Odpowiedz  Napisz temat 
Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Nas czeka przedostatnia faza dojścia na szczyt. Trzeba nam chodnikiem pod skałami wyjść na przełęcz Rocca (3994 m). Od teraz możemy wszystko oznaczyć słowem "ładny". Mijamy muldę, gdzie jest sporo turystów, którzy odpoczywają już "po". My się nie zatrzymujemy i trawersem powoli obcinamy kawałek po kawałku chodnika do siodła pod GP. Było by grzechem, kiedy byśmy teraz się śpieszyli. Mamy czas i robimy zdjęcia.
   
Tutaj widzimy skały Becca di Montcorve i z poza nich wyłania się na tle chmur nasza niedoszła La Tresenta. Morze następnych kopczyków zakończne na horyzoncie M. Visiem. Odwrotny widok pokazuje nam przybliżający się wierzchołek GP.
   
Nawet jest już widoczna Madonna. Na razie skały oblegają rzesze innych turystów. Na szczęście wszyscy są w fazie schodzenia w dół i później my tam będziemy mieli wolne. W siodle odbieramy następną nagrodę. Odkrywają się nam dotychczas zasłonięte widoki na dalsze kopczyki.
   
Co kopczyk, to majestat ? Dent Blanche, Weisshorn, Mattehorn, Dom, Breithorn i cała Monte Rosa ze swymi szczytami. Możemy tylko podziwiać i snuć plany. Mamy teraz czas na wytchnienie. Czeka nas ostatni skalny etap. Skała jest sucha i trzeba zrzucić szpilki. Do ostatniego etapu są niepotrzebne. Skalny grzbiecik nie daje jednak nic za darmo. Miejscami normalna dwójeczka.
   
Trzeba być w tym miejscu skupiony i nic nie przyśpieszać. Jeden fałszywy krok może być fatalny w skutkach. Zwłaszcza ostatnia półka przed samotnym wierzchołkiem jest próbą nerwów.
           
Dla wilków wspinaczkowych to nie jest problem, ale dla gołobrodych to może być miejsce nie do przejścia. Na szczęście o tym miejscu wiedziałem i zabrałem trzy expresy. Dwa na zabezpieczenie się na półce i jeden na zabezpieczenie się przy Madonnie. W takim przypadku bezproblemowo wszyscy przeszli kluczowe miejsce i mogli pomyślnie zakończyć wyjście na GP. Jest akurat godzina 12:00 i my po 5,5 godzinie (można by było prędzej, ale ja jakoś nie mogłem tego wydychać) stoimy na szczycie. Jest ciasny, ale nasza piątka się pomieści.
       
Ponoć ten drugi szczyt jest ten właściwy i my stoimy tylko na przedwierzchołku. Jednak nam wystarczy ten. Następuje klasyczna euforia wierzchołkowa. Z góry otrzymujemy dodatkowy bonus w postaci pełnej lampy z chmurami pod nami, akuratnej temperatury na trykot, zero wiatru i to wszystko na czterech tysiącach. Co więcej góral może chcieć po pogodzie na szczycie.
   
Od Madonny ładnie się prezentuje też końcowa droga wyjściowa. Cały trawers pod amfiteatrem Il Rocca. Po opadnięciu wierzchołkowych emocji czas pomyśleć realistycznie. Czeka nas droga powrotna i zejście aż do Pont. To oznacza 2100 m w dół. Nieboraki moje kolana. Schodzimy do miejsca, gdzie pozostawiliśmy raki. Jest to też chwilka na dopełnienie wydanej energii. O tej porze, jest już godzina 13:00, śnieg na słońcu zaczyna mienić swoją strukturę. Tworzy się mokra breja. Problemy mogą być głównie na stromszych odcinkach.
   
Nie odpuszczam sobie zamieścić jeszcze fotografię, gdzie się na mnie pełną buzią śmieje La Tresenta. Polubiłem ten kopczyk, aczkolwiek na nim nie byłem. Schodzenie idzie nam bardzo sprawnie. Jeszcze dobrze, że moje problemy dychawiczne już mnie przeszły i nie jestem hamulcem ekipy. Problemowe miejsce jest tuż przed końcowym zejściem z lodowca na skałę. Rano na tym stromym odcinku śnieg dobrze trzymał. Teraz podczas zejścia śnieg zamienił się w błoto pośniegowe i nawet w rakach źle się utrzymuje stabilizacja. Gdzieś w głębi pod nami słychać cieknącą wodę. Nie jest to zbyt pobudzające, kdyż praktycznie stąpamy po śnieżnym mostku. Tutaj płaci tylko jedna zasada. Trzymać się wychodzonego chodnika. Krok w bok może znaczyć minimalnie zapadnięciem się nogi. Co jakiś czas widać, że niektórym udało się to. Co za przyjemność, kiedy człowiekowi zapadnie noga i na domiar tego jeszcze czuje, jak mu pod śniegiem dynda w powietrzu. Nam się nic z tego nie przytrafiło i po 1,5 godznie schodzenia mamy lodowcową część za sobą.
   
Dla mnie z jednej strony spada ze mnie napięcie, ale z drugiej strony mi plecak zaczyna zapełniać się różnego rodzaju bebechami i to naskładane "nasermater". To powoduje, że jest już teraz pełny a ja muszę jeszcze pozbierać rzeczy, które pozostawiłem w schronisku. Pół godziny po skale według kamiennych pachołków i schronisko po 9 godzinach znów jest w naszym zasięgu.
   
Tutaj mi dopiero dochodzi do głowy, że to mamy za sobą. Perioda czasu znów obróciła się o jedno koło. Schronisko powoli zapełnia się ekipami, które będą jutro wychodziły na GP. My zamieniamy się rolami i będziemy tymi, którzy są już "po". Czas nagli, trzeba opuścić to miejsce i powrócić do cywilizacji. Jeszcze rozmyślam nad La Tresentą. Chyba za parę lat, w podeszłym wieku tu jeszcze wrócę i wtedy ją odwiedzę. Teraz z napełnionymi worami zejść w dół trasą alá przerośnięta Ostrwa.
   
W dole widzimy camping w Pont. Ze względu na późną porę, dochodzimy do niego przed 19:00, postanawiamy przenocować w nim. Po całodziennym drałowaniu nikomu się nie chce po nocach jeszcze gdzieś smykać albo jeździć. Jeszcze długo do nocy dyskutujemy o nowo nabytych przeżyciach. Nazajutrz dnia 23.8.2013 pakujemy menele do samochodu i wyruszamy w powrotną drogę. Ja znów w Dolomity na przeciw nowym wyzwaniom, ale o tym już w innych relacjach.

Zakończenie: Bardzo ładna i wygodna trasa lodowcowa. Zwłaszcza dla mnie, który specjalnie nie wyszukiwuje adrenalinowych przedsięwzięć. Można powiedzieć, że nawet łatwiejsza niż niektóre podobne trasy w Tatrach. Rzecz jasna, że nie oceniem tej wycieczki ze względów pogodowych. Takie trasy zawsze stoją albo padają a priori z pogodą i to potem jest inna kawa. Dla turystów, którzy chcą czegoś więcej może być nudnawa. Praktycznie całą trasę, oprócz końcowej fazy, nie widać wierzchołka GP. I kiedy go nareście zobaczymy, to nie wygląda jak jakaś piramida, ale normalna kupa kamieni wyrastająca ze śniegu. Myślę, że to jest mało spotykane w górach.

K O N I E C blink



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
22-09-2013 02:37 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
RE: Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego - Stasiu - 22-09-2013 02:37 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: