Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (4): « Pierwsza [1] 2 3 4 Następna > Ostatnia »
Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010
Autor Wiadomość
yayo

**


Postów: 35
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #1
Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Pragnę przedstawić fotorelację z wypadu na najwyższy szczyt Austrii ? Grossglockner.

Termin ? koniec Lipca 2010 rok.

WAŻNA informacja na temat zdjęć!
Jako że nie ogarnęliśmy jeszcze dodawania zdjęć, oglądanie zamieszczonych fotosów w pełnym rozmiarze ---> klik prawym przyciskiem myszy ---> wybór "pokaż obrazek" i wyświetla się w pełnym rozmiarze Wink

Pomysł zdobycia Wielkiego Dzwonnika narodził się w nas już w 2008 roku, niestety różne losy członków ekipy uniemożliwiły wyjazd w 2009 roku. Temat więc wznowił się gdzieś w okolicach początku Czerwca. Dograna została ekipa na wyjazd i wyruszyliśmy.

Jako że samochód 7-mio osobowy to i tyle osób wyruszyło. Wybraliśmy drogę przez Czechy do Austrii. Droga całkiem wporządku, autostrady dobrej jakości, wszechobecne kategoryczne przestrzeganie przepisów.

Celem podróży było pole namiotowe w Kals am Grossglockner. Pole mówiąc żargonem ?na wypasie?. Utrzymane w doskonałej czystości, z pełnym zapleczem sanitarnym w dość wysokim standardzie. Nawet do dyspozycji noclegujących była kuchnia z pełnym wyposażeniem i pralnia. Droga do Kals biegnie malowniczymi i bardzo stromymi serpentynami i tunelami. Bardzo ciekawym zjawiskiem jest swoisty mikroklimat każdej z dolin przemierzanych po drodze. W jednej dolinie mgła, mżawka i ogólnie pogoda fatalna, przejazd mostem pod górą, druga dolina: ani jednej chmurki, piękne niebieskie niebo i słońce Wink

Po drodze do Kals warto zatrzymać się przy ciekawym wodospadzie, jest dosyć wysoki, woda z dużej wysokości trzaska o skały znajdujące się na dole i rozpryskując się tworzy bardzo przyjemną bryzę.

Dosyć istotna informacja, mimo iż adres Pola namiotowego mieści się w Kals am Grossglockner, należy przejechać całą miejscowość, pole znajduje się powyżej Kals dość daleko za znakiem obwieszczajacym koniec miejscowości.

Poniżej fotka wodospadu razem z towarzyszami podróży :



Tak wygląda pole namiotowe :

Tu pomieszczenia służące ?pensjonariuszom? :


Na polu spędziliśmy dwa dni na byczeniu się i podziwianiu okolicznych widoków.

Trzeciego dnia pobudka 4:00 i piątka z nas wsiada do samochodu z wcześniej zapakowanymi plecakami. Ruszamy w stronę parkingu przy Lucknerhaus. Po drodze mijamy punkt poboru opłat za przejazd drogą. Jednak o godz 4:30 nikt nie był tak życzliwy by pobrać od nas opłatę Wink

Parking jest bezpłatny, duży, więc pozostawienie auta jest bezproblemowe.

Rozdzielamy się, przybyły z nami Dawid obiera wcześniej zamierzony kierunek. Za cel obrał sobie Figerhorn (2744m n.p.m.)

Start jeszcze w ciemnościach. Kilka ekip. Przepuszczamy grupę Włochów którzy zaczęli w tempie iście olimpijskim Wink

Szlak biegnie łagodną ścieżką pomiędzy pięknie zielonymi łąkami alpejskimi.


Po jakiejś godzinie wędrówki docieramy do pierwszego na trasie schroniska ? Lucknerhutte. Jeszcze zamknięte. Chmury zasłaniają widoki na wyższe szczyty.

Siadamy z mapą :


Wykłócamy się który z ledwo co przebijających się konturów to nasz cel.

Chwila podziwiania alpejskich krów poniżej i ruszamy dalej.

Droga biegnie dalej łagodnym szlakiem, po drodze przyglądamy się z bliskiej odległości bawiącym się Świstakom :


Naszym oczom ukazała się również kozica wysokogórska :


Dochodzimy do schroniska Studlhutte, niebo staje się niebieskie. Zza chmur po raz pierwszy ukazuje nam się cel wędrówki :


W naszych twarzach maluje się zachwyt. Zdjęcie tego nie oddaje ale z tej perspektywy jest ogromny! Jeszcze bardziej przekonuje nas to o woli zdobycia szczytu Wink

Jako że czas mamy bardzo dobry mimo niezbyt szybkiego tempa postanawiamy urządzić sobie dłuższą przerwę. Za pomocą taszczonego w plecaku palnika gotujemy wodę na przepyszną Carbonarę z torebki Wink. Nie potrafimy oprzeć się także urokom cywilizacji i w schronisku zakupujemy nasz ulubiony płynny przysmak ? spezzi Wink (Niemcy wymyślili by pomieszać 2/3 fanty z 1/3 coca-coli, smakuje identycznie jak dostępne w polsce żelki w kształcie butelki coliWink ). Jako że nam się nigdzie nie spieszy wylegiwanie się w słońcu trwa ok. 1,5 godziny.

Tu przyznajemy się do naszego poważnego błędu, największego podczas tej wyprawy. W plecakach mieliśmy dosłownie wszystko czego nam potrzeba oprócz kremu z filtrem. Wylegiwanie się w słońcu zrobiło swoje ale o tym później.

Tuż za schroniskiem szlak się rozdziela, w prawo odbija droga normalna w kierunku lodowca, prosto prowadzi droga do trasy wspinaczkowej. Tą podczas tego wyjazdu sobie odpuszczamy obiecując sobie że jeszcze do niej kiedyś wrócimy. Podążamy po kamienistej trasie której ścieżka znika za dużą skałą. Mamy nadzieję że tuż za nią znajduje się lodowiec. Wiele się nie myliliśmy. Wychodzimy za skałę, widzimy widok bardzo piękny :



Początkowo wstępujemy na śnieg, szczelin na razie nie widać. Przechodzimy tak kawałek do wcześniej ustalonego miejsca. W tymże miejscu ustalamy, że skoro taszczymy liny oraz raki to warto je założyć. Do dyspozycji mamy dwa kawałki liny po 15 m. Wiążemy się po dwóch w odległości ok. 10m. Warto również zaznaczyć, że raki na naszych nogach znalazły się po raz pierwszy (oczywiście nie licząc przymiarek). Raki z racji ograniczonych funduszy zakupiliśmy na allegro. Cena 80 zł nas zachęciła, raki podobno wojskowe. Bez koszyczków, wiązane na solidnie wyglądających skórzanych paskach. Po paru przeróbkach na nodze leżały naprawdę doskonale.

Na lodowcu opanowujemy technikę chodzenia w rakach, mimo chmur jest ciepło. Idziemy w samych koszulkach:



Na dosyć wydeptanej ścieżce nie natknęliśmy się na żadną groźnie wyglądającą szczelinę. Po drodze mija nas grupa szalenie pędzących niemców z przewodnikiem uwiązanych w 15stu na jednej linie.

Podejście lodowcem w naszym wykonaniu trwało około półtora godziny. Pod koniec zrobiło się chłodniej, założyliśmy polary. Przed końcem lodowca z ciekawości pytamy grupę schodzącą o to jak wygląda dalsza droga, ile czasu zajmie dojście do celu dnia dzisiejszego, czyli schroniska Erzherzog-Johann Hutte. Rozmowa odbywa się w języku angielskim, dopóki nie rozpiąłem polaru (a z racji swoich poglądów podróżowałem w koszulce pewnej śląskiej marki piwa z wypisanym hasłem: ?Na Śląsku najlepiej?). Nasi rozmówcy zaczęli do nas gadać w języku polskim Wink. Sprostowali iż czas jaki nam podali jest dla widocznie nielubianych przez nich Niemców, a my Polacy pewnie opanujemy trasę dużo szybciej Wink

Ponad lodowcem trasa wznosi się w górę dobrze ubezpieczoną drogą w stylu ferraty :



W naszej opinii trudność trasy nie wymagała ani jednego wpięcia się w linę.
Po skałach trasa coraz stromiej pnie się w górę. Chmury coraz niżej, czujemy presję czasu by szybko dostać się do schroniska.


W końcu docieramy do schroniska Erzherzog-Johann Hutte. Dotarliśmy tam około godziny 16:00. W schronisku pracuje sympatyczny Słowak, więc zamówienie noclegu było prostym zadaniem. Tylko ta cena ? 18 euro! No ale nie zabraliśmy namiotów więc zmuszeni jesteśmy opłatę uiścić. Jako że w schronisku litr wrzątku kosztował 4,50 euro zbuntowani próbujemy zagotować wodę na palniku. Jednak na wysokości 3400 m n.p.m i silnym wietrze nie było to proste. Po pół godziny oczekiwania i dalej zaledwie letniej wodzie Daniel z Pawłem zrezygnowani wyszperali z kieszeni wspomnianą wcześniej kwotę. Ja z Damianem twardo wyczekiwaliśmy na chociaż znikome oznaki gotowania się wody. Po 40 minutach ku naszej radości z dna litrowego garnuszka zaczęły wydobywać się pęcherzyki powietrza. Stwierdzamy jednak że nasze żołądki drastycznie domagają się pokarmu zalewamy nasze zupki nie do końca zagotowaną wodą. Dało się zjeść Wink

Godzina była dopiero 17:30 a wymarsz w kierunku szczytu zaplanowaliśmy na szóstą rano zarządziliśmy konferencję na temat finansów Wink Finanse się znalazły więc nie pozostało nic innego jak kupno piwa. Po trudach całego dnia smakowało wyśmienicie Wink. Polecamy również ciasto z jabłkiem (szarlotka). Stosunkowo niedrogie a przepyszne! Po dzieleniu się wrażeniami i nadziejami na kolejny dzień udaliśmy się do pokoju na spoczynek. Pokoje kilkunastoosobowe, łóżka piętrowe ale przecież nie o komfort chodzi. Do każdego łóżka dołączony koc i poduszka. :



W tym momencie zaczynamy rozumieć jak wielki popełniliśmy błąd nie smarując się kremem. W nocy przeżywaliśmy katusze, gorączka nie dawała zasnąć. Okropne uczucie gorąca na twarzy zmuszało nas do dość krytycznych i wulgarnych wniosków pod własnym adresem. Najgorzej wyglądały nosy, dosłownie zwęglone. Bardzo źle wróżyło to naszym dalszym zmaganiom z wejściem na szczyt.

W końcu usnęliśmy, o 5:30 Daniel w wielkiej euforii budzi resztę ekipy. Zaspani nie rozumiemy o co mu chodzi. Na siłę wlecze nas w kierunku małego okienka. Wtedy dopiero zrozumieliśmy powody jego radości.

Zresztą słowa tego nie opiszą :




W jednej chwili zapomnieliśmy o trudach nocy, o spalonych twarzach, na nowo wstąpił w nas entuzjazm i motywacja do zdobycia Dzwonnika Wink

Po skromnym śniadaniu wyruszamy, parę metrów po skałach i wchodzimy na śnieg, zakładamy raki. Początkowo droga przebiega po płaskim polu lodowym. Później zaczyna się dość strome podejście zakosami :



A tu zdjęcie zrezygnowanego Pawła :



Paweł ma to do siebie że często w chwilach słabości w żołnierskich słowach informuje nas, iż on dalej nie idzie. Jednak wystarczy go odpowiednio zmotywować (my zawsze zapewniamy go że poczynimy wszelkie starania aby cała społeczność internetowa śmiała się z niego że my weszliśmy a on nie Wink ). To zawsze na niego działa i po 3 minutach nie pamięta, że w pozycji leżącej użył słów : ?pie**ole nie ide? ;D

Tutaj jeszcze fotka teamu :



Pod sam koniec lodowiec, a właściwie skały wymieszane z lodem robią się jeszcze bardziej strome, wyraźna ścieżka prowadzi bardzo szerokimi zakosami.

Śnieg się kończy, zaczynają się skały, a widok niespotykany dla Polaka, pozostawione bez opieki grube kilogramy raków i czekanów. Nawet nikomu przez myśl nie przechodzi że ktoś mógłby zawłaszczyć sobie sprzęt Wink To właśnie nam się podoba za granicą, fakt faktem że nasz sprzęt wyglądał najmniej profesjonalnie, lecz rzadko doświadczamy sytuacji w której pozostawiamy coś materialnego bez opieki i to na trasie dość często uczęszczanej Wink

Dalej trasa prowadzi pięknymi formami skalnymi :



Co trudniejsze fragmenty ubezpieczone są stalową liną do której można się wpiąć, jednak z braku ekspozycji trasy tylko od czasu do czasu wspomagamy się chwytając linę w ręce dla własnego komfortu psychicznego Wink

Po jakiejś pół godzinie trafiamy na szczyt Kleinglockner?a. I tu nasze pierwsze spotkanie z owymi tyczkami widocznymi na drugim planie :



To moment który ja lubię najbardziej w górach, nie wiem czy innym to towarzyszy. Patrzę na kolejny odcinek trasy, ogarnia mnie lekkie przerażenie ale ono tylko potęguje chęć przejścia danego odcinka. Jednym słowem ? adrenalina Wink

Wiążemy się dwójkami, Damian idzie pierwszy ja asekuruję go owijając linę o tyczkę. Następuje zbulwersowanie Damiana iż zbyt wolno popuszczam linę (można zauważyć to na filmie, dźwięk został wycięty z powodu możliwości oglądania materiału przez dzieci;D )

Pokonujemy masyw Małego Dzwonnika dochodząc do przełęczy Glocknerscharte. Akurat w tym miejscu nie udaje nam się zrobić zdjęcia przez napierających na nas Niemców Wink

Na przełęczy jest miejsca bardzo mało, z obu stron pokaźna ekspozycja. Ale droga na szczyt właściwy to już bajka, prawie pion, co jakiś czas przytwierdzone ringi do asekuracji. 15 metrów liny w zupełności wystarcza do bezpiecznego asekurowania się w dwie osoby.

Po dość krótkiej wspinaczce wreszcie szczyt! :



Na szczycie stosunkowo dużo miejsca, z 15 osób się zmieści. Ludzie idący za nami utknęli gdzieś na Kleinglocknerze więc mamy dużo czasu na napawanie się zdobycząWink Z towarzyszami na szczycie robimy sobie nawzajem zdjęcia.

Dłuższą chwilę Damian i Daniel poświęcają na fotografowanie widoków :





No i trzeba było szczyt opuszczać, dać szansę innym Wink
Powrót też ciekawy, aczkolwiek wybitnych trudności nie sprawił. Zejście skałami szybko minęło, trochę mozolniejszy okazał się powrót topiącym się lodowcem. Atrakcją była trójka Niemców rozpaczliwie starających się zejść bez użycia raków. W pewnych momentach wyglądało to nawet dramatycznie ale finalnie dali radę Wink

Schronisko Erzherzog, chwila odpoczynku, pyszna zupa z torebki i dalej w dół. Poniżej schroniska podejmujemy decyzję o zejściu granią biegnącą równolegle do trasy na lodowcu. Jak się okazała decyzja była trafna, bo forma trasy ciekawa Wink Coś na styl naszej polskiej Orlej Perci, tylko z wiele starszymi ubezpieczeniami i drabinkami z częściowo spróchniałych i zgnitych belek drewnianych Wink

Trasa biegnie cały czas granią, nurkując dość stromo w dół prosto na ostatnie metry lodowca.

Potem już tylko parę godzin marszu, podczas którego co chwila odwracamy się spoglądając z dumą na naszą zdobycz :



I tak szczęśliwie zakończyła się nasza wycieczka na Grossglockner, padnięci wróciliśmy na pole namiotowe z tylko jednym zamiarem! Zimny napój i długi sen Wink

Jednak nasi towarzysze wypadu niecierpliwie nas wyczekiwali, nie dali nam zapomnieć o naszej obietnicy, iż jak zejdziemy to pojedziemy na dwa dni do włoch wygrzać się na plaży. Po paru groźbach i błaganiach zgodzili się na wyruszenie następnego dnia rano Wink

O tym też warto wspomnieć, drodzy przyszli zdobywcy Grossglocknera! Z Kals am Grossglockner nad włoskie morze do miejscowości Caorle jest niecałe 200 km Wink

My z tego skorzystaliśmy i nie żałujemy Wink

Za naprawdę niewielkie pieniądze (4,50 euro/ osoba) na polu namiotowym można przenocować. A cały dzień na plaży w pełni rekompensuje trudy zdobywania szczytu/

Stamtąd już tylko 80 km do Wenecji, swoją drogą pieknego i specyficznego miasta, warto zobaczyć plac św. Marka ? robi ogromne wrażenie!





Potem już tylko powrót do domu i naszej rzeczywistości.

Chętnie odpowiemy na pytania Wink

Z pozdrowieniami
My Wink



http://www.undergroundteam.com.pl
18-01-2011 10:03 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
yayo

**


Postów: 35
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #2
RE: Wielki Dzownnik - Grossglockner latem 2010

Więc miłego czytania, pisane "z palca" więc nie redagowane nawet ;P

Aż nie mogę doczekać się krytyki ;D



http://www.undergroundteam.com.pl
18-01-2011 10:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Tenshi

*****


Postów: 1,397
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status: Offline
Post: #3
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Spodobała mi się Wasza relacja, piękne zdjęcia Smile
Co do techniki zdobycia tego szczytu nie będę się wypowiadać, ponieważ są tu zacni specjaliści, którzy z pewnością wypowiedzą się w tym temacie.

Jak już sobie wszystko pospiekaliście na lodowcu, to jeszcze się wam chciało jechać nad morze uhm Toungue


19-01-2011 08:58 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Łukasz

*****


Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #4
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Nawet nie spodziewałem się, że na Grosie jest tyle kamieni bez śniegu Wink . Czas tam udać się w wersji letniej ok



"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
19-01-2011 09:21 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Dariusz

****


Postów: 277
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2008
Status: Offline
Post: #5
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

to nie relacja, a PRZEWODNIK TURYSTYCZNYok

jak już gdzieś pisałem szczytu zazdroszczę i gratuluję Big Grin



37 Dębno Maraton- 3,38,19
19-01-2011 09:39 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dhamlet

****


Postów: 107
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #6
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Troszkę wczoraj nad tym posiedzieliśmy , no nie powiem Toungue Zastanawialiśmy się nawet czy nie ma jakiegoś ograniczenia długości posta, ale chyba jednak nie ma Toungue Ciesze się ze się podobało, może faktycznie wyszedł z tego troszkę przewodnik, ale może pomoże to komuś w zorganizowaniu wyjazdu i wejściu na szczyt Smile Jak zbierzemy siły i myśli Toungue to postaramy się napisać relację z Zugspitze bo z tego co czytam po forum to mniej ludzi na nim było, i nie widziałem żadnej relacji z takiego wyjazdu Smile



http://www.undergroundteam.com.pl
19-01-2011 10:14 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dzienciol313
okrzyknięty stukaczem
*****


Postów: 1,457
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #7
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Piękną "wycieczkę" sobie zorganizowaliście, gratuluje wejścia i trafionych warunków. Co do pozostawiania sprzętu za granicą bez opieki również byłem zszokowany, gdy na stole przed schroniskiem była pozostawiona lustrzanka z teleobiektywem. W Polsce, prawdopodobnie szybko by zniknęła...
Piszcie dalej chłopaki, dobrze się czytało Waszą relacje/przewodnik.



"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
19-01-2011 11:51 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gabi82

*****


Postów: 1,081
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2010
Status: Offline
Post: #8
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Dla mnie to wyczyn i pewne osiągnięcie. Ciekawi mnie jak mój organizm i psychika funkcjonowałyby przy takiej ekspozycji. Zdjęcia podsycają górski apetyt. Z oczekiwaniem czekam na koleją relację z Zugspitze. Realizujcie się dalej ok


19-01-2011 12:18 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
magda.s.77
Brak aktywacji konta


Post: #9
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Z ciekawości zapytam, ile to jest km samochodem do wspomnianego pola namiotowego? I jaka jest potem odległość do parkingu przy Lucknerhaus, skąd startowaliście. Zastanawiam się nad kosztem samej podróży...


19-01-2011 12:23 PM
Zacytuj ten post w odpowiedzi
dhamlet

****


Postów: 107
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #10
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Trasa z Katowic do Kals to około 1800km , odległość z pola do parkingu hmm...ciężko powiedzieć ale około 20-30min samochodem. Koszt całej podróży to w naszym przypadku (skromnie żyjąc) około 700-800zł na osobę Smile Same paliwo na osobę nie przekroczyło 100zł z tym że jechaliśmy 7 osobowym samochodem.

//edit
1800km to oczywiście w dwie strony Smile



http://www.undergroundteam.com.pl

Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2011 01:16 PM przez dhamlet.

19-01-2011 12:45 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
magda.s.77
Brak aktywacji konta


Post: #11
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

To wychodzi na to, że nie przejazd Was tak szarpnął... Noclegi? Jak sądzę wyżywienie mieliście własne...


19-01-2011 12:53 PM
Zacytuj ten post w odpowiedzi
yayo

**


Postów: 35
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #12
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

ja pamietam dokladnie. Z katowic do Kals bylo 880 km. Z pola do lucknerhaus bylo kilkanascie km. Z tym ze spalanie sobie troche zawyz bo wszystkie drogi tam na miejscu sa strome i nie ma mowy o ecodrivingu Smile



http://www.undergroundteam.com.pl
19-01-2011 12:57 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Łukasz

*****


Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #13
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Droga wjazdowa do Lucknerhouse to chyba 9 euro ( czerwiec 2009 ). Ceny noclegów w schroniskach można obniżyć mając kartę Alpeverain. Cen jedzenia w schroniskach nie obniżymy Wink



"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
19-01-2011 01:01 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dhamlet

****


Postów: 107
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #14
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

Sam nocleg w Erzherzog-Johann Hutte to koszt około 70zł, jakoś się to nazbierało, wszędzie trochę trzeba było zapłacić.
Droga wjazdowa to faktycznie 9 euro z tym ze o godzinie 5 rano nikt tam opłaty nie pobiera, jak się nie mylę to dopiero od 7 Smile



http://www.undergroundteam.com.pl
19-01-2011 01:12 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
magda.s.77
Brak aktywacji konta


Post: #15
RE: Wielki Dzwonnik - Grossglockner latem 2010

yayo napisał(a):
ja pamietam dokladnie. Z katowic do Kals bylo 880 km. Z pola do lucknerhaus bylo kilkanascie km. Z tym ze spalanie sobie troche zawyz bo wszystkie drogi tam na miejscu sa strome i nie ma mowy o ecodrivingu Smile


Tak mi się wydawało, że kolegę to nieco poniosło z tym 1800km Smile
Dzięki za dane.
Aha, zdjęcia naprawdę ok Zwłaszcza te o poranku.


19-01-2011 01:16 PM
Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: