Odpowiedz  Napisz temat 
Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego

Dopiero w tym roku udało mi się wyrwać w dalekie dla mnie strony. Co roku staram się opuścić na parę dni preferowane Dolomity i odkryć inne alpejskie kopczyki. Tym razem padło na Gran Paradiso w Alpach Graickich.
Gran Paradiso 4061 m (GP) - najwyższy szczyt Alp Graickich. Ładny z niego widok na wszystkie ważne grupy w trójkącie Włoch, Francji i Szwajcarii. W przewodnikach jest często udawany jako góra aklimatyzacyjna dla Mount Blanca. GP jest częścią parku narodowego o tej samej nazwie. Był założony głównie w celu uratowania koziorożca alpejskiego (Capra ibex ibex).

Pozytywa:
+ chyba najważniejsze, że GP jest uważany za jeden z najłatwiejszych czterotysięczników,
+ przejście przez lodowiec praktycznie bez szczelin,
+ szybko osiągalne schronisko Vittorio Emanuelle II z możliwością popołudniu potrenować wyjście na kopczyk La Tresenta (3609 m),
+ wielkie nasilenie populacji koziorożca i możliwość bliskiego kontaktu,
Negatywa:
- popularny szczyt i dlatego spore nasilenie ekip wspinaczkowych, na szczycie robi się tłoczno,
- ekipy wspinaczkowe zajmują najlepsze miejsca w schronisku (mnie to nie przeszkadzało),
- dla wilków górskich trochę nudnawa wyprawa, monotonne podejście,
- dla naszych szerokości geograficznych są to już Alpy Zachodnie i co oznacza dłuższy dojazd,
- wierzchołek jest długo ukryty

Dzień pierwszy - 21.8.2013

Wyrywam się z Dolomitów i dołączam do czwórki znajomych. Pędzimy przez Belluno, Milan i Aostę do osady Pont w dolinie Valsavarenche. Dla potrzeby podaję, że opłata za autostradę z Belluna do Milana kosztuje 24 Euro i z Milana do Aosty 29 Euro. Przejazd z Dolomitów trwał 6,5 godziny i jesteśmy w Pont o 14:30. Jakiś czas nam trwa przepakowanie. Jest jasne, że dzisiaj dojdziemy tylko do schroniska. Jakieś wcześniejsze plany na przespacerowanie się na La Tresentę poszły w kąt. Przy okazji robię pierwsze zdjęcia.
   
Od campingu w Pont widzimy zakończenie doliny Valsavarenche. W lewo szpiczasty Monciair (3544 m) pokazuje, że gdzieś tam na lewo przed nim trzeba nam dreptać. Z tąd nie widzimy ani schroniska i ani GP. O 15:20 ostry start ze wszystkimi bebechami. Czeka nas 2 aż 3 godziny dreptania i 800 m podejścia. Nie jest to wiele, ale o to więcej nam będzie trzeba drałoawć drugi dzień na GP. Początek jest na razie lajtowy, idziemy ubitą drogą, brzegiem rzeczki Savara. Po chwili mijamy ostatni przybytek - Rif. Tetras Lyre - gdzie mam ostatnią możliwość rzucić wór w krzaki i dołączyć do opalających się na leżakach kuryrowiczów. Kichać na całe GP i raczej chwytać brązowy górski kolor.
   
No tak, ale jak bym się mógł potem pokazać innym na oczy. To już taka dola górola, jest skazany na chodzenie po górach. Mijamy ten przybytek i zaczyna się. Chodnik wyłożony kamieniami ktoś nam podniósł do góry. Łagodnymi zakrętami, coś w rodzaju podejścia z Popradskiego Jeziora na Ostrwę, nabieramy na wysokości. Na Ostrwę się podchodzi 450 m, ale tutaj trzeba jeszcze o 200 m więcej.
    - pierwsza część podejścia, w dole widać osadę Pont
Podchodzi się najpierw rzadkim lasem i potem już w odkrytym terenie. Po drodze napotykamy sporo turystów. Ładna pogoda wygnała ich w góry. Oni mają swoje już za sobą. Ja tędy też jurtro tak pójdę. Po przejściu tych zakrętasów, droga wije się leniwie pod górkę, to jest powodem do dłuższej penetracji wyłaniających się szczytów.
   
Ten odcinek drogi mi się bardzo podobał. Był akurat dopasowany do mnie i to na przekór tego, że oprócz wszystkich potrzebnych meneli w worze musiałem jeszcze taszczyć linę. Kiedy patrzyłem na lekko wychodzących tutejszych turystów, nie było to dla mnie zbyt pobudzające. Na szczęście mogłem się kochać widokami i nie zwracać na to uwagi. Czym wyżej, tym więcej oczekiwanych kopczyków się pokazywało.
   
Najpierw obok, z doliny widzianego, Monciaru pojawia się kopuła Ciarforonu (3642 m). Jak się później okaże jest to największa dominanta z doliny gdzie jest schronisko. Sąsiaduje też z niedoszłą La Tresentą. Gdzieś tam wyżej powinienem ją zobaczyć.
   
No i doczekałem się. Po chwili widzę i La Tresentę, która jest trochę schowana w tyle doliny. Szkoda tylko, że nam nie zbyło czasu ją odwiedzić. Może kiedy indziej? Dalej drałujemy do góry i pot z nas spływa potokami. Znowu następuje to znane uczucie, kiedy człowiek oczekuje za każdym grzbiecikiem albo skałą już oczekiwany objekt. A tam znowu dalszy grzbiet albo skała.
   
Trzeba przyznać, że budowniczowie tego chodnika bardzo się starali, żeby ułatwić nam życie. Takie schody nie często się w górach spotyka. Tutaj mają jeszcze jedną pozytywną cechę. Kiedy się po nich wyjdzie, wtedy odkryje się widok na schronisko.
    - Vittorio Emanuelle II (2719 m), na prawo w tyle La Tresenta
Nasz dzisiejszy cel jest w zasięgu i świadomość tego pozbawia mnie wszystkich negatywnych myśli. Nim dojdę do schroniska, udaje mi się w dali zauważyć pasące się koziorożce.
   
Wyglądało to trochę śmiesznie. Turysta zazwyczaj w Alpach napotyka pasące się owce albo krowy, ale tutaj jako by nic pasłyy się koziorożce. Szkoda tylko, że nie były bliżej. Po dwu godzinach stoimy u progu schroniska. Zauważam inne pasące się stadnie istoty. Tym razem ludzkie. W jadalni wszystkie stoły są zarezerwowane dla tych z lepszej półki. Tutaj będzie podawana kolacja dla drałowiczów na GP z przewodnikiem. Dla nas, którzy nie korzystają z tej służby, musi wystarczyć malutkie pomieszczenie obok. My jednak chcemy skorzystać z ciepłego słoneczka i zrobić sobie obiado-kolację jak na nas przystało. Kamienie są dla nas krzesłem i stołem zarówno. Szybko się kwaterujemy. Cena noclegu w matracenlager wszędzie taka sama ? 20 Euro za osobę, 10 Euro za osobę z kartą Alpenverein. Pokoje i tak są zajęte przez tych z przewodnikiem. Trochę nam trwa znaleźć właściwe wejście nad poddasze, ale w końcu się udało.
   
Matracenlager w tym schronisku ma 33 miejsc i ma tą zaletę, że nocleżnik musi chodzić w pokorze zgięty na wpół albo siedzieć. Mogę dodać, że my tutaj spaliśmy ze środy na czwartek i było nas tam razem tylko 9. Kiedy sprawdzaliśmy drugi dzień obsadę, było już i tu o wiele nocleżników więcej. Szybko wylatujemy ze schroniska w celu przygotowania sobie czegoś do jedzenia na świeżym powietrzu.
   
Przy okazji suszymy przepocone buty i inne rzeczy. W schronisku nie jest suszarka do butów. Robimy też ostatnie zdjęcia.
    - jezioro Moncorve przy schronisku, w tle Cierforon i Monciair
Po zachodzie słońca szybko robi się zimno i my też czmychamy do schroniska. W jadalni jest jak w ulu. Każdy zespół ma swoje miejsce przy stole i wszyscy słuchają wykładu swoich guru. Dla nas zostaje miejsce w małym pomieszczeniu obok.
   
Koledzy kupują sobie herbatkę (1 l dzbanek 6 Euro), ja piwko (0,6 l 5,5 Euro). Raz kozie (raczej koziorożcowi) śmierć. Nie szkoda wydać te pieniądze. Napój turysty najlepiej dopełnia utraconą energię. Tutejsze schronisko ma jeszcze jedną zaletę. Woda nadaje się do picia i nie trzeba jej kupować. W zeszłym roku podczas odwiedzin Grossvenedigera nie dbałem ostrzeżeń i potem miałem problemy z moim układem odbytowym. Większa część obsady chałupy szykowała się do jutrzejszego wyjścia. Przewodnicy rozdawali swym klientom ekwipunek lodowcowy. No tak, dlatego te małe plecaczki na podejściu. My poszliśmy spać. Ekwipunek sobie już rozdaliśmy na dole. Dobranoc.

Koniec dnia pierwszego. Cdn.... uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
21-09-2013 12:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Gran Paradiso - cztery tysiące dla każdego - Stasiu - 21-09-2013 12:59 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: