Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (4): « Pierwsza [1] 2 3 4 Następna > Ostatnia »
Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Długo rozmyślałem czy napisać niżej podaną relację. Jest to zupełnie co innego opisywać wyprawy, gdzie przeciętny Forumowicz jeszcze się nie pojawił w porównaniu z wyprawą w Taterki. Na Forum aż roji się od samych Tatrologów i Tatrofilów Devil, którzy znają ten zakątek od A do Z. Znają gdzie jest jaki kamień albo drzewko. A ja? Moje pisanie relacji można porównać w poruszaniu się po minowym polu. Kiedykolwiek mogę nadepnąć na niewypał. No, postaram się wywiązać z zadania i przekazać trochę swych subjektywnych uczuć. sweatingbullets
Miałem 3 dni wolnego (26. - 28.9.) i dlatego postanowiłem odwiedzić nasze święte kopczyki. Pogoda zapowiadała się superowa. Madziorna musiała zasuwać w pracusi co niemiara albo była na drugiej stronie kuli ziemskiej Tongue2. Na niebie tylko słońce a chmurki sobie wybrały urlop.
1. dzień: Štrbské pleso - Rysy - Moko - Świstówka - Piątka
2. dzień: Piątka - Zawrat - Świnica - Kasprowy - Czerwone Wierchy - Ornak
3. dzień: Dolina Kościeliska

1. dzień: Štrbské pleso - Rysy - Moko - Świstówka - Piątka
W Taterki przyjechałem dosyć późno, bo z kolejki zębatej wysiadłem dopiero o 9:30. Już w kolejce poznałem, że ten sam pomysł chodzenia piechotą po kopczykach miało dalszy milion ludzi. Nawet spotkałem kolegę z pracy. Pomyślałem, że ta wyprawa będzie nie tylko próba mojej fizycznej wytrzymałości, ale jako samotnego wilka i próba psychicznej wytrzymałości. Robię pierwszą "klasyczną" fotografię Wysokiej bez plesa.
   
Pływanie łódeczką po plesie, jak doradzał DrE, zostawiłem na inne czasy Sad. Musiałem odrobić ztraty i pognałem stępa. Jednak niedługo. Zaraz pierwsze podejście na Trigan dało mi do zrozumienia, że ja nie będę panem swojej szybkości. W tym samym kierunku szła masa ludzi. Najpierw chodnik był szeroki i dało się wyprzedzać, ale po trawersie Patrii w Dolinie Mięguszowskiej, szybkość moja ustaliła się na szybkości osobnika idącego przede mną.
(    
Chciałym teraz słyszeć wszystkich tych, co nie lubią tłumy z Palenicy do Moka. Tam można umilać sobie przejście liczeniem kto idzie w klapkach a kto na dużym obcasie. Tutaj musiał bym być jedynie buldożer i bawić się zrzucaniem ludzi ze skały Boxing. Jeszcze, że zaczynały się odsłaniać widoki.
    - Dolina Złomisk
Pocieszałem się na duchu, że wszyscy zostaną pochłonęci schroniskiem na Popradzkim i ja odbiję w lewo. Na rozstaju chwilka zatrzymania, czy przypadkiem nie zrobić jaką wynioskę i dostać darmową herbatę.
   
Była tam tylko 30 kg butla gazowa za herbatę z rumem. Dzięki, nie dla mnie Shy. Pognałem dalej bez tego obciążenia. Na rozwidleniu szlaków na Koprowy i Rysy dalsza blokada.
   
Nie wiem czego te ludziska tam szukały. Może był tu jaki konkurs w płukaniu złota w Hińcowym Potoku? Uciekłem z tego miejsca. Łatwo powiedziane. Od tego miejsca rozpoczyna się prawdziwa wspinaczka. Jest to Próg Żabich. Wraz z innymi pokonuję tą górską przeszkodę.
   
Jestem w oczekiwaniu, kiedy zobaczę od Żabich "dwa uszka" Rysia. Nareszcie! W kotlinie wnet mój wzrok kieruje się na Rysy. Przepięknie. Nawet widać małe ludzkie mrówki na szczycie.
    - Rysy w tyle, w lewo Żabia Przełęcz, w prawo próg, gdzie na jego końcu jest już schronisko (nie jest widoczne)
Chwila wytchnienia podczas przejścia kotliny i następuje dalszy etap. Pokonanie progu z łańcuchami. Dla mnie bułka z masłem. Dla kogś innego to może być mały problem. Jednak pokonanie tej przeszkody nie jest takie ciężkie jak po polskiej stronie.
       
Łańcuchy są za mną i już lada moment miała by się pojawić Chata pod Rysami. Pierwszym zauważonym objektem jest jednak "kibelek" wysokogórski, o którym jednego czasu pisał Falco.
   
Podczas jego problemów kiszkowych musiał z niego korzystać i miał obawy, że jego naga część odbytowa będzie rozpoznana przez szeroką publiczność giggle. Nie dla kibelka jednak tutaj jestem i zatrzymuję się dopiero przy oczekiwanym schronisku.
   
Ścisk nieopisany. Tutaj na domiar dołączają turyści z Polski. Jakimś cudem dorwałem się do jadełka. Co innego jak kapustnica z chlebem i piwko.
   
Bez uszczerbku na zdrowiu, prawdziwy górol jest zwykły na kapustę pod każdą postacią, opuszczam ten ludzki grajdół. Czeka mnie Waga już z iście górskimi sceneriami.
       
Z tąd na uszka Rysia to już co by plecakiem rzucił. Tylko na ich widok trochę mnie cofnęło.
   
Dostanę się na szczyt? Przejdę na drugą stronę? Jeszcze teraz myślę co za szczęście, że ludziska się wzajemnie nie pozrzucali. Na szczycie Rysia jestem o 13:30. Gdzie wtedy byłeś Santo? Nawet na chwilę uwolniło się miejsce przy krzyżu dla zrobienia pamiątkowego zdjęcia.
   
O chwili zadumy i samotności nie było nawet mowy. Po wypstrykaniu się zauważam, że czas nagli i trzeba schodzić do Moka. Łatwo powiedziane, gorzej wykonane. Ja chcę iść na dół a ludzki prąd pcha mnie do góry. Na łańcuchach jest zator. Mnie to wcale nie przeszkadza, mam czas na robienie dokumentacji tego żelaznego odcinka.
   
Kiedy porównuję zabezpieczenie łańcuchem versus stalową liną uhm, to wolę stalową linę. Stalowa lina jest pewniejsza. Na łańcuchu niekiedy czuję się jak Tarzan na lianie. Z takimi i jeszcze innymi myślami schodzę w dół. Schodzę i schodzę, a stawki jakoś mi się nie przybliżają. Znam to uczucie, ciało jeszcze może, ale psycho zaczyna się już otępiać.
    - z polskiej strony są ?uszka? Rysia więcej charakterystyczne
Jednak jakoś się dobelgałem do Czarnego i tutaj kończą się największe napory na moje kolana. To nie jest żadna radość dzwigać 90 kg żywej wagi + wór. Jak ja zazdroszczę tym, co i z worem mają 50 kg. Obchodzę Czarnego i bez zatrzymania, teraz już w większym tłumie podążającym w tym samym kierunku, napieram na Morskiego. Ten jakoś okazuje się miłościwszy i nie wiem kiedy pokazuje mi schronisko. Do jadalni wchodzę o 16:15. Nie jest tak źle. Jednak nie czas na jakieś posiadywanie. Daję ciekły chleb i wyruszam dalej. Do Piątki jeszcze 2 godziny i nie chciałym iść sam po ciemku. Nie każdemu nadarza się mieć śliczną przewodniczkę (prawda Etkerze Toungue), która nieboraka ochroni przed złymi duchami gór albo wór poniesie. Wychodzę na Kępę, gdzie jeszcze ostatni raz zerkam na przebieg popołudniowej trasy.
   
Teraz już myśli koncentrują się na celu. Na rezerwie przechodzę Świstówkę i dzisiejszy cel jest już na wyciągnięcie ręki. W samą porę. Na liczniku zapala mi się żółte światełko oznaczające, że zapas energii niebawem się skończy sweatingbullets. Jest 18:30. Przed Piątką mam mieszane uczucia. Pełno turystów przed schroniskiem szykuje się do biwakowania pod gwiazdami. Wewnątrz prawdziwa masakra. Ludzików tyle, że sardynki w puszce mają luz. Jeszcze z worem na plecach staję do kolejki na wpis do noclegu. Recepcjonistka uprzedza mnie, że nie musi być już miejsca. Ja jednak nie daję za wygraną i znajduję kawałek miejsca na siedzenie na ławie w jadalni. Zarzucam kotwicę i nikt mnie z tego miejsca już nie dostanie. Maksymalnie będę spał na siedząco. W Piątce na dopełnienie energii daję już tradycyjne jadełko - gulasz wołowy z kaszą. Wieczór umilam sobie napojem turystycznym i słuchaniem współbiesiadników. Po zamknięciu bufetu o 21:00 zaczynają w jadalni manewry. Każdy chce urwać strategiczne miejsce do spania. Dance
   
Ja raczej rezygnuję z higieny i opróżnienia zawartośći pęchęrza moczowego, bo bym już nie musiał dotrzeć do wybranego legowiska. Pierwszy raz w życiu poznaję co to jest wpaść pod stół i to na dodatek trzeźwy. Zasypiam snem sprawiedliwego wspólnie z innymi sardynkami.
Dobranoc.

Koniec dnia 1. Cd. dnia 2. ...? love pc



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
30-09-2009 08:10 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mallaidh

*****


Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Chyba nie widziałem jeszcze tylu ludzi w Tatrach co w ten i ostatni weekend.
Przyjmij szczere wyrazy współczucia. Chyba wysłali Cię na ten urlop za karę Wink


30-09-2009 08:26 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #3
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Nooooo !
Ale Panie Stasiu dałeś z buta za jaden dzień !
A o Strbskie Pleso się nie martw-popływamy kiedy synchronicznie z miłym towarzystwem na pokładach ok
Czwarte zdjątko od końca -jak z Matta.
A wogóle było fajnie i tak trzym ! Smile



30-09-2009 08:27 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #4
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Ostatnie zdjątko wykonywałeś zza okienka -Stasiu ? blink
A tak w ogóle Panie -w weekendy -to tylko do Rówienek-tam nawet niedźwiedzie nie chodzą... blink Huh



30-09-2009 08:34 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Sokół
Brak aktywacji konta


Post: #5
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Stasiu, z niecierpliwością czekam na dalszą część.

Żałuj tylko, żeś ominął wychodek pod Wagą, wrażenia murowane, dla tych co w wychodku, i dla tych, co pod nim...


30-09-2009 08:38 PM
Zacytuj ten post w odpowiedzi
magda.s.77
Brak aktywacji konta


Post: #6
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Staśku, przyjemne te Twoje relacyjki Smile Chłopie, Ty to masz pałer ok
Długaśna trasa jak na pierwszy dzień (choć już doszły mnie słuchy, jak ćwiczysz kondycję), nie wspominając o tym, jaka nerwowa... A wrzesień miał być już taki spokojny na szlakach... Widocznie za wiele osób tak pomyślało i każda z nich wyruszyła w góry.
Tylu ludzi w Tatrach, to ja jeszcze nigdy nie widziałam. Coraz bardziej doceniam własne upodobania pogodowe. Dzięki nim, pewnie nigdy tylu nie zobaczę...
Czekam na cdn...


30-09-2009 08:45 PM
Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #7
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Sokół napisał(a):
i dla tych, co pod nim...


Na tych wyrosną szarotki blink



30-09-2009 09:02 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Hella

*****


Postów: 1,965
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #8
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Łoooo mamusiu!

magda.d.77 napisał(a):
... A wrzesień miał być już taki spokojny na szlakach... Widocznie za wiele osób tak pomyślało i każda z nich wyruszyła w góry.
Tylu ludzi w Tatrach, to ja jeszcze nigdy nie widziałam...


Dokładnie.
Pytanie jak będzie w przyszłym w letnio - jesiennym sezonie? Aż strach myśleć.



"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
01-10-2009 07:48 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #9
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

ehhh no niestety, na bardziej znanych tatrzańskich trasach w ostatni weekend można było się zapłakać stojąc w korkach Sad cóż, turystyka górska robi się coraz popularniejsza, a tatry są małe i bardzo znane - takie skutki.
Stasiu, gratulacje za wytrwałość, długa trasa jak na jeden dzień, zważywszy na późną porę wyjścia... a jednak dałeś radę ok:
i znam ból pokonywania Świsówki na rezerwie - wtedy się ona wydaje niebosiężnaWink
czekam na ciąg dalszySmile


01-10-2009 10:36 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
jolik

***


Postów: 63
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2009
Status: Offline
Post: #10
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Stasiu, nie ważne czy ktoś zna te miejsca czy nie super, ze napisałeś bardzio fajnie się czyta.I zawsze można powspominać..Smile:): No i faktycznie fotki z tłumem, niezłe. Czekamy na dalszy ciąg....


01-10-2009 12:55 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Snieshka

*****


Postów: 1,391
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status: Offline
Post: #11
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

hmmm,w czasie jak Stasiu walczył na Rysach to ja byłam na MPpCh i powiem Wam, ze było rewelacyjnie. Na samej przełęczy może było 10 porozrzucanych,wylegujących sie w sloncu osób. Na samym szlaku, spod Czarnego Stawu w górę, mijaliśmy może 4 te same osoby. Przy zejściu w górę gonili Słowacy radośnie pozdrawiając za każdym razem! i schodziło za nami 2 rodaków, ale byli tak w tyle, ze tylko głosy dały się słyszeć.
Podsumowując- miałam mega wielkiego farta wybierając ten szlak, bo akuratnie był najmniej uczęszczany tego weekendu przez turystów- którzy z rańca dali sie widzieć jak grupami szli na rysy.



"Gdy maja Cię wieszać poproś o szklankę wody - nigdy nie wiadomo co się stanie, zanim przyniosą"
01-10-2009 12:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
lapikus

*****


Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #12
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Sam nie wiem, co wywarło na mnie większe wrażenie. Czy ten kibelek w tak oryginalnym krajobrazie, czy te tłumy na szlakach, czy może ten "komfortowy" nocleg z pełnym pęcherzem. A gdzie w tym wszystkim radość z chodzenia po górach i obcowania z bezkresną i dziką przyrodą? Jakoś te wszystkie rzeczy się nawzajem wykluczają i nijak mi nie pasują do siebie. Przynajmniej jednak pogoda złagodziła trochę tą gehennę i pozwoliła cieszyć się widokami, które bez względu na ilość ludzi na szlakach, zawsze są w stanie cieszyć nasze oczy.



Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
01-10-2009 02:19 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

2. dzień: Piątka - Zawrat - Świnica - Kasprowy - Czerwone Wierchy - Ornak

Nim zacznę właściwy opis trasy, muszę przytoczyć jedno zamyślenie. Dlaczego nikt z Forumowiczów nie próbował wybić mi z głowy trasę w relacji Piątka - Schronisko Ornak na jeden zaprzęg? Chyba wiem pokey, umówiliście się, że niech sobie Stasiu wypije to piwo, które sam nawarzył. Jak ładnie to na mapie wszystko wyglądało, ale w rzeczywistości dałem sobie porządnie w kość, zwłaszcza ostatni odcinek - Dolinę Tomanową.Cry

No, jednak czas zacząć dalszy dzień mojej wycieczki. Walniąciem głową o stół o 6:30 to dla mnie pobutka. Jestem między pierwszymi i muszę zabawić się w bociana przekraczając śpiących. Pakuję menele. Czym prędzej chcę wydostać się z tej puszki sardynek, ale nikt jeszcze nie wymyślił otwieracza od wewnątrz. O 7:00 wyruszam w dalszą wędrówkę. Jeszcze jedno zdjęcie tych, co mieli szczęście spać na zewnątrz schronu
   
i wyruszam na trasę. Jestem w oczekiwaniu. Większość trasy pójdę pierwszy raz. Pogoda niemadziorna i to dodaje mi euforii Smile. Początek w D5SP klasyczne pstrykanie zdjęć nawet się nie zatrzymując.
    - jedno z wielu (bez komentarza)
Mijam wszystkim bardzo znane drogowskazy. I co drogowskaz, to odkaz na wartość. Siklawa, Krzyżne, Kozi, Szpiglas, Kozia P. i Zawrat. Jednak ten ostatni jest dzisiaj moim przeznaczeniem. Pierwsze podejście do Dolinki pod Kołem nie jest dla mnie przeszkodą. Wypoczęty, pełny sił i świeży oddech. Zero plątających się ludzików. Na grani pod Kołem pokazuje mi się Zawrat i Świnka - mój pierwszy dzisiejszy cel. Jest jak na wyciągnięcie nogi, ale jak się później okaże, jeszcze 1,5 godzinki.
   
Jestem do tego miejsca uprzedzony. Na wiosnę podczas akcji kontrolnej Tomtur tutaj wywinął kozła i w myśl powiedzenia: "Gdyby kózka nie skakała..." odstawił swoje wędrowanie po kopczykach na parę tygodni. Na Zawracie robię przerwę na śniadanie, bo w Piątce nie było jak. Tutaj chleb z mielonką mam razem z pokarmem duchowym.
   
Z zainteresowaniem obserwuję poczynania turystów wybierających się na Orlą Rolleyes. Widać, że dla niektórych to jest prawdziwe wyzwanie i wielka niewiadoma. Zazdroszczę im takiej pogody i przygód, bo wiem co ich czeka.
   
Ja wyruszam, jeszcze na pustym szlaku, na Świnkę. Nim dotrę do pierwszych łańcuchów myślami jestem przy Margit i Putinie. Przed tygodniem byli wieprzowo potraktowani. Mnie to nie grozi. Madziorek ma urlop. Z rozkoszą używam sobie łańcuchów. Dla innych to może być problem, ale przy przeciętnych górskich umiejętnościach to jest przeszkoda do pokonania. Jest to raczej sprawa indywidualnej psychiki, która nas nieraz zbytnio krępuje.
       
O 10:00 jestem na czubku Świnki Cool. Widoki nie da się opisać i nawet zdjęcia dużo nie pomagają. Po prostu trzeba tutaj być i na własne oczy widzieć. Pierwszy raz też robię użytek z lornetki. Cieszy mnie, że za jej pomocą w oddali poznaję Skrzyczne i nawet Łysą w Beskidach ok:.
   
Podczas odpoczynku i kochaniem się widokami, coraz częściej mój wzrok kieruje się w stronę Kasperka i Czerwonych unsure. Ze Świnki przebieg dalszej trasy wygląda dosyć płasko. Dałem się zmylić tym pozorom i to mi się z nawiązką później wróciło. Z radością przyznam, że na szczycie nie podzieliłem losu państwa Putinów. Dalszy mój cel - Kasper. Tam zaplanowałem południową siestę. Schodząc ze Świnki napotykam dwie dziewczyny, które we mnie poznają jednego pionka na szachownicy zwanej GŚ. Ja jednak nim zareaguję, dziewczyny jak się nagle pojawiły, tak też zniknęły Consola. Później na PW dowiaduję się, że jedna to forumowiczka KaRoLiNa. Szkoda tylko, że nie spotkaliśmy się na szczycie. Jednak i tak jestem szczęśliwy. Poczet napotkanych Forumowiczów kontra misie jest 2:0 dla Forumowiczów clap. No nic, austriacki wyciąg z goryczki będzie trzeba wypić na najbliższej bibie shut up.
   
Trasa od Kasperka wydaje mi się łatwiejsza niż od Zawratu. Jest tutaj też większe zagęszczenie turystów, którzy wykorzystali kolejkę na Kasperka. Jednak nie jest tak źle. Mnie trapi co innego. Po zejściu do przełęczy dalszy przebieg trasy się zmienił. Wcale nie jest taki płaski, jak się wydawało na Śwince, ale pofałdowany do prawdziwej górskiej huśtawki. Przed Kasperkiem o wymownej nazwie Grzędy, za Kasperkiem Czuby i Czerwone. Jedynie Kościół się dobrze z tej strony prezentuje. Nie jest taki groźny. Jak by powiedziała jolik - trochę wyższa kupa kamieni.
    - kusząca dedykacja dla Magdy Toungue
Myśl o posiłku i napoju turystycznym spożywanym na Kasperku wydłuża mój krok. Na kościele w Zakopanym jest grubo po dwunastej, kiedy wpadam do najbliższej knajpy (czyt. restauracja w budynku górnej stacji kolejki linowej). Napis ostrzegający, że w razie silnego wiatru restauracja jest nieczynna, na szczęście się nie wypełnia Sob. Dmucha tylko lekki wiaterek. Przerwa na dopełnienie energii przywróciła mój organizm do stanu używalności. Po 45 minutach mogę znów wyruszyć na trasę. Opuszczam rejon Kasperka i znów wkraczam na przyrodnią huśtawkę. Człowieczyna idzie w takim terenie i idzie, a końca jak nie widać, tak nie widać. Tutaj pozwolę sobie chwilkę odskoczyć, ponieważ na tą sytuację przypomniał mi się jeden dowcip: Idą dwaj podchmieleni do domu po torach. Jeden mówi: "Kiedy dotrzemy do miejsca, w którym się te tory zbiegają, wtedy będziemy w domu". Idą, idą i końca wciąż nie ma. Wtedy ten drugi popatrzy do tyłu i mówi: "My głupole. Przecież my dawno już to przeszli". I tak samo to wyglądało w miejscu, w którym się znajdowałem.
       
Świnka i nawet Kasper były już za mną, ale Czerwone jak by się nie przybliżyły. Na tym odcinku takim psychicznym przedziałem jest chyba osiągnięcie Kopy Kondrackiej. Wtedy czekają podróżnika już tylko Czerwone. Tutaj też większość turystów schodzi na Kondracką Przełęcz. Zbytnio się nie zatrzymuję i gnam, no próbuję gnać, na Łuczek. Nareszcie jestem zaspokojony swym wyczynem. Świnka i Kasper są już dostatecznie daleko.Dance
   
Co za ulga. Czerwone osiągnięte i jeszcze na dodatek czekają mnie dwie ciekawostki. Na Krzesanicy podziwiam las skalnych chłopczyków
   
i na Ciemniaku jeszcze ciekawiej. Taki symboliczny powietrzny pojedynek nowoczesnego człowieka z tradycyjną przyrodą zastąpieną orłem skalnym.
    - orzeł i latający człowiek na tle Kralowej Holy w Tatrach Niskich.
Faktycznie to wyglądało tak, że pan Orzeł przyleciał popatrzeć co to ma za intruza we swym regionie. Chwilę demonstrowali się we wspólnej powietrznej spirali, jakby stroszyli pióra. W końcu wygrała przyroda, technika intruza nie umożliwiała długo szybować na jednym miejscu. Intruz spuścił ogon i musiał odlecieć. Orzeł jeszcze chwilkę paradował we swym żywiole. Takim oto widowiskiem pożegnałem główną grań Czerwonych i rozpocząłem ostatni etap. Dotrzeć do schroniska przez Chudą i Tomanową Dolinę. Jeszcze spojrzenia w dal na Orawską Zaporę, Babią, Pilsko i do tyłu na skałki Krzesanicy.
       
Z Tomanowego Grzbietu robię zdjęcie nieosiągalnej Tomanowej Przełęczy, która mnie w jakiś niewyświetlony zposób fascynuje.
   
Czas jednak nagli. Do schronu jeszcze daleko a słońce jest już przeklęcie nisko. Na domiar przyrzekam sobie, że przestanę czytać niektóre relacje Forumowiczów. Pełno w nich opisów o podwieczornych albo nocnych odgłosach leśnych zwierząt. Czułem się nieswojo Scary. Za każdym drzewem widziałem schowanego misia vampire, który chciał dzisiejszy wynik 2:0 trochę skorygować. W dolinie włączam Mieciurowego autopilota. Ten nawiguje mnie do końca. Po 11 godzinach w terenie jestem u celu. Co za ulga zobaczyć swiatełko w lesie! Atmosfera całkiem inna niż w Piątce. Precz ze sardynkami! Mam nawet własne łóżeczko. Jedynie co jest identyczne, to niemożliwość podzielić się wrażeniami Consola. Tam we ścisku, tutaj w samotności przy stole. Jednak jestem szczęśliwyok. Nawet zmęczenie może cieszyć.
Dobranoc.laugh

Koniec dnia 2. Cd dnia 3...Shy



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-10-2009 10:37 PM przez Stasiu.

02-10-2009 10:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
lapikus

*****


Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #14
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

No, teraz panie Stasiu, to już jest inna rozmowa. Nareszcie góry zatryumfowały nad tłumem i gawiedzią. W dupkę trochę dostałeś, to fakt, ale tak to jest, jak się nie chce przysiąść nad poziomnicami. Po raz kolejny dałeś mi prztyczka w nos, mówiąc o pokonaniu psychicznych barier. Masz rację, zazwyczaj tutaj jest pies pogrzebany. U mnie powoli zaczyna się to zmieniać. Czas pokaże, jakie będą efekty. Ale żeby z napotkaną na szlaku dziewczyną tak długo noszonego "lekarstwa" się nie napić, to byś się ale wstydził. Czekam na ciąg dalszy.



Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
02-10-2009 11:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Arrow

****


Postów: 142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #15
RE: Taterki we wrześniu 2009 z milionem dalszych

Jak zwykle świetnie napisaneok
Jednak Tatry w lecie i we wrześniu tylko w Madziorną pogodę Smile
Rok temu byliśmy na Rysach i nie było tyle luda.
Ale były chmury.


03-10-2009 08:11 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: