Relacji jako takiej nie będzie, no bo jakże relację z niedzielnego spaceru pisać.. Ale parę słów i parę fotek*..
Pogoda piękna, wręcz idealna.. Przede wszystkim jest na tyle chłodno, że na podejściu człowiek nie jest zlany potem.. I na tyle ciepło, że poza dłuższym postojem, krótkie spodenki i koszulka są strojem idealnym.. Nie zdarza się to zbyt często o tej porze roku, a nierzadko w środku upalnego lata bywa na połoninach chłodniej.. Niezbyt mocny wiatr w ciągu dnia stopniowo słabnie.. I tak na prawdę ani za bardzo jeszcze nie widać, ani nie czuć w Bieszczadach jesieni.. A zdarzało się, że było ją czuć już w drugiej połowie sierpnia.. Z parkingu na przeł.Wyżniańskiej na Małą Rawkę, na luzie, bez walki o czas, wychodzę w 55 minut, czyli jeszcze nie jest tak źle z kondycją.. Potem już czasu nie mierzę, tylko delektuję się widokami, niespiesznie docierając do styku trzech granic..
Ja czuję w Bieszczadach jesień. Przede wszystkim w lesie. Ostatnio miałam kilka ciekawych w tej okolicy przygód: z Przełęczy Wyżnej widziałam wilka podkradającego się pod stado, jelenia - na mój widok zaryczał, a potem z łaniami odszedł sobie.
Fajne te zdjęcia bez makijażu, oddają urok Bieszczadów.