Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Batalia o Ortler
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,209
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Batalia o Ortler

Motto (cytat filozofa Friedricha Nietzscheho, który mi się ostatnio bardo podoba): "Na świecie jest droga, którą nie może wędrować nikt inny oprócz Ciebie. Podążaj nią i nie pytaj dokąd prowadzi.".

Ortler 3905 m (dalej już tylko "O") - jest najwyższym szczytem grupy górskiej o jednakowej nazwie, wchodzącej w skład Alp Retyckich. Dalej to jest niekoronowany król Tyrolu, najwyższy szczyt byłego Cesarstwa Austro-Węgier i teraźniejszy najwyższy szczyt na terenie Włoch.
My wybieramy ten cel, ponieważ wg opisu w przewodniku jest dla nas osiągalny. Na znanym portalu Bergsteigen znajduję nawet schemat i opis kluczowego wyjścia od schroniska.

.pdf File  Ortler Normalweg.pdf (Rozmiar: 187.83 KB / Pobrań: 36)

Pozytywa:
+ atrakcyjny cel dla tych co mają już podobne osiągnięcia w tego typu zabawie,
+ przepiękne widoki na całej trasie wyjścia,
+ dobrze ustawione schronisko górskie, relatywnie niedaleko szczytu,
+ tani kamping jako idealna baza wypadowa i aklimatyzacyjna.

Negatywa:
- wyjście nie jest dla początkujących, najlepiej mieć kogoś, kto ma doświadczenie wysokogórskie,
- pogorszenie pogody potęguje trudność trasy,
- dla mnie osobiście dużo różnorodnych opisów trasy na stronach netowych, tak i w różnego rodzaju publikacjach Sad

1. dzień: 29 sierpnia

Pierwszym naszym celem jest postawienie nogi na Payerhütte z kąd planujemy ostateczny wypad w odwiedziny O. Do schroniska można dojść z dwu stron. Z doliny Solda albo z doliny Trafoi. My mamy jasne - z doliny Trafoi. Nocujemy w tanim i spokojnym kampingu (nocleg 7 Euro/os + 9 Euro miejsce namiotowe i samochód). Solda to snobska wiocha z wystawnymi hotelami i zatłoczonym wyjściowym chodnikiem. My lubimy raczej intymne spokojne podejście, które jednak jest okupione dodatkowymi 300 m. W sumie czeka nas ten dzień wygramolić się ze wszystkimi bebechami o 1500 m wyżej. Ja, jako najstarszy wiekiem, sprawiedliwie rozdzielam ekwipunek dla całej trójcy. Ja mam pełną głowę problemów i dlatego do wora zabieram tylko klamory mojego osobistego użytku. innocent Moi dwaj młodsi koledzy dzielą się na dodatek jeszcze dalszymi zbędnościami jak lina, kocher itp. fiuuuu Jest to taktyczne posunięcie, oby mi zbytnio nie uciekli.
Start na trasę jest o 1 km dalej w miejscu zwanym Drei Brunnen (1591 m) i pierwszym celem jest osiągnięcie Berghütte (2188 m).
   
Spojrzenie w tym kierunku daje poznać, że z worem pełnych bebechów to nie będzie przechadzka różowym ogrodem. Nawet potok wyciekający z pod lodowca O nam zamarzł a wczoraj wieczorem jeszcze normalnie wyciekał.
   
Wyruszamy o 8:30 i zaraz następuje normalna dreptaczka z serpentynami. Taki sobie chodniczek na wyczyszczenie płuc od wszelkiego mieszczuchowego prochu i zagrzanie organizmu na optymalną temperaturę sweatingbullets. 1,5 godziny jest z myślami każdy sam. Mnie ten czas szybko ubiegnie. Mam dobrą aklimatyzację - już tydzień jestem w górach. Berghütte i chwila odpoczynku. Spojrzenie do doliny Trafoi jest urzekające.
   
Jednak z naszego przyjścia nie jest zbytnio zadowolony właściciel chaty, górołazy z naszej strefy nieradzi pozbywają się waluty. No tak, moja ulubiona "gulaschsuppe" kosztuje 7,50 Euro, nocleg (przy ewentualnym wycofie) 34 Euro Sob. To się raczej skulam w dół - pomyślałem. Daję sobie chociaż kawkę (1 Euro), żeby lepiej mi się oglądało widoki.
   
Berghütte zasługuje jeszcze na jedną uwagę. Tak, jak w chacie pod Borišovom była na ubikacji maska gazowa, tak tutaj mieli ciekawe pojęcie oszczędności uhm.
   
Po wykonaniu małej potrzeby można zarazem spłukiwać i myć ręce. Umywadła nie było. Widoki pooglądane i trzeba wyruszać dalej. Zaraz za schroniskiem przechodzimy przez gigantyczny kocioł wyżłobiony kiedyś przez lodowiec. W teraźniejszości jego koniec jest o 1000 m wyżej.
   
Człowiek czuje się nieswojo, kiedy przechodzi przez to szutrowisko, spogląda nieustannie do góry i instynktywnie wyszukuje miejsce ucieczki w razie urwania się seraka. Grubość pokrywy lodu jest chyba z 50 - 70 m. Na domiar co jakiś czas słyszeć u góry łomot pękającego lodu. Taaak, lodowiec ciągle jest w ruchu. Po przejściu tego miejsca z dreszczykiem, czas obejrzeć się do tyłu. Trzeba też odsapnąć i dokumentować wyprawę dla potomnych. Widok pokazuje nam przez nas opuszczoną chatę i w całej swej krasie żmijowity zygzak drogi wiodącej na znaną alpejską przełęcz Stilfser Joch (Passo dello Stelvio 2758 m). Za dwa dni było tam tłoczno jak na Krupkówkach.
   
Nasza droga prowadzi cały czas do góry. Zmagania są ściśle śledzone przez górskich domowników.
   
Po 1,5 godzinie od chaty czas na następny odpoczynek. Są ku temu powody. Wychodzimy na jedną z odnóg kopczyka o nazwie Tabaretta. Mamy za sobą 2/3 wysokości (na około 2518 m) i pierwszy raz otwiera się widok na nasz dzisiejszy cel - Payerhütte 3029 m.
       
Później wystarczy przejść jeszcze trochę i pokazuje nam się zza skał Tabaretty nawet królewski O.
   
Widok ten działa na nas jak pokropieniem żywą wodą w00t. Do naszych spoconych i przemęczonych ciał, jakby wróciło nowe życie. Zapomnieliśmy na ociężałe nogi i obolałe plecy. Pniemy teraz do góry z nową werwą. Chcemy czym prędzej osiągnąć schronisko i kochać się przepięknymi widokami. Dochodzimy do przedostatniego celu - przełęczy Niedźwiedzia Głowa (Bärenkopfscharte 2871 m). Tutaj dołącza szlak prowadzący z doliny Solda. Odkrywa się nam, dotychczas zasłonięty, widok na drugą stronę na Soldę.
   
Widać też dalsze schronisko Tabarettahütte 2556 m, które jest lepiej usytuowane niż Berghütte. Ostatnie 100 m do Payer wogóle nie odczuwamy. Jesteśmy już transie. Nic do nas nie dociera. Odczuwamy, jak się zbliża koniec dzisiejszej mordęgi.
   
Jest 13:30 i jesteśmy po 5 godz. u celu na Payerhütte. Po resztę dnia możemy leniuchować,i wygrzewać kości na słońcu i podziwiać widoki.
   
Za chwilę jednak zaczynam się nudzić. Zakwaterować możemy się dopiero o 17:00, piwo też nie można nieustannie pić (4 Euro/0,4 l) i dlatego postanawiam trochę się rozejrzeć w okolicy. Obchodzę kopczyk Tabaretta, który nam zasłania widok na dalszą część trasy. Wystarczy parę minut od schroniska i mam pełny obraz dalszej drogi.
       
Na lodowcu nad biwakiem dobrze widać wydreptany chodnik, w skale tego chodnika już tyle nie widać. Największe starości mi robi 3+ gdzieś pod biwakiem. Nie jesteśmy aż tyle zaawansowani, żeby to była dla nas gratka. Przydał by się ktoś doświadczony. Tylko że tacy wyrobieni wspinacze od macania skały nie zawracają sobie głowy 3+. Z takimi myślami powracam z powrotem.
   
Nareszcie zakwaterowanie. 22 Euro/os w matracenlager. Trochę ponad nasze plany, ale nic nam nie pozostaje, jak skorzystać z oferty. Biwakować by w okolicach schroniska było trudno. Wg przewodnika schronisko (100 miejsc) jest ponoć często zapełnione. My widzimy pustki (jest niedziela). W naszym pokoju na poddaszu o 30 łóżkach jest nas 6 luda i dalszych 9 jest w normalnych pokojach o piętro niżej. Dalszym mankamentem jest brak wody do picia. Człowiek musi się zadowolić wodą w opakowaniu (3 Euro) albo w pseudołazience prosto z lodowca.
   
Z tego powodu chyba szefowa nie ogrzewa schroniska i jest nam zimno. Wieczorem w jadalni, przy drogim piwku otrzymujemy dosyć pesymistyczną informację o pogodzie. Zziębnięci i smutni idziemy spać laugh.

cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2010 11:46 AM przez Stasiu.

11-09-2010 11:35 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,209
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Batalia o Ortler

2. dzień: 30 sierpnia

W nocy kontroluję sytuację i widzę, że jest źle. Na zewnątrz dmucha zimny wiatr, jest mgła i polatują sobie płatki śniegu. Rano jest jeszcze gorzej.
   
Na razie śniegu jest niezawiele, ale pogoda w tym dniu nie ma zbytnio się poprawić. Zaśnieżone skały mogą być nie do przejścia i trzeba jeszcze liczyć o powrotnej drodze. Ze schroniska na wierzchołek O i z powrotem jest około 6-7 godzin. Ja decyduję, że w tym roku nie osiągnę O Shy. Moi wspólnicy chcą spróbować dokąd to pójdzie. Wyruszają wcześnie rano a ja mam powoli schodzić w dół i poczekać gdzieś niżej. Szefowa schroniska nie jest zbytnio zadowolona, że ktoś idzie na szczyt unsure. Ja jeszcze chwilę pobywam w schronisku i powoli wyruszam w drogę powrotną. Podczas zejścia pogoda się trochę poprawia i zaświtała nadzieja, że kolegom się jednak uda.
   
Jednak na dolnej chacie Berghütte otrzymuję wiadomość, że chłopaki musieli też pasować i zawracają. Później mi powiadają, że było bardzo ciężko
   
i gdzieś na tej już wspominanej 3+ musieli się poddać. Dla mnie to było z jednej strony trochę żal, że na tej wycieczce nie postawiliśmy ostatecznej kropki nad ?i? ale z drugiej strony byłem rad, jak powiedział mój kolega, że O nas wypuścił i pozwolił swobodnie odejść. Postanawiam zaczekać w chacie na moich współtowarzyszy, robię sobie mały piknik i z nudów robię zdjęcia wnętrza.
       
Czekam około dwóch godzin, kiedy chłopaki wracają.
   
Mamy jeszcze czas na podsumowanie. Dochodzimy do ostatecznego wniosku, że załamanie pogody spowodowało przeszkodę nie do przejścia w osiągnięciu wierzchołka. Musimy się z tym pogodzić, że w tym roku O nie odwiedzimy. Jednak w przyszłym nie popuścimy i na dodatek zaplanujemy coś lżejszego, żeby odwiedziny się udały. Pozostało nam zejść w dół. To był już pojedynek każdego z samym sobą i ze swoimi myślami. Odwiedziny kapliczki z trzema źródłami - Drei Brunnen i podziękowanie za szczęśliwy powrót było faktycznym końcowym gwizdkiem.
   
Powrót do kempingu i dalsze wieczorne dzieje nie trzeba opisywać.
    - zakątek górołaza

Zakończenie - wspaniała przygoda, chociaż nie kosztowaliśmy wisienki na torcie. Poznałem nowe miejsce, gdzie od teraz znów będzie mnie tam ciągnąć. Polecam dla wszystkich dobrze zaawansowanych górali wysokogórskich. Jednak jest ciężej od Grossglocknera. clap

KONIEC



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
11-09-2010 11:45 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
PiotrekDz
...
*****


Postów: 3,627
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status: Offline
Post: #3
RE: Batalia o Ortler

Nie wiem jak innych ale mnie trochę w dołku ściska-bo nigdy w takich górach nie byłem.

To, że Ortler nie zdobyty pewnie trochę boli ale swoje i tak zobaczyliście wiec wypad jak najbardziej udany.
Zdjęć byś dał więcej.

Edit:
Takiej kibloumywalki to nawet za komuny by się człowiek nie spodziewał Big Grin



Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom

Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2010 06:54 PM przez PiotrekDz.

11-09-2010 06:53 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
lapikus

*****


Postów: 2,446
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #4
RE: Batalia o Ortler

Trudno mi się odnieść do waszego samopoczucia po nieudanej próbie wejścia na szczyt, bo nigdy w takiej sytuacji się nie znalazłem. Z jednej strony na pewno wielki żal, że tyle przygotowań nie przyniosło pełnej satysfakcji, a nadzieje okazały się niespełnione. Jednak to właśnie cechuje wytrawnego górołaza, że umie zapanować nad emocjami i ambicją, które to już nie jednego śmiałka zgubiły. Szacunek do tej góry i pokora, z jaką przyjęliście jej odmowę dostępu, pozwoli Wam na ponowne podjęcie próby w innym terminie. W końcu kiedyś się to "bydle" podda waszemu uporowi, czego Wam serdecznie życzę! ok



Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-09-2010 07:29 PM przez lapikus.

11-09-2010 07:27 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,209
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #5
RE: Batalia o Ortler

Wiecie panowie, nie wiem jak moi towarzysze, ale ja po tylu latach łażenia po kopczykach jestem już przyzwyczajony, że jakiś kopczyk nie ma nastroju do odwiedzin. Człowiek jest ten, który musi się dostosować do nastroju gór i nie odwrotnie. Trudno Oltrel nas nie chciał. Jednak w okolicy było wieleinnych atrakcji, które nam były udostępnione i my ich wykorzystaliśmy. Było dobrze. ok



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
11-09-2010 08:31 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,282
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #6
RE: Batalia o Ortler

O i tu masz racje Lapi ,ja na tego Dachsteina i tak wlezę co sie odwlecze to nie ucieczeShyStasiu trzymałem kciuki ,ale pogoda może dużo zmienic w planach juz w tym roku nam namieszałaBig Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
11-09-2010 08:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Krzysiek
Administrator
*******


Postów: 822
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Dec 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: Batalia o Ortler

Świetne zdjęcia i relacja.
Nie zawsze udaje się osiągnąć wyznaczony cel gdy zweryfikuje go pierwiastek nieprzewidywalny. Pogoda pokazała pazur, okolica pokazała że jest gdzie wracać...


12-09-2010 12:38 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Arrow

****


Postów: 142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Online
Post: #8
RE: Batalia o Ortler

Jak zwykle super napisane ok
Ten rok jest tragiczny pogodowo, Stasiu 2 razy, Smok Sad
Aż mi głupio - 2 tygodnie pogody miałem

Tomek


13-09-2010 07:50 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Łukasz

*****


Postów: 6,446
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #9
RE: Batalia o Ortler

Ten rok ogólnie jest tragiczny turystycznie ...

Stasiu - tak sobie oglądam Twe zdjęcia i co raz bardziej mam ochotę udać się w przyszłym roku w takie góry. No może trochę niższe - takie 3 200 z małym hakiem.



"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
13-09-2010 07:56 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
viking

****


Postów: 214
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2009
Status: Offline
Post: #10
RE: Batalia o Ortler

witam i pozdrawiam
Ciekawa relacyjka i jak widzę, to "O" puszcza chyba w lipcu, bo mnie zatrzymał w czerwcu, Ciebie w sierpniu , to jest chyba b. dumna góra. Faktycznie pogoda w Alpach była w tym roku trochę dziwna. A swoją drogą to w "waszym" czasie super pogoda była w rejonie Turynu i MB.



"Góry są silniejsze niż obawa o siebie. Dla mnie jest to tak silne, że czuję potrzebę ciągłego bycia w górach". "Napał"
13-09-2010 12:47 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,209
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #11
RE: Batalia o Ortler

Arrow napisał(a):
Jak zwykle super napisane ok
Ten rok jest tragiczny pogodowo, Stasiu 2 razy, Smok Sad
Aż mi głupio - 2 tygodnie pogody miałem

Tomek

Arrow, ja na pogodę nie narzekam. Ogólnie byłem w Dolomitach i w Ortler 1,5 tygodnia i akurat nam nie wyszedł ten jeden dzień. Jeszcze będę pisał dalsze relacyjki a te były w 100% wykonane. Wink

Łukasz napisał(a):
Ten rok ogólnie jest tragiczny turystycznie ...

Stasiu - tak sobie oglądam Twe zdjęcia i co raz bardziej mam ochotę udać się w przyszłym roku w takie góry. No może trochę niższe - takie 3 200 z małym hakiem.

No to Lucky proponuję Dolomity (raj na ziemi) albo Dachstein (są trochę bliższe). Na Dachstein w przyszłym roku na pewno pojedziemy. Tomtur tam ma niewykonane zadanie. Wink



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
13-09-2010 03:54 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gabi82

*****


Postów: 1,086
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2010
Status: Offline
Post: #12
RE: Batalia o Ortler

Co tu dużo pisać... Pięknie! Mieć plany, marzenia, cele i próbować je realizować... Piękne góry, rąbią wrażenie... dla mnie to jak sen, bajka... bardzo nieosiągalne i odległe, cieszę się że mogę tam być dzięki Twojej relacji i dołączam się do prośby PiotrkaDz - o dodanie dodatkowych zdjęć ok


13-09-2010 04:26 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,209
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: Batalia o Ortler

gabi82 napisał(a):
Co tu dużo pisać... Pięknie! Mieć plany, marzenia, cele i próbować je realizować... Piękne góry, rąbią wrażenie... dla mnie to jak sen, bajka... bardzo nieosiągalne i odległe, cieszę się że mogę tam być dzięki Twojej relacji i dołączam się do prośby PiotrkaDz - o dodanie dodatkowych zdjęć ok


Wiesz Gabi, kopczyki te są osiągalne (nie musi być samotny O) i nie tak odległe (1000 km). Jeżeli chodzi o kasę, to też nie jest tak drogo. Polski górołaz umie sobie poradzić. Co do więcej zdjęć, to też coś jeszcze wrzucę. Wykonaliśmy tam jeszcze dalsze wyprawy. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
13-09-2010 04:40 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Łukasz

*****


Postów: 6,446
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #14
RE: Batalia o Ortler

W przyszłym roku mam ( dalej ... ) w planach Julijskie. No chyba, że znów się zagipsuję. Gdyby tak połączyć z lekko wyższymi ustrojstwami ... ok.

I masowy wyjazd forumowiczów. Typki wiszące na ferratach i prowadzące dialogi towarzyskie ok



"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
14-09-2010 06:08 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Sylwester

*****


Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status: Offline
Post: #15
RE: Batalia o Ortler

dobry czas spędzony w górach - pzdr


14-09-2010 08:11 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: