Odpowiedz  Napisz temat 
Z wiztytą u Rogasia
Autor Wiadomość
Mallaidh

*****


Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #1
Z wiztytą u Rogasia

Tym razem z częścią rodziny, nie forumową dwójcą, wyszło mi spędzić górską niedzielę. Plan wycieczki pod kątem mamy był taki bardziej lajtowy (ceprowy rzekłby ktoś), ale szykowałem w nim kilka rodzynków dla nadania jej większego wyrazu. Trasa: Gaboń - Prehyba (dla nie wtajemniczonych ? 6.3km asfaltowo-żwirową wyjazdówką do schroniska).
Po godz. 9 start. Asfaltem pewnie każdy z Was szedł, więc nie będę się rozwodziłblink. Dolina potoku stopniowo podnosi swoje dno ku stokom Prehyby, najpierw w cienistym lesie, potem coraz bardziej odkrywa się na promieniowanie słoneczne. Po kilku tygodniach deszczu taka dawka słońca dla naszych organizmów to szok. Po kilkunastu minutach czuję się jak mrówka, nad którą jakiś sadysta bawi się lupąunsure. Instynktownie uciekam do cienia, smaruję się, łeb okrywam chustkami. PłonęScary.
           
(potok i skałki)

Po 3/4 drogi dochodzimy do miejsca, gdzie leży Kamień Św. Kingi i dochodzi zielony szlak z Jazowska. Tu rozdzielamy się na chwilę, gdyż ja postanawiam załoić pozaszlakowo pobliski szczyt (1128m). Zagłębiam się w las korzystając z zwierzostrady - ścieżki wydeptanej przez mieszkańców lasu, usłanej tropami racic i kulkami odchodówCool. Stromo jak diabli, jakieś 55 stopni, rzadkim lasem bukowym zdobywam powoli wysokość łapiąc się drzew jak tonący brzytwy. Po chwili słyszę szelest jakiś, kucam przy drzewie - przede mną, na jakieś 10 metrów łania obgryza świeże bukowa liście. Nie widzi mnie, jestem dużo poniżej jej stanowiska i od zawietrznej. Próbuję ją ustrzelić aparatem, niestety krzaki są za gęste.
       
(zagadka: znajdz jak najwięcej łani na zdjęciu)
Próba wyjścia na lepszą pozycję do strzału kończy się oczywistym spłoszeniem ofiary. Kontynuuję podejście, jeszcze kilka minut i staję pod planowanym szczytem - nie wielką polaną porośniętą borówczyskami i zakończoną skałami na samym szczycie. To właśnie one są moim celem. Wspinam się na nie, niczym po stopniach i moszczę gniazdko na półgodzinną sjestę. Ciekawy widok obejmuje Prehybę, Skałkę, Gorce, a na południe Tatry Wysokie.
                   
Foce sobie kolejne ujęcia i stopniowo przechodzą ku zarośniętej skałce na samym szczycie. Jeszcze jeden strzał , obracam się, by spojrzeć czy da się wejść wyżej - truchleję. Pod ostatnią skałką leży sobie spokojnie młody cielaczek. Jestem może 2 metry od niego. Gdybym się nie odwrócił, to bym na niego po prostu wlazł. Patrzymy na siebie, pstrykam szybkie zdjęcia i spadam w dół, by go nie spłoszyć i nie spowodować jakiejkolwiek krzywdy. Poza tym, myślę sobie, lepiej nie wejść w drogę jego rozjuszonej matce, jeszcze mi sprzeda kopa w zad i zalecę na Prehybą szybciej niż myślę.Huh Ostatnie spojrzenie na małego, machamy sobie kopytkami na pożegnanie i schodzę lasem w stronę Skałki.
   
Po chwili osiągam jakąś stokówkę, która doprowadza mnie na drogę do schroniska. Tam raptem kilka osób.    
Dziwne, jak na taką pogodę...Po chwili odpoczynku idziemy dalej ? miast wracać tą samą drogą do auta, obieramy czerwony szlak na w kierunku Radziejowej, by ze Złomistego Wierchu zejść na ukrytą Halę Konieczną. Na szlaku spotykamy trzeci tego dnia egzemplarz jeleniowatych, tym razem, nieco mniej świeży:
    - specjalność zakladu, udziec jeleniblink
(Na mój pomysł przeczesania okolicznych krzaków w celu odnalezienia jakiegoś poroża lub fajnej czaszki mama reaguję ucieczkąuhmHuh)
Swoją drogą, ciekawe co go tak sponiewierało - wilcy?uhm Kurde, a ja w czerownym kapturku chodzę....Shy
Po małych perypetiach z odnalezieniem właściwej ścieżki (zawsze się tu gubię), doprowadzam nas na halę. Popas i sesja,
               
a potem wracamy ku Prehybie i ze szlaku niebieskiego odbijamy na żółty do Starego Sącza. Kolejny mój plan zakłada zejście do doliny przy użyciu sieci leśnych stokówek i ścieżyn. Cholera, łatwiej powiedzieć niż zrobić, sporom się nadumał na każdym skrzyżowaniu, by w końcu po dwóch godzinach zejść dokładnie kilkaset metrów przed samochodem. Ale za to piękny bukowy las uchronił nas przed spaleniem jak kiełbas na grilu, co groziłoby nam na asfaltowej drodze.
Na dole parking zaprany popołudniowymi spacerowiczami. Ot, kolejna niedziela w Beskidzie.Cool


Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-06-2010 11:36 PM przez Mallaidh.

07-06-2010 11:29 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Jupiter

***


Postów: 73
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2009
Status: Offline
Post: #2
RE: Z wiztytą u Rogasia

Masz Ty szczęście do zwierzaków. Też bym tak chciał.
Bardzo udana wycieczka, jak zwykle z humorem opisana. Przypomniałeś mi że muszę zabrać Mamę na jakąś niezbyt wyczerpującą trasę.


08-06-2010 12:26 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
jarek121

****


Postów: 377
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status: Offline
Post: #3
RE: Z wiztytą u Rogasia

Świetna wycieczka - to zdjęcie z cielaczkiem niesamowite


08-06-2010 09:22 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
paaulo
snow addict
*****


Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #4
RE: Z wiztytą u Rogasia

Fajna wycieczka.
Stopniowo zmienia się specyfika spotykanych przez Ciebie zwierząt - najpierw żmije, sarna, udko. Następne będzie udo z rożna?


08-06-2010 09:43 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mallaidh

*****


Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #5
RE: Z wiztytą u Rogasia

Kto wie? Sezon grillowy w pełni Big Grin


08-06-2010 09:50 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Sokół
Brak aktywacji konta


Post: #6
RE: Z wiztytą u Rogasia

No - fajnie się czytało, jeszcze fajniej oglądało. Aparat Ci się wyraźnie naprawił. Smile


08-06-2010 12:49 PM
Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: Z wiztytą u Rogasia

Mallaidh, i ja się mogę tylko dołączyć do fajnie opisanej relacyjki.
Teraz już wiem, że w dzieciństwie Twoją najlepszą zabawką była lupa. giggle A może też podpalałeś papier Toungue



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
08-06-2010 05:52 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #8
RE: Z wiztytą u Rogasia

Maciek świetne fotki, a szczególnie ta z młodą ok



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
08-06-2010 06:56 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
PiotrekDz
...
*****


Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status: Offline
Post: #9
RE: Z wiztytą u Rogasia

Mallaidh napisał(a):
był taki bardziej lajtowy (ceprowy rzekłby ktoś),


A to chyba nie ma większego znaczenia. Było ładnie? Było. Było miło? Było.
Nie ilość przedeptanych km świadczy o udanym pobycie w górach.

Ujęcie Rogasia pierwsza klasaok



Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
08-06-2010 07:02 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mallaidh

*****


Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #10
RE: Z wiztytą u Rogasia

Stasiu napisał(a):
Teraz już wiem, że w dzieciństwie Twoją najlepszą zabawką była lupa. giggle A może też podpalałeś papier Toungue


Kurcze, skąd wiedziałeś? ShyToungue

No, a kilosów to pod 20 wyszło jak nic! Wszystko dzięki stokówkomHuhSmile


08-06-2010 07:45 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: