5.10 na urlopie. Cóż za nieludzka godzina na odjazd autobusu. Nieustraszeni eksploratorzy wąwozu Samaria nie boją się nawet budzika! (tu należy włączyć ścieżkę dźwiękową z Indiana Jones ).
Po kilku godzinach jazdy autokarem, z obolałymi szyjami docieramy na płaskowyż Omalos. Rozległy płaskowyż położony na wysokości około 1080 m.n.p.m. Ciekawe miejsce. Równina otoczona dwutysięcznikami. Jeszcze 2 kilometry i przypomnimy sobie do czego służą nogi.
Naszą wędrówkę rozpoczynamy w sercu gór Białych (Lefka Ori), na wysokości 1227 m n.p.m. Naszym celem, jak przystało na wzorowych wczasowiczów, jest plaża na wysokości 0 m n.p.m., nad wodami morza Libijskiego.
Przed nami 13 kilometrów zejścia wąwozem. Początkowo wśród górskich ścian, szerokimi drewnianymi schodami (Ksikoskalo) w dół. Pachnący las przynosi ochłodę. Po paru odpoczynkach dochodzimy do wyschniętego o tej porze roku koryta rzeki. Pierwszy dłuższy popas robimy w miejscu zwanym Agios Nikolaos. Odwiedzamy mały, pusty kościół i ruszamy dalej. Stąd na przemian pachnącym, wyschniętym na wiór lasem i korytem rzeki zmierzamy w kierunku opuszczonej wioski Samaria. W wiosce kolejny odpoczynek, sesja fotograficzna z koziorożcami Kri-Kri. Obecność Kri-Kri (kreteńskiej dzikiej kozy) była powodem utworzenia parku narodowego Samaria.
Opuszczamy wioskę, kawałek dalej, po drugiej stronie rzeki kościół Ossia Maria (Błogosławionej Marii), od którego wzięła się nazwa Samaria. Kilka zdjęć fresków z XIV wieku, nie na co dzień się takie mija na szlaku. Ruszamy dalej. Zbliżamy się do miejsca, gdzie wąwóz ciasno ograniczają skalne ściany. Fajna rzecz - przeciąg i cień gwarantowane. Bez marudzenia studzimy się w cieniu skał. Ściany przecinają fantazyjne wzory skalne, drzewa rosnące w abstrakcyjnych miejscach. Ładnie tu. Rzeka wychodzi z ukrycia, dnem wąwozu płynie czysty strumień. Mijamy najwęższe miejsce w wąwozie - Żelazne Wrota, 3 metry między kilkuset metrowymi ścianami. Wąwóz rozszerza się, zbliżamy się do końca naszej wędrówki. Wąwóz kończy się w miejscu, gdzie 10cio letnia dziewczynka radośnie oznajmia "rany Boskie! restauracja!".
Posilamy się sokiem z pomarańczy i jogurtem z mleka koziego & owczego, polanym miodem. Jeszcze kawałek między zagrodami owiec i łapiemy busa do Aghia Roumeli.
Plaża... Nawet rozpalone do czerwoności czarne żwirowe otoczaki nie stanowią przeszkody dla spragnionych kąpieli stóp. Bajka. Zdecydowanie tak powinien kończyć się każdy szlak!
O 18.00 pakujemy się na prom płynący do Chora Sfakion, tam czeka na nas autobus.
Rejs wzdłuż górzystego wybrzeża na koniec dnia. A nogi będą jutro boleć, oj będą.
Czy to aby nie fragment Waszej podróży poślubnej? Jeżeli tak, to muszę poprosić żonę, żeby jeszcze raz za mnie wyszła. Może też mi zafunduje taką atrakcję. Dla samego morza, to nikt mnie nigdzie nie wyciągnie, ale w połączeniu z górami, jak najbardziej. Takie wędrowanie, to mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu. Nie koniecznie w takim upale, ale scenerię to mógłbym już zaadoptować. Góry jednak wszędzie są piękne i nic na to nie poradzimy, że tak nas do nich ciągnie. Dzięki za relację i zdjęcia, znakomicie umilają czas i pobudzają nasze marzenia.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
Jeżeli tak, to muszę poprosić żonę, żeby jeszcze raz za mnie wyszła.
Można zrobić sobie podróż po-poślubną, ja to bym takie co roku chciała...
lapikus napisał(a):
Może też mi zafunduje taką atrakcję.
Zawsze to Ty możesz Jej, Kobiety umieją coś takiego docenić
Na mnie wąwóz zrobił wrażenie, lubię takie miejsca i zawsze wtenczas stawiam sobie pytanie jak olbrzymie siły musiały działać zeby utworzyc takie potężne zagłębienia. W tym wypadku początkiem było trzęsienie ziemi i powstałe po nim zagłebienie a dalej przez lata pracowała woda.
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
Zawsze to Ty możesz Jej, Kobiety umieją coś takiego docenić
No, tylko czekałem, która z pań pierwsza zareaguje na to moje stwierdzenie i dostanie mi się po uszach. Na szczęście obyło się bez linczu. U nas w domu, od samego początku, jest taki podział funduszu wczasowego, że to, co bezpośrednio związane z morzem i nizinami, to działka żony, a ta reszta leży w mojej gestii. W tym wypadku trzeba by sprawiedliwie pokryć koszty. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żebym od czasu do czasu odstąpił od naszej umowy i zrobił żoneczce niespodziankę. Srebrne gody zbliżają się dużymi krokami, to kto wie...kto wie?
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
Piękne miejsce najwieksze wrażenie robi wąwóz, cień i przeciąg?? bylo w nim trochę chłodniej? wiem jak ciężko się oddycha w duchocie, piwo wchodzi razem z kurzem
ps. teva była sponsorem wycieczki?
ps2 jogurt z miodem oki... ale gdzie tradycyjne napitki greckie, np. pyszne oúzo?
Lapikus srebrne gody to 25 lat?? GRATULACJE
Ciekawe jaką relację za ten czas zdadzą Kasia i Paweł... czego im życzę
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Pablo, była Ouzo, była Raki, lokalne pamiątki trzeba konsumować, ale to nie ta wycieczka. Takie przyjemności, to w hotelu.
Upał w wąwozie nie był taki zły, zważywszy na perspektywę kąpieli.
Jogurt był fajny, Kasia się bała, że do plaży po nim nie dojdę.
maciek napisał(a):
Piekne, zakurzone sandały Ale tam sucho, co?
Ściółka w lesie wysuszona na wiór. Boją się pożaru, wzdłuż całej trasy biegną rury z wodą, co jakiś czas są budki z wężami strażackimi.
A na kamienistej części, wszędzie pełno pyłu. Kąpiel w morzu była wybawieniem, a sandały wylądowały pod prysznicem przy plaży.
Panowie, z tym jubileuszem, to jeszcze nie tak prędko. Kroki są na razie milowe, więc z gratulacjami trzeba jeszcze trochę poczekać. Tak mi się po prostu zamarzyło, a żona byłaby na pewno przeszczęśliwa. Po tylu latach udręki z takim upartym górołazem, w końcu jej się też od życia coś należy. Nie rozpieszczałem ją za bardzo z tym dotrzymywaniem towarzystwa w nadmorskim wczasowaniu. Na szczęście przez ostatnich kilka lat towarzyszy jej córka, a ja w tym czasie mogę swobodnie buszować po kopczykach.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
Hej, panowie. Tutaj się pisze o kopczykach i proszę nie zaśmiecać plażowymi reklamami. Fajna relacyjka Paaulo. Trzeba kobiecinę posmykać po wąwozach, żeby po ślubie szeroka się nie zrobiła . Moja podróż poślubna przed laty, to było pod namiotem w campingu na Zverovce (Rohacze). Tak, tak. Za moich młodych czasów tam był jeszcze camping.
Po tylu latach udręki z takim upartym górołazem, w końcu jej się też od życia coś należy.
Mariola zapewne też tak myśli-z last minute uzyskasz mniemam nie za drogie wczasy teraz na Krecie. Zatem heja !
Mnie by tam wrzesień, albo jeszcze lepiej październik jak najbardziej odpowiadał. Ale Marioli przysługuje tylko państwowy limit terminu wakacji, zgodny z edukacyjnymi wymogami. Trza by poczekać do emerytury.
Stasiu napisał(a):
Hej, panowie. Tutaj się pisze o kopczykach i proszę nie zaśmiecać plażowymi reklamami.
Święta racja - już nie będziemy! Choć nieśmiało chciałbym zauważyć, że paaulo też coś o kojącej kąpieli w morzu wspominał....
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!