|
Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
Postanowiłem trochę zmienić repertuar i napisać relację o normalnej trasie alá wyjście na Rysy, Kościelec albo Krywań. Zwłaszcza wyjście na ten ostatni wymianowany było bardzo podobne. Tutaj nie było żadnego żelaza (nie licząc parę kramli i poręczówki), nie trzeba było żadnych via ferratowych meneli, tylko potrzebna była własna kondycja i pozytywne nastawienie. 
Höchstein 2453 m (dalej już tylko "H") - jedna z licznych gór Schladmingskich Niskich Taurów (Centralne Alpy Wschodnie). Znajduje się w ramieniu wychodzącym z głównego grzbietu w stronę miasta Schladming i wioski Haus. W okolicy są jeszcze dwa podobne wierzchołki - niedaleki Hochwildstelle (2747 m) i trochę dalej najwyższy Hochgolling (2862 m) ze swoim jednym z najpiękniejszych kotłów Gollingwinkel. Tutaj przy zmiance o Hochgollingu muszę się pochwalić - na razie mój rekord w pokonaniu najwyższego przwyższenia na jeden dzień - 1800 m do góry i tyle samo w dół. 
Trasa na H. Przy użyciu kolejki linowej 3,5 godziny tam i 3 godziny z powrotem. Przewyższenie 700 m, ale praktycznie trochę więcej, bo na trasie kilka razy utrata uzyskanej wysokości. Bez użycia kolejki trzeba wybrać inną trasę (jest ich jeszcze 4). Przewyższenie dodatkowo dalszych 700 m.
Pozytywa:
+ idealna wycieczka dla tych, komu przeszkadzają świateczni turyści, ale nie mogą się rozstać z tatrzańskim charakterem gór,
+ dużo górskich schronisk i miejsc dla rozbicia biwaku (nikt nie przegania ani nie grozi,
+ zero niedźwiadków i innych groźnych zwierzaków, 
+ panoramatyczne widoki, nawet Grossglockner.
Negatywa:
- trochę za daleko jak na wycieczkę weekendową,
- trzeba trochę więcej kasy niż w Taterki, ale przy użyciu namiotu i własnego wyżywienia wydatki zniżą się na przejazd (Cieszyn - Schladming 550 km), zakup miejscowych napoji turystycznych i kolejkę linową (można i bez).
Chciałem w te strony wyruszyć na kilkudniową wycieczkę, ale wyszedł mi tylko jeden dzień. Rano opuszczamy camping w Schladmingu i jedziemy do sąsiedniej wioski Haus w dolinie rzeki Aniza (Enns). Tutaj czeka na nas kolejka linowa, która nęci oby ją wykorzystano i w dodatku za darmo. Już nie jestem tak masochistycznie nastawiony, jak za młodu, żeby z worem dumnie dreptać pod kolejką linową. Korzystam z oferty i wywożę swoją osobę o 1000 m wyżej. 
Z bogatej oferty restauracji przy górnej stacji jest co wybierać i ślinka cieknie przy czytaniu jadłospisu. Wiadomo, kuchnia austriacka jest już więcej nastawiona na mój język niż włoska. Jednak muszę zrezygnować. 
Pogoda jest arezerwowana i trzeba wyruszać. Czeka mnie 3,5 godziny marszu. Początek jest łatwiutki. Mijamy znane tereny narciarskie. Zbocze trawersujemy i po chwili odsłania się nasz dzisiejszy cel.
- H jest ten na lewo
Fajnie się z tego miejsca prezentuje. Pognałem w jego ramiona jak koń za wodą. Trasa w tym miejscu to normalka, nie ma co opisywać. Taki sobie zwykły deptak. Tylko widoki są przepiękne i raz co raz wyciągam aparat i pstrykam na około. Mijam dwa mniej znaczące kopczyki - Hauser Kaibling i Bärfallspitze, które kuszą punktami widokowymi. To ma zarezerwowane dzisiaj tylko H. Po godzinie dochodzę do pierwszej znaczącej przełęczy. Na jedną stronę widzę jezioro Moaralm, które później odwiedzimy w drodze powrotnej (ładne miejsce na biwak)
i na drugą stronę przejdzioną akurat trasę.
- widać chodnik biegnący od górnej stacji, mijając Hauser Kaibling i nie całkiem widoczny Bärfallspitze
Chwilka dla zatrzymania się, jednak nie dla odpoczynku, ale na nassanie tej ciszy i spokoju, tej całej atmosfery okolicznych gór. To są te chwile, kiedy, my górołazy, całą swoją duszą staramy się przeniknąć w to miejsce i pozostać tu jak najdłużej. Jednak koniec refleksji. Trzeba ruszać dalej. Wchodzimy do kotła Kaiblingjoch. Charakter ścieżki się mieni. Istny taternicki chodnik. Lubię takie.
- w lewo przełęcz, którą akurat opuściłem i taternicki chodnik w górnej części kotła Kaiblingjoch.
Słabe pół godziny i jestem w następnym siodle - Kaiblingloch, tylko o stopień wyżej niż poprzednia przełęcz. Przed przełęczą było trochę trudniej, klamry, dalego jednak do jakieś ferraty. Tutaj pierwszy raz pokazuje się H w całej swej okazałości.
- widać biegnącą ścieżkę dnem doliny i przełęcz Zwiesling, gdzie wychodzi na główną grań
Jest już tak blisko. Przypomina mi to widok z pod Priehyby na Krywań z wyjścia od strony Trzech Studzienek. Zbytnio się nie zatrzymuję. Droga biegnie na dno dolinki i piargiem do już trzeciej przełęczy - Zwiesling. W piarżysku się na chwilę zatrzymuję i robię wzteczne zdjęcie.
Widzę przed chwilą opuszczoną drugą przełęcz i w oddali grupę Dachstein. Na podziwianie takich widoków trzeba sobie zrobić czas i dlatego siadam sobie wygodnie, ale już na samotnej przełęczy.
Jesteśmy na głównej grani H. Z tąd widać nawet krzyż na wierzchołku.
Jeszcze jakieś półgodziny i będziemy u celu. Za przełęczą dochodzi szlak prowadzący od schroniska Preintaler. Na drodze stają nam jeszcze stroma skałka zabezpieczona klamrami i wąski chodnik (1,5 m) z przepaścistymi stokami na obie strony.
Po pokonaniu tych dwu przeszkód osiągamy wierzchołek. Nastroju nie trzeba opisywać. Każdy Forumowicz zna to uczucie, kiedy osiąga wierzchołek. Widoki są, rzecz jasna, piękne. Szkoda tylko, że na horyzoncie jest mgiełka i nie widać oddalonych gór. Ale i tak jest dobrze.
- Hochwildstelle (jeszcze nie byłem), Hochgolling (byłem i jest fajnie) i widok na większą część przejdzionej trasy z jeziorem Moalm, około którego będziemy wracać.
W radości z osiągnięcia wierzchołka przeszkadza nam jednak nieprzyjemny zapach. Zapach owczych odchodów. One chyba na H założyły swój nocny Basic Camp. Faktycznie można powiedzieć - całkowicie zes....ny wierzchołek. Już prędzej mi było dziwne, że klamry na ściance są zanieczyszczone przez schodzących turystów. Pozostawione odchody miały jeszcze jedną nieprzyjemną stronę, a to w postaci mnie już dobrze znanej chmary dokuczliwych much. Nie dajemy radę wytrzymać. Czmychamy z wierzchołka uznając wyższość smrodu i muchom. Schodzimy na drugą stronę. Kawałek granią, potem znowu przez klamry ku dolince jeziora Pfann i na koniec do przełęczy Filz.
Tutaj kończą się największe trudności. Opuszczamy główną grań H i schodzimy już normalnym deptakiem ku jeziorze Moaralm. Chciało by się tutaj posiedzieć albo zabiwakować, ale wszystkie potrzebne graty zostawiłem w campingu. Może innym razem?
Jezioro jest ostanim miejscem odpoczynkowym i relaksacyjnym. Pozostaje nam wyjść do przełęczy między Hauser Kaibling i Bärfallspitze, gdzie zamykamy pętlę. Trochę na tym odcinku czułem psychiczne zmęczenie. Takie, kiedy turysta ma już wszystko dobre za sobą i pozostaje jeszcze dojść do mety a tu nie ma końca i nie ma. Nawet napoju turystycznego nie było gdzie wypić dla otępienia umysłu. Ostatni odcinek do górnej stacji to była już pestka i niegodne opisywania.
Zjazd kolejką linową mnie uświadamia, że znów powróciłem do społeczeństwa wyznającego technokratyczny sposób życia.
Co na koniec? Wyżej podaną relacją chciałem zrobić trochę reklamy temu ładnemu zakątkowi. Może większość była znudzona mym opisem, ale mam nadzieję, że ktoś się załapie i zechce tam pojechać. Wtedy proszę mnie o tym powiadomić. Może i ja znajdę lukę we swych aktywnościach i pojadę znów na to miejsce.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 13-09-2009 04:26 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
Stasiu!
Ty się tak lepiej nie reklamuj, bo jak ja Cię kiedy powiadomię o moich chęciach, to najpierw fikniesz orła na myśl o tym, że po tych drabinkach będziesz mnie na plecach nosił, a potem zaczniesz żałować, że w ogóle taka propozycja wpadła Ci do głowy. Ale muszę przyznać, że Twoja metoda zaczyna przynosić zamierzony efekt. Jeszcze kilka takich relacji i już beze mnie tam nie pojedziesz. Kusisz i kusisz tymi opisami i zdjęciami, a człowiek tylko coraz większy mętlik ma w głowie. Drabinki może bym i przeżył, wąski chodniczek pewnie na kolanach przyszło by mi pokonywać, ale ta piorunująca mieszanka odoru i skrzydlatego paskudztwa, to byłoby za dużo jak na jeden dzień. Poza tym - fantastyczna sprawa.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 13-09-2009 07:51 PM |
|
 |
Arrow
   
Postów: 142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
Reklama tych terenów jest ze wszech miar słuszna.
Dachstein jest najbliżej (z Krk chyba z 800), niektórzy mają tylko 550 
Stasiu ma rację - trzeba tam jechać, tam jest przepięknie.
Też miałem kiedyś ochotę na południe od Schladming tylko oczywiście nie było czasu 
Zdjęcia piękne.
|
|
| 13-09-2009 09:40 PM |
|
 |
Kiwi
   
Postów: 169
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2009
Status:
Offline
|
RE: Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
Stasiu jedna relacja z świetnej wycieczki za drugą i nabieram jak Lapikus coraz większego apytytu ... i tak notuję i notuję kolejne miejsca, których grzech byłoby nie odwiedzić
... kurcze tylko skąd ja wezmę tyle urlopu
o reszcie nie wspominając
Wszystko to, co nadaje smak i sens życiu jest bliżej niż myślimy ...
|
|
| 14-09-2009 09:52 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
Stasiu, już tyle osób zaraziłeś, chyba niedługo bedziesz musiał otworzyć listę zgłoszeń na przyszłoroczny wyjazd 
A relacja - prawie pychotka, prawie bo gdyby nie ten wyobrażalny smrodzik ... rejon bardzo podobny do Tatr.
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 15-09-2009 11:18 AM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
Stasiu dopiero przeczytałam,
ciekawa opcja na wyjazd, tylko czemu mam tam tak daleko bez autka ani rusz
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 15-09-2009 11:38 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Höchstein - w poszukiwaniu ciszy
Edyto, muszę Ci powiedzieć, że ze Schladmingu jechałem pociągiem. Nigdzie nie musiałem długo czekać. Nawet byłem prędzej niż bym jechał samochodem. Z Wiednia jeździ parę pociągów prosto do Warszawy. Sam jednym jechałem. Jedyny minus na podróżowaniu pociągiem jest ten, że cenowo jest równo tylko w przypadku jednej osoby. Kiedy podróżują dwie, to już taniej jest samochodem. Ja jestem samotnik bez autka i dlatego lubię podróżować pociągiem.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-09-2009 06:21 PM przez Stasiu.
|
|
| 15-09-2009 06:20 PM |
|
 |