|
Przegonieni przez Dachstein
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Przegonieni przez Dachstein
Motto (przeznaczone dla Tomtura): "Trzeba przejechać 1000 km i pozbyć się 100 EUR, żeby poznać jaki jest człowiek malutki i bezradny przed naturą gór."
Jest początek lipca 2010 i ja wraz Tomturem wyruszamy na długo oczekiwaną wycieczkę do Schladmingu i okolic z planem wyjścia na Hoher Dachstein i zwiedzenia części Niskich Taurów - Schladminger Tauern. Dla mnie to jest już znana okolica, ale dla Tomtura to jest wielka niewiadoma i tym dodatkowe stresujące uczucie, bo trzeba wszystko dobrze zaplanować.
Dzień pierwszy 3.7.2010
Tomtur startuje o 3:00, zabiera mnie i po 8 godzinach i 680 km jazdy znajdujemy się w ważnym ośrodku narciarskim - Schladming. Już po drodze robię na zamówienie Tomtura zdjęcia.
Z długich dolin, tuneli i okolicznych gór jest prawdziwie zafascynowany. Nawet miejscami mam obawy, że napakuje nasz pojazd w naprzeciw jadące autka. Jednak bez uszczerbku na zdrowiu dojeżdżamy do celu. Budowanie obozu i obiadek jest przeprowadzone w przyśpieszonym tempie. Pogoda nam dopisuje - jest słonecznie i gorąco - i dlatego nie jedno piwko padło na zrobienie opisanych czynności. Po południu nie czeka nas żadna siesta, ale lżejsze zaznajomienie się z okolicą. W planie nie są miejscowe gospody (jak by większość Forumowiczów o nas myślała), ale podziwianie widoków z okolicznych kopczyków. Najbliższe jest Planai (1906 m) i do pokonania przewyższenia około 1150 m ma nam dopomóc kolejka linowa. Łatwo powiedziane. Ale i taki kraj, jak Austria, czas od czasu musi zarządzić modernizację technologii wywozowej. Tam, gdzie przed rokiem była jeszcze dolna stacja kolejki linowej, był wielki plac budowy. Chyba wielkie przygotowania na MŚ w roku 2013? I co dalej? Z naszymi znajomościami miejscowego języka maksymalnie możemy sobie kupić piwo, ale zapytać jak wywieziemy nasze tyłki, to był nie lada orzech do zgryzienia. Jednak ktoś pomyślał też o takich ślamazarach jak my i na płocie powiesił dokładny plan zapasowego wariantu wywiezienia nas na Planai. Po kilku minutach chodzenia tam i z powrotem (robotnicy na budowie musieli mieć z nas ubaw) znaleźliśmy prawidłową trasę na dojście do stacji innej kolejki.
Po niespełna godzinie błądzenia po mieście, nareszcie dotarliśmy w długo oczekiwane góry. Błądzenie ma jednak wynik taki, że nie wyjdziemy na zaplanowany Krahbergzinken (2134 m), oddalony godzinę od górnej stacji. Mamy czas tylko na przejście ścieżki "Panoramaweg" dla seniorów i gawędzeniu przy napoju turystycznym.
- Krahbergzinken w środku
Na Planai nie możemy się nasycić widokami na przeciwległy Dachstein. Tam gdzieś dalszy dzień mamy chodzić po kopczykach.
- Hoher Dachstein - z tylnych trzech wierzchołków ten pierwszy z prawej.
Nim zjedziemy z powrotem, mamy jeszcze jeden pomysł. Telefonujemy do swoich bliskich i chcemy im przez http://www.planai.at/winter/cs/8599.html# pomachać na powitanie. Jednak i ten pomysł nam się nie udaje. Czekanie na górski autobus, który nas odwiezie w dół krócimy zabawą i pstrykaniem głupot.
W campingu dalsze pytanie - co z napoczętym wieczorem? Jedynie zwiedzić miasto ze swoimi urokami. O tej porze roku jest tu jednak pustawo, sezon główny zimowy dawno skończony a uboczny letni się jeszcze nie odstartował.
Długo na zwiedzaniu miasta się nie ogrzejemy. Z myślą o zahaczeniu się o jakiś lokal wogóle nie kokietujemy. Cenowe relacje nie dla naszych kieszeni. Tomtur ma jednak obawy, że z naszymi zapasami napoju turystycznego nie wytrzymiemy. W miejscowym browarze Schladminger ma znajomości i po cenie promocyjnej załatwia dostateczny zapas na następne dni.
Wieczór chyli się ku końcowi i my jeszcze przed snem robimy plany na następny dzień. Żeby tylko pogoda wytrzymała. Jak się później okaże, nasza prośba nie była wcale wysłuchana.
Dobranoc.
Cdn...
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 07-07-2010 06:36 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
co tam na łączu?? preludium było, czekamy na resztę ... no chyba że, Stasiu z Tomturem zostaliście przy tym zapasie co na zdjęciu, i nawet nie pamiętacie co dalej się działo 
pozdrawiam
p.
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 08-07-2010 09:30 PM |
|
 |
jarek121
   
Postów: 377
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Mi sie wydaje, że przy takiej ilości napoju to by tak szybko nie wrócili 
Nawet mimo złej pogody
|
|
| 09-07-2010 02:02 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Cd...
Dzień drugi 4.7.2010
Rano wstajemy wypoczęci, ale zaraz nam rzedną miny. Po wczorajszej pogodzie nie zostało pamiątki. Ktoś wypuścił chmury i zadomowiły się na dobre. Jednak tak łatwo się nie poddajemy. Idziemy na przystanek autobusowy. Autobus nas darmowo wywozi aż pod dolną stację kolejki na Dachstein. Trzeba na to 50 minut i 950 m przewyższenia. Jednak tu opuszczają nas ostatnie nadzieje. Dzisiaj nie ma co marzyć na ładne widoki. 
Gdzieś tam w chmurach ma być Wielki "D" a my widzimy tylko kabiny kolejki jak jeżdżą gdzieś do nieba.
W postanowieniu zaniechania odwiedzin Dachsteina utwierdza nas nieorganizowana ucieczka narciarzy z lodowca . Małą rekompesatą jest odwiedzenie pobliskiego (lajtowych 45 minut) schroniska Südwandhütte.
Jeszcze nim możemy schować się pod dach schroniska, Dachstein posyła nam pierwsze wodne pozdrowienie. To nie jest normalny deszcz, ja temu mówię "wylewanie kubła wody na głowę" . W schronisku łamiemy nasze przedsięwzięcie i stawiamy sobie miejscowy napój turystyczny. Po minie Tomtura poznać jak głęboko musieliśmy siągnąć do kieszeni.
Jednak i drogie piwo raz się kończy i trzeba wrzucić tylny bieg. Nic tu po nas. Dachstein nas dzisiaj nie chce i dlatego postanawiamy odwiedzić tych naprzeciwko - dolinę Untertal i wodospady Riesachfälle w Schladminger Tauern. Jeszcze, że mamy kartę Sommercard. Z darmowych przejazdów autobusem możemy korzystać do woli. Przemieszczamy się w miejscu i czasie. Jesteśmy u stóp kaskad potoka Riesachbach. Czeka nas coś w stylu Słowackiego Raju. Tylko tutejszy potok ma więcej wody niż Suchá Belá.
Najperw jesteśmy pokropieni wodą z mniejszych wodospadów nawiązujących gęsto na siebie,
żeby wyżej słyszeć donośny hukot. Tam czeka nas większy braciszek. Łomot spadającej wody jest najlepiej odbierany z mostka umieszczonego nad nim.
Kto myślał, że to koniec emocji, to grubo się mylił. Jeżeli przed laty w tym miejscu szlak opuszczał kaskady i dalej się szło tylko po normalnej drodze, to dzisiaj od tego miejsca rozpoczyna się jeszcze większa przygoda. Zaraz na początku górnej połowy prezentuje się złoty gwóźdź programu.
Stalowy mostek o długości 46 m i wysokości 35 m łączący oba brzegi (patrz też http://www.youtube.com/watch?v=mSWOO90hf-8). Nic dla mięczaków. Najlepsze jest jego huśtanie, kiedy się po nim idzie i spojrzenie przez kratowaną podłogę w dół na malutki potoczek spienionej wody. I ja nie byłem pewny siebie . Deformowany filmami sensacyjnymi przedstawiałem sobie, jak mostek się urywa, kiedy akurat jestem w środku. Po pokonaniu tej przeszkody jest nam serwirowany zestaw schodów i drabinek okorzenionych mniejszymi mostkami. Niekiedy do góry, niekiedy w dół. I tak ponad pół godziny.
Zafascynowani tym małpim rajem wpadamy na prawdziwą alpejską łąkę z pasącymi się krowami. Tutaj kończą się wszelakie drabinki.
Miejscowa chatka oferuje wyroby z bydła rogatego i bezrogiego. Za chatką otwiera się naszym oczom dalsze piętro doliny z przepięknym jeziorem Riesachsee.
Tak nas kusi, żeby podążać dalej doliną i ewentualnie odwiedzić jaki kopczyk. My jednak nie jesteśmy panami swojego losu. Czas odjazdu ostatniego autobusu się zbliża i trzeba nam wracać. Nawet wypróbowania czegoś z oferty chatki nie jest nam dane. Odgłosy zbliżającej się burzy ugasiły pragnienie i nasyciły puste żołądki.
Droga powrotna zleciała tak szybko, jak ta woda w kanionie. Czas od czasu było nam dane oglądać ładne widoki na okoliczne kopczyki.
Jazda autobusem i dojście do campingu, to standart. Nawet tutaj Dachstein przesyła nam mokre pozdrowienia. Głównym tematem wieczornego posiedzenia było, między innymi, podsumowanie upływającego dnia i wróżenie pogody z nieba nad nami.
Dobranoc. 
Cdn...
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-07-2010 07:19 PM przez Stasiu.
|
|
| 09-07-2010 05:27 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Cd...
Dzień trzeci 5.7.2010
Są dwa rodzaje budzenia się pod namiotem, które nie lubię. Pierwszy rodzaj to jest nieustanny bój z fizjologią układu moczowego. Człowiekowi się strasznie chce, ale nie chce mu się wygramolić z ciepłego śpiworka. Chwilkę człowiek walczy z tym chceniem, ale i tak później rad czy nierad musi wstać i sobie ulżyć. Drugi rodzaj to całkiem co innego. Kiedy zacznie śpiącemu kapać woda na głowę, to wystartuje ze śpiwora jak do alarmu bojowego. Tutaj nie ma czasu na powolne rozmyślanie wstać czy nie wstać. Wtedy nieszczęśnik działa automatycznie - penetracja pomieszczenia jak wysoko sięga woda, szukanie suchego miejsca i ratowanie mienia osobistego. I prawie ten drugi rodzaj obudził mnie dnia trzeciego o 4:30. Po całonocnej ulewie namiot zaczął przeciekać. Jeżeli wczoraj Dachstein był marudny na wieść, że chcemy go odwiedzić, to dzisiaj dał nam stanowczo do zrozumienia, że sobie nie życzy naszych odwiedzin.
My jednak nie daliśmy za wygraną i zachowaliśmy się jako prawdziwi nieproszeni goście . Przecież nie zmarnujemy darmowego wyjazdu kolejką linową. Autobusem znów, jak dzień wcześniej pod dolną stację. Teraz ale nie daliśmy się zbyć. Wsiadamy do kabiny i wywozimy nasze d...y o dalszych 1000 m za akompaniamentu ulewnego deszczyku. Na górnej stacji 0 widoków i 0 turystów chcących sobie pospacerować.
Było tak
a miało być tak
Tomtur chciał pochodzić po lodowcu i dlatego na upartego idziemy do schroniska Seethalerhütte (2741 m). Było to takie mityczne miejsce. Dwa uparciuchy w madziorną pogodę, czym więcej są przez górę odpychani, tym więcej do niej dążą.
Było tak
a miało być tak
45 minut maceracji w deszczu i jesteśmy przy schronisku.
Było tak
a miało być tak
Jakie jest nasze ździwienie, kiedy w tym opuszczonym zakątku, ale suchym, znajdują się czterej czescy turyści, którzy od wczoraj czekają na poprawę pogody, żeby odwiedzić Wielkiego. Po ilości pustych butelek widać, że czas im dobrze ubiega. Nigdy się chyba już nie dowiem, czy na Wielkiego wyszli. Ja z Tomturem uzgadniam, że dla nas to jest maksymum co mogliśmy w danej chwili osiągnąć. Dachstein tu był i będzie. Może w przyszłości będzie nam dane na niego wyjść. Droga powrotna jest dla nas wyzwoleniem. Teraz już wiemy, że już dzisiaj kończymy naszą małą lipcową wędrówkę.
Było tak
a miało być tak
(4 ładne fotografie przewziąłem z zeszłorocznej wyprawy - http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=2283)
Podczas zjeżdżania kolejką już w 100% jesteśmy pewni, że niebawem tutaj powrócimy.
Powrót do campingu i pakowanie meneli przypominało odwrót niemieckich wojsk z pod Stalingradu. Czekała nas droga powrotna w rodzinne kraje. Ciekawe było, jak praktycznie przez pogodę wracaliśmy się wczasie. Najpierw dognaliśmy nocną ulewę, za parę godzin to były niedzielne burze i na sam koniec sobotnie upały. Szczęśliwy koniec - wszystko szczęśliwe. I tym powiedzeniem chciałbym zakończyć opis naszej małej wyprawy.
Parę danych na koniec
Nocleg w campingu Schladming - dwie osoby, namiot i auto - 31 Euro. Taka duża cena jest jedna kompezowana kartą Sommercard (bliższe informacje na http://www.sommercard.info/). Naprz. taka kolejka linowa kosztuje 30 Euro a z kartą jest darmowo. Dalej darmowe też są inne kolejki linowe, autobusy i płatne drogi. Jest tego jeszcze daleko więcej. Dalsze cenowe relacje - piwo w restauracji albo schronisku 3,6 Euro, gulaschsuppe - 6,5 Euro, cena 1 l LPG - 0,73 Euro, 1 l benzyny - 1,20 Euro, ....
KONIEC
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-07-2010 10:26 PM przez Stasiu.
|
|
| 09-07-2010 10:24 PM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Plany może i nie wyszły ale jednak coś zobaczyliście, więc tragedii nie ma.
Ważne, że jest postanowienie powrotu w tamte rejony
Fajne Stasiu piszesz relacje.
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 10-07-2010 09:51 PM |
|
 |
jarek121
   
Postów: 377
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
No wyprawa całkiem - plusy to wspólne piwko (piwo w dobrym towarzystwie rekompensuje wiele niedogodności), chodzenie po dolinkach z pięknymi widokami, super wodospady, brak tłoku w schorniskach 
Minus - pogoda.
Suma plusów przważa. Wyprawa jak najbardziej udana, a ten cały szczyt to może poczekac do najstepnej wyprawy.
PS
Te zdjecia z dolin rewelacja, po prostu rewelacja, mógłbym cały dzień tam przsiedzieć
|
|
| 12-07-2010 10:01 AM |
|
 |
Dosia
   
Postów: 353
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2008
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Trochę szkoda że Dachstein okazał się być złośliwym , bo jednak kawałek drogi trzeba było do niego pokonać....no ale cóż zrobić....
Alpejskie łąki - bajeczne
|
|
| 12-07-2010 01:26 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
(...)Minus - pogoda.(...)
Minusów raczej nie było. Pogoda była jaka była. Tylko musieliśmy dostosować do niej wycieczki. Trochę mi żal Tomtura, bo bardzo się cieszył na odwiedziny Dachsteina.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-07-2010 05:59 PM przez Stasiu.
|
|
| 12-07-2010 05:57 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Przynajmniej tłumow nie było
Tomtur powiedz, zostałeś zarażony austriackimi landszaftami?
Z cenami browarów da się przyzwyczaić, paliwo jak u nas, czasami tańsze, żarcie mogłoby być ciut tańsze... ale jak się zabierze zapas z domu to tez nie ma problemu.
A takie wyprawy w przyjacielskim, małym gronie zawsze mają swój pozytywny klimat
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 15-07-2010 03:00 PM |
|
 |
Tenshi
    
Postów: 1,397
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Kolejny raz góry uczą cierpliwości, a to stanowi dodatkowy plus aby znów wrócić w to miejsce 
Most nad wodospadem robi wrażenie, natomiast droga usiana drabinkami przypomina mi ścieżki w Saskiej Szwajcarii.
Stasiu, zdjęcia zachęcają wyobraźnię aby na własne oczy zobaczyć Dachstein 
|
|
| 15-07-2010 04:14 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Za dwa lata 8.7.2012
Przed dwoma laty na drugi dzień odwiedziliśmy z Tomturem wodospady Riesach przy końcu doliny Untertal.
Wycieczkę zakończyliśmy przy jeziorze Reisach. Wtedy mieliśmy chętki na przejście dalszej części, ale jakoś nie wyszło. Ja postanowiłem dokończyć to, co nam się nie udało. Wycieczkę rozpoczynam na parkingu pod wodospadami. Przejście wszystkimi mostkami i schodami nie będę ponownie opisywał. Wystarczy przeczytać wyżej podaną relację. Z tego powodu przenosimy się tam, gdzie wtedy zawróciliśmy - dolny koniec jeziora Reisach (1338 m).
Malownicza dolinka akuratna dla wypraw rodzin z dziećmi. Jednak tutaj nie ma tego zgiełku, jaki poznajemy na naszych kopczykach. Tutaj raczej napotkamy wolno pasące się krowy albo konie. Dla mnie, samotnika, idylka na umycie głowy od problemów i wyczyszczenie duszy. Droga na razie prowadzi obok jeziora i nie przyspaja problemów. Mijam jedno gospodarstwo, gdzie oferta gospodyni wabi mnie niemiłosiernie. Nawet mają gulasz.
Jednak nie uległem pokusom (jeszcze czas jest młody) i robię sobie tylko pamiątkowe zdjęcie tego miejsca. Może kiedyś..? Kiedy doszedłem na drugi koniec jeziora, otworzył mi się widok na koniec doliny. Nawet zobaczyłem mój następny cel do osiągnięcia - schronisko Preintaler (1657 m).
Droga zamienia się w ścieżkę, ale nie jest to nic dramatycznego. Tych 300 m nie jest takich groźnych. Więcej daje w tyłek to gorąco padające z nieba. Gruczoły potne jadą na maksa. Jestem jednak szczęśliwy, kiedy pokazuje mi się budynek schroniska. Jest jasne, że znowu będzie nagrodą za wyjście drogie pełne jasne.
Przyznam, że pierwotnie zamierzałem odwiedzić kopczyk Hochwildstelle (2747 m), ale na niego trzeba sporo czasu a tego ja nie miałem. Byłem odkazany na autobus i drałować wieczorem doliną do Schladmingu, która jest dłuższa niż Dolina Białej Wody w Taterach, nie było dla mnie kuszące. Mam jednak nadzieję, że w niedługim czasie tutaj wrócę i wtedy poodwiedzam czekające na mnie kopczyki. Obok schroniska stoi jeszcze dalsza chałupa. Widziałem jak w niej gaździna na piecu przygotowywała różne przysmaki.
Będzie trzeba raz porządnie otworzyć portmonetkę i skorzystać z oferty "Lager zu vermieten". Ciekawi mnie jakie spanie gaździna oferuje za tych 8 Euro. Kiedy czas mi się napełnił i naoglądałem się widokami, postanowiłem powrócić do miejsca wyjścia. Po drodze wypróbowałem znowu świat drabinek i mostów. Jest faktycznie ładnie zrobiony.
Zakończenie: Tym małym epizodem znów zahaczyłem trochę o Schladmingskie Niskie Taury. Byłem tutaj wiele razy. Już od dłuższego czasu szykuję się jednak na więcejdniowe przejście całych Niskich Taurów. Nie udaje mi się tego zrealizować, ponieważ w pobliżu stojący Dachstein nieustannie przyciąga. Jednak raz tego dokonam.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 19-07-2012 01:50 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Przyjemny spacer, przy okazji obejżałem jeszcze raz wszystkie zdjęcia, ten most wiszący jest świetny
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 19-07-2012 06:23 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,595
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Dokonamy
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 19-07-2012 06:34 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Przegonieni przez Dachstein
Po następnym roku 29.8.2013
Znowu korzystamy z darmowej kolejki na Dachstein i także jest to ostatnia możliwość na rychło odwiedzić naszego Wielkiego D. Tym razem jest nas trzech. Do mnie i Tomtura dołącza Doctore, który też chce sobie pobarażkować na ciemieniu najwyższego. Jednak wyjazd na górną stację kolejki linowej nie napaja nas optymizmem. U góry rozlali mleko. Mamy też w planie popatrzeć jak wygląda nowy atrakcja ? most nad przpaścią i zwłaszcza sporo reklamowane schody do nicości. Po wyjściu z budynku kolejki wnet się nam pokazuje.
Jak już Doctore pisał, jest to raczej most do nicości. Na razie rezygnujemy z imprezy chodzenia po moście i na instynkt próbujemy dotrzeć do schroniska Seethalerhütte, które jest pod wierzchołkiem Wielkiego D. Żywimy w sobie nadzieję, że może pogoda się jakoś wyklaruje.
Tutaj to wygląda jako przejście zimowymi Tatrami niż to, że mamy sierpień na Dachsteinie. Na szczęście ratrak zrobił przejazd i okraj jest osadzony tykami. Trzeba się twardo trzymać wyznaczonej ścieżki, ponieważ w takiej mgle można wpaść do szczeliny. Jesteśmy przecież na lodowcu. W mleku plątamy się około godziny.
W takiej pogodzie nie ma co włazić na szczyt. Wtaczamy się do schroniska i oczekujemy cudu.
Dajemu mu około jednej godziny. Ten jednak nie nadchodzi. Wielki D. raczej nam daje do zrozumienia, że nie jesteśmy dzisiaj u niego pożądani. Ja ze smutkiem, pozostali ze zgryzotą opuszczamy schron. W pewnym momencie nawet jesteśmy zaskoczeni. Myśleliśmy, że w tej mgle przeszliśmy z Alp do Himalajów.
Napotkaliśmy prawdziwego Szerpę. Muszę przyznać, że są to ludzie na swoim miejscu. Jeszcze jak byliśmy w schronisku, to widzieliśmy, jak porwał sobie nic, tobie nic dużą butlę z gazem i zaniósł ją tam gdzie trzeba. Moje uznanie. Decydujemy, że trzeba wracać. Nic tu po nas.
Teraz trochę przeskoczymy do przodu w czasie i ockniemy się z powrotem przy mostku. W międzyczasie przeszliśmy Klettersteig Gjaidsten, ale o tym opiszę w innej relacji. Przed mostem ze schodami do nicości zaczyna się przejaśniać.
Teraz już most i przestrzeń pod nim lepiej widać. Po przejściu pierwszego odcinka, nareszcie widzimy te długo oczekiwane schody. Jest tu trochę tłoczno. Każdy chce sobie pospacerować w powietrzu. Przechodzimy dalej, żeby zrobić jakieś ujęcia z innej strony.
Górna stacja kolejki linowej pokazuje się nam z pełną paradą. W jednym miejscu jest nawet sympatycznie. Można się oprzeć o szkło i wierzyć, że ono nie pęknie i człowiek nie poszybuje w dół.
Nareszcie na schodach robi się pusto i nadchodzi nasza chwila posmakować wolnego chodzenia w przestrzeni.
Tomtur fajnie wygląda ponad tymi chmurami. Jednak muszę przyznać, że byłem trochę zawiedzony tymi schodami. Myślałem, że będzie więcej przewietrznie. Jednak spodek schodów był z mlecznego szkła i nie było widać tej przepaści pod nami i trochę za dużo było tego żelaztwa. No, chyba tak musi być. Jeszcze nim dotarliśmy do stacji kolejki, natrafiliśmy na szczątki jakieś turystki.
Chyba nie wywiązała się ze swojego zadania i partner ją za to raczej przysypał kamieniami jako zposób na pozbycie się zbędnego balastu. Ten stanik w dłoni nam coś może podpowiada. Tylko nie wiem jakie zadanie pełnią te dwie ciemne kreatury w tyle. Myśleliśmy, że to już koniec naszych przygód, za chwilę zjedziemy kolejką i pożegnamy tutejsze kopczyki. Jednak czekała nas jeszcze jedna niespodzianka. Kolejka na Dachstein ma nowe kabinki. Projektanci na jednej z nich pomyśleli o turystach i wymyśleli dla nich atrakcję. Można jechać na niej stojąc na zewnątrz na dachu w specjalnym koszu.
Rzecz jasna to byśmy nie byli my, żeby nie skorzystać z takiej oferty. Widać, że Doctorowi się podobało.
Tym ostatni zdjęciem z dachu kabinki kończę swoją relację. Trzeba tu jeszcze powrócić. Wielki D. nie był znów dla nas łaskawy i my nie tak szybko zrezygnujemy z odwiedzin.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 06-09-2013 08:49 PM |
|
 |
|
|