|
Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
|
| Autor |
Wiadomość |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Budzik dzwoni o 5:34 - mam coś w głowie, co nie pozwala mi nastawić końcówki minut ani na "0" ani na "5". Za niecałą godzinę mam stać na drodze do Łysej Polany przed wynajmowaną na Toporowej Cyrhli chatką i wyglądać czerwonej, adminowej Hondy z czwórką forumowiczów. Robię śniadanie, termos herbaty, wszystko w dość leniwym tempie - mam jeszcze sporo czasu. Przegryzając robione na bieżąco kanapki zastanawiam się nad obranym planem - Lodowa Przełęcz i przejście Tatr po słowackiej stronie z południa na północ. Nie chodziłem jeszcze po stronie słowackiej, brzmi interesująco. I może w końcu się złażę...
SMS: "Już jesteśmy na miejscu. Wiem, że przed czasem, poczekamy. Nie śpiesz się".
Koordynacja ruchowa na najwyższym poziomie: pochłanianie kanapki, (nie nazwał bym tego jedzeniem), zakładanie butów i robienie bałaganu w plecaku jednocześnie - czas operacyjny: minuta, 27. Cholera, jeszcze kibel! Chwila, moment, kije w łapy, biegiem. Miałem podziękować właścicielce za nocleg - podziękuję następnym razem. Na zewnątrz szybki rzut oka dookoła na to, czego nie widzę, a powinienem. Optymista by powiedział: nie pada. W umówionym miejscu czeka Honda. Honda? To ma być... Honda??? Podchodzę do Ho... do samochodu, wysiadają 4 osoby. Tak poznaję pierwsze postaci forum GŚ: Anettę i Rycha oraz Marychę i Pedro admina (to jedyny osobnik, który ma na forum tyle gwiazdek co Burj Al Arab). Robimy mały remanent w bagażniku, żeby upchać jeszcze jeden plecak, wsiadamy i ruszamy w stronę Łysej Polany.
Długi weekend, sobota, 25 czerwca, godzina 6:21.
Niezbyt długa jazda samochodem owocowała w rozmowy o tym, czego nie widzimy po lewej, a co powinniśmy widzieć po prawej. Nawet zaparowane szyby nie pomagały... Jazda nie trwa długo i wkrótce możemy obserwować mgłę z przystanku w Tatrzańskiej Jaworzynie bez pośrednictwa okien. Za 20 minut autobus do Tatrzańskiej Leśnej - gdziekolwiek to jest
O właśnie! Nie mam Euro Grunt, że Anetta z Rychem mają nadwyżkę, choć jak się później (na nasze szczęście) okazało, nie dużą.
1,8E od osoby i "śmigamy". Podczas niemal godzinnej jazdy dochodzimy zgodnie do wniosku, że przy dwóch osobach czekających na przystanku nie opłaca się kierowcy gasić autobusu, a przy czterech, gasi zawsze. Trzeba jeszcze raz pojechać i sprawdzić reakcję przy trzech osobach. No i jak postępują z miesięcznymi? W każdym razie podziw za zaufanie do akumulatorów.
Jezusie, ile tam jeździ w sobotę ludzi!? Wysiadamy. kierujemy się na zachód wąską, raczej mało uczęszczaną, krzaczastą ścieżką, znakowaną żółtym kolorem. Aura raczej nie napawa optymizmem, mimo to Anetta i Majka znajdują miejsca na zdjęcia.
Po około godzinnym marszu spokojnym tempem docieramy do wodospadów Zimnej Wody.
Dobre miejsce na odsapkę i kilka zdjęć.
Przy następnych wodospadach nie zagrzewamy na dłużej miejsca - zacina deszcz i trochę wieje.
Chwila przerwy, ruszamy i po kilkunastu minutach stoimy pod daszkiem Rainerovej Chaty.
Pierwszy raz miałem przyjemność zobaczyć Nosiciowy "plecak" - może nie największy, 3 kraty Bazanta, ale tych drewnianych, masywnych stelaży im nie zazdroszczę. Przerwa, to przerwa. Zwalamy toboły w wejściu i zasiadamy do piwa i przekąsek. Zlaty Bazant po 1,5E - nasz stan waluty na wyczerpaniu. Na szczęście przyszły z nami jeszcze 2 Kasztelany. Siąpi. Raz bardziej, raz mniej, ale bez przerwy. Jakieś cholerne, żółte kwiatki za tym małym oknem na przeciwko baru cały czas dają złudzenie odbijanych promieni słońca - tylko złudzenie. Dodatkowy fakt znalezienia się w bardzo klimatycznym miejscu zaczął stawiać powodzenie wyprawy na ostrzu noża - zwłaszcza po drugiej kolejce, kiedy to weszły w życie rozmowy, czy wąsaty barman w kapeluszu przyjmuje złotówki Bartek - kierownik wyprawy i nasz kierowca - jak na prawdziwego drogowca przystało, pije równo z innymi, z tą małą różnicą, że Kasztelany - od Bazantów mocniejsze
Zaczynamy szukać alternatywnej trasy na resztę dnia - wszystkie mają wady: jak nie droga powrotna, to brak autobusu wieczorem do auta. Bez wady okazało się tylko jedno rozwiązanie - Lodowa Przełęcz. Do tego z jedną zaletą - admina do powrotu orzeźwi I tak w ogóle, to wyjrzało słońce!
Decyzja zapadła - idziemy minimum do Chaty Terycho. Trochę szkoda dwóch godzin siedzenia w Rainerovej, ale - jak się później okaże - było warto
W zmiennej, czasem słonecznej, czasem deszczowej i zimnej pogodzie podchodzimy w górę do oddalonego o niespełna godzinę marszu Schroniska Zamkowskiego. Ładnie, ładnie, ale nie ma czasu - omijamy schronisko i idziemy wyżej jak od początku wędrówki - w tym samym, zwartym szyku: Bartek przeciera szlak, Anetta kontroluje, czy nikt nie pozostaje w tyłach. Nad linią lasu zrobiło się już nieprzyjemnie mokro, wietrznie i stopniowo robi się śniegowo. Na około pół godziny przed schroniskiem dokuczał już deszcz ze śniegiem (a może śnieg z deszczem?), Jednak coraz silniejsze podmuchy wiatru przynajmniej nas ździebko wysuszył. Może nawet bardziej niż ździebko...
14:40. Chata Terycho, 2015m.n.p.m. Temperatura lekko powyżej zera. Zasiadamy w schronisku do pierwszego dzisiaj poważniejszego posiłku - kanapki, czekolada, herbatka, Rysiu wydobył z plecaka kabanosy..! Nie zapomnę tego, Rychu!
Rozmowa przy stole schodzi na niebezpieczny temat powrotu tą samą drogą - Bartek zaczyna marudzić, że obawia się tego, co nas czeka na górze. Cholera, My prawie jesteśmy na górze! Bezwzględnie przesadna troska organizatora o ekipę. Bardziej martwi nas dość późna godzina znalezienia się na Przełęczy w średnio korzystnych warunkach. Decyzja była szybsza niż w Rainerovej, ale też nie 100% pewna:
- Podejdziemy trochę wyżej i jak będzie źle, to zawracamy.
- Tak jest Panie kierowniku! 
Wymarsz po godzinie 15. Wedle mapy, do Przełęczy półtorej godziny. Przechodzimy śliskie głaziska (wkurzające, ale krótkie) za schroniskiem i zaczyna się podejście w coraz mniej letnich warunkach. W dość szybkim tempie (i dużej chlapie) osiągamy szlakiem grań rozdzielającą Dolinę 5 Stawów Spiskich z Dolinką Lodową, do której schodzimy lekko opadającą ścieżką. Na zalegającym płacie śniegu pod Czerwoną Ławką (jak większość, niewidoczną) maszeruje sobie kozica - chyba, że to nietrzeźwy forumowicz.
Kilkanaście minut po rozgałęzieniu szlaków na Czerwoną Ławkę i Lodową Przełęcz podchodzimy do Lodowego Stawku - chwila przerwy, zdjęcia i ostatnie podejście. Może i dobrze, że naukładali tych drewnianych drągów na osuwisku, ale stopnie za to wysokie i raczej męczące. Do tego cholernie śliskie.
O! I jeszcze jakieś łańcuchy?! Ale to bodajże ostatnie kroki do góry.
Taaak, to już Prze...
Przej***ne! Ale Piździ!
Cholera, jednak schowani w mleku i opadach za granią mogliśmy odczuwać prawdziwy komfort w stosunku do tego, co jest na przełęczy. Ni stąd ni z owąd przyszły mi do głowy proroctwa admina:
"Obawiam się tego, co czeka nas na górze".
Taa, a Ja to pierdzielę, wracam skąd przylazłem! W tą stronę, gdzie mamy teraz schodzić nie daję rady nawet patrzeć!
Jakoś nie paliło się nam do pozowania do grupowego zdjęcia na przełęczy. Radość średnia na twarzach i jakoś wszyscy patrzą nie przed siebie, lecz na to co za nami.
Bartek dość szybko podjął pierwsze kroki w dół - rzecz jasna w kierunku Doliny Jaworowej zatrzymując się co kilka kroków w poszukiwaniu szlaku. Dość komfortowo jest mieć admina - przewodnika w sytuacji, gdy braku widoczności i orientacji pomaga jeszcze warstwa lodosoczewek na okularach. Żebym tak chociaż widział, gdzie nogę stawiam!
A w głowie znowu:
"Obawiam się tego, co czeka nas na górze".
Samo z siebie zaczęło mi się nucić refren piosenki Formacja Nieżywych Schabuff:
- Lato, laaaaato, lato wszędzie...
Oblodzone te cholerne kamienie. Jedyne co zachowało się sprzed przełęczy to szyk marszu. Różnica tylko była taka, że kiepsko się widzieliśmy. Jeden raz tylko wstrzymał schodzenie krzyk Rycha - Anetta miała małe kłopoty techniczne w zlodowaciałym miejscu, ale szybko sama się z nim uporała. Nadal mocno gwiździ, nadal sypie, nadal mało widać.
"Obawiam się tego, ...."
Wrrrrr!!!!!!!
Wolę już "Lato ..."
Jak się okazało, nie trzeba było wcale długo schodzić, żeby warunki zaczęły mniej życie utrudniać. A może to wydawało się krótko? Nie pamiętam. W każdym razie bez strat w ludziach udaje nam się dotrzeć do niższych partii (1900-2000mnpm), w których kroczek po kroczku, stopień po stopniu mijał mój najdłuższy do tej pory powrót doliną do początku szlaku.
Spotykamy po drodze dwie dziewczyny idące do góry - do schroniska. Od razu wiadomo było, że to polki. Szlak w sumie miały przetarty, nie wiadomo tylko na jak długo (albo jak krótko). Nie było później informacji o ofiarach w tym rejonie więc czy dotarły do celu, czy nie - żyją.
Jedynym uprzyjemnieniem tego powrotu były spojrzenia na ciągnące się wzdłuż szlaku Mury Jaworowe - iście zacne.
Nie! Nie jedynym! Jeszcze bardziej zacna okazała się przerwa na zaproponowany przez Majkę "sok z gumijagód". Mniam Po kilka łyczków dla każdego i nawet kierowca się skusił
Co dobre, szybko się kończy...
Powrót do linii krzaków ograniczył widoczność, a marsz przez błoto, kamienie w strumykach, i mokre, włażące na szlak zarośla dość mocno się dłużył. Ściemniło się już i moje "bystre" oczy co chwilę dostrzegały w gęstwinie niedźwiedzie:
był niedźwiedź - głaz, niedźwiedź - karpa i parę podobnych.
No aaaa, daleko jeszcze?
Z chwilą wejścia na asfaltową drogę (jeszcze na szlaku) zaczęła się rozmowa o nawierzchni - nie pamiętam, kto ją zaczął, ale wiem, kto miał najwięcej do powiedzenia. I niech ktoś mi przypomni, co to był za atrakcyjny budynek niedaleko końca naszej drogi? 
Budynki, budynki! Nareszcie jakaś wioska! Lada moment koniec marszu. I jak to najczęściej bywa, wypadki zdarzają się w pełnym rozluźnieniu podczas schodzenia. Tak było i w naszej wyprawie:
- najznamienitszego koordynatora małopolskich prac drogowych pokonała zwykła, drogowa dziura! Nie spodziewał się jej za granicami kraju
21:02 - przystanek w Tatrzańskiej Jaworzynie. Drugi raz dzisiejszego dnia cieszy mnie widok Hondy. Pakujemy się całkiem sprawnie i jazda do Zakopanego.
Szał telefonów i smsów. No tak, cały dzień bez zasięgu.
Jakiś spożywczak po drodze - jakieś amciu i parę piw należy kupić. Niby Rycho i Anetta mają pigwówkę (bardzo pyszną, jak się okazało), ale ostrożności nigdy za wiele
Zajeżdżamy pod Dom turysty (ciekawe czy nas wszystkich wpuszczą?). Problemów nie było, ale dla babki w recepcji jakieś tam zdziwienie - 5 osób w pokoju 2-osobowym. Dla forumowiczów nic w tym dziwnego - ważna jest powierzchnia, nie ilość łóżek. Powierzchnia i przelicznik % na pijących
A zdziwić się babka będzie mogła rano, gdy do pokoju 318 dołączą jeszcze 2 osoby...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-07-2011 09:30 AM przez szewczyczek.
|
|
| 13-07-2011 09:56 PM |
|
 |
Chariot
   
Postów: 107
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa lipcowo-zimowa
Nie chodziłem jeszcze po stronie słowackiej, brzmi interesująco.
no, to miales chrzest bojowy w tej dzikszej i piekniejszej czesci Tatr
piekna wyrypa-takie warunki lubimy 
|
|
| 13-07-2011 10:18 PM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa lipcowo-zimowa
No to Wam przymroziło tyłki w czerwcu
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 13-07-2011 11:05 PM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
|
| 14-07-2011 07:58 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Momentami był to "Bielszy odcień bieli"
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 14-07-2011 08:00 AM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
... Na Przełęczy oraz szczególnie przez jakieś 15-30 minut zejścia z niej było faktycznie rześko, mroźno i zawiejasto ...
Ale i tak nie zapomnę, jak mi powiedziałeś na przełęczy:
"Ciesz się, że mocno nie wieje!":cool:
|
|
| 14-07-2011 08:23 AM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Budzik dzwoni o 5:34...[...]... czas operacyjny: minuta, 27...[...]
Długi weekend, sobota, 25 czerwca, godzina 6:21.[...]...14:40. Chata Terycho, 2015m.n.p.m. Temperatura lekko powyżej zera.[...]Wymarsz po godzinie 15.[...] 21:02 - przystanek w Tatrzańskiej Jaworzynie.
Sprawiasz wrażenie perfekcjonisty. 
Samo z siebie zaczęło mi się nucić refren piosenki Formacja Nieżywych Schabuff:
- Lato, laaaaato, lato wszędzie...
Ale nam się forum rozśpiewało. W ciągu miesiąca, to chyba czwarta już relacja z podkładem muzycznym.
Szał telefonów i smsów. No tak, cały dzień bez zasięgu.
No nie zupełnie. Już po zejściu z Lodowej byliście w zasięgu. 
Bardzo mi się podoba Wasza wycieczka. Fajny opis jej przebiegu i Twoich wrażen, Wojtku. 
***
Ilekroć czytam opisy wycieczek w rejonie Lodowej Przełęczy i Doliny Jaworowej, przypomina mi się zagadkowa i tragiczna historia związana z rodziną Kaszniców, ktora rozegrała się kilkadziesiąt lat temu. Ale to tak na marginesie.
|
|
| 14-07-2011 08:42 AM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Sprawiasz wrażenie perfekcjonisty. 
Może troszkę... Może czasem... 
Szał telefonów i smsów. No tak, cały dzień bez zasięgu.
No nie zupełnie. Już po zejściu z Lodowej byliście w zasięgu. 
No właśnie nie wszystkie fakty pamiętam
Bardzo mi się podoba Wasza wycieczka. Fajny opis jej przebiegu i Twoich wrażen, Wojtku.
Ja również jestem zadowolony z wycieczki i z tego, że udało się dobrnąć do końca wedle planu. Choć, gdybyśmy mieli w Rainerovej jeszcze z 10E, mogłaby wyglądać zupełnie inaczej
Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-07-2011 11:40 AM przez szewczyczek.
|
|
| 14-07-2011 08:54 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Tak na marginesie to mi się od lat marzy aby ktoś nakręcił film na podstawie tych wydarzeń. Z klimatem "Pikniku pod Wiszącą Skałą".
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 14-07-2011 08:54 AM |
|
 |
TomaszRT
    
Postów: 1,711
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Ilekroć czytam opisy wycieczek w rejonie Lodowej Przełęczy i Doliny Jaworowej, przypomina mi się zagadkowa i tragiczna historia związana z rodziną Kaszniców, ktora rozegrała się kilkadziesiąt lat temu. Ale to tak na marginesie. 
to Ci co w okolicach Lodowej na tamten świat zeszli po wypiciu koniaku?
|
|
| 14-07-2011 09:06 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Ci sami. Przeżyła żona ...
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 14-07-2011 09:07 AM |
|
 |
TomaszRT
    
Postów: 1,711
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
nigdy nie przepadałem za koniakiem..
|
|
| 14-07-2011 09:16 AM |
|
 |
Sokół
Brak aktywacji konta
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
Fajny wypad Wam się udał. I dobrze, że nie mieliście koniaku....
|
|
| 14-07-2011 10:37 AM |
|
 |
yoter
    
Postów: 1,095
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2009
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
OK wypad - gratuluję, choć samemu wolałbym być mokry tylko od potu...
góry to początek nieba
|
|
| 14-07-2011 01:04 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Przełęcz Lodowa letnio-zimowa
No Szewcze, jeżeli z nami dłużej wytrzymiesz, to będą z Ciebie ludzie. Dobrze, że poszedłeś z samymi starymi (jasne, że wiekiem młodymi) wygami górskimi. Drugim razem będziesz wiedział, że do plecaka głównie się pakuje kabanosy, ser i piwko. Inne rzeczy są tylko do wypełnienia pustej przestrzeni wora, żeby na plecach zbytnio nie wisiał. No i trochę cudzej waluty, bo nigdzie darmowo nic nie dają.
Gratuluję udanej wycieczki.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 14-07-2011 05:22 PM |
|
 |
|
|