Od pełni szczęścia dzieli mnie 8 h pracy,które jakoś trzeba odbębnić. Przydałoby się popracować, jestem jednak tak rozkojarzona wyjazdem, że moja praca tego dnia polega jedynie na nerwowym wpatrywaniu się w dół monitora-godzinę. W końcu wybija -moja wolnośćOk. 16 melduję się na dworcu, biorę udział w przymusowej akcji pt.:kto pierwszy ten lepszy, siedzi w pociągu->siedzę, i w końcu jadę w stronę Krakowa. Dalej ekspresowa przesiadka do busa i Zakopane oraz znajomi, do których dojeżdżam witają mnie przed północą. Na twarzy przykleja mi się uśmiech. Tak niewielebo tylko 8 godzinna jazda z Wrocławia potrzebne były mi do niesamowitej radości.
Jedyne co spędza mi sen z powiek,to zamknięty na cztery spusty pokój, w którym miałam spać, no tak pozamykały się ludki na noc- nie chcę narobić rabanu, zostaję więc przygarnięta do pokoju znajomych.
Sobota
Pobudka ok. siódmej ,lekkie śniadanko , wymarsz i kurs busem do Kuźnic. W planach mamy trasę Świnica-Zawrat-D5SP-D.Roztoki.
Dzień jest długi, na pewno wyrobimy się czasowo?
Pierwsze kroki na szlaku- przez jakiś czas jest mi ciężko i zanim przystosuję się do marszu, ciągnę się za ludźmi zastanawiając się, kiedy mój organizm zatrybi przestawiając się na większy wysiłek. Idę podziwiając widoki, ciesząc się wyśmienitą pogodą, w tłumie ludzi podążających do Murowańca. Nawet nie jestem zła ,że tak się sprawy mają, przecież dobrze wiedzieliśmy, że tak będzie. Samotności na szlaku poszukamy we wrześniu?. Nawet nie wiemy kiedy dochodzimy do schroniska. Tam zajadamy bardzooooo wczesny obiadek-moje uwielbiane ponad wszystko pierogi ruskie, studiujemy jeszcze mapę i wyruszamy w dalszą drogę. Trochę ludzi piechotką zmierza na Kasprowy Wierch, znacznie więcej na Świnicę nasz cel. I tak jest pięknie. Po drodze oczywiście sesje fotograficzne, Kościelec -obfotografujemy wszyscy w Trójkę ,ta góra przyciąga chyba spojrzenia i aparaty wszystkich
Im dalej idziemy,widzimy że na górze będziemy mieć liczne towarzystwo- bardzo różne towarzystwo. Mijanki i przepuszczanki robią się standardem. Sama droga na Świnicę nie nastręcza nam tego dnia trudności, mamy piękną pogodę i cudny spacer. Troszkę kotłowania zaczyna się przy samych łańcuchach.Robią się zastoje.O szybsze bicie serca-nerwowe przyprawia mnie gość w klapkach, który dumnie chwali się ,że ?ja to bym wszedł tutaj nawet i boso?- jak on tu wlazł myślę sobie?- jak zejdzie?Na ostatnich metrach łańcuchów stwierdzamy, że Świnica w sezonie letnim to nie jest dobry pomysł. Ludzi jest tak wielu, że korki robią się na dłuższy czas. Siadam gdzieś w jakiś możliwym ku temu miejscu i przepuszczam schodzących z góry ludzi, nagle słyszę szyderczy komentarz "co kondycyjka wysiadła, siedzimy i co zrobimy?" kurde co za gość??nie dość, że nie wymuszam pierwszeństwa, czekam aż chłopina zejdzie to jeszcze takie podziękowanie słyszę? Ma szczęście ,że jestem w świetnym humorze i puszczam jego gadaninę w niepamięć.Na górze ekspresowe podziwianie widoków i w dół. Robi się coraz później, czas zaczyna nas naglić trzeba się sprężyć, ale?. jak to zrobić kiedy korki na łańcuchach zaczynają równać się tym na Zakopiance? Posuwamy się do przodu w żółwim tempie, w pewnym momencie stoimy nie przesadzając, ponad pół godziny.Sprawdzamy co się dzieje.Jakaś dziewczyna jest na drabince i ani drgnie, ma problem z zejściem, oceną sytuacji, ktoś podpowiada jej gdzie ma stawiać nogi, żeby w ogóle się ruszyć. W końcu jakoś schodzi. Mijam ją za jakiś czas. Widzę, że jest z chłopakiem. Siedzi zanosząc się płaczem.
Słyszę Ona :" Mówiłeś, że zejście będzie proste, a tu dalej łańcuchy?,
On z pretensją: "O co Ci chodzi, nie jest trudno , przecież ja sobie radzę?. Jestem w szoku, idę dalej. Później parę razy zastanawiam się, jak dziewczyna sobie poradziła-mam nadzieję, że zeszła w całym kawałku. Na Zawracie chwila przerwy ,parę zdjęć i dalej w drogę. W okolicach D5SP mija nas czteroosobowa rodzinka, chcą wejść na Kasprowy żeby zjechać kolejką. Nie mam pojęcia jak chcą tego dokonać, tym bardziej że jest już późno. Zastanawiam się czy w takich momentach, kiedy słyszy się o absurdalności ludzkich pomysłów, należałoby się zatrzymać i uświadomić być może nie znających szlaku ludzi na co się porywają???.....
Dalsza droga do doliny Roztoki to lekki pęd przed siebie, rzucam tylko ukradkowe spojrzenia dookoła. Jesteśmy trochę źli, że przez wcześniejsze korki na szlaku straciliśmy tyle czasu. Czuję niedosyt. Brakuje mi postoju na obserwację, zdjęcia i zadumę nad tym co widzę i mijam. Trudno, wiem że za miesiąc zawitam tu na 9 dni-mam nadzieję, że wtedy znajdę czas na to czego brakowało mi teraz.
Niedziela
Bardzo długi powrót, w bardzo długich korkach ale i tak warto i pięknie było
I pięknie Aniu!
Razem z mamą również miałyśmy w naszych lipcowych planach Świnicę i Zawrat, ale zabrakło sił i akurat w ten dzień pogoda nie sprzyjała.
Chłopak, który mieszkał w tej samej kwaterze w sąsiednim pokoju zaryzykował i do kwatery wrócił zmoknięty i w dodatku zbity gradem.
Obiecywał sobie, że więcej się w góry nie ruszy, ale oczywiście na drugi dzień powędrował na Szpiglasową
Troszkę kotłowania zaczyna się przy samych łańcuchach.Robią się zastoje.
I to jest argument by w trasę ruszać jak najwcześniej. Ja tam se zawsze pobudkę robię o 5.00 i melduję się przy szlabanach przed otwarciem parku. Cisza i spokój...
Troszkę kotłowania zaczyna się przy samych łańcuchach.Robią się zastoje.
I to jest argument by w trasę ruszać jak najwcześniej. Ja tam se zawsze pobudkę robię o 5.00 i melduję się przy szlabanach przed otwarciem parku. Cisza i spokój...
Ja od pewnego czasu Zakopane traktuję WYŁĄCZNIE jako stację przesiadkową, noclegi planuję w schronach
Anna napisał(a):
W okolicach D5SP mija nas czteroosobowa rodzinka, chcą wejść na Kasprowy żeby zjechać kolejką. Nie mam pojęcia jak chcą tego dokonać, tym bardziej że jest już późno. Zastanawiam się czy w takich momentach, kiedy słyszy się o absurdalności ludzkich pomysłów, należałoby się zatrzymać i uświadomić być może nie znających szlaku ludzi na co się porywają???.....
Wątpię żeby dotarło ale zawsze trzeba spróbować, może da radę...
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
I jednak dobrze. Anna pokazała, że można chodzić po zatłoczonych Taterkach bezstresowo. Przyznam, że ja bym był więcej wynerwowany. Już raz mi się podobała relacja Anny. Mam nadzieję, że we wrześniu Taterki będą wyluzowane. Ja mam zamiar w ostatnim weekendzie ich odwiedzić.
I jednak dobrze. Anna pokazała, że można chodzić po zatłoczonych Taterkach bezstresowo. Przyznam, że ja bym był więcej wynerwowany. Już raz mi się podobała relacja Anny. Mam nadzieję, że we wrześniu Taterki będą wyluzowane. Ja mam zamiar w ostatnim weekendzie ich odwiedzić.
Ania pokazała tak jak ma być. Nie można patrzeć na tłumy i narzekać na nie. Zwłaszcza , że kazdy z nas jest tym tłumem.
Aniu - ladny szlak, sporo odwiedzany ale miły dla oka.
Kiedy i gdzie bedziesz we wrzesniu ?
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
Przy moich tendencjach do samotnictwa górskiego, pozostaje tylko cieszyć się, że brak dla mnie szans na urlop w porze letniej. Osobiście chyba nie zdobyła bym się na taką cierpliwość, zarówno komunikacyjną, jak i słowną.
Z tym wrześniem różnie bywa... Za to październik daje już prawie gwarancję na wypustoszenie na szlakach. A czasami, jako gratis, nawet pogoda dopisuje.
Poza tym witam w fan-clubie pierogów ruskich
Desperacja i chęć przemożna odwiedzenia swoich ulubionych miejsc, jak wynika z relacji Anny, potrafią czynić cuda. Nerwy na postronku, łagodne usposobienie i przyjmowanie z godnością wszystkiego, czym panujące warunki uraczyły. To podstawowy ekwipunek każdego, kto w sezonie chce sobie w Tatrach umilić czas i wybiera w miarę popularne szlaki. Anno, umiałaś postawić się ponad tym wszystkim i udowodniłaś, że siła charakteru w starciu z brutalną rzeczywistością ma wielkie szanse na zwycięstwo.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
Oczywiście nie ma mowy o dosłownym potraktowaniu znaczenia tego słowa i jako takie, można spokojnie zaopatrzyć w cudzysłów. Z przymrożeniem oka, można go jednak odnieść do anormalnej sytuacji, jaka w tym roku panuje w Tatrach. Nie ma oczywiście mowy o rękoczynach i użyciu siły fizycznej, co słowo to mogłoby sugerować, a nosi ono jedynie znamiona synonimu zaistniałych sytuacji. Mam nadzieję, że tym wyjaśnieniem rozwiałem wszelkie Twoje wątpliwości, co do intencji mojej wypowiedzi, którą w całej jej rozciągłości nadal podtrzymuję.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!