Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (5): « Pierwsza < Poprzednia 1 [2] 3 4 5 Następna > Ostatnia »
Historia z Górami w tle
Autor Wiadomość
mzak

****


Postów: 291
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2008
Status: Offline
Post: #16
RE: Historia z Górami w tle

Zawsze w pewien sposób imponują mi ludzie mający łatwość przedstawiania słowami emocji.
pozdrawiam


28-10-2008 09:20 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #17
RE: Historia z Górami w tle

Pisz pisz pisssss Rolleyes fajne literki hehhhh



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
28-10-2008 10:48 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Lotka
i Antek
****


Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status: Offline
Post: #18
RE: Historia z Górami w tle

Dziękuju Smile

Korzystając z dnia wolnego i przekropnej pogody, a także jakieś nieodkrytej wcześniej weny Shy Coś skleiłam Wink
Trochę tego wyszło Shy

Szesnasty dzień września tego roku.
Wypoczęci po kilku dniach spędzonych w gorczańskich bacówkach schodzimy szlakiem przechodząc obok Schroniska na Starych Wierchach. Gorce były naszą bazą aklimatyzacyjną przed Tą, która od wielu dni przypominała się wzywając do siebie...
Pędzimy samochodem w stronę Beskidu Żywieckiego. Pogoda przekropna, a wyżej stanowczo leje deszcz, Piotrek mówi, że śnieg choć ja mu przytakuję z przymrużeniem oka giggle Przejeżdżamy przez najdłuższą wioskę w Polsce- Zawoję. Dojeżdżamy do parkingu na Krowiarkach. Cisza, zero obecności kogokolwiek. Ok godziny 19:30 i przy pochmurnym niebie wokół nas następuje szaruga wieczoru. Wcale nie mieliśmy ochoty zostawać w Zawoi i czekać do rana. Padło pytanie -To co wchodzimy?- Plan tyczył się nocnego podejścia na Halę Krupową.
Cofnęliśmy się do Zawoi aby móc zostawić samochód. Wylądowaliśmy w jednej z tamtejszych wzorowanych, balowych karczm. (wszystko ładnie pięknie, ale coś nowością pachniało w sosnowym wnętrzu Rolleyes ).
Samochód ostał się za płotem jednych z tamtejszych gospodarstw.
Ok 20 przepakowywaliśmy się w plecory i zakładaliśmy nasze wygodne uniformy, panie z karczmy patrzyły na nas z niedowierzaniem w oku uhm
Ok 21 wyruszyliśmy w stronę Krowiarek. Asfaltowe serpentyny, ciemno, deszcz leniwie skrapiał nam czoła. Tu pierwszy próg trudności. Jedna z czołówek odmówiła posłuszeństwa po 15 minutach pracy, mówi się trudno. Zmysły wyostrzają się. Piotrek nasłuchuje nadjeżdżających samochodów, lawirujemy pomiędzy lewym poboczem, a prawym chcąc na znikomej ścieżce usytuowanej przy drodze, ochronić się przed nadjeżdżającymi pojazdami. Temperatura spada, są może 2,3 st?
Posiłkujemy się mapą z 1984r Smile Takśmy sobie umyślili Smile

mapa:        

Z nadzieją wypatrujemy zejścia z asfaltowej drogi na szlak, który podprowadzi nas pod Krowiarki. Po godzinie marszu dochodzimy do zejścia. Z ulgą zagłębiamy się w las, który osłania przed męczącym już deszczem i samochodami. Zaczynamy podejście w miarę łagodne, jednak asfalt dał się we znaki. Po 30 minutach drogi naszym oczom nieśmiale ukazuje się dach jednej z bud parkingowych. Jesteśmy na Krowiarkach. Czas na małe co nieco. Rozkładamy kartusz, gotujemy wodę na Słodką Chwilę, wyciągamy kanapki. Piotrek analizuje mapę z uśmiechem wariata mówiąc -No trochę się tu pozmieniało- Bez komentarza ok
Wyruszyliśmy czerwieńcem, podejście było ostre. Jedna czołówka dawała znikome światło, Piotrek szedł pierwszy, za nim Antek i dalej ja. Uposażeni w świetliki przemykaliśmy przez las. Śliskie kamienie i jeszcze bardziej zdradliwe korzenie nie pomagały w tej wędrówce. W głowie baśniowy świat Tolkiena i opisy wędrówek dzielnych Hobbitów Rolleyes
Piotrek świetnie orientuje się w terenie, ja jestem kompletnie zielona ! Weszliśmy na Wyżni Syhlec, po czym jakiś czas schodziliśmy w dół. Czerwieniec schował nam się podstępem. Małe zdenerwowanie, że pogubiliśmy szlak. Po 10 minutach poszukiwać o jednej czołówce cofnęliśmy się do punktu wyjścia. Miejsca gdzie po raz ostatni widzieliśmy znaczek. Od razu wszystko się rozjaśniło, -Błąd kroków-
Wchodząc wyżej deszcz przechodził w śnieg. -O dziwo! Śnieg!!- myślałam. Było go coraz więcej. Antek zaczynał dostawać głupawki, zrywał się to znowu nurkował w zaspy śnieżne, które wraz z wzrostem wysokości stawały się coraz głębsze. Utrudniał drogę, bo był na lince. W końcu brnęliśmy po łydki w mokrym śniegu. Było zimno, przemoczone ubranie nie pomagało w utrzymaniu ciepła. Obchodząc łukiem Broskę weszliśmy w świat magii. Było jaśniej, bo śnieg w połączeniu z otwartym niebem (choć zachmurzonym), dawał to charakterystyczne, nikłe światło. Choinki pod warstwami mokrego śniegu chyliły się ku ziemi. Przyszedł kryzys, temperatura spadła poniżej zera. Zaczęliśmy marznąć. Trzeba było wzmocnić się czymś ciepłym. Humory zmarznięte. Rozstawiliśmy kartusz osłaniając się od śniegu pod skupiskiem świerków. Ciepły barszcz Krakusa i makaron !!!! Niesamowicie pokrzepiające i rozgrzewające danie to było ok Po 15 minutach trzeba było iść przed siebie, bo "Kto nie idzie ten ginie"- powtarza Piotr.
Hala Śmietanowa jak wielki deser ! Śniegu coraz więcej. Odzyskaliśmy siły i humory, Piotr nuci Wolną Grupę Bukowina, a ja z Antkiem człapiemy się za nim. Niesamowite wrażenia z zimowego przejścia w lecie (toż to jeszcze jesieni nie było!) przez Halę Śmietanową. Dochodzimy do Pomnika upamiętniającego Katastrofę Lotniczą z 1969r. Kawał metalu, który jest sterownikiem samolotu oraz położenie w jakim się znajdowaliśmy wpływają na wyobraźnię. Po chwili zadumy ruszamy w dalszą drogę. Jest już bardzo późno w noc. Czołówka Piotrka dostaje schizo-fizia i zaczyna mrugać. Na wokandę wchodzą tematy mrożące krew w żyłach, rozmowy o duchach. Szybko kończę temat, bo w pamięci tkwi miejsce katastrofy lotniczej.
Dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Idziemy dalej czerwońcem mijając kapliczkę Matki Boskiej Opiekunki turystów. Dalej czeka nas już tylko zejście na Halę Krupową. Choć łagodnie obniża się w dół, to jednak dla mnie jest to najcięższy odcinek tej drogi. Wraz z spadkiem wysokości śnieg topnieje, nieprzyjemnie ślizgając się na mokrych kamieniach. Na zejście tracimy ok 1,5H a odcinek ma nieznaczną odległość. W końcu wchodzimy w las i dalej w dół na Halę.
Zmęczenie daje się we znaki, ostrzejsza wymiana zdań, ale to nic każdemu się zdarza innocent
Wychodzimy na Halę Krupową skąpaną w gęstej mgle. Piotr wychwytuje azymut na szlak, bo nigdzie nie było widać tabliczek. Po 10 minutach brnięcia przez odsłoniętą Halę docieramy do znaczników. Jest znak schroniska, ale samego budynku brak?! blink
Kręcimy się jak "dzieci we mgle" przez 15 minut. Aż wchodzimy na drogę znaczoną kołami samochodu. -To musi być to!- i brniemy przed siebie.
Gdy w oddali zarysował się dach schroniska dziękowaliśmy opatrzności, że już jesteśmy na miejscu Smile Mokrzy do szpiku, zmęczeni, modliliśmy się o otwarte drzwi! Dusimy klamkę, chwila prawdy! Drzwi ustąpiły, ładujemy się do środka.
Wymacaliśmy włącznik światła i od razu uderzyła nas fala ciepła od grzejników. Nikt nas nie przywitał (była 4godz Wink ). Rozebralismy się i szykowaliśmy na glebę w bufecie. Po ok 15 minutach zeszła z góry bardzo zdenerwowana Pani właścicielka. Oj pogroziła nam swoimi zapuchniętymi od spania oczyma Wink Jak zobaczyła Antka, który padł jak zabity na podłodze, to jej złość sięgnęła zenitu. W końcu po mediacjach przydzieliła nam pokój jednoosobowy z absolutnym zakazem brania psa do łóżka Rolleyes
Doczłapaliśmy się do pokoju i koniec.... zasnęliśmy...
Obudził nas świerk zaglądający przez okno:    

To jeden z moich najbardziej pamiętnych wypadów Smile
Pozdrawiam.


Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-10-2008 12:38 PM przez Lotka.

29-10-2008 12:27 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Edyta85

*****


Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status: Offline
Post: #19
RE: Historia z Górami w tle

Lotka napisał(a):

Stasiu napisał(a):
O! I mamy dalszego kandydata na pisanie bibowych relacji giggle


Oj nie, nie Toungue Bibować- owszem, relacjonować- nie śmiem się mierzyć Wink


Lotka bardzo fanie pieszesz. Czyta sie to jednym tchem. nie każdy potrafi skleić coś co inny będą czytać z przyjemnością



"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
29-10-2008 12:44 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #20
RE: Historia z Górami w tle

Fajnie sie czyta w ciepłym domku ,ale własnie takie wypadziki sie pamieta najbardziej jak ci góry przywalą.
Mi też przydarzyło sie ze czołówka dała ducha i od tej pory staram się nosic jedną w zapasie Shy



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
29-10-2008 03:55 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #21
RE: Historia z Górami w tle

Fajna opowieść z przygodami, dziękujemy Smile
Od razu przypomina mi się miejsce naszej pierwszej dużej forumowej biby Rolleyes



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
30-10-2008 10:12 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Lotka
i Antek
****


Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status: Offline
Post: #22
RE: Historia z Górami w tle

Smile Miło mi

To musiała być ambitna forumowa biba Devil


30-10-2008 11:56 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Lotka
i Antek
****


Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status: Offline
Post: #23
RE: Historia z Górami w tle

Lotka:

... trochę czasu już upłynęło od tamtych dni, przepraszam za brak chronologii i trochę wybiórczość wypraw, ale to wszystko wiążę się ze wspomnieniami.

Wyjazd w Gorce, dwunasty dzień września. To mój pierwszy pobyt w tych górach, dowiaduję się o kontrowersjach jakie dotyczą szlaków w Gorcach. Aż nie chce się wierzyć, iż co pięć minut można spotykać zasuwające po szlakach quady albo inne tego typu diabelskie wynalazki blink A jednak...
Zostawiamy samochód w gospodarstwie nieopodal, Gaździna nie chce od nas nawet grosza. Wspinamy się na Stare Wierchy pod Schronisko. Jakoś ciężko nam się rozkręcić, ale wkrótce górskie pejzaże dodają skrzydeł. Gdzieś nad nami majaczy Babia Góra, troszeczkę się z Nią przedrzeźniamy zapowiadając nasze przyjście. Jak się później okazało utarła nam nosa Rolleyes Dochodzimy do schroniskowych ławek, w oddali Uśmiechają się do nas Tatry, czy już zaśnieżyły?    
Słyszymy silnik quadów, ktoś podjeżdża busem pod Schron, z którego wysypują się "dzielni turyści". Znaczek na schroniskowym wejściu głoszący "zakaz wprowadzania psów" zniechęca Sad
Posililiśmy się herbatą i kawą. Ruszamy przed siebie w Piotrkowym kierunku. Naszym celem jest Bacowanie na Obidowcu. Robi się dosyć późno gdy docieramy do miejsca gdzie zbaczamy ze szlaku w poszukiwaniach Bacówki. Piotrek określa azymut na godzinę 13:30, ale dlaczego poleźliśmy na 11? No cóż ten błąd kroków kosztował nas ok 1,5 godziny błądzenia po Obidowym stoku Smile Zleźliśmy w las świerkowy, zrobiło się ciemno, gałęzie chwytały nas za nogi i zdradliwie wystawiały konary nad głowami. Stracić oko? czemu nie... ok
Pod nami polana. Z wysokiej trawy zrywa się jakieś zwierze. Piotr zaczyna się gotować, gdyż prowadził z pamięci. -No nic wracamy na szlak- i poszliśmy pytą 45st pod górę giggle
Szybki powrót do cywilizacji... gdzieś nad nami śmiga quad. Znikomy zasięg i "telefon do przyjaciela". Ok godz 22 Piotr łapie się tej ostatniej deski ratunku. Po chwili eureka! Zrozumieliśmy swój błąd i mylny kierunek. Sami sobie się dziwimy dlaczego poleźliśmy w lewo zamiast w prawo.
Ruszyliśmy przed siebie.
Droga ok 40minut i ponowne pobłądzenie. Najbiedniejszy w tym wszystkim był Antek, który zaczynał się niecierpliwić tym kręceniem po stoku Obidowej. Chwilę później wyjrzało na nas nie pasujące do innych strzeliste drzewo, a pod nim dach Bacówki obnażał swój skromny zarys na tle nieba.
Bacówka przywitała nas suchym drewnem, ciepłym kątem i zapachem ugaszonego paleniska, które prosiło się o ogień. Rozpaliłam ogień. Piotr ruszył w noc w poszukiwaniu wody.
Mijały minuty, a Piotrek zniknął... Po 40 minutach zaczynałam się już nie na żarty martwić. Oczywiście telefon wyłączony, bo po co mieć włączony Toungue Odważyłam się krzyknąć, głos rozniósł się po polanie porośniętej przez choinki... cisza.... Za drugim razem (przeklinając pod nosem chłopa!) usłyszałam ciche "Stokrotko...", myślałam że uduszę. Za jakiś czas kroki stawały się wyraźniejsze i z ciemności wyszedł On. Haha szkoda że go nie widzieliście z dwoma butelkami zapełnionymi i oburzeniem że cyt "bo to tak ciurkało z kałuży, to stałem i czekałem aż naciurka..." Dance i jak to się złościć? giggle
Po pewnym czasie emocje wróciły do normy. Ukoiło nas ognisko, cisza nocy i pyszna strawa.

... rano zbudziła nas mgła...

Pozdrawiam serdecznie Smile


10-11-2008 08:50 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #24
RE: Historia z Górami w tle

Gratulacje. Fajna przygoda z Scary i szczęśliwym zakończeniem. Dobrze się czytało ok



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
10-11-2008 09:07 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #25
RE: Historia z Górami w tle

hEHEHEhhhh to ciekawe z jakiej kałuży Piotrek nalewał tą wodę Big Grin



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
10-11-2008 09:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Lotka
i Antek
****


Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status: Offline
Post: #26
RE: Historia z Górami w tle

Lotka:

No zakończyło się szczęśliwie to fakt Big Grin

Pablo
z opisów nocnych owego miejsca czerpania wody ciężko było coś wywnioskować. Podobno nawet jakieś białko tam pełzało giggle
Dopiero światło dzienne dnia następnego zdradziło podstępne miejsce czerpania wody i wiecie co?! Serio ciurkało, bo to była gliniasto, błotnista stróżka wody giggle
Najśmieszniejsze było to, że ok 100 metrów dalej leciała już całkiem sensowna stróżka wody bez białkowych potworków Big Grin
No ale co nas nie zabije to wzmocni Smile Smile


10-11-2008 10:29 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,690
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #27
RE: Historia z Górami w tle

Heh, to mieliście "napój energetyczny" z tymi białkami Big Grin



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
10-11-2008 11:55 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Mordimer
Madderdin
*****


Postów: 577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2008
Status: Offline
Post: #28
RE: Historia z Górami w tle

Smile czytałem te przygody z uśmiechem na ustach.

Popieram przedmówców - świetnie piszesz. Czuć w Twoich słowach emocje które towarzyszyły na tychże wyprawach. Świetna sprawa.

mi się podobała najbardziej noc w ambonie... odwagi nie można Ci odmówićok


11-11-2008 04:06 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Lotka
i Antek
****


Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status: Offline
Post: #29
RE: Historia z Górami w tle

Lotka:

Dziękuję Wam Smile

... i tak sobie siedzę w ciepłym pokoju, rozmyślając jakie piękne jest życie, to najprostsze życie Rolleyes
Ileż radości przynosi rozpalenie ognia, uzbieranie wody, przyniesienie drwa do paleniska. Człowiek gotuje strawę nad żywym ogniem, zadymiony, z rękoma brudnymi od węgla drzewnego i piasku... Trzeba pomyśleć nad uszczelnieniem bali, wynaleźć miskę z pustej butli po wodzie 5L giggle Rozprawić się z popielicami, które z uporem przypominają o swojej obecności drapiąc tu i tam... Całonocne pilnowanie ognia, szukanie sposobu na zabarykadowanie wiecznie otwierających się drzwi uhm w końcu dreptanie za choinki w celach sobie tylko znanych Shy

Uwielbiam, uwielbiamy, uwielbiacie... ok

...Dzień któryś październikowy, już poprzestawiały mi się te daty wyjazdów, ale czy to ma większe znaczenie? Rolleyes Wyprawa najbardziej spontaniczna ze wszystkich. Do perfekcji opanowane mamy pakowanie i przemykanie nocą po polskich drogach. Wybór pada na Góry Bystrzyckie.
Bystrzyca Kłodzka wita nas nocą, zmęczeni po podróży lokujemy się w jakimś hotelu, od razu zapadamy w sen. Pobudka skoro świtek i ruszmy w drogę. Ostatnie przygotowania w bystrzyckich sklepach i komu w drogę temu trepy ok
Śledząc wcześniejsze wyjazdy na pewno zauważyliście naszą niemałą tendencje do gubienia drogi giggle Tym razem straciliśmy ok 1,5h kręcąc się po Bystrzycy, w końcu odpuściła nam fryca i znaleźliśmy drogę. Początki trudne, bo po drodze asfaltowej. Kierowaliśmy się na Pławnice, a następnie odbijaliśmy na łąki, tak prowadził szlak żółty. Przed nami Masyw Śnieżnika i zadziorna Góra Igliczna. Teren przekomiczny płasko gdzie okiem sięgnąć, a na wschód jak w mordę strzelił- ona strzelista Igliczna.
Długośmy szli po płaskim mijając traktorzystów, a słońce niżej i niżej...
Pod Igliczną dotarliśmy ok godz 19, słońce schowało się za horyzontem, a nad światem zapanowała ciemność.
Igliczna nie straszy wysokością, a ostrym podejściem. 40 minut wspinaliśmy się Jej zboczem, które śmiało można rzec było o nachyleniu 45st. Dotarliśmy do Sanktuarium Maryjnego, które ulokowane jest na szczycie Góry. Obok znajduje się schronisko. Przepraszam nie schronisko a hotel śmiem stwierdzić kwasny Wita nas zaskoczony właściciel. Żadne argumenty nie docierają do skwaszonego mężczyzny. Zakaz wejścia z psem i basta! blink Wchodzimy w ostra wymianę zdań, ale przeca co go to interesuje, że my udeptaliśmy już ok 20km i żesmy som zmęczeni? Odprawia nas z kwitkiem i proponuje zejść do Międzygórza. Oburzeni "dziękujemy za gościnę" i udajemy się czerwonym szlakiem w stronę Międzygórza. Zaczyna wiać, a my zmęczeni rozbijamy obóz pod świerkami. Ciepła herbata i barszcz, humory wracają Smile w powietrze pada kilka gniewnych epitetów zaadresowanych do właściciela schronu i ruszamy w dalszą drogę.
Droga o łagodnym zejściu wprowadziła nas na manowce. Zeszliśmy w jakieś zabudowania, ciemno i ani żywego ducha blink Antek zaczął świrować tropiąc coś z uporem, ciągnąc nas w rudery i baraki z powybijanymi oknami, podskakuje adrenalina. Chwilę później odnajdujemy właściwy szlak, a po ok 20 minutach witają nas pierwsze światła cywilizacji. Mami nas swym szumem Wodospad Wilczki i oto wchodzimy w krainę baśni. Tu i ówdzie pojawiają się latarnie które z pożółkłymi liśćmi dają niesamowite światło. Wodospad śpiewa i woła nas ku sobie. Stajem...
Wdrapujemy się po misternych schodach do przedmurza cywilizacji. Odwiedzamy pensjonaty, jest godzina ok 22. Brak wolnych miejsc, nie chęć przyjęcia nocnych podróżników, a może bóg wie co spycha nas w centrum. Jakimś ostatnim tchnieniem szczęścia lądujemy w restauracji "Złoty róg". Przyjmują nas z otwartymi ramionami, nocleg 20zł/ os., warunki schroniskowe, ale my radośni z kąta rzucamy się na łóżka. Ciepły prysznic i suślimy...

Pozdrawiam Smile


Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-11-2008 10:00 PM przez Lotka.

11-11-2008 06:04 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
*****


Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status: Offline
Post: #30
RE: Historia z Górami w tle

fajnie Lotko piszeszSmile górki Bystrzyckie.. i odezwały się wspomnieniaSmile
jeszcze tyle do zdobycia/powtórzeniaSmile

a co do"schronisk" no cóż- są takie i takie, nic wiele nie poradzisz , niektórzy ludzie są już tacy że choćby nie wiem co się działo to im nie przegadasz... szkoda tylko że tacy zostają właścicielami / najemcami schroniskSad


12-11-2008 07:41 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: