Odpowiedz  Napisz temat 
Via Ferrata deghli Alleghesi na Mt. Civetta
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Via Ferrata deghli Alleghesi na Mt. Civetta

Via Ferrata deghli Alleghesi na Mt. Civetta (3,220 m)

Jesteśmy zakwaterowani w kampingu Palafavera (3 km od Passo Staulanza) na wysokości 1.550 m z pięknym widokiem na Civettę i na kamienny tron Mt. Pelmo 3.168 m. Nocleg około 10 ?/os. Jest druga połowa sierpnia 2007 roku. Pogoda wspaniała. Niebo azurowe. Jednak trzeba szybko się decydować, albo biorę córkę Agę i kolegę Ivoša najpierw na łatwiejszy szczyt aklimatyzacyjny albo bierzemy od razu Civettę. Przedpowiednia nie wróży nic dobrego i dlatego decydujemy się na drugi wariant. Muszę tutaj nadmienić, że trochę się obawiałem wyczynu Agi. Była to jej pierwsza wspinaczka tego rodzaju a żelazna droga na Civettę jest zaliczona do 3 aż 4 w 5 stopniowej skali. Trasa trwa 12 ? 13 godz. (bez odpoczynku), przewyższenie 1700 m (dla przykładu Rysy z Morskiego Oka niespełna 1100 m), samotna żelazna droga 3 godz. w przewyższeniu 900 m.
Wyruszamy o 5 godz. rano. W drugiej połowie sierpnia jest już ciemno. Muszę mieć czołówkę. Pogoda jest obiecująca. Na grani widzimy pod wierzcholkiem Civetty światło. To chyba jacyś wyznawcy obserwowania wschodu słońca. Jak im zazdościmy. Nas czeka 1700 m, 7 godz. wspinaczki i, jak się pózniej okarze, nie tak wspaniałe widoki. Idziemy szeroką bitą drogą, która w zimie tworzy nartostradę.  O tej porze jest 7 stopni C.  Dla rozgrzania obieramy szybkie tempo. Na razie nic ciekawego. Kilka serpentyn. Miejscami widać coraz niżej położone światła kampingu. Serpentyny się kończą i w długim zakolu dochodzimy do siodła z siedzibą Caséra di Pioda (1.816 m). Trzeba uważać bo w tym miejcu jest prowadzony wolny wypas bydła i można nadepnąć na... Nawet natrafiamy na odpoczywające bydło i musimy poszczególne sztuki leniwie leżące omijać. Mamy za sobą 45 minut drogi. Kiedyś aż tędy można było dojechać samochodem. Teraz jedynie na zezwolenie. Dla amatorów biwakowania jest tutaj możliwość przenocowania (bufet). Woda źródlana z wodopoju. W razie deszczowej pogody spanie na ławie w oborze.
Po krótkim odpoczynku i wypiciu herbaty z termosa, zaczynamy się dalej wspinać tym razen już bez czołówek. Droga jest teraz wąziejsza. Z siodła najpierw serpentynami do góry. Po drugiej stronie doliny Zoldo, gdzieś za kamiennym tronem Mt. Pelmo zaczyna świtać. My jednak idziemy dalej pod skalną ścianę. Następnie trawersem, gdzie na jego końcu wynurza się cel naszej podróży w pełnym już słońcu ? Mt. Civetta. Spojrzenie na drugą stronę też ma swój urok. Jeszcze parę małych serpentyn i jesteśmy przy objekcie pierwszego odpoczynku ? Rif. A. Sonino de Coldai (2.132 m). Dalszych 60 minut za nami. Chata jest położona w strategicznym miejscu, ma 90 miejsc noclegowych (około 20?/os.) + zimowy bivak, otwarta od 20.6 do 30.9. Amatorzy letniego bivaku mają możliwość przenocować przy niedalekim malowniczym Lago Coldai. Dla tych, którzy nie mają ambicji na pokonywanie via ferrat, jest chata idealnym punktem wyjściowym na treking wokół Civetty (9,5 ? 10 godz). Tutaj też spotykamy pierwszych turystów. Nocleg na chacie zaoszczędzi im sił na zdobycie góry.
Ładne okolice, ale czas nagli. Po 15 min idziemy dalej. Droga zamienia się w ścieżkę. Winie się prawie poziomo. Traversujemy duży kocioł. Po jego przejściu spojrzewamy wstecz. Na długo widzimy chatę ostatni raz. Zachwilę wejdziemy do świata skał. Przechodzimy siodło między wierzami a przed nami jest piękny, na widoki bogaty odcinek. Pionowe bloki skalne są tak blizko. Pojawiają się pierwsze liny stalowe, które jednak jeszcze nie wymagają nałożenia asekuracji. Dochodzimy do skalnej wysepki Schinal del Bech, gdzie w prawo odbijamy pod ścianę. Nagle jesteśmy tu na wysokości 2.320 m. Za 60 min. od chaty (więcej jak 3 godz. z kampingu). Za chwilę rozpocznie się prawdziwa wspinaczka. Wschodnim filarem aż na grzbiet i tam stąd na wierzchołek. Nie jesteśmy sami. Niektóre ekipy widać w ścianie, niektóre dochodzą po nas.
Czas na batony i herbatę. Nakładamy uprząż, kaski, rękawice, chwila zciszenia i idziemy. Ja pierwszy, za mną Aga a na końcu Ivoš. Pierwsze liny i drabinki. Aga, jak na nowiciuszka, radzi sobie dobrze. Nie muszę użyć dodatkowej liny asekuracyjnej. Idziemy w równym tempie, szybko nabieramy wysokości, nic nie mówimy, tylko słychać dzwięk zatrzaskiwanych karabinków. Może jesteśmy trochę powolniejsi. Trochę humor mi psuje pogoda. Nie jest źle, ale powietrze na sćianie się ogrzewa, stąpając do góry skrapla się i wznika mgła, która coraz więcej nas otacza i psuje widoki. Pniemy się wciąż w górę. Niekiedy pomagają nam stalowe kołki i klamry. Dostajemy się ku długiej drabince, która nas prowadzi do wyraźnego komina. Rodzaj wspinaczki się mieni. Już nie idziemy wciąż do góry, ale występują tu teraz eksponowane gzymsy przerywane dalszymi kominami. Skała jest niekiedy przewisła. Droga jest jednak dobrze zabezpieczona. Na tym odcinku kominy w razie deszczu stają się rynnami. Po 2,5 godzinach osiągamy główny grzbiet (2.920 m). Mimo ładnych widoków na drugą stronę grzbietu (Lago di Alleghe) także koniec najgorszego. Jednak na wierzchołek to jeszcze więcej jak 1 godz. Czekają nas trzy wielkie karby. Przypomina mi to wspinanie się po nachylonych płatach skalnych na Kościelec w Tatrach. Czas się długo wlecze. Civetta daje nam jeszcze we znaki. Nareszcie dochodzimy do krzyża na wierzchołku. Jest 13, po 8 godz. nie trzeba już wyżej stąpać. Pierwsze wrażenie ? ulga i wyczerpanie. Teraz możemy porządnie odpocząć i podziwiać okolice. Idealne widoki zasłania nam trochę mgła.
Czas na powrót. Najpierw musimy zejść 250 m na Rif.  M. V.Torrani. po rumowisku skalnym. Bardzo uciążliwy odcinek. Najwięcej dostaną zabrać nasze kolana. Ścieżka nie jest dobrze wyznaczona. Cały czas grozi nam na rumowisku pośliźnięcie i bolesny upadek. Na szczęście chata jest już blizko. Rif. M. V. Torrani (2.984 m, 15 miejsc noclegowych) mi przypomina chatę pod Rysami na Słowackiej stronie. Niezbędna kuchnia i pokój z palandami. Kupujemy herbatę (1,25 ?). Jest to balzam na duszy. Przed dalszą drogą potrzebujemy takiego pokrzepienia. Droga powrotna jest normalną via ferratą a nam siły już szybko ubywają. Zejście jest utrudnione spadającymi kamieniami i ujeżdżającym żwirem. Ścieżka parę razy przekonuje rampy skalne i pionowe ściany. Często są to odcinki bez zabezpieczenia. Aga nawet w jednym momencie utknęła. Wszystko jednak się dobrze kończy. W końcu jednak wszystkie trudy przekonujemy i już łatwo dochodzimy do głównej okrężnej drogi. Jest 16:30 i ze szczytu to jest 3,5 godziny. Zrzucamy cały ekwipunek i zbytnio nie czekając ruszamy dalej. Siły nas jednak szybko opuszczają a trzeba jeszcze dojść do chaty i zejść do kampingu. Powrotna droga to była istna droga przez mękę. Najpierw dojście do skalnej wysepki Schinal de Bech z drugiej strony, gdzie rano doszliśmy pod ścianę, potem ostatnie liny stalowe i kocioł skąd nareszcie widać chatę. Do Rif.  A. Sonino de Coldai wchodzimy, kiedy się już zciemniało (19:15). Wymarzona kawa i przed nami ostatni odcinek. Zchodzimy już po ciemku. Spojrzenie na naszą wyprawę wygląda żałośnie. Noga prawie nie trzyma się nogi. Jednak wszytko co dobre dobrze się kończy. 20:30, po 15,5 godz. jesteśmy w kampingu. Potwornie zmęczeni, ale szczęśliwi. Civetta nas przyjęła.




Załączone pliki Miniatury
                                       

Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-03-2008 03:38 PM przez Stasiu.

13-03-2008 09:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Via Ferrata deghli Alleghesi na Mt. Civetta - Stasiu - 13-03-2008 09:38 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: