|
Epoka lodowcowa IV
|
| Autor |
Wiadomość |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
Epoka lodowcowa IV
Zakończyć sezon narciarski w Karkonoszach to było moje marzenie.
Dlatego gdy na plakatach informacyjnych PTT w Nowym Sączu pojawiła się informacja o wycieczce w czeskie Karkonosze nie trzeba było długo mnie namawiać. Szybka decyzja, kilkanaście dni oczekiwania i 16 marca o 23.45 stanęliśmy z Gosią w progu autokaru do Rokitnic nad Jizerą.
Pod nami, w bagażniku, oprócz plecaków musowo znalazły się biegówki. Jechały sobie w towarzystwie nart zjazdowych, a także kilku par biegowych, których właściciele również znajdowali się w tym autokarze. Po wielu, wielu godzinach jazdy, rankiem 17 marca wypełzliśmy na rynku w Rokytnicach, wymięci jak psu z gardła, acz pełni werwy by zdobywać góry wszelakie. Najpierw zdobyliśmy jednak pokój, potem jakąś kawę, śniadanie, a następnie przegrupowaliśmy siły i sprzęty, by ruszyć na szlak.
Zapomniałem wspomnieć o pogodzie? Jak to napisał nam w sms-sie Sylwester: każdy ma taką pogodę, na jaką zasłużył. Cóż, chyba byliśmy niegrzeczni, bo od rana niebo pokryły niskie, deszczowe chmury, z których raz po raz przeciekała H2O. Takie warunki miały utrzymać się praktycznie do końca wyjazdu, czyli do niedzieli. Pozostawiwszy więc kremy z filtrem w pokoju, kierujemy się ku górom.
Słowo o okolicy: Rokitnice są ośrodkiem narciarskim u podnóża kopczyka o nazwie Łysa Hora grzeszącej wysokością: 1344 m. Na szczyt owej hory prowadzi kolej krzesełkowa, a boczne pasma pokrywa liczna sieć wszelakich wyciągów. Oraz, co dla mnie było rzeczą najważniejszą - teren przecinały szlaki i trasy narciarstwa biegowego, w tym główna karkonoska cesta aż po główną grań Karkonoszy i dalej.
Tu mapki:
Żyć nie umierać, tymczasem pogoda taka, że rzyci ruszać z pokoju się nie chce... No ale dobra, idziemy.
Jako że odczuwamy trudy podróży, niewyspanie, a pora dnia nie wczesna, na pierwszy dzień planujemy wypad do sąsiedniego Harahova przez Cerną Horę. W tym celu wychodzimy na ramię Łysej Hory by na jej grzbiecie skierować się na zachód. Drogę umila nam kapiący rytmicznie deszczyk, błotko pod butem, wyżej zmieniające się śniegową breję, a w końcu w lód. W tych pięknych okolicznościach pogody osiągamy grzbiet w okolicy chaty Studenov.
Przybytek okazuje się być już zamknięty. Do Harahova przez Cerną Horę stąd jakieś 3 / 4 kilometry. Jako że pod nogami występował śnieg, mokry, ale jednak śnieg, ja postanawiam założyć wyniesione na plecach narty.
Gosia pozostaje w ten dzień istotą całkowicie dwunożną. Do szczytu Cernej prowadzi szeroka droga, częściowo wyposażona w ślad narciarski. Te dwa kilometry przejechane w śladzie wspominam do dziś z rozrzewnieniem. Czyta przyjemność i nawet na chwilę zapomniałem o padającym deszczu.
Na szczyt Cernej Hory podchodzimy bokiem trasy zjazdowej. Małe co-nieco, grzane wino i obieramy kierunek Harahov. Schodzimy/zjeżdżamy trasą zjazdową w dół,
potem odbijamy pod mamuta - skocznię narciarską gdzie Adaś Wąsaty onegdaj był skakał. Co ciekawe, skocznia jest całkowicie otwarta, bez żadnych zabezpieczeń, ale gruchot z niej straszny. Udaje mi się dojść do belki startowej, aczkolwiek w porach miałem co swoje.
szczególnie przy lądowaniu telemarkiem (no, ale te 212 m uznaję za rekord życiowy )
Potem już prosto w dół do Harachova. Tam zaczęło lać na dobre, a szkoda, bo trasy biegowe w okolicy takie fajne...Autobusem, miejscowym ogórkiem, wracamy do Rokitnic. Suszenie odzienia i zwiedzanie miasteczka wypełniły nam czas do wieczora.
C.D.N.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-04-2011 10:13 PM przez Mallaidh.
|
|
| 09-04-2011 10:07 PM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
W nocy padło. Ostro. Deszcz walił w dachówki nad sufitem seriami jak z kałasznikowa.
Ranek wstał mokry i rześki. My wstaliśmy tuż po nim celem zdobycia Łysej Hory, a potem granicznych terenów czesko-polskich. Na szczyt chcieliśmy wyjechać kolejką, tym razem oboje na nartach. W tym celu pierwszym darmowych skibusem udaliśmy się ku Rokitnicom Wyżnim. Wypożyczenie nart dla Gośki trwało raptem 5 minut. Za 25 PLN można przebierać w sprzęcie. 100 metrów od wypożyczalni stała dolna stacja kolejki krzesełkowej. Od razu skierowaliśmy się do kasy po bilety, by już kilka minut później siedzieć na kołyszącym się czteroosobowym krześle. Jedziemy tak sobie do góry, narty wesoło dyndają pod nami, lecz coś mi nie pasuje. Otóż szczyt Łysej Hory, naszej destynacji, poczyna się oddalać miast przybliżać i zostawać za bardzo po prawej stronie. Nagle, naszym oczom okazała się końcowa stacja kolejki. Wysiadamy, bo nie był wyboru i od razy wiemy, że coś jest nie tak. Krótka debata przed mapą wskazała przyczynę.
Wyjechaliśmy kolejką na Horni Domki, o jedną górkę za wcześnie, podczas gdy kolej na Łysą startuje z innego miejsca. Nie wybija nas to jednak za bardzo z tropu, bo stąd na Łysą Horę, przez Chatę Dvoracky raptem kilka kilometrów. Pójdzie gładko jak po maśle - stwierdzamy. Nic bardziej mylnego, jak miało się wkrótce okazać.
Wznosimy się z nartami na plecach kawałek asfaltem, potem zaśnieżoną ścieżką na główny grzbiet, z którego wczoraj udaliśmy się do Harachova. Od kolejki to raptem 10 minut drogi, ale już po chwili weszliśmy na ciężki i zlodowaciały śnieg. Na głównej ścieżce między Cerną Horą a Dvorackamy zapinam narty i usiłuję zjechać kawałek. Bez powodzenia. Nie jestem w stanie zatrzymać się na lodowej pokrywie szlaku. W końcu jakoś wracam do Gosi, a ona nie daje nawet rady podejść na nartach kilku metrów, jej deski zsuwają się w dół stoku. Decydujemy się odpiąć je na chwilę i pokonać pierwsze wzniesienie pieszo. Pewnie potem będzie lepiej. Po chwili dochodzimy do stoku narciarskiego z Łysej Hory, jak wynika z mapy, stoki przecinają nasz szlak jeszcze 4 razy. Wszystko fajnie, tyle że nartostrada po wczorajszym deszczu i porannym przymrozku zamieniła się w język lodowca. Sztuczny śnieg ubity ratrakiem jest twardy jak skała, nie ma nawet szansy wbić weń grot kijka. Próbujemy wejść na stok, jednak buty biegówkowe nie trzymają powierzchni za grosz. Próba przejścia tej trasy trawersem może skutkować upadkiem i niekontrolowanym zjazdem z całym dobytkiem w dół. Miast nart powinno się dziś posiadać raki i czekan. Znów posiłkujemy się mapą, decydując się na strome podejście lasem świerkowym wzdłuż nartostrady, gdyż tylko tam dało się jako tako utrzymać równowagę.
W przerwie na nasze podejście lasem - prognoza pogody: były niskie chmury, siąpiący zmrożony deszcz i porywisty wiatr o dużej mocy na otwartym terenie.
Po kilkunastu minutach podejścia lasem gęstym od świerków i naszych przekleństw, docieramy do miejsca, gdzie na mapie poziomice tak jakby zelżały i zrobiło się bardziej płasko. Próbujemy pokonać stok w tym miejscu. Niestety, wejście na lód kończy się utratą równowagi, są momenty, gdy nie można zrobić kroku ani w przód ani w tył. Chwila nieuwagi grozi długim zjazdem w dół. Po kolejnych kilku minutach rozważania najlepszego wariantu znajdujemy wyrysowany w śniegu tor po płozie skutera i idąc w nim jak po linie, asekurując się kijkami, przechodzimy stok do granicy lasu. Trwało to kilka minut i kosztowało nas cholernie wiele wysiłku. Teraz przed nami odcinek trawersu świerkowym lasem. Plus jest tutaj taki, że śnieg utrzymuje nas na swojej powierzchni, czasem tylko pękając i raniąc piszczele ocierające się o jego zlodowaciałą powierzchnię. No cóż. Po kilkunastu minutach mordęgi w śniegu docieramy do przecinki, nad którą biegnie główna trakcja kolei na Łysą Horę. Oczywiście każdy fragment otwartej przestrzeni pokrywa tu także lód. Decydujemy się w końcu dla bezpieczeństwa przebrać buty biegowe na trekingowe, dodatkowo założyć nań po jednym małym raczku turystycznym, które Gośka zawsze ma plecaku, do tego zapiąć narty na plecak, i tak przygotowanym ztrawersować kolejną przeszkodę. Nie bez problemów, ale udaje nam się to bez ofiar. Stajemy teraz na szerokiej nartostradzie trawersującej kolejny fragment stoku. Śladami ratraku posuwamy się powoli o kilka metrów, i w końcu stajemy przed ostatnią przeszkodą dzielącą nas od schroniska Dvoracky. To ostatnia nitka zjazdowej nartostrady. Wygląda ona nieprzystępnie jak język lodowca. Widzimy jak po drugiej stronie, raptem 40 metrów dalej, ludzie idący od schroniska próbują sforsować przeszkodę. Bezskutecznie, po kilku próbach znikają z powrotem w lesie. W tym samym czasie, dochodzi nas trzech Czechów w ...adidasach. Również próbują sforsować lodowiec, szybko jednak cofają się z powrotem skąd przyszli. My stoimy tak, wkurzeni i świadomi, że te cholerne 40 metrów lodu dzieli nas od ciepłej zupy w schronisku. Postanawiamy jeszcze poszukać jakiegoś przejścia w dole stoku. Nie bez problemu opuszczamy stromy szlak kierując się znów gęstym lasem w dół, poszukując dogodnej przeprawy przez lodowiec. Kolejne kilkanaście minut nie przynosi rezultatu, wciąż tylko zagłębiamy się głębiej i głębiej w śniegi i lody tej wrednej góry. W końcu docieramy do jakiejś stokówki, zalodzonej, a jakże, ale prowadzącej chociaż w stronę cywilizacji. Schodzimy nią, by po kilkunastu minutach dotrzeć do pierwszych zabudowań, a po pół godzinie do dolnej stacji kolejki na Łysą Horę. Plujemy sobie w brody, jak też mogliśmy się tak zamotać i wyjechać nie tym wyciągiem co trzeba. Jest około 14, a my wyjechaliśmy do góry tuż po 9.00 i w tym czasie pokonaliśmy może ze dwa - trzy kilometry !!!
Dopiero na kolacji w hotelu, dowiadujemy się, że wszystkie inne ekipy z naszej wycieczki, czy to narciarskie, biegówkowe czy piesze doznały podobnych doświadczeń na Łysej Horze, która tego dnia, zamieniwszy się w lodowiec, stanowiła fortecę nie do zdobycia.
Rewanż zaplanowaliśmy na następny dzień - sobotę.
(zdjęć z tego dnia nie mamy, bo tragiczna pogoda i warunki nie pozwoliły na użycie sprzętu foto - poniżej tylko mapka trasy)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-04-2011 04:47 PM przez Mallaidh.
|
|
| 10-04-2011 12:01 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
No Maciek, widzę, że z Gosią fajne chwile grozy przeżyliście w Czechach. Mam nadzieję, że Was to jednak nie zniechęciło od zwiedzania tego zakątku świata. Dla Was bym jednak doradzał Szumawę. Jest lepsza dla biegówkowych. Takie chwile grozy na stoku już długo na forum nie czytałem
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 10-04-2011 01:27 PM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Sobota, trzeci i ostatni pełny dzień naszego pobytu w Karkonoszach. Po piątkowej porażce wybijam sobie z głowy narty i ku uciesze Gosia3ka tym razem zmierzymy się z górami 'na bosaka'. Pogoda bez zmian, rano widać tylko połowę grzbietu, ale jest jeden plus - z nieba nic nie kapie ani nie sypie. Dodatkowo, nasze jednoosobowe centrum meteorologiczne w osobie Pedra wysyła smsem prognozy, wedle których po południu ma się wypogodzić.
Bez szczególnej wiary w takie cuda ruszamy w trasę, tym razem już dobrą kolejką na Łysą Horę. Im wyżej, tym robi się mleczniej. Nie za bardzo widzimy następne krzesełko przed nami, przeto obawiamy się czy zdążymy zauważyć miejsce wysiadki. Na szczęście udało się wyskoczyć z krzesła i po chwili możemy rozkoszować się zdobyciem najwyższego od dwóch dni punktu.
Pierwsze czynności to... ubranie kominiarek i dokładne zapięcie wszelkich zamków. Na górze piździ jak na kieleckim dworcu. Rzut okiem na mapę i ruszmy ku Łabskiej Boudzie - to na razie pierwszy cel na dziś. Trochę złorzeczę po drodze, że nie mam nart, jednak stąpając po lodowej skorupie zdaję sobie sprawę, że warunków na deseczki nadal nie ma.
Idziemy całkiem żwawo, obserwując dokładnie karkonoskie tyczki i pojedyncze świerki - jedyne rzeczy jakie w tej chwili widać. Momentami, to w zasadzie nic nie widać. Ot, tyczka, biało, tyczka, biało, tyczka....
I tak jakieś 40 minut. W końcu zamiast tyczki przed nami wyrósł jakiś większy ciemny kształt, który po organoleptycznym zbadaniu okazał się być schroniskiem Łabska Bouda. Próbujemy wejść, ale całujemy klamkę, chyba jesteśmy za wcześnie. Planujemy co dalej... Mamy do wyboru Śnieżne Kotły lub Szrenicę. Pada na Szrenicę, bo tam jest papu i można poczekać na to obiecane przejaśnienie. Na początek trasy tracimy pół godziny na szukanie szlaku do źródeł Łaby i granicy - okazuje się, że ten akurat nie został wyposażony w tyczki, a bez nich nie ma mowy o jakiejkolwiek nawigacji w tych warunkach. Jedyna próba pójścia według mapy kończy się po 200 metrach powrotem po śladach dziurek od kijków. Musimy zrobić kółko i wrócić kawałek w stronę wcześniejszych rozstajów. W końcu pośród wszechogarniającej wokół bieli trafiamy na szlakowskaz ku granicy. Źródeł Łaby nawet nie zauważamy, kilkanaście minut później wpadamy na słupki graniczne.
Odbijamy w lewo i kierujemy się ku Szrenicy. Mijamy Trzy Świnki i wkrótce widzimy zarys schroniska.
Można nakarmić żołądki i zadzwonić do Pedra z reklamacją na prognozę pogody, jest już po południu, a za oknem widać wielkie białe NIC. Mimo to decydujemy się jeszcze zahaczyć o Łabski Szczyt i Śnieżne Kotły, licząc po drodze na jakiekolwiek okienko pogodowe. Nic z tego. Jak wyglądają mijane przez nas tereny musimy sobie tylko wyobrażać. Za to tyczki mamy już opanowane do perfekcji.
Z Kotłów schodzimy żółtym szlakiem do Łabskiej Boudy. W pewnym momencie widoczność poprawiła się na około 6-7 tyczek - żartujemy sobie, że to pewnie nasze okno. Jednak przed samą Łabą, nad budynkiem schroniska widzimy po raz pierwszy od 3 dni najprawdziwsze niebieskie niebo, a także promienie Słońca. Rzucamy wszystko na bok i pędzimy focić co popadnie, głównie odsłaniający się właśnie Łabski Dół.
Przy okazji obserwuję pod schroniskiem całą grupę Czechów na biegówkach z zapałem zjeżdżających po lodowym stoku. Jak oni to robią, po co i dlaczego - pozostaje dla mnie do dziś tajemnicą wyjazdu. W boudzie wlewamy w siebie jakąś polievkę i ciśniemy dalej, bo do domu daleko, a godzina późnawa. Po chwili minęła 16.00 i już wiemy, że ostatnie krzesełko w dół właśnie odjechało. Ale szczerze mówiąc, mamy to gdzieś, bo właśnie niebo zaczęło się dla nas otwierać i w końcu mogliśmy zobaczyć kawałek okolicy. Wracamy poranną trasą dziwując się ileż to ciekawych rzeczy mijaliśmy o kilka metrów nie zdając sobie z tego sprawy.
Do chaty Dvoracky schodzimy już w pełnym słońcu. Oto i jest zapowiadana zmiana pogody.
W sam raz na ostatnią godzinę z trzech dni pobytu. Schodzimy w dół drugą stroną tego samego stoku narciarskiego, który dzień wcześniej skutecznie zatrzymał nasz szturm na Dvoracky. Na koniec jeszcze Łysa Hora pokazała nam się w całej okazałości. Do dziś nie wiem, czy w nagrodę, czy jako pstryczek w nos.
W niedzielę wszystko wróciło do normy - pełne zachmurzenie na niebie, Karkonosze żegnają nas tak, jak nas powitały. Jedno jest pewne - wrócimy za rok! 
Więcej fot tu:
https://picasaweb.google.com/Maciej11980/Karkonosze#
Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-04-2011 08:01 PM przez Mallaidh.
|
|
| 10-04-2011 06:45 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Maciek, szczęście, że się Wam chociaż trochę wypogodziło, bo wyglądaliście jak polarnicy zagubieni gdzieś pod kołem podbiegunowym. Na pewno warto to miejsce jeszcze raz odwiedzić i zabrać całą naszą gromadkę
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 10-04-2011 10:22 PM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Takie pytanie w skrócie - czy ta nowelka jest o turystach czy o narciarzach ?
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 11-04-2011 10:58 AM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Takie pytanie w skrócie - czy ta nowelka jest o turystach czy o narciarzach ?
Kolega nie czytał ze zrozumieniem tej epickiej powieści 
Przeca widać jak podmiot liryczny dynamicznie ewoluuje i przeistacza się kilkakrotnie z narciarza w turystę, i z turysty w narciarza.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-04-2011 11:08 AM przez Mallaidh.
|
|
| 11-04-2011 11:07 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Zakończyć sezon narciarski w Karkonoszach to było moje marzenie.
Na tym zdaniu zakończyłem czytanie.
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 11-04-2011 11:09 AM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Kierują Tobą jakieś zupełnie nie zrozumiałe uprzedzenia do narciarzy. Tak jakby co-najmniej ktoś Cię przejechał czy coś
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-04-2011 11:14 AM przez Mallaidh.
|
|
| 11-04-2011 11:13 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 11-04-2011 11:16 AM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
|
| 11-04-2011 11:27 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Jesteście świadkami. Namówił mnie na degustację.
P.s. Czy Czesi szukują już partyzantkę na mitycznych hektarach ?
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 11-04-2011 11:30 AM |
|
 |
Mallaidh
    
Postów: 3,717
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Tak, jak widać na zdjęciach, już robią sztuczną mgłę.
|
|
| 11-04-2011 11:44 AM |
|
 |
Pedro
Administrator
      
Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Panie Biegówkarz przeczytałem relację z zapartym tchem. Podziwiałem też zdjęcia. Cieszę się, że mogłem pomóc jako stacja meteo i sprawdzalność mojej pogody wyniosła 100%. Choć z pewnym opóźnieniem 
No cóż szkoda, że się zakryły przed Wami Karkonosze - no ale można też powiedzieć, że następnym razem znów będziecie tam jechać jak w "nieznane". To też fajne uczucie
Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
|
|
| 12-04-2011 01:19 PM |
|
 |
jackson353

Postów: 2
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2011
Status:
Offline
|
RE: Epoka lodowcowa IV
Bohaterowie ?Epoki lodowcowej? powracają w cyfrowej wersji 3D, by stawić czoła kolejnym wyzwaniom, w tym wędrówce kontynentów, która może zagrozić przyszłości ich świata.
Computer Store
Online Computer Store
|
|
| 15-08-2011 07:50 AM |
|
 |
|
|