Tak myślałem o rakietach, chłopaki mieli nawet dwie pary (Sylwek i Rafał) ale jakoś tak do głowy mi nie przyszło żeby pożyczyć od nich skoro oni nie brali nie wpadłem że Mi mogą się przydać na podejściu, na ten pomysł wpadłem dopiero na drugi dzień, muszę kiedyś wypróbować.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
rakiety to pomocna sprawa. Ostatnio w Karkonoszach wypróbowałam i sobie poczłapałami stwierdzam,że bez było by w wielu przejściach ciężko. kolega, który szedł bez,miał mozolną, śnieżną przeprawę, szczególnie wpadając gdzieś w wykroty.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2009 03:58 PM przez Anna.
Fazik! Bardzo fajne zdjęcia i super wypad! Szkoda, że z tymi rakami nie wypaliło tak, jak miało wypalić, ale co tam. Rakiety to coś, o czym również intensywnie myślę...
Głęboki śnieg mocno spowalnia naszą wędrówkę. Szlak jest nieprzedeptany, a zapadamy się w śniegu czasem i po pas. Widoki odsłaniają się coraz to szersze, a w nich dominują ośnieżone szczyty Tatr Zachodnich. Za nami niezwykle charakterystyczny Kominiarski, gdzieś dalej po lewej wysoka kopuła Starorobociańskiego no i przed nami ten nasz - Tomanowy...
Przekraczamy jeden żleb (trochę lawiniasto), później drugi już w jego górnej części i wychodzimy na przełęcz czy też właściwie na grań trochę powyżej przełęczy a bliżej Stołów. Uzbrajamy się w raki i czekany i wkrótce rozpoczynamy podejście bardziej stromym niż dotychczas zboczem. Tutaj śnieg mocno zmrożony, co chwila wydaje dźwięk wbijanych metalowych zębów... Poza tym cisza...
Krok za krokiem, ostrożnie ale ciągle do góry. Zdobywamy wysokość, Kominiarski zostaje poniżej nas, już niedaleko. Tuż przed wierzchołkiem (Suchym Tomanowym) witamy znowu słońce, jeszcze parę kroków, można zdjąć plecaki, można usiąść i podziwiać panoramę obejmującą dziesiątki tatrzańskich szczytów.
Nasz wierzchołek bardzo skromych rozmiarów powoduje jednak, że nie możemy zapomnieć o miejscu w którym jesteśmy. Trzy osoby to trochę dużo jak na niego, nawis śnieżny po wschodniej stronie budzi respekt nie pozwalając żadnemu z nas zbliżyć się ku jego krawędzi, a pozostałe urwiste stoki - podczas przerwy, gdy czekan na bok odłożony także trzymają nas w pewnej odległości. Zostaje nam więc kilka metrów kwadratowych, a te muszą wystarczyć aby porobić dookoła zdjęcia i nacieszyć się panoramą przy tak sprzyjającej pogodzie.
Jeszcze zejście, coraz to niżej, raki spełniają swoją rolę i wkrótce bezpiecznie osiągamy przełęcz. Dalej po naszych śladach na miejsce dłuższego odpoczynku, skąpanego w słońcu, aż nie chce się wracać na dół...
Tomanowe Polany żegnają nas na dziś z tą doliną, ale my zmierzamy ku schronisku, dziś tam właśnie nocleg a dla mnie i dla Sylwka jutro ciąg dalszy tatrzańskich wędrówek.
cdn...
1.Starorobociański i grań Ornaku
2.Kominiarski Wierch
3.Pod Tomanowym - Sylwek zobaczył coś ciekawego
4.W stronę Tatr Wysokich
5.Tomanowy Wierch Polski z Suchego
6.I Zachodnie
7.Pamiątkowe foto na szczycie
8.Sylwek i Rafał w okolicach Tomanowej Przełęczy
9.Okolice Tomanowej Przełeczy
5.00 rano pobudka, śniadanie, pakowanie... Wkrótce pożegnanie z Fazikiem i Rafałem i już jesteśmy na szlaku. My, tzn. ja i Sylwek. Światło czołówki rozprasza ciemności na dnie Doliny Kościeliska...
Hala Pisana, wspaniałe ściany i skały Organów przykuwają moją uwagę w ledwo co rozpraszających się ciemnościach. Zatrzymujemy się na chwilkę, cieszę oczy widokami, czas jednak na nas.
Wyżnia Kira Miętusia, skręcamy w prawo, teraz ostro do góry, łapiemy tempo marszu. Ponad lasem udaje się nam jeszcze wypatrzeć kulę księżyca, i choć już dość jasno to ten prezentuje się atrkacyjnie ponad reglowymi wierzchołkami Tatr.
Na szlaku sami, choć ślad założony, przeszło tędy co najmniej kilka osób przed nami po ostatnich opadach. Słońce ostro zaczyna przyświecać w co wyższe wierzchołki o wystawie południowo-wschodniej, to oczywiście przekłada się na liczne krótkie postoje w celu zrobienia zdjęcia.
W paśmie kosodrzewiny rozpoczynają się trudności, przynajmniej dla mnie - Sylwek korzysta z dobrodziejstwa jakim są rakiety, ja mozolnie, krok za krokiem z przerwami na wydostanie się na powierzchnię śniegu próbuję podążać jego śladem...
Doganiam go w końcu, tzn. czeka na mnie po osiągnięciu niezbyt wybitnego wierzchołka, wita nas jednak tutaj słońce więc chwila postoju, woda, czekolada, można iść dalej.
Teraz już lepiej, śnieg bardziej zmrożony, więc idziemy w rakach. Małą przeszkodę stanowi Chuda Turnia, przy zwiększonej uwadze pokonujemy ją jednak szczęśliwie i teraz już nic nie stoi na przeszkodzie aby kilkadziesiąt minut później osiągnąć wierzchołek Ciemniaka.
Spoglądam uważnie na wczorajszy cel jakim był Suchy Tomanowy, stąd wydaje się być mocno szpiczasty, całkiem ładny ten wierzchołek
Wędrujemy więc grzbietem Czerwonych Wierchów, Krzesanica, Małołączniak, Kopa Kondracka. Na przełeczy poniżej rozstaje się z Sylwkiem. On idzie w stronę Kasprowego i do Murowańca, ja natomiast schodzę już na dół, do Kondratowej i do Kuźnic. Jutro do pracy, ale niedługo znowu pewnie mnie tu przyniesie
1.Zadnia Kopka i księżyc
2."Najbliższy" fragment naszego szlaku
3.Kominiarski Wierch z innymi Zachodnimi
4.Giewont
5.Smreczyński, Kamienista, Bystra
6.Tatry Zachodnie
7.Chuda Turnia
8.Wczorajszy Suchy Tomanowy (szpic na środku)
9.Krzesanica
1.W partiach szczytowych Czerwonych Wierchów
2.Tatry Wysokie
3.Zachodnie też raz jeszcze
4.Małołączniak
5.Rozdzielamy się na Przełęczy pod Kondracką Kopą
6.Giewont
7.W stronę Przełęczy pod Kondracką Kopą
8.Schronisko na Kondratowej
9.Pożegnalny widok, czyli ku Kasprowemu