Odpowiedz  Napisz temat 
Zugspitze i Wildspitze
Autor Wiadomość
Sylwas72

***


Postów: 89
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Apr 2013
Status: Offline
Post: #1
RE: Zugspitze i Wildspitze

Dzień drugi 18.08.2013

Budzik ustawiony mieliśmy na 5:00, szybkie zebranie się i na początku szlaku byliśmy o 5:25. Szlak rozpoczyna się od leśnej drogi, która doprowadza nas do wąwozu Hoellentalklamm, wejście płatne 4 Euro. Wąwóz ten prowadzi nas przez 2,7 km rwącego potoku z licznymi wodospadami i podchodzimy nim o 300 m wyżej, podczas drogi przechodzimy raz na lewą raz na prawą stronę potoku przez liczne mostki. Droga prowadzi przez wydrążone w skałach tunele, podejścia po skalnych schodach a zewsząd kapie woda, dlatego dobrym pomysłem jest ubranie kurtki przeciwdeszczowej. Po przejściu wąwozu dochodzimy do bardziej ostrego podejścia, które wyprowadza nas na leśną polanę gdzie znajduje się schronisko Höllentalangerhütte. Tutaj robimy przerwę na śniadanie a ja podejmuję decyzję, że idę swoim tempem a koledzy idą szybciej i po wejściu na Zugspitze idą dalej do biwaku na Grani Jubileuszowej. Decyzja moja była spowodowana moim kontuzjowanym kolanem, niestety słabą kondycją i 18-kilogramowym plecakiem. Tutaj praktycznie się rozdzieliśmy a ja swoim tempem ruszyłem w dalszą drogę, która po krótkim płaskim odcinku doprowadziła mnie do podejścia pod ferratę. Tutaj ubrałem uprząż, założyłem lonże, po krótkim odcinku ferraty okazało się, że te wszystkie zabawki nie są potrzebne no może na odcinku zwanym "Deska" co bardziej bojaźliwi mogą odczuwać potrzebą przypięcia się. Ferrata a następnie trochę skalnego podejścia doprowadziły mnie do terenów pokrytych piargami, po których poruszanie się jest niezbyt konfortowe gdyż wszystko co na ziemi usuwa się spod nóg. Tego typu tereny zaprowadziły mnie do początku lodowca Höllentalferner, mój plecak i tak był już wyjątkowo ciężki także postanowiłem na tak mały lodowiec nie zabierać raków. Przejście przez lodowiec pomimo braku raków nie stanowiło większego problemu i w miarę szybko pojawiłem się pod wejściem na drugą na szlaku ferratę, która ciągnie się około 500 m do góry i doprowadza na sam szczyt. Ciężki plecak i ból kolana spowodowały wrażenie, że to podejście nie ma końca. Jeszcze przed wejściem na ferratę niebo zasnuło sie chmurami a przed samym szczytem wystąpiły przelotne opady deszczu. Po morderczej wspinaczce o około godziny 18 pojawiłem się na Zugspitze, niestety ze szczytu nie było widać praktycznie nic. Ponieważ pogoda zespuła się całkowicie musiałem się rozejrzeć za jakimś przytulnym miejscem osłoniętym od deszczu na nocleg. Miejsce na nocleg znalazłem na samym dole przy wejściu do jakichś pomieszczeń technicznych od strony austryjackiej. Noc minęła bez problemów a rano gotowy byłem do zejścia.







Dzień trzeci 19.08.2013

W pierwszej wersji miałem z samego rana ruszyć na Grań Jubileuszową aby dołączyc do kolegów, którzy spędzali noc w biwaku. Pogoda niestety nie nastrajała optymistycznie i zdecydowałem się na zejście do jeziora Eibsee a później powrót na parking w Hammersbach. Pierwszym problemem zejścia był brak możliwości znalezienia szlaku (żadnych oznaczeń na szczycie). Nie mając większego wyboru ruszyłem jedynym szlakiem schodzącym na stronę austryjacką, na szczęscie po około 300 m pojawiła się informacja o kierunku szlaku do jeziora Eibsee. Początkowa faza zejścia to skalne tereny często przeplatane ubezpieczeniami w postaci drabinek i stalowych lin. W otoczeniu takich terenów docieramy do piargowej ścieżki, która doprowadza nas do schroniska Neustädter Hütt. Po kilkunastominutowej przerwie ruszam w dalszą drogę, niestety przelotne opady deszczu przechodzą w ciągły. Droga od schroniska prowadzi przez skalne zejścia przeplatane górskimi łąkami na których pasą się owce. W takim otoczeniu docieram do terenów leśnych gdzie deszcz już nie pada a leje. Leśna ścieżka wydaje się nie mieć końca ale, że wszystko ma swój koniec to i ja dochodzę do dolnej stacji kolejki linowej z Eibsee na Zugspitze. Stamtąd dochodzę po kilku kilometrach do parkingu w Hamersbach. Międzyczasie dostaję informację od schodzących z Grani Jubileuszowej kolegów, że na parkingu będą około 18, ponieważ deszcz cały czas leje, na kolegów oczekuję w samochodzie. Gdy już połączyliśmy siły i z smsa dowiedzieliśmy się, że na jutro i pojutrze zapowiedana jest poprawa pogody ruszamy do Austrii aby znaleźć nocleg i chociaż trochę się podsuszyć. Niestety znalezienie noclegu w rozsądnej cenie graniczyło z cudem a nad nami zawisło widmo noclegu w samochodzie. Na szczęście na jednym z austryjackich kempingów znalazł się pomocny człowiek, który umieścił nas w pomieszczeniu na narty gdzie w cieple spędzilśmy noc wcześniej biorąc upragniony prysznic w cenie 0,75 Euro.






więcej zdjęć tutaj:
https://plus.google.com/u/0/photos/10016...8161399505

Dzień czwarty 20.08.2013

Rankiem faktycznie pogoda miała się ku lepszemu co zdecydowanie poprawiło nam humory. Po zjedzeniu śniadania opuściliśmy miłe miejsce gdzie gospodarz wyciągnał do nas pomocną dłoń. Koledzy z rana postanowili przejść pobliską ferratę a ja czując jeszcze w nogach wczorajsze zejście z Zugspitze zostałem na parkingu i spędziłem czas wylegując się na ławce, międzyczasie słońce coraz więcej wychylało się zza chmur susząc do końca nasze mokre rzeczy. Koledzy wrócili z ferraty, zjedliśmy coś w stylu obiadu i ruszyliśmy do Vent a dokładnie do położonej o kilometr dalej malutkiej miejscowości z tylko dwoma pensjonatami Rofen. Tam udało na się zaparkować samochód na bezpłatnym parkngu gdzie przygotowaliśmy się do wyjścia w góry celem zdobycia Wildspitze. Droga z Rofen do schroniska Breslauer Hütte zajmuje około 2,5 godziny, ja dotarłem tam w oszołomiającym :-) jak dla siebie czasie 2 godzin 45 minut. Pod schroniskiem uzupełniliśmy zapasy wody i ruszyliśmy szlakiem na Wildspitze do położonego około 800 m. dalej stawu gdzie założyliśmy obóz szturmowy :-). Znajduje się tam doskonała wyczyszczona platforma pod namiot oraz ułożona z kamieni zapora przed wiatrem gdzie można bez problemu zagotować wodę. Ponieważ na zewnątrz temperatura spadła do 2 stopni i zaczynało sie ściemniać zapięliśmy się w śpiwory i poszliśmy spać. Jeszcze przed wejściem do namiotów na moment zza chmur wyłonił się nasz cel - Wildspitze.






Dzień piąty 21.08.2013

Telefon rozbrzmiał o godzinie 5:00 i niestety trzeba było wyjść z cieplutkich śpiworów na zewnątrz gdzie temperatura była poniżej zera co znacząco spowolniło gotowanie wody na herbatę a namiot od zewnątrz był miejscami oszroniony. Gdy tylko trochę się rozjaśniło nadszedł czas na atak szczytowy, początkowo szlak wiedzie kamienną drogą, która doprowadza nas do pola śnieżnego gdzie ubieramy raki i wiążemy się liną. Dalej ruszamy mozolnie ścieżką trawersując zygzakami śnieżny lej, który w ostatniej częsci jest bardzo ostro nachylony. Po męczącym śnieżnym podejściu rozwiązujemy się i zdejmujemy raki aby rozpocząć około 100 metrową wspinaczkę ubezpieczoną stalową liną na przełęcz Mitterkarjoch. Tam ponownie zakładamy raki i wiążemy się liną ponieważ czeka nas przejście przez lodowiec Mitterkarferner. W początkowej części droga przez lodowiec jest w miarę płaska aby pod koniec przejść w około 30 stopniowe śnieżne podejście, którym dochodzimy do ostatniego około 100 metrowego podejścia pod Wildspitze. Tutaj zostawiamy niepotrzebny balast w postaci liny, raków, kijków i ruszamy w ostatnie podejście, na szcycie meldujemy się około 11:20 - Wildspitze 3774 m.n.p.m. zdobyty. Z uwagi na to, że pogoda tego dnia była rewelacyjna ze szczytu rozpościerała się doskonała panorama Alp oraz panował tu dość duży ścisk. Po obowiąkowych fotosesjach ruszyliśmy w drogę powrotną, która przez lodowiec i część skalną za przełęczą przebiegła szybko i bez problemów. Problemy rozpoczęły się w momencie zejścia dość mocno nachylonym polem śnieżny gdzie Arturowi ujechał rak i zaczął się zsówać a ja próbując go zatrzymać pojechałem razem z nim, z każdą chwilą nabieraliśmy prędkości a ja obawiałem się żeby nie wjechać Arturowi rakami w głowę. Całe szczęście całkiem nieźle wychodziło mi hamowanie rakami co utrzymywało mnie w stałej pozycji na tyłku :-) co umożliwiło mi w pewnym momencie wyminięcie Artura i zatrzymanie się po około 50 m. jazdy. Artur zatrzymał sie kilka metrów bliżej, po za otarciem łokcia Artura nic nam na szczęście się nie stało ale nauczyło nas, że na takich zejściach należy zachować szczególną ostrożność a łapanie jadącego kolegi nie wiele daje. Po zejściu trochę niżej i opanowaniu nagłego napływu adrenaliny poszliśmy niżej do naszego obozu, poskładaliśmy wszystko i ruszyliśmy do schroniska a następnie w drogę powrotną do samochodu. Na parkingu zrobiliśmy zasłużony odpoczynek i pojechaliśmy pod kolejną ferratę, którą mieli w planie koledzy, ja już do końca pobytu w Alpach zdecydowałem się na odpoczynek. Jeszcze tego dnia przenieśliśmy się spowrotem do Grainau pod Zugspitze na nocleg.






więcej zdjęć tutaj:
https://plus.google.com/u/0/photos/10016...3797598145



http://lonoprzyrody.cba.pl
https://www.facebook.com/groups/403347089837608/
28-08-2013 10:03 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Zugspitze i Wildspitze - Sylwas72 - 29-07-2013, 05:13 PM
RE: Zugspitze i Wildspitze - Sylwas72 - 14-08-2013, 05:48 AM
RE: Zugspitze i Wildspitze - Sylwas72 - 28-08-2013, 09:58 AM
RE: Zugspitze i Wildspitze - Sylwas72 - 28-08-2013 10:03 AM
RE: Zugspitze i Wildspitze - Sylwas72 - 28-08-2013, 10:05 AM
RE: Zugspitze i Wildspitze - Annapura - 28-08-2013, 06:55 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: