Odpowiedz  Napisz temat 
Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa

Dzień drugi - 18.8.2012

Rano pobudkę nam robią Ci, którzy są już niecierpliwi wyjścia na trasę. Jest to wszechobecnie znane, wystarczy jak jeden się poruszy i wnet powoduje lawinę. Wszyscy zaczęli wyskakiwać z łóżek i zrobił się ogólny harmider. Czym prędzej zabieram wszystkie bebechy i wyskakuję przed chatę. Na szczęście nie jest zimno. Na tej wyskości poranki bywają chłodniejsze. Dzisiaj temperatura była dla nas miłościwa. Przed chatą mam dopiero miejsce i czas na przepakowanie wora. Zbędne fatałaszki zostawiam w chacie. No i śniadanko z widokiem jest do niezapłacenia.
   
Nasza strategia jest jasna. Czeka nas 3 godziny i 700 m przewyższenia na wierzchołek. Nigdzie się nie śpieszymy, puszczamy do przodu grupy organizowane. Wiadomo, przewodnika czas jest drogi i dlatego mu z klientami śpieszno. Przewodnik ma i dla nas jedną darmową wygodę. Wie gdzie dreptać i ze swoją ekipą wyznaczy chodnik i my nie będziemy musieć błądzić między szczelinami. Od chaty idziemy jeszcze po skale około 30 minut do kamiennej mogiły. Z tąd przy dobrej pogodzie widzimy co nas czeka.
    - starałem się wyznaczyć co najdokładniej przebieg trasy
Od tego miejsca rozpoczynają się igraszki na lodowcu. Do zabawy niezbędne są takie zabawki jak szpilki, czekan (kijki) i uprząż. Zabawa polega na tym, że grający są związani razem sznurkiem i jak najlepiej muszą przejść z miejsca A do miejsca B, gdzie B jest zazwyczaj umieszczona na jakimś kopcu. Dzisiaj to był szczyt GV. Żeby nie było tak łatwo, na drodze są zastawione przeszkody w postaci szczelin i dech wyciągających podchodach. Wychodzimy na lodowiec Mulwitz.
   
Przed sobą widzimy poszczególne grupki innych ekip i też półmetek - szerokie siodło Reinertörl (3422 m). Pierwsza połowa chodnika do siodła jest relatywnie płaska a poszczególne szczeliny nie wyglądają groźnie. Można je bez obaw przekraczać. Mamy szczęście na pogodę i widoki są przepiękne.
    - wzteczne spojrzenie na pierwszą połowę chodnika
Druga połowa do siodła jest już trudniejsza. Od skalnej odnogi wierzchołka Rainerhorn chodnik się najpierw znacznie podnosi. Z tym by jeszcze nie było problemu. Przeca my jakie górole są ni? Nie jest to stromy pion, tylko trochę więcej przewietrzy płuca. Tutaj szybkość wyjścia i tak jest zależna od najsłabszego członka zespołu. Chyba jednak najniebezpieczniejsze miejsce było tuż przed osiągnięciem siodła Reinertörl. Lodowiec jest tutaj najgrubszy i szczeliny są już groźniejsze. Niekiedy nie da się je wymijać i trzeba je przechodzić po lodowych mostkach. Zauważyłem, że przy intensywnym słońcu mostki obficie puszczały wodę. Nie chciało mi się próbować własnym ciałem nosność takich mostków. Dodam jeszcze, że niektóre szczeliny mogły mieć głębokość więcej jak 7 m. Można sobie wyobrazić, kiedy spadnie śnieg, szczeliny zakryje i na dodatek jest mgła. Wtedy takie miejsce można porównać do pola minowego. Nie wiem jeżeli ktoś zna, ale jak patrzyłem do mapy, to można wybrać inny wariant podejścia do siodła. Od skalnej mogiły iść więcej na wprost i w prawo mijać wierzchołek Rainerhorna. Do siodła potem dotrzeć omijając Rainerhorn z drugiej strony. Wg mapy by miało być bez szczelin, ale trochę dłużej. Docierając do siodła, kończą się największe problemy.
    - wzteczny widok na szerokie siodło Reinertörl i wierzchołek Rainerhorn
Czeka nas jeszcze 200 m podejścia po "oślej łące".
    - w prawo w tyle widać ekipy, które wychodzą od Neue Prager Hütte - dalszy możliwy wariant wyjścia - 4 godziny
Tutaj też kumulują się wszystkie ekipy. Jedni wychodzą, drudzy schodzą i jeszcze inni odpoczywają i świętują odwiedziny GV, ponieważ na wierzchołku nie jest zbytnio miejsca na odpoczynek. W takim otoczeniu i my powoli dochodzimy do wierzchołkowej czapy. Trochę dalej pokazuje się nam też wierzchołkowy krzyż.
   
Na samym końcu jeszcze mała niespodzanka w postaci śnieżno-lodowego grzbieciku, który nie jednego wędrownika połaskocze na sercu.
   
No i faktycznie po 3 godzinach powolnego gramolenia się jesteśmy na szczycie GV. Klasyka - pstrykanie fotoaparatami i euforia. Na nic innego nie ma miejsca i czasu. Do tego dmucha zimny wiatr.
    - śnieżno-lodowy grzbiecik od krzyża
Też, jak inni, postanawiamy większy postój zrobić pod wierzchołkiem. Tam jest bezwietrznie ciepło. I tak na szczyt się pchają kolejne ekipy i robi się ciasno. Zwłaszcza mijanie się na grzbieciku jest do zapamiętania. Robię jeszcze jedno zdjęcie,
    żeby zadokumentować końcowy fragment wyjścia od Neue Prager Hütte, które akurat łączy się z naszym na grzbieciku. Mamy sporo czasu, jest dopiero 11:00, i dlatego długo infiltrujemy całą przestrzeń, która nas otacza. Wogóle nam się nie chce wracać. Czeka nas zejście aż do parkingu. Na szczęście mamy po drodze dwa schroniska i jest powód do wypoczynku. Najpierw schodzimy do siodła , gdzie nas czekają znowu te nieprzyjemne szczeliny. Ostrożnie jedną staram się zfotografować.
   
Chyba jednak nie udało mi się ująć całej tej powagi. Nie miałem odwagi stać na lodowym mostku, fotografować tą czeluść pode mną i polegać na tym, że to wszystko wytrzyma. Do skalnej mogiły powracamy bez uszczerbku na zdrowiu. Jeszcze ostatnie spojżenie na lodowiec
   
i możemy schodzić w dół. Właściwie schodzenie rozpoczyna się od chaty. Tam najpierw gotujemy obiadek, dodajemy do worów resztę zbędnych rzeczy (dlaczego ja zawsze biorę tyle jedzenia, które potem i tak znoszę z powrotem) i czeka nas typiczna dreptanina w dół. Płuca tym razem odpoczywają, ale znów kolana i stopy dostają wycisk. Jeszcze parę zdjęć z zejścia,
       
robimy powinny odpoczynek przy następnej chacie i możemy się o 18:00 meldować na parkingu zamykając tym naszą wyprawę. Młodzi jadą z powrotem do domu a ja powracam w Dolomity. I to koniec jednej przygody. Dreptanie w Dolomitach, to już inna strona. Dziękuję za uwagę.

Zakończenie: Wyjście na GV wydaje się łatwe. Faktycznie przy dobrych warunkach pogodowych nie stwarza problemów. Jedyne problemowe miejsce to wymijanie szczelin pod siodłem Reinertörl (w naszym przypadku, inne warianty nie znam). W razie niepogody każde kopczyki są niebezpieczne i wtedy łatwa trasa zamienia się w pułapkę. Trasa jest dobra dla tych, co rozpoczynają swoje wojaże na lodowcach i jako przygotowanie do poważniejszych zmagań naprz. Großglockner.

P.S.
Żeby sobie ktoś nie pomyślał, że było lekko. Na trasie trzeba pokonać i takie ścianki. innocent giggle
   



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
29-08-2012 07:47 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
RE: Großvenediger - udana wyprawa rezerwowa - Stasiu - 29-08-2012 07:47 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: