cd szczytowania:
- przed Wami deska do prasowania
foto ze szczytu na stronę bufetu i w stronę morza;
Hafod Eryri, nowy budynek na szczycie został oficjalnie otwarty w dniu 12 czerwca 2009.
Nagrodzony za wyjątkową architekturę budynek Hafod Eryri zastąpił swoich mniej udanych poprzedników. Ktoś nazwał swego czasu obiekt na szczycie "prostacką speluną". Później w 1896 roku wybudowano tu wiktoriański hotel, który w 1935 roku zastąpiono restauracją według projektu znanego architekta Clougha Williamsa-Ellisa. Pod koniec XX wieku wyburzono ten budynek po tym, jak książę Karol nazwał go "najwyżej położonym slumsem w Walii". W końcu, kosztem 8,5 mln funtów powstał Hafod Eryri, który zaczął cieszyć się uznaniem wśród turystów.
- najdroższe piwo
, ale jak smakowało
a to już w drodze powrotnej, na szlaku Pyg Track, wcześniej wspomniane największe jezioro. Przez najwęższy odcinek jeziora Llyn Llydaw prowadzi szlak, grobla - Causeway, który umożliwia bezpieczne przejście. Zanim jednak ona powstała jezioro Llyn Llydaw nie było podzielone, a konie oraz wozy z miedzią, które podążały z kopalni, transportowane były przy pomocy tratw. Niestety, w 1853 r., zdarzył nieszczęśliwszy wypadek i jeden z koni utonął w odmętach jeziora. Wówczas zadecydowano, że musi powstać grobla dla bezpieczniejszego transportu. Na potrzeby jej budowy, poziom wód obniżono o 12 stóp (to jakieś niecałe 4 metry) głębokości. Podczas prac dokonano niesamowitego odkrycia, znaleziono dębowy kajak, co świadczy o bytności w tym miejscu człowieka już wiele tysięcy lat temu.
Wędrówka na najwyższy szczyt Walii doiegła końca. Ciekawostką, czy może bardziej dla Was informacją, jest fakt, że Snowdon wpisał się do historii wspinaczki, to właśnie tutaj Sir Edmund Hillary przygotowywał się przed swoją wyprawą w Himalaje i przed zdobyciem Mount Everest.
Zajechaliśmy na kwaterę, tzw. jak wspomniałam bunkhouse, cena od os. 7 funtów, a warunki jak dla mnie super. Jakiś grillek na kolację, karty i akurat jak skończyliśmy konsumowac grilla na zewnątrz zaczęło kropić 
KOlejny dzień przywitał nas niezbyt ciekawą pogodą, lecz nie padało. Niektóre osobniki chciał jechać w powrotnej drodze nad morze, wiec po wymianie zdań z właścicielką, poradziła gdzie jechać.
Pojechalismy na tą wyspę, północno-zachodznia część Walii, parząc na mapę taka jakby głowa. Byliśmy jednocześnie nad morzem Irlandzkim a co za tym idzie Ocean Atlantycki. Akurat trwał odpływ. Ale Słoneczko też wyszło i grzało ładnie.
po drodze odwiedziliśmy miejscowość Betws-y-Coed - coś jak nasza Szklarska Poręba
i do domku...
FAjna wędrówka, fajnie spędzony czas i ciekawe miejsce.
Ze Snowdońskim Pozdrowieniem
Trati