|
Historia z Górami w tle
|
| Autor |
Wiadomość |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
Historia z Górami w tle
A może jednak coś napiszę...
Góry cóżeście mi uczyniły?
I. Kuszenie
Ile razy zdarzyło się Wam wybiec z domu porzucając wszystko w imię czegoś co silniejszym jest niż największy magnez na świecie? Góry przyszły do mnie w nocy, później w dzień, ich natrętne kuszenie dochodziło do mnie w każdej minucie dnia i nocy. Coś trzeba było z tym zrobić.
Praca, szybki zarobek coby podnieść swój budżet. Harówka po 10H dziennie w zamkniętych pokojach pewnego poznańskiego hotelu. Klaustrofobia.
Tydzień przed wyjazdem zaczynałam pakować plecor, stał w kącie pokoju wyposażony w to co najwazniejsze: namiot, para bielizny, mydło, śpiwór, uprzęż dla psa, karma i miski. Wszyscy wiedzieli, że wyjeżdżam ale nikt do końca w to nie dawał wiary.
II.Wyjazd
Dlaczego to akurat był ten dzień?
Wstałam pewnego wtorkowego świtu, zwinęłam futro, założyłam trepy, plecor i ruszyliśmy przed siebie. 7km na dworzec pkp, pociąg do Szklarskiej oj te nasze PKP. Ale nic nie przeszkadzało mi porzucić moją małą wyprawę. Brak miejsc w przedziałach, a co tam ulokowaliśmy się w rowerowym, co nas ruszy?
III. Szklarska Poręba (dzień I)
Przywitała nas brzydką pogodą, deszczem i wiatrem. I taka myśl, co ja tu robię sama? Dokąd zmierzam i dlaczego? Mapa przy budynku dworca to zbawienie. Ruszamy w dobrym kierunku, po drodze miłe małżeństwo wskazuje nam drogę do informacji turystycznej.
- Mam mapę!- Dopiero później okazuje się, że zła bo do szczęścia potrzebna mi jest mapa Sudetów Środkowych 
Pole namiotowe "pod Klonem"
Miły pan wita mnie szczerym "w czym mogę pomóc?", nie mam problemów z znalezieniem kawałka ziemi na namiot. W pośpiechu rozkładam aluminiowe rurki i namiotowe wynalazki, znad gór nadciągają sine chmury wróżące deszcz. Deszcz dopadł nas wieczorem. Na szczęście namiot to weteran za swoją wagę płaci suchym schronieniem.
IV. Dziękuję za takie miejsca jak "Odrodzenie" (dzień II)
Dzień budzi mnie chłodem. Na dworze ciemno, a w powietrzu dużo wilgoci. Śniadanie, kawa, no i w drogę nie ma na co czekać. Godzina ledwo 6, a my wspinamy się czerwonym szlakiem na grań. Nigdzie żywej duszy, góry do mnie śpiewają, tańczą wiatrem, muskają mgłą, przenikliwy chłód nie pozwala się zatrzymać. Plecor ciąży, przychodzą chwile kryzysu jednak to co jest przede mną dodaje siły. Mijamy schronisko na Szrenicy. Cisza w koło, wszyscy śpią. Wspinamy się dalej. Chmury tańczą, płatają figle, zakrywają szlak, to znowu ukazują rąbek skrywanej tajemnicy. Myśl- siedze w chmurze-
Antek (pies ) idzie wytrwale, chwyta zapach ten co nie jest osiągalny dla nas ludzi.
Grzbietem Karkonoszy idziemy przez Łabski szczyt. Pogoda uległa pogorszeniu, a widoczność prawie zerowa. Brak ludzi (bo przeca cepry nie wychodzą w taką pogodę w góry ) Idziemy przed siebie by nagle przystać ze zdziwienia. Chmury rozpierzchły się, a z dali wyjrzał na nas... Dom Muminków Pierwsza myśl- Co ja wylądowałam w Dolinie Muminka?!-
To co wyryło się niczym dłutem w sercu:
Mowa oczywiście o stacji przekaźnikowej TV nad Śnieżnymi Kotłami 
"Odrodzenie"
Schronisko które budzi wiele kontrowersji (małe sprostowanie, bo źle wyszło. Kontrowersji budzi w ceprach, nie we mnie, bo ja uwielbiam to miejsce), ale przeca nie chodzi o to żeby się zastanawiać jak się śpi tylko że się śpi...
Futro czeka przy drzwiach z plecorem. Szybko do bufetu, bo przeca futrzak sam?! Pani Grażyna leniwie wypadła z kuchni (po co się spieszyć ) -Ile za wrzątek?- Oj jakież zdziwienie moje było gdy usłyszałam, że wrzątek za darmo! Niespotykane.
Herbata i czekolada w Odrodzeniowym przedsionku. Chwila niezapomniana. Ktoś zbiega po schodach, no tak to ten sam facet co stał przy barze 
- Cześć- i zaczęło się rozprawianie o szlaku, przeciwnościach, "klapkowiczach", różnych, różnych innych. No i tak gadaliśmy, gadaliśmy aż zagadaliśmy się aż do dziś dzień Bo przeca góry już nas nie puściły osobno
Historii co nie miara. Zostałam na "Odrodzeniowym" miejscu na noc, bo żaden diabeł mnie nie gonił.
Antkowy uśmiech spod Odrodzenia
V. Dopnij swego.
W założeniu pierwotnym miałam dojść do Karpacza, a dalej Czerwonym szlakiem Orłowicza przed siebie. Po długich rozmowach w "Odrodzeniowej" świetlicy (zebrało się nas tam kilkoro wariatów), świt nadszedł zaskakująco szybko. Zjedliśmy więc śniadanie w takim samym nastroju jak w nocy. Nastrój tylko taki jak w górach można zastać. Atmosfera przyjaźni, wieloletniej znajomości, śmiechu i przeróżnych opowieści (a znali my się kilka godzin?)
No to komu w drogę, temu trepy? 
Rozeszły się nasze drogi. My do Karpacza, reszta na Szklarską. Na szlaku cepry pędzą. Oj miny ich na górskie "cześć" bezcenne. Pod Śląską Chatą zarobiliśmy marny grosz. Nie wpadłam na to, że za zdjęcie z futrem można coś skasować A było to tak. Zostawiłam psa z plecorem na ławce pod ową chatą, za potrzebą trza było iść. Futrzak wdrapał się na ławkę i oparł o plecor dumnie go pilnując. Wychodzę, a przy nim stado gapiów robiących zdjęcia Ktoś krzyknął - niech pani zbiera kase- I tak każdy rzucił co miał 
Zeszliśmy z gór do Karpacza ok 20. Nocleg na polu namiotowym.
Ok godzi 22 wiadomość od Piotrka poznanego w "Odrodzeniu"
- "Jedziemy na Stołowe, dojedziesz do Jeleniej?"
No i tak nie będąc gonionym przez diabła, pojechali my do Jeleniej
Stołowe to dalsza część tej historii, ale może to innym razem
A to ja z tamtego wypadu. Wełniak i jedne spodnie
Pozdrawiam serdecznie
Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-10-2008 06:16 PM przez Lotka.
|
|
| 26-10-2008 05:18 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
No Lotka. Dobrze zaczęłaś. Będą z Ciebie Forumowicze . Tylko wytrzymaj i nie przepal początku. Takich ludzi potkać na szlaku to balsam na duszy. Masz moje sympatie.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 26-10-2008 05:30 PM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
|
| 26-10-2008 05:51 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Bardzo fanie zaczęłaś forumowanie tak trzymać
pozdrawiam
ps. czekamy na Stołowe.
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 26-10-2008 06:06 PM |
|
 |
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    
Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-10-2008 06:40 PM przez gosia3ek.
|
|
| 26-10-2008 06:40 PM |
|
 |
Sylwester
    
Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Bardzo sympatycznie to wszystko napisałaś, tym bardziej spodobało mi się, że było o najbliższych mi górach i ze zwierzakiem w tle ... pozdrawiam Lotka, acha jeszcze jedno - witaj na forum, nie będę witał Cię w powitalnym temacie, bo oszczędzać trochę na postach muszę do zobaczenia "gdzieś tam kiedyś" ...
|
|
| 27-10-2008 07:31 AM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Dziękuję Wam 
Niesamowite jak wszystko we mnie odżyło po przytoczeniu Wam tego niepozornego początku w moim łażeniu 
kontynuując...
VI. Jeleniowanie w Jeleniej Górze 
Jakoś wiela nie potrzeba mi było myślenia czy jechać czy nie. Spakowałam plecor, pożywiłam się prowiantem jaki dostałam od sąsiadów z przyczepy campingowej no i poszli w bój...
Autobusem do Jeleniej. Tam czekało nas 5 godzinne jeleniowanie na dworcu PKS, bo Piotrek i ekipa dopiero wychodzili ze schroniska na Szrenicy i staczali się do Szklarskiej. A że diabeł nas nie gonił... rozbiliśmy się z Antkiem pod drzewkiem na dworcu, co chyba było jedną z głównych atrakcji dla tubylców Część czasu spędziliśmy pod parasolką w tamtejszym centrum kulturowym- barze dworcowym. Oj się nasłuchałam historii różnych, barwnych i czarnobiałych. Opowieści dziadka, który ze swoją babcią podróżował po szpitalach w Jeleniej bardzo zapadły mi w pamięć. Staruszek opowiedział swoje życie- do dziś jestem pod wrażeniem. Babcia nie słyszała, to opowiedział mi też co pikantniejsze szczegóły 
Po 5H telefon od zagubionych podróżników. "Gdzie jesteś? Jesteśmy na PKP, mamy pociąg za 15 minut!"- nikt nie jest idealny trochę rozmineliśmy się z miejscem spotkania, a bo czy to duża różnica pomiędzy PKP a PKS?
Dalsza podróż była trochę ekstremalna. Jelenia Góra- Wrocław- Kudowa 
Wybiłam im to z głowy i biorąc pod uwagę, że dzień i tak już stracony zaproponowałam ostanie się w J.G. Rano mieliśmy autobus do Kudowy. Pomysł został zaakceptowany i tak resztę dnia biwakowaliśmy na tamtejszym polu namiotowym- w centrum miasta! 
Tam trocheśmy popili
Ze śpijworów wygonił nas deszcz. Szybkie pakowanie (a wszystko w proszku było!) i na Stołowe 
VII. Klątwa Pani Babci (historia prawdziwa z dreszczykiem )
Na dzień dobry w Kudowej zaczepiła nas babcia proponując pokoje. Odmówiliśmy gdyż miejscem docelowym dla Nas było pole namiotowe. Babcia pogromiła wskazując nam drogę na pole.
Od tego momentu wszystko stało się trudniejsze.
Rozpętała się burza, przeczekaliśmy ją w klatce jednej z kamienic.W końcu dotarliśmy do pola, a tam niegrzecznie odmówiono nam noclegu, wręcz wyrzucili nas z powodu Antka?! Złości było co niemiara. Wychodząc krzyknęliśmy do sinej ze złości kobiety, że może posprzątać niespodziankę z podjazdu jaką zostawił Antek (to był blef oczywiście). Babka wybuchła 
Część ekipy została z plecorami, a ja z Piotrkiem poszlismy szukać noclegu. Godzina była już późna, a od Gór groziło nie za bardzo sympatyczną pogodą. Z powodu braku jakiegokolwiek noclegu i pogody przekropnej ruszyliśmy stopem do Dusznik, na tamtejsze pole namiotowe.
Zajechaliśmy ok godz. 19 przemoczeni, ale z humorami rewelacyjnymi. Szczerze polecam tamto pole! Pan od razu przydzielił nam świetlicę z kominkiem, bilardem, barkiem i grillem. Przyniósł drwa, wysuszyliśmy się, zrobiliśmy sobie ucztę i choć to drugi dzień aklimatyzacyjny i bez górskiej wspinaczki było równie dobrze 
VIII. Co by nie przynudzać 
Obudziliśmy się w godzinach wczesnych. Każdy chciał już iść pod górę. Cóż zrobić, plecory spakowane, to można iść. Autobusem do Kudowej i ekipa wyruszyła. Zielonym szlakiem do Błędnych Skał. To był punkt obowiązkowy, Piotrek wiązał z tym miejscem wiele wspomnień. Już po godzinie marszu zaczęliśmy przyklejać się do asfaltówki jaka łączy się z zieleńcem. Później szok dla nas wszystkich Parking, pełno turystów zajeżdżających pod Błędne, jakaś wycieczka, hałas, bród i anarchia. Przepuściliśmy wycieczkę i podjęliśmy próbę przejścia z psem. O dziwo nikt nie oponował na futrzaka.
Błędne Skały są obłędne Pomaga umiejętność wyłączenia postrzegania turystów-klapkowiczów, przemykamy cichcem za barierkę i "zakaz wstępu" Zaszyliśmy się w Błędnych (omijając charakterystyczne chusteczki i śmieci, po kiego wiara wchodzi, za potrzebą?! ). Rozbiliśmy kartusza i czas na herbatę. Opowieści o dawnym życiu jaskiniowców (choć nikt z nas go nie znał), zaczęły wchodzić na wokandę 
Z Błędnych wyszliśmy w stronę Ostrej Góry. Ambitnie kierowaliśmy się w stronę Szczelińca aby tam przekimać w Schronie. U podnóża Ostrej Góry zaczęło się już ściemniać. Myśmy się nie spieszyli, bo diabeł nas nie gonił... Drugie obozowisko pod Ostrą. Każdy uposażony w kubek kawy, bo jakiś kryzys się wdał. No i ruszyliśmy. Kawa tak nas postawiła, że Ostrą i drogę do Pasterki przeszliśmy w jakąś niecałą godzinę?
W Pasterce brak miejsc. Umówiliśmy się z Panią iż przekimamy się na strychu. Trochę oponowała twierdząc iż tam bałagan i remont, ale w końcu po naszych zapewnieniach że chcemy tylko skrawka podłogi wpuściła nas. A później dochodzili jeszcze inni nocni podróżni. I tak strych ożył życiem opowieści i historii aż do późnej nocy.
Wyruszylismy bladym świtkiem. Pożegnań nie było końca.
IX. Droga na Szczeliniec.
Poruszaliśmy się żółtym szlakiem. Na miejscu ludzi stanowczo mniej niż w Błędnych. Również przeszliśmy z Antkiem, choć tutaj było już gorzej go sprowadzić. Trasa przed nami długa, bo kierowaliśmy się żółtym do Dusznik na tamtejsze pole namiotowe. Ludzi prawie co nic. Białe Skały, Skalne Grzyby, bardzo urokliwe miejsca. Złaziliśmy się doszczętnie tego dnia. Pod wieczór wyszliśmy do Batorówka, dalej w Batorów i tam biorac pod uwagę zbliżający się zmierzch porzucilismy żółty szlak. Obraliśmy kierunek na Szczytną. W nadziei na jakiś autobus do Dusznik przebiegliśmy przez miasto w mgnieniu oka. Autobus złapaliśmy w biegu. Ilez radości było gdy po kilkunastu minutach wyszliśmy w Dusznikach. Na polu zostaliśmy przywitani jak zdobywcy Gór Przydzielono Nam to samo miejsce.
Wszystko było cudowne, tyle że to była ostatnia noc przed nami w tym składzie. Sami wiecie jaki czuje się żal, gdy po paru dniach przygody w Górach nagle trza zleźć na niziny
X. Wracaliśmy pociągiem. Piotrek i ekipa jechali samochodem do Krakowa. Podróż powrotna z bólem w sercu. Cóż tu dużo pisać, to co miało ostało się w sercu i o to przeca chodzi 
No to się rozpisałam za Waszą sprawą
Dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-10-2008 09:17 AM przez Lotka.
|
|
| 27-10-2008 09:16 AM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Ehhhhh, fajnie rozpocząłem dzień w pracy, masz jeszcze takie podobne opowieści to poproszę codziennie rano
Bardzo fajny lekki styl pisania Lotka 
A może jakieś fotki wynajdziesz??
pozdrawiam
Edit:
A bar przy PKSie kojarzę - piękny lokal (ten parterowy baraczek?)
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 27-10-2008 10:20 AM |
|
 |
Fazik
Kierowca TYRa
    
Postów: 6,690
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Magiczna opowieść, bardzo fajnie ubierasz w słowa swoje przeżycia, bardzo miła lektura, czekamy z niecierpliwością na wasze kolejne opowieści no i na realne spotkanie 
Pozdrawiam i "piątka" dla futra
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
|
|
| 27-10-2008 10:45 AM |
|
 |
Agnieszka.S
Aga
    
Postów: 1,959
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2007
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Miło Cię poznać Lotka Bardzo mi się podoba Twój lekki styl pisania-tak trzymaj!
Chętnie obejrzę więcej fotek z Twoich wypraw!
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
|
|
| 27-10-2008 04:56 PM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-10-2008 05:08 PM przez Lotka.
|
|
| 27-10-2008 05:05 PM |
|
 |
Agnieszka.S
Aga
    
Postów: 1,959
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2007
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
Ze zdjęciami będzie problem, bo ich po prostu nie mam ..
Nie przejmuj się fotkami, po prostu pisz, a my będziemy czytać!
"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował, tego czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślny wiatr.
Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. "
|
|
| 27-10-2008 05:10 PM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
A wiecie od czego to się tak w istocie zaczęło?
Pozwolę sobie wtrącić ten mój wypad po nizinach, bo to w gruncie rzeczy także historia z Górami w tle 
Jest ciepły dziewiąty dzień maja. Niebo za chmurami, ale słońce przebija i to się liczy
Wyjście z psem na spacer skończyło się wielogodzinnym marszem przed siebie. Po ok 20 km drogi i różnych przygodach jakie miały miejsce na szlaku stwierdziłam, że wracać nie ma co. Godzina już późna, trza zorganizować sobie nocleg. Nagle zza rogu kanału Obrzańskiego (strasznie zarośnięty odcinek, przebijałam się przez trzciny o wiele wyższe ode mnie, jedyny strach to dziki, bo to przeca maj okres odchowu prosiąt ), wyłoniła się odludna ambona myśliwska i o dziwo! Ona miała drzwiczki! Moja pierwsza ambona, która bardziej przypominała małą chatkę usytuowaną na palach, z drzwiczkami zamykanymi od wewnątrz! Od razu wiedziałam, że się polubimy. Udzieliła nam schronienia w samą porę, bo słońce już baaardzo nisko było. Zatargałam Antka, nakarmiłam i przygotowałam się do nocy. Nie bez przyczyny targam wór ze sobą śpij-wór, świeczki, prowiant, książka! Lektura wykradziona z biblioteczki brata, pierwsza lepsza i co? Moim oczom ukazała swe wnętrze książka Pana Andrzeja Wilczkowskiego "Miejsce przy stole". Noc nadeszła, księżyc przyświecał, Antoni spał zwinięty w kulkę, a ja czytałam przy świeczce i miałam Góry u siebie
Chwila przerwy, serce kołacze, słychać samochód... potem drugi... To jadą myśliwi na nocne polowanie. Myśl -co ja im powiem jak wybiorą ta ambonę?- Na szczęście pojechali dalej, a ja wróciłam do lektury.
Jakoś ok 3 przysnęłam, a o 4 wraz z pierwszym brzaskiem ściągałam Antka po drabinie. Wracaliśmy przez pola pokryte mgłą, a ja nakręcona opowieściami z lektury wypatrywałam zza tej mgły Gór (choć kierunek mieliśmy z goła przeciwny, bo na północ).
Później Góry już nie dały o sobie zapomnieć...
Przepraszam za ten lekki offtop, ale tak to właśnie było
Pozdrawiam.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-10-2008 06:01 PM przez Lotka.
|
|
| 27-10-2008 05:59 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
O! I mamy dalszego kandydata na pisanie bibowych relacji
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 27-10-2008 07:05 PM |
|
 |
Lotka
i Antek
   
Postów: 375
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2008
Status:
Offline
|
RE: Historia z Górami w tle
O! I mamy dalszego kandydata na pisanie bibowych relacji 
Oj nie, nie Bibować- owszem, relacjonować- nie śmiem się mierzyć
|
|
| 27-10-2008 07:52 PM |
|
 |
|
|