlifowania kamieni? Dalej w dolinie zaczyna się pojawić nowy punkt orientacyjny. Jest to krzyż osadzony na skalnym przedziale - Gumbachkreuz (1991 m).
Od tego miejsca jest już wyczuwalny wysokogórski charakter. Po dojściu do tego miejsca (trzeba się już trochę natrudzić) faktycznie otwiera się nam widok na dalszą część doliny. Tutaj też po raz pierwszy zobaczyliśmy nas główny cel.
Najpierw nie chciałem uwierzyć, że tak szybko dał nam o sobie znać. Jednak skorygowanie z mapą daje mi pewność, że to GV. Krótki odpoczynek do zarejestrowania widoków. Czeka nas jeszcze 30-40 minut do schroniska Johannishütte. Ten odcinek jest dla nas chociaż łaskawy, taki sobie Tomturowy szlak. Tylko czekamy, kiedy nam się objawi budynek schroniska. Już nie mogę się doczekać wypić coś pozytywnego. No i jest też powód na zrzucenie wóra z pleców.
- na zdjęciu z chatą Johannishütte widzimy w tle GV, Hohes Aderl (3504 m) i Rainerhorn (3560 m); widzimy też spory kawałek lodowca Mulmitz, po którym będziemy dreptać następnego dnia na wierzchołek.
W nagrodę, że aż tutaj doszedłem funduję sobie jedno turystyczne w cenie 3,6 Euro. Z powodu tej ceny jest może więcej gorzkie, ale nie chce mi się występować w roli Mieciura i w plecaku mieć mały składzik browarowy. Podczas odpoczynku przy schronisku otrzymujemy pokaz następnej lekcji na temat: "Po górach lekko, łatwo i przyjemnie". Najpierw jest organizowana grupa (mam tutaj na myśli z przewodnikiem) na to miejsce wywożona taksówką. Potem przewodnik każdemu odlicza potrzebne bebechy na turystykę lodowcową, wrzuca wszystko do wora i wywozi kolejką towarową do chaty Defreggerhaus. Przypominam, że nas czekało jeszcze 3 godziny gramolenia się pod górkę o przewyższeniu 800 m. Taki odobciążony turysta, z plecaczkiem 30 l, lekko pnie się potem pod górkę. My z dolnej półki urodzeni zamykamy opadłą szczękę i należycie wyposażeni, z jęzorem pod brodą próbujemy dotrzymać im kroku. Przekraczamy rwący górski potok, który odprowadza wody tającego lodowca.
Poznaję, że od teraz zabawa na dobre się skończyła. Trzeba grawitację pokonać o własnych siłach. Co mi się na alpejskich stokach i łąkach podoba? Jak łaknący wędrownik napije się z górskiego strumyka albo źródełka i później odkryje, że wyżej za skałą z tego samego źródła tak samo korzysta wszelakie pasące się bydło rogate i bezrogie, pozostawiając w pobliżu pamiętną pieczęć. No, jakoś przeżyłem bez odwiedzin szpitala oddziału chorób zakaźnych. .
Po jakimś czasie sapania pod górkę zaczynam z niecierpliwością wyglądać chatę. Ścieżka w tym miejscu winie się po różnych grzbiecikach w stylu: "Za tym grzbietem powinna wyłonić się już chata". Większość górskiego luda wie o czym mówię. Za grzbietem, gdzie ma być chata, pojawia się następny grzbiet i potem jeszcze następny.
Ja ich naliczyłem chyba z pięciu albo sześciu. A to nie liczyłem te poprzednie. Raz to jednak był ten ostatni i potem się nam nareszcie pokazała chata Defreggerhaus.
Wtedy sobie znowu pomyślałem: "Kurcze, ale to jeszcze daleko". Na szczęście jest naukowo zbadane, że widniejący cel przyspaja skrzydła i siły pielgrzymowi. Na zwiększenie szybkości nie miałem jednak płuc, ale z większym entuzjazmem walczyłem sam ze sobą.
I tak po 5 godzinach (2+3) o 18:15 drałowania pod górkę 1400 m dotarłem do dzisiejszego celu - chatę Defreggerhaus, 100 miejsc noclegowych, 18 (10,5 zrzeszeni) Euro za lager, 21 (13 zrzeszeni) Euro za łóżeczko w pokoiku, raty na legitymację PTTK nie dają, 1,5 wody w PET 3,6 Euro, piwo 3,9 Euro, zupa gulaszowa 5 Euro itd. Po zakwaterowaniu
, gdzie w lager śpi się w kojach po czwórkach, nasysam atmosferę w schronisku i przed nim. Zachodzące słońce służy mi do robienia zdjęć. Jedno takie z lodowcem Mulmitz, po którym mamy jutro dreptać.
Wieczorem znowu selekcja, my z dolnej półki gotujemy jedzonko na świeżym powietrzu, Ci drudzy korzystają z oferty górskiej kuchni. Muszę jednak przyznać, że robią świetną herbatę. Sam wypiłem dwie i te mnie postawiły na nogi. Jednak i ja odczuwam wysokość. Nie mam z kim porozmawiać, ponieważ młodzi byli mniej aklimatyzowani i odpadli albo mieli inne sprawy na głowie i dlatego zbytnio nie siedzę w jadalni, robię jeszcze jedno zdjęcie i dobranoc.
Cdn.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 28-08-2012 05:50 PM |
|
 |
dr.Etker
    
Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
|
|
| 28-08-2012 08:15 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
No jasne. Lubię w nich chodzić. Pokazują cały mój urok. 
Druga część już się robi.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 28-08-2012 09:49 PM |
|
 |
Arrow
   
Postów: 142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Gratulacje!
Minęliśmy się o miesiąc 
Udało nam się tam wejść z młodą w lipcu.
Jest dość łatwo - fajna góra na pierwszy raz lodowcem (o ile jest pogoda)...
pozdrawiam
Tomek
|
|
| 29-08-2012 07:51 AM |
|
 |
TomaszRT
    
Postów: 1,711
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Stasiu, poważnie nie wiedziałeś o Venedigertaxi? Coś ca 20E kosztuje w te i nazad..

A w samym Hinterbichl można pojazd darmo zaparkować..
|
|
| 29-08-2012 08:15 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Dzień drugi - 18.8.2012
Rano pobudkę nam robią Ci, którzy są już niecierpliwi wyjścia na trasę. Jest to wszechobecnie znane, wystarczy jak jeden się poruszy i wnet powoduje lawinę. Wszyscy zaczęli wyskakiwać z łóżek i zrobił się ogólny harmider. Czym prędzej zabieram wszystkie bebechy i wyskakuję przed chatę. Na szczęście nie jest zimno. Na tej wyskości poranki bywają chłodniejsze. Dzisiaj temperatura była dla nas miłościwa. Przed chatą mam dopiero miejsce i czas na przepakowanie wora. Zbędne fatałaszki zostawiam w chacie. No i śniadanko z widokiem jest do niezapłacenia.
Nasza strategia jest jasna. Czeka nas 3 godziny i 700 m przewyższenia na wierzchołek. Nigdzie się nie śpieszymy, puszczamy do przodu grupy organizowane. Wiadomo, przewodnika czas jest drogi i dlatego mu z klientami śpieszno. Przewodnik ma i dla nas jedną darmową wygodę. Wie gdzie dreptać i ze swoją ekipą wyznaczy chodnik i my nie będziemy musieć błądzić między szczelinami. Od chaty idziemy jeszcze po skale około 30 minut do kamiennej mogiły. Z tąd przy dobrej pogodzie widzimy co nas czeka.
- starałem się wyznaczyć co najdokładniej przebieg trasy
Od tego miejsca rozpoczynają się igraszki na lodowcu. Do zabawy niezbędne są takie zabawki jak szpilki, czekan (kijki) i uprząż. Zabawa polega na tym, że grający są związani razem sznurkiem i jak najlepiej muszą przejść z miejsca A do miejsca B, gdzie B jest zazwyczaj umieszczona na jakimś kopcu. Dzisiaj to był szczyt GV. Żeby nie było tak łatwo, na drodze są zastawione przeszkody w postaci szczelin i dech wyciągających podchodach. Wychodzimy na lodowiec Mulwitz.
Przed sobą widzimy poszczególne grupki innych ekip i też półmetek - szerokie siodło Reinertörl (3422 m). Pierwsza połowa chodnika do siodła jest relatywnie płaska a poszczególne szczeliny nie wyglądają groźnie. Można je bez obaw przekraczać. Mamy szczęście na pogodę i widoki są przepiękne.
- wzteczne spojrzenie na pierwszą połowę chodnika
Druga połowa do siodła jest już trudniejsza. Od skalnej odnogi wierzchołka Rainerhorn chodnik się najpierw znacznie podnosi. Z tym by jeszcze nie było problemu. Przeca my jakie górole są ni? Nie jest to stromy pion, tylko trochę więcej przewietrzy płuca. Tutaj szybkość wyjścia i tak jest zależna od najsłabszego członka zespołu. Chyba jednak najniebezpieczniejsze miejsce było tuż przed osiągnięciem siodła Reinertörl. Lodowiec jest tutaj najgrubszy i szczeliny są już groźniejsze. Niekiedy nie da się je wymijać i trzeba je przechodzić po lodowych mostkach. Zauważyłem, że przy intensywnym słońcu mostki obficie puszczały wodę. Nie chciało mi się próbować własnym ciałem nosność takich mostków. Dodam jeszcze, że niektóre szczeliny mogły mieć głębokość więcej jak 7 m. Można sobie wyobrazić, kiedy spadnie śnieg, szczeliny zakryje i na dodatek jest mgła. Wtedy takie miejsce można porównać do pola minowego. Nie wiem jeżeli ktoś zna, ale jak patrzyłem do mapy, to można wybrać inny wariant podejścia do siodła. Od skalnej mogiły iść więcej na wprost i w prawo mijać wierzchołek Rainerhorna. Do siodła potem dotrzeć omijając Rainerhorn z drugiej strony. Wg mapy by miało być bez szczelin, ale trochę dłużej. Docierając do siodła, kończą się największe problemy.
- wzteczny widok na szerokie siodło Reinertörl i wierzchołek Rainerhorn
Czeka nas jeszcze 200 m podejścia po "oślej łące".
- w prawo w tyle widać ekipy, które wychodzą od Neue Prager Hütte - dalszy możliwy wariant wyjścia - 4 godziny
Tutaj też kumulują się wszystkie ekipy. Jedni wychodzą, drudzy schodzą i jeszcze inni odpoczywają i świętują odwiedziny GV, ponieważ na wierzchołku nie jest zbytnio miejsca na odpoczynek. W takim otoczeniu i my powoli dochodzimy do wierzchołkowej czapy. Trochę dalej pokazuje się nam też wierzchołkowy krzyż.
Na samym końcu jeszcze mała niespodzanka w postaci śnieżno-lodowego grzbieciku, który nie jednego wędrownika połaskocze na sercu.
No i faktycznie po 3 godzinach powolnego gramolenia się jesteśmy na szczycie GV. Klasyka - pstrykanie fotoaparatami i euforia. Na nic innego nie ma miejsca i czasu. Do tego dmucha zimny wiatr.
- śnieżno-lodowy grzbiecik od krzyża
Też, jak inni, postanawiamy większy postój zrobić pod wierzchołkiem. Tam jest bezwietrznie ciepło. I tak na szczyt się pchają kolejne ekipy i robi się ciasno. Zwłaszcza mijanie się na grzbieciku jest do zapamiętania. Robię jeszcze jedno zdjęcie,
żeby zadokumentować końcowy fragment wyjścia od Neue Prager Hütte, które akurat łączy się z naszym na grzbieciku. Mamy sporo czasu, jest dopiero 11:00, i dlatego długo infiltrujemy całą przestrzeń, która nas otacza. Wogóle nam się nie chce wracać. Czeka nas zejście aż do parkingu. Na szczęście mamy po drodze dwa schroniska i jest powód do wypoczynku. Najpierw schodzimy do siodła , gdzie nas czekają znowu te nieprzyjemne szczeliny. Ostrożnie jedną staram się zfotografować.
Chyba jednak nie udało mi się ująć całej tej powagi. Nie miałem odwagi stać na lodowym mostku, fotografować tą czeluść pode mną i polegać na tym, że to wszystko wytrzyma. Do skalnej mogiły powracamy bez uszczerbku na zdrowiu. Jeszcze ostatnie spojżenie na lodowiec
i możemy schodzić w dół. Właściwie schodzenie rozpoczyna się od chaty. Tam najpierw gotujemy obiadek, dodajemy do worów resztę zbędnych rzeczy (dlaczego ja zawsze biorę tyle jedzenia, które potem i tak znoszę z powrotem) i czeka nas typiczna dreptanina w dół. Płuca tym razem odpoczywają, ale znów kolana i stopy dostają wycisk. Jeszcze parę zdjęć z zejścia,
robimy powinny odpoczynek przy następnej chacie i możemy się o 18:00 meldować na parkingu zamykając tym naszą wyprawę. Młodzi jadą z powrotem do domu a ja powracam w Dolomity. I to koniec jednej przygody. Dreptanie w Dolomitach, to już inna strona. Dziękuję za uwagę.
Zakończenie: Wyjście na GV wydaje się łatwe. Faktycznie przy dobrych warunkach pogodowych nie stwarza problemów. Jedyne problemowe miejsce to wymijanie szczelin pod siodłem Reinertörl (w naszym przypadku, inne warianty nie znam). W razie niepogody każde kopczyki są niebezpieczne i wtedy łatwa trasa zamienia się w pułapkę. Trasa jest dobra dla tych, co rozpoczynają swoje wojaże na lodowcach i jako przygotowanie do poważniejszych zmagań naprz. Großglockner.
P.S.
Żeby sobie ktoś nie pomyślał, że było lekko. Na trasie trzeba pokonać i takie ścianki. 
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 29-08-2012 07:47 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Gratulacje!
Minęliśmy się o miesiąc 
Udało nam się tam wejść z młodą w lipcu.
Jest dość łatwo - fajna góra na pierwszy raz lodowcem (o ile jest pogoda)...
pozdrawiam
Tomek
Arrow, a jaką drogą Wy wychodziliście? Widzę, że mieliśmy jednakowe pogody. 
Stasiu, poważnie nie wiedziałeś o Venedigertaxi? Coś ca 20E kosztuje w te i nazad..
A w samym Hinterbichl można pojazd darmo zaparkować..

Tomaszu, faktycznie nie. Nie wiedziałem, że w Alpejkach wywożą d...a turystom gdzie popadnie. Mam jeszcze jedno podobne tegoroczne przeżycie z "górskimi taksówkami", tym razem w Dolomitach. Może kiedy w innej relacji to opiszę.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 29-08-2012 09:34 PM |
|
 |
maka
    
Postów: 559
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2012
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Stasiu a o której wychodzą przewodnicy ze swoimi osiołkami i jak schodziliście czy lodowiec jest już ciapowaty i płynący strugami wody? Co do ostatniego zdjęcia to ta ściana mnie przeraża tylko ta lina Cię zdradziła powinna wisieć
|
|
| 29-08-2012 10:13 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Maka, my wychodziliśmy około 7:00. Pierwsze grupy wychodziły tak jakoś o 6:00. Nie trzeba się zbytnio śpieszyć, to tylko trzy godziny. Z lodowca zeszliśmy około 12:00 i śnieg już był miękki, ale jeszcze nie grzęźliśmy. Wody jeszcze nie było. A to było ciepło.
Na przyszłość się postaram technicznie wylepszyć moje zdjęcia ze wspinaczki.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-08-2012 10:26 PM przez Stasiu.
|
|
| 29-08-2012 10:25 PM |
|
 |
Arrow
   
Postów: 142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
|
|
| 30-08-2012 07:48 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-08-2012 07:58 PM przez Stasiu.
|
|
| 30-08-2012 07:56 PM |
|
 |
Arrow
   
Postów: 142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
|
|
| 30-08-2012 08:40 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 30-08-2012 08:56 PM |
|
 |
Arrow
   
Postów: 142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Właśnie oglądałem filmika... .
Glocknera nie było widać i gotować trzeba było w skałach...
Ale i tak było pięknie.
Miałeś w tym roku azurro
|
|
| 30-08-2012 09:33 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Foto z innego aparatu ukazujące szczeliny na lodowcu. 
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 04-09-2012 08:14 PM |
|
 |
|
|