Za oknem zima jakiej nie widziałem od lat. Przeglądam prognozy pogody w Internecie i wyobrażam sobie jak pięknie musi być teraz w Gorcach. W końcu decyduję się wyruszyć w poniedziałek, zielonym szlakiem z Nowego Targu na Turbacz.
Komunikaty podają że leży tam 110 cm śniegu. Szlaki na polanach są pozawiewane, więc wycieczka może się nieco przedłużyć. Korzystając z tego że wtorek mam wolny postanawiam przenocować w schronisku.
W poniedziałek o poranku parkuję samochód przy Długiej Polanie i po krótkim przygotowaniu jestem gotów do wymarszu. W prawej ręce trzymam ciężki sprzęt - czyli rakiety śnieżne, w lewej smycz. Na jej drugim końcu merda ogonem zniecierpliwiony Malamut. Plecak waży więcej niż zwykle. Samotne wędrówki w głębokim śniegu wymagają zabrania ?paru rzeczy na wszelki wypadek?.
Wyruszamy. Frigga podąża przodem, ciągnąc najmocniej wtedy gdy nie trzeba. Schodzimy z głównej drogi i okazuje się że szlak był przetarty, lecz zdążyło go trochę posypać. Nigdy jeszcze tędy nie szedłem. Część oznakowania kryje się gdzieś pod śniegiem więc dla pewności włączam GPS.
Mozolnie pniemy się pod górę. Zostawiamy za sobą ostatnie zabudowania, milknie głośna muzyka dobiegająca z pobliskiej stacji narciarskiej. Stąpając po przysypanych śladach osoby, która szła tędy przede mną dochodzę do miejsca, gdzie teren staje się mniej nachylony. Zakładam rakiety i po krótkim odpoczynku startuję niczym cielak ukąszony przez gza.
Ścieżka wiedzie przez gęsty las. Po obu stronach drzewa uginają się pod ciężarem śniegu jakby tylko czekały aby zrzucić go na turystę ośmielającego się zakłócić ich spokój.
Uwielbiam takie miejsca, gdzie nie dociera szum medialny, a szum wiatru jedynie słychać.
Docieramy do Bukowiny Waksmundzkiej. Niebo jest zachmurzone i pada drobny śnieg, więc wspaniałe widoki nie są mi dane. Na ławeczce robię sobie dłuższy postój. O tym jak smakuje gorąca herbata w zimowej, górskiej scenerii bywalcy wielkomiejskich kawiarenek nie mają pojęcia.
Ruszamy dalej i dochodzimy do miejsca gdzie zielony szlak odbija w lewo od wydeptanej ścieżki. Na śniegu zarysowane są tylko ślady po skiturach. Mały z nich pożytek, lecz przynajmniej wskazują mi drogę. Tym razem idę przodem ubijając rakietami śnieg, a Frigga podąża za mną. Obserwuję technikę z jaką się porusza. Tylną łapę stawia dokładnie w miejscu gdzie przed chwilą była przednia. Dodatkowo rozszerza palce, sprawiając że powierzchnia na której staje jest znacznie większa. Radzi sobie świetnie, choć fizyki nigdy się nie uczyła. Matka Natura jest po prostu doskonała.
Poruszamy się sprawnie i po pewnym czasie dochodzimy do miejsca gdzie szlak zielony łączy się z żółtym. Ten drugi w porównaniu ze ścieżką, którą idę przypomina autostradę. Wkrótce mija mnie skuter ciągnący sanie z zaopatrzeniem. Zdejmuję rakiety i ruszamy jego śladem. Niebawem moim oczom ukazuje się schronisko.
Na pierwszy rzut oka budynek wydaje się opuszczony. Dopiero w jadalni znajduję obsługę i ledwie kilku turystów. Dostaję dwuosobowy pokoik na końcu korytarza.
Rankiem wyruszamy w powrotną drogę. Słońce właśnie wyłania się zza linii drzew, próbując przebić grubą warstwę chmur. W chwilach gdy mu się to udaje wyciągam aparat i staram się uwiecznić cudowny krajobraz który mnie otacza.
Podróż mija bez przeszkód. Spotykam dwie panie podążające w kierunku schroniska, oraz grupę miejscowych, oferujących mi wynajęcie bacówki.
Po niezbyt wyczerpującym marszu wychodzę z lasu i zderzam się z cywilizacją. Znów słychać głośną muzykę dobiegającą ze stoku narciarskiego a śnieg nie jest już taki biały i czysty.
Uwielbiam takie miejsca, gdzie nie dociera szum medialny, a szum wiatru jedynie słychać.
Świetnie ująłeś ten górski spokój na zdjęciach.
Jupiter napisał(a):
Po niezbyt wyczerpującym marszu wychodzę z lasu i zderzam się z cywilizacją. Znów słychać głośną muzykę dobiegającą ze stoku narciarskiego a śnieg nie jest już taki biały i czysty.
Oj, to jest ból czasami nie do zniesienia.
Fajna wędrówka z wiernym towarzyszem.
Widać, że mamy nowego potencjonalnego pisarza na pisanie postów. Uwielbiam takie samotne wycieczki. Jednak w schronisku przydało by się parę zaprzyjaźnionych dusz
Jupiter, bardzo fajnie spędzony czas i to z piesem Mój Lincoln chyba by nie wyszedł... choć Paweł ostatnio ćwiczy z nim odchudzanie tj. zmusza go do podbiegania na spacerze kto wie?
Może coś więcej o suczce napiszesz? Mamy tu trochę na Forum miłośników psich. Marycha na pewno planowała wycieczkę z piesem na Turbacz z noclegiem i szukała informacji jak wyglądają możliwości noclegu w schronisku
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
KasiaA, na temat pieska pisałem w dwóch ostatnich postach w temacie ?Przedstaw się-. Umieściłem tam nawet zdjęcie.
Jeśli chodzi o nocleg z czworonogiem na Turbaczu, to nie napotkałem żadnych przeszkód. Wcześniej zadzwoniłem i dowiedziałem się, że pisak łagodny nawet kagańca mieć nie musi. Na miejscu wypytywano mnie tylko, czy aby nie wyje po nocach i na wszelki wypadek dostałem pokoik w najodleglejszej części budynku.
Z tego co wiem, kiedyś turyści narzekali na to miejsce. Ja osobiście spotkałem się z bardzo miłym przyjęciem. Z ciekawością wysłuchałem nawet opowieści o spotkaniu z wilkami człowieka, który dowozi skuterem zaopatrzenie do schroniska.
Bardzo ciekawa wycieczka i sympatyczna relacja! Fotki super-piękny ten zimowy krajobraz!
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
Bardzo, bardzo podobała mi się Twoja relacja z kilku względów
Po pierwsze: Gorce są cudownymi górami, ale niestety ciszę i spokój można w nich zastać tylko taką zimą jaką mamy teraz. Autoktony nie zapuszczają się w góry gdy tyle sniegu! Cudownie przekazałeś tą ciszę i przelałeś każdemu z nas...
Po drugie: Schronisko na Turbaczu jest bardzo fajnym miejscem, jednym z nielicznych gdzie bez problemu można przyjść z futrem. Dzięki za przypomnienie tej fajnej atmosferki jaka tam panuje
Po trzecie: Podzielamy tą samą pasję związaną z psami zaprzęgowymi Podobał mi się fragment o wspomnianej naturze, która wykreowała psy zaprzęgowe na śnieżne bestie.
Moja bestia to trochę mniejsza wersja niż AM, bo wleczemy się z SH
Pozdrawiam serdecznie i oby więcej takich przygód!!
Turbacz chodzi mi od dawna po glowie na psie lazenie, tylko cos wykonanie ciagle kuleje... Ale moze w niedalekiej przyslzosci.. Dzieki za info jak to tam wyglada z psem w schronie
Pozdrawiam Psiozakreconych
"Tam na dole zostało wszystko to, co Cię męczy,
Patrząc w góry w około świat wydaje się lepszy..."
Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2009 10:12 PM przez marycha.
Bardzo fajna wycieczka i super relacja Gorce zimą mają to coś
Sam chętnie bym sobie sprawił psa o łaziłbym z nim po górach ale teraz jeszcze nie mam warunków...
pozdrawiam !