|
Historia z Górami w tle
|
| Autor |
Wiadomość |
mzak
   
Postów: 291
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Zawsze w pewien sposób imponują mi ludzie mający łatwość przedstawiania słowami emocji.
pozdrawiam
|
|
| 28-10-2008 09:20 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Pisz pisz pisssss fajne literki hehhhh
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 28-10-2008 10:48 PM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Dziękuju
Korzystając z dnia wolnego i przekropnej pogody, a także jakieś nieodkrytej wcześniej weny Coś skleiłam 
Trochę tego wyszło 
Szesnasty dzień września tego roku.
Wypoczęci po kilku dniach spędzonych w gorczańskich bacówkach schodzimy szlakiem przechodząc obok Schroniska na Starych Wierchach. Gorce były naszą bazą aklimatyzacyjną przed Tą, która od wielu dni przypominała się wzywając do siebie...
Pędzimy samochodem w stronę Beskidu Żywieckiego. Pogoda przekropna, a wyżej stanowczo leje deszcz, Piotrek mówi, że śnieg choć ja mu przytakuję z przymrużeniem oka Przejeżdżamy przez najdłuższą wioskę w Polsce- Zawoję. Dojeżdżamy do parkingu na Krowiarkach. Cisza, zero obecności kogokolwiek. Ok godziny 19:30 i przy pochmurnym niebie wokół nas następuje szaruga wieczoru. Wcale nie mieliśmy ochoty zostawać w Zawoi i czekać do rana. Padło pytanie -To co wchodzimy?- Plan tyczył się nocnego podejścia na Halę Krupową.
Cofnęliśmy się do Zawoi aby móc zostawić samochód. Wylądowaliśmy w jednej z tamtejszych wzorowanych, balowych karczm. (wszystko ładnie pięknie, ale coś nowością pachniało w sosnowym wnętrzu ).
Samochód ostał się za płotem jednych z tamtejszych gospodarstw.
Ok 20 przepakowywaliśmy się w plecory i zakładaliśmy nasze wygodne uniformy, panie z karczmy patrzyły na nas z niedowierzaniem w oku 
Ok 21 wyruszyliśmy w stronę Krowiarek. Asfaltowe serpentyny, ciemno, deszcz leniwie skrapiał nam czoła. Tu pierwszy próg trudności. Jedna z czołówek odmówiła posłuszeństwa po 15 minutach pracy, mówi się trudno. Zmysły wyostrzają się. Piotrek nasłuchuje nadjeżdżających samochodów, lawirujemy pomiędzy lewym poboczem, a prawym chcąc na znikomej ścieżce usytuowanej przy drodze, ochronić się przed nadjeżdżającymi pojazdami. Temperatura spada, są może 2,3 st?
Posiłkujemy się mapą z 1984r Takśmy sobie umyślili
mapa:
Z nadzieją wypatrujemy zejścia z asfaltowej drogi na szlak, który podprowadzi nas pod Krowiarki. Po godzinie marszu dochodzimy do zejścia. Z ulgą zagłębiamy się w las, który osłania przed męczącym już deszczem i samochodami. Zaczynamy podejście w miarę łagodne, jednak asfalt dał się we znaki. Po 30 minutach drogi naszym oczom nieśmiale ukazuje się dach jednej z bud parkingowych. Jesteśmy na Krowiarkach. Czas na małe co nieco. Rozkładamy kartusz, gotujemy wodę na Słodką Chwilę, wyciągamy kanapki. Piotrek analizuje mapę z uśmiechem wariata mówiąc -No trochę się tu pozmieniało- Bez komentarza 
Wyruszyliśmy czerwieńcem, podejście było ostre. Jedna czołówka dawała znikome światło, Piotrek szedł pierwszy, za nim Antek i dalej ja. Uposażeni w świetliki przemykaliśmy przez las. Śliskie kamienie i jeszcze bardziej zdradliwe korzenie nie pomagały w tej wędrówce. W głowie baśniowy świat Tolkiena i opisy wędrówek dzielnych Hobbitów 
Piotrek świetnie orientuje się w terenie, ja jestem kompletnie zielona ! Weszliśmy na Wyżni Syhlec, po czym jakiś czas schodziliśmy w dół. Czerwieniec schował nam się podstępem. Małe zdenerwowanie, że pogubiliśmy szlak. Po 10 minutach poszukiwać o jednej czołówce cofnęliśmy się do punktu wyjścia. Miejsca gdzie po raz ostatni widzieliśmy znaczek. Od razu wszystko się rozjaśniło, -Błąd kroków-
Wchodząc wyżej deszcz przechodził w śnieg. -O dziwo! Śnieg!!- myślałam. Było go coraz więcej. Antek zaczynał dostawać głupawki, zrywał się to znowu nurkował w zaspy śnieżne, które wraz z wzrostem wysokości stawały się coraz głębsze. Utrudniał drogę, bo był na lince. W końcu brnęliśmy po łydki w mokrym śniegu. Było zimno, przemoczone ubranie nie pomagało w utrzymaniu ciepła. Obchodząc łukiem Broskę weszliśmy w świat magii. Było jaśniej, bo śnieg w połączeniu z otwartym niebem (choć zachmurzonym), dawał to charakterystyczne, nikłe światło. Choinki pod warstwami mokrego śniegu chyliły się ku ziemi. Przyszedł kryzys, temperatura spadła poniżej zera. Zaczęliśmy marznąć. Trzeba było wzmocnić się czymś ciepłym. Humory zmarznięte. Rozstawiliśmy kartusz osłaniając się od śniegu pod skupiskiem świerków. Ciepły barszcz Krakusa i makaron !!!! Niesamowicie pokrzepiające i rozgrzewające danie to było Po 15 minutach trzeba było iść przed siebie, bo "Kto nie idzie ten ginie"- powtarza Piotr.
Hala Śmietanowa jak wielki deser ! Śniegu coraz więcej. Odzyskaliśmy siły i humory, Piotr nuci Wolną Grupę Bukowina, a ja z Antkiem człapiemy się za nim. Niesamowite wrażenia z zimowego przejścia w lecie (toż to jeszcze jesieni nie było!) przez Halę Śmietanową. Dochodzimy do Pomnika upamiętniającego Katastrofę Lotniczą z 1969r. Kawał metalu, który jest sterownikiem samolotu oraz położenie w jakim się znajdowaliśmy wpływają na wyobraźnię. Po chwili zadumy ruszamy w dalszą drogę. Jest już bardzo późno w noc. Czołówka Piotrka dostaje schizo-fizia i zaczyna mrugać. Na wokandę wchodzą tematy mrożące krew w żyłach, rozmowy o duchach. Szybko kończę temat, bo w pamięci tkwi miejsce katastrofy lotniczej.
Dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Idziemy dalej czerwońcem mijając kapliczkę Matki Boskiej Opiekunki turystów. Dalej czeka nas już tylko zejście na Halę Krupową. Choć łagodnie obniża się w dół, to jednak dla mnie jest to najcięższy odcinek tej drogi. Wraz z spadkiem wysokości śnieg topnieje, nieprzyjemnie ślizgając się na mokrych kamieniach. Na zejście tracimy ok 1,5H a odcinek ma nieznaczną odległość. W końcu wchodzimy w las i dalej w dół na Halę.
Zmęczenie daje się we znaki, ostrzejsza wymiana zdań, ale to nic każdemu się zdarza 
Wychodzimy na Halę Krupową skąpaną w gęstej mgle. Piotr wychwytuje azymut na szlak, bo nigdzie nie było widać tabliczek. Po 10 minutach brnięcia przez odsłoniętą Halę docieramy do znaczników. Jest znak schroniska, ale samego budynku brak?! 
Kręcimy się jak "dzieci we mgle" przez 15 minut. Aż wchodzimy na drogę znaczoną kołami samochodu. -To musi być to!- i brniemy przed siebie.
Gdy w oddali zarysował się dach schroniska dziękowaliśmy opatrzności, że już jesteśmy na miejscu Mokrzy do szpiku, zmęczeni, modliliśmy się o otwarte drzwi! Dusimy klamkę, chwila prawdy! Drzwi ustąpiły, ładujemy się do środka.
Wymacaliśmy włącznik światła i od razu uderzyła nas fala ciepła od grzejników. Nikt nas nie przywitał (była 4godz ). Rozebralismy się i szykowaliśmy na glebę w bufecie. Po ok 15 minutach zeszła z góry bardzo zdenerwowana Pani właścicielka. Oj pogroziła nam swoimi zapuchniętymi od spania oczyma Jak zobaczyła Antka, który padł jak zabity na podłodze, to jej złość sięgnęła zenitu. W końcu po mediacjach przydzieliła nam pokój jednoosobowy z absolutnym zakazem brania psa do łóżka
Doczłapaliśmy się do pokoju i koniec.... zasnęliśmy...
Obudził nas świerk zaglądający przez okno:
To jeden z moich najbardziej pamiętnych wypadów
Pozdrawiam.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-10-2008 12:38 PM przez Lotka.
|
|
| 29-10-2008 12:27 PM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
O! I mamy dalszego kandydata na pisanie bibowych relacji 
Oj nie, nie Bibować- owszem, relacjonować- nie śmiem się mierzyć 
Lotka bardzo fanie pieszesz. Czyta sie to jednym tchem. nie każdy potrafi skleić coś co inny będą czytać z przyjemnością
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 29-10-2008 12:44 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Fajnie sie czyta w ciepłym domku ,ale własnie takie wypadziki sie pamieta najbardziej jak ci góry przywalą.
Mi też przydarzyło sie ze czołówka dała ducha i od tej pory staram się nosic jedną w zapasie
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 29-10-2008 03:55 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Fajna opowieść z przygodami, dziękujemy 
Od razu przypomina mi się miejsce naszej pierwszej dużej forumowej biby
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 30-10-2008 10:12 AM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Miło mi
To musiała być ambitna forumowa biba
|
|
| 30-10-2008 11:56 AM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Lotka:
... trochę czasu już upłynęło od tamtych dni, przepraszam za brak chronologii i trochę wybiórczość wypraw, ale to wszystko wiążę się ze wspomnieniami.
Wyjazd w Gorce, dwunasty dzień września. To mój pierwszy pobyt w tych górach, dowiaduję się o kontrowersjach jakie dotyczą szlaków w Gorcach. Aż nie chce się wierzyć, iż co pięć minut można spotykać zasuwające po szlakach quady albo inne tego typu diabelskie wynalazki A jednak...
Zostawiamy samochód w gospodarstwie nieopodal, Gaździna nie chce od nas nawet grosza. Wspinamy się na Stare Wierchy pod Schronisko. Jakoś ciężko nam się rozkręcić, ale wkrótce górskie pejzaże dodają skrzydeł. Gdzieś nad nami majaczy Babia Góra, troszeczkę się z Nią przedrzeźniamy zapowiadając nasze przyjście. Jak się później okazało utarła nam nosa Dochodzimy do schroniskowych ławek, w oddali Uśmiechają się do nas Tatry, czy już zaśnieżyły?
Słyszymy silnik quadów, ktoś podjeżdża busem pod Schron, z którego wysypują się "dzielni turyści". Znaczek na schroniskowym wejściu głoszący "zakaz wprowadzania psów" zniechęca
Posililiśmy się herbatą i kawą. Ruszamy przed siebie w Piotrkowym kierunku. Naszym celem jest Bacowanie na Obidowcu. Robi się dosyć późno gdy docieramy do miejsca gdzie zbaczamy ze szlaku w poszukiwaniach Bacówki. Piotrek określa azymut na godzinę 13:30, ale dlaczego poleźliśmy na 11? No cóż ten błąd kroków kosztował nas ok 1,5 godziny błądzenia po Obidowym stoku Zleźliśmy w las świerkowy, zrobiło się ciemno, gałęzie chwytały nas za nogi i zdradliwie wystawiały konary nad głowami. Stracić oko? czemu nie... 
Pod nami polana. Z wysokiej trawy zrywa się jakieś zwierze. Piotr zaczyna się gotować, gdyż prowadził z pamięci. -No nic wracamy na szlak- i poszliśmy pytą 45st pod górę 
Szybki powrót do cywilizacji... gdzieś nad nami śmiga quad. Znikomy zasięg i "telefon do przyjaciela". Ok godz 22 Piotr łapie się tej ostatniej deski ratunku. Po chwili eureka! Zrozumieliśmy swój błąd i mylny kierunek. Sami sobie się dziwimy dlaczego poleźliśmy w lewo zamiast w prawo.
Ruszyliśmy przed siebie.
Droga ok 40minut i ponowne pobłądzenie. Najbiedniejszy w tym wszystkim był Antek, który zaczynał się niecierpliwić tym kręceniem po stoku Obidowej. Chwilę później wyjrzało na nas nie pasujące do innych strzeliste drzewo, a pod nim dach Bacówki obnażał swój skromny zarys na tle nieba.
Bacówka przywitała nas suchym drewnem, ciepłym kątem i zapachem ugaszonego paleniska, które prosiło się o ogień. Rozpaliłam ogień. Piotr ruszył w noc w poszukiwaniu wody.
Mijały minuty, a Piotrek zniknął... Po 40 minutach zaczynałam się już nie na żarty martwić. Oczywiście telefon wyłączony, bo po co mieć włączony Odważyłam się krzyknąć, głos rozniósł się po polanie porośniętej przez choinki... cisza.... Za drugim razem (przeklinając pod nosem chłopa!) usłyszałam ciche "Stokrotko...", myślałam że uduszę. Za jakiś czas kroki stawały się wyraźniejsze i z ciemności wyszedł On. Haha szkoda że go nie widzieliście z dwoma butelkami zapełnionymi i oburzeniem że cyt "bo to tak ciurkało z kałuży, to stałem i czekałem aż naciurka..." i jak to się złościć? 
Po pewnym czasie emocje wróciły do normy. Ukoiło nas ognisko, cisza nocy i pyszna strawa.
... rano zbudziła nas mgła...
Pozdrawiam serdecznie
|
|
| 10-11-2008 08:50 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Gratulacje. Fajna przygoda z i szczęśliwym zakończeniem. Dobrze się czytało
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 10-11-2008 09:07 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
hEHEHEhhhh to ciekawe z jakiej kałuży Piotrek nalewał tą wodę
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 10-11-2008 09:59 PM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
|
|
| 10-11-2008 10:29 PM |
|
 |
Fazik
Kierowca TYRa
    
Postów: 6,690
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Heh, to mieliście "napój energetyczny" z tymi białkami
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
|
|
| 10-11-2008 11:55 PM |
|
 |
Mordimer
Madderdin
    
Postów: 577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
czytałem te przygody z uśmiechem na ustach.
Popieram przedmówców - świetnie piszesz. Czuć w Twoich słowach emocje które towarzyszyły na tychże wyprawach. Świetna sprawa.
mi się podobała najbardziej noc w ambonie... odwagi nie można Ci odmówić
|
|
| 11-11-2008 04:06 PM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Lotka:
Dziękuję Wam 
... i tak sobie siedzę w ciepłym pokoju, rozmyślając jakie piękne jest życie, to najprostsze życie
Ileż radości przynosi rozpalenie ognia, uzbieranie wody, przyniesienie drwa do paleniska. Człowiek gotuje strawę nad żywym ogniem, zadymiony, z rękoma brudnymi od węgla drzewnego i piasku... Trzeba pomyśleć nad uszczelnieniem bali, wynaleźć miskę z pustej butli po wodzie 5L Rozprawić się z popielicami, które z uporem przypominają o swojej obecności drapiąc tu i tam... Całonocne pilnowanie ognia, szukanie sposobu na zabarykadowanie wiecznie otwierających się drzwi w końcu dreptanie za choinki w celach sobie tylko znanych
Uwielbiam, uwielbiamy, uwielbiacie... 
...Dzień któryś październikowy, już poprzestawiały mi się te daty wyjazdów, ale czy to ma większe znaczenie? Wyprawa najbardziej spontaniczna ze wszystkich. Do perfekcji opanowane mamy pakowanie i przemykanie nocą po polskich drogach. Wybór pada na Góry Bystrzyckie.
Bystrzyca Kłodzka wita nas nocą, zmęczeni po podróży lokujemy się w jakimś hotelu, od razu zapadamy w sen. Pobudka skoro świtek i ruszmy w drogę. Ostatnie przygotowania w bystrzyckich sklepach i komu w drogę temu trepy
Śledząc wcześniejsze wyjazdy na pewno zauważyliście naszą niemałą tendencje do gubienia drogi Tym razem straciliśmy ok 1,5h kręcąc się po Bystrzycy, w końcu odpuściła nam fryca i znaleźliśmy drogę. Początki trudne, bo po drodze asfaltowej. Kierowaliśmy się na Pławnice, a następnie odbijaliśmy na łąki, tak prowadził szlak żółty. Przed nami Masyw Śnieżnika i zadziorna Góra Igliczna. Teren przekomiczny płasko gdzie okiem sięgnąć, a na wschód jak w mordę strzelił- ona strzelista Igliczna.
Długośmy szli po płaskim mijając traktorzystów, a słońce niżej i niżej...
Pod Igliczną dotarliśmy ok godz 19, słońce schowało się za horyzontem, a nad światem zapanowała ciemność.
Igliczna nie straszy wysokością, a ostrym podejściem. 40 minut wspinaliśmy się Jej zboczem, które śmiało można rzec było o nachyleniu 45st. Dotarliśmy do Sanktuarium Maryjnego, które ulokowane jest na szczycie Góry. Obok znajduje się schronisko. Przepraszam nie schronisko a hotel śmiem stwierdzić Wita nas zaskoczony właściciel. Żadne argumenty nie docierają do skwaszonego mężczyzny. Zakaz wejścia z psem i basta! Wchodzimy w ostra wymianę zdań, ale przeca co go to interesuje, że my udeptaliśmy już ok 20km i żesmy som zmęczeni? Odprawia nas z kwitkiem i proponuje zejść do Międzygórza. Oburzeni "dziękujemy za gościnę" i udajemy się czerwonym szlakiem w stronę Międzygórza. Zaczyna wiać, a my zmęczeni rozbijamy obóz pod świerkami. Ciepła herbata i barszcz, humory wracają w powietrze pada kilka gniewnych epitetów zaadresowanych do właściciela schronu i ruszamy w dalszą drogę.
Droga o łagodnym zejściu wprowadziła nas na manowce. Zeszliśmy w jakieś zabudowania, ciemno i ani żywego ducha Antek zaczął świrować tropiąc coś z uporem, ciągnąc nas w rudery i baraki z powybijanymi oknami, podskakuje adrenalina. Chwilę później odnajdujemy właściwy szlak, a po ok 20 minutach witają nas pierwsze światła cywilizacji. Mami nas swym szumem Wodospad Wilczki i oto wchodzimy w krainę baśni. Tu i ówdzie pojawiają się latarnie które z pożółkłymi liśćmi dają niesamowite światło. Wodospad śpiewa i woła nas ku sobie. Stajem...
Wdrapujemy się po misternych schodach do przedmurza cywilizacji. Odwiedzamy pensjonaty, jest godzina ok 22. Brak wolnych miejsc, nie chęć przyjęcia nocnych podróżników, a może bóg wie co spycha nas w centrum. Jakimś ostatnim tchnieniem szczęścia lądujemy w restauracji "Złoty róg". Przyjmują nas z otwartymi ramionami, nocleg 20zł/ os., warunki schroniskowe, ale my radośni z kąta rzucamy się na łóżka. Ciepły prysznic i suślimy...
Pozdrawiam
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-11-2008 10:00 PM przez Lotka.
|
|
| 11-11-2008 06:04 PM |
|
 |
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    
Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
|
|
| 12-11-2008 07:41 PM |
|
 |
|
|