Sobota, 19 marca 2011 roku. Godziny wczesno poranne. SMS nadciąga za grani. "Nie jedziemy na Babią. Pogoda pokazała kły, pazury i zawarczała". Znaczy się odcieło Paulinkę od świata. Zmiana planów na wtorek. W ramach zwiedzania Bielska i wyciągania funduszy z Antykwariatu człowiek ukulturni się również turystycznie. Paulina ma zaplanować trasę, ja mam się nie odzywać
.
Wtaczam się do Bielska za pomocą PKP. Tylko 11 minut opóźnienia. Jak na trasę 21 kilometrową to i tak był za szybko. Nogami własnymi docieram do Antykwariatu, pobieram haracz i czekam na Panią P. W międzyczasie nabywam w sklepie z zabawkami piękne modele samochodów. W tym cudny Duży Fiat z napisem Milicja. Niech dziecinki uczą się histori.
Z mroku wyłania się Paulina. Unikam kół Jej auta i ruszamy. Przed nami cel - Magurka Wilkowicka. Szlakiem żółtym. Przez betony, błota, trawki i śniegi. Nawet szybko nam to poszło
. Forma rośnie, Pedro drżyj
. Plotkujemy po drodze, Paulina oświeca mnie co do widoków. Mądra z Niej Niewiasta. Trochę ujęć przyrody i zwierzaków górskich. Oto przykład:
Poza nami ludzi jakoś mało. Pewno pracowali dla Ojczyzny. No i w pięknym stylu docieramy do schroniska. Po drodze jeszcze takie coś było widać :
A to schronisko i turystka górska:
Wnikamy do schroniska gdzie robimy przegląd budynku. Ale to nieważne. Zaczeła się rzeź ... Ekolodzy mogą się oddalić gwałtownie. Zrobiliśmy to dla dobra mas turystycznych. Co by nikogo miś zły nie porwał. Do tańca na przykład. Te typki już nikomu nie zagrożą :
Nie będę ukrywał, że większy udział w wycięciu bydlaków miała Paulina. Zwłaszcza w drodze powrotnej. Prawie w totalnych ciemnościach. gwiazdy świeciły, upiory wyły, a myśmy dzielnie szli. I doszliśmy. W aucie impreza. I czas wracać. Dobra pani Paulina zawiozła mnie pod domek ( Dom Dobroci bielił się 80 metrów dalej ). Bardzo dziękuję i do kolejnej wycieczki.
Dziękuję za uwagę.