11-05-2018, 08:33 PM
Dzień czwarty, niedziela
I to jest końcówka. Biba wkroczyła do finału. Dla mnie zawsze najsmutniejszy dzień. Pedro nam zrobił usługę. Zrzekł się fajnuśnego śniadania, żeby zdążyć na autobus w Starych Horach. Miał za zadanie powrócić i zabrać naszych kierowców po pozostałe auta i tym nie musieliśmy powracać autobusem. My, pozostali, mieliśmy lajtowo. O 7:30 było podawane śniadanie (6 Euro) w postaci szwedzkiego stołu. Człowiek może się wtedy napchać do stanu przed pęknięciem. Jednak my jesteśmy doświadczone wygi górskie, nauczone wstrzemięźliwości i dlatego jemy do pół pełna i pijemy do pół pita, żeby dobrze się kroczyło do cywilizacji.
[attachment=81293]
Ostatnie zbiorowe foto (bez Pedra, ale z Jurą) i możemy WF powiedzieć "Dzięki za gościnę i do zobaczenia". Tym razem dajemy krótki postój przy Kralowej Studni.
[attachment=81294]
Jest możliwa ostatnia oczysta organizmu przed wkroczeniem do cywilizacji. Kolejny trawersik. Wczoraj byliśmy na Krzyżnej i dlatego możemy ją trawersować.
[attachment=81295]
Ładna lajtówa, ale znów mi się do myśli drze sytuacja z przed dwu tygodni. Wystarczy wcześniejsze przedwiośnie i człowiek po kolana zapada się w topniejącym śniegu. Dochodzimy do Małej Krzyżnej. Pierwotnie chcieliśmy pójść dalej na Japeń i potem skulać się do Starych Hor. Jednak coś nam mówi, żeby raczej zejść do Tureckiej i potem asfaltem do Starych Hor. Roztrzygającym głosem jest telefonat od Pedra. Nie polecał nam przejście Japenia.
[attachment=81296]
Może też dobrze. Rezerwowy wariant ma też swoje plusy. Zejście szanuje więcej kolana i po drodze spodziewamy się zajezdni. I też tak później było. Na dobro schodzimy.
[attachment=81297]
Po 2,5 godzinach od Kralowej mijamy pierwsze domy w Tureckiej. Coś się kończy, żeby co innego mogło się zacząć. Te i inne sprawy przerabiamy w nasze znanej zajezdni w środku wiochy. Było to też strategiczne posunięcie. Pedro zwinął naszych kierowców już tutaj i tym zaoszczędził nam czas i kierowcom 3 km. Resztki ekipy dla zabicia czasu organizowanie przesuwają się do Starych Hor.
[attachment=81298]
Łabędzi śpiew bibowy, tak można opisać ten moment, aczkolwiek są wszyscy uśmiechnięci (nie wiem dlaczego, raczej bym się spodziewał smutku). Czeka nas jeszcze przejazd do miejsca startowego. W Podsuchej w Kolibie Bodega trzeba nam spełnić ostatnie zadanie. Zjedzenie obiadu jest podziękowaniem za możliwość parkowania samochodów na prywatnym parkingu.
[attachment=81299]
Uczestnicy biby (bez Pedra) żegnają się z czytelnikiem od stołu gospody w Tureckiej.
Zakończenie: Nie będę się rozpisywał. Było fantastycznie. WF jest wdzięcznym lokum do prowadzenia życia górskiego. No i bazy noclegowe, to całkiem inna kategoria. Starałem się opisać, ale to trzeba na własnej skórze poznać. Dzięki młodszym współtowarzyszom, że poszli ze mną i mieli z dziadkiem cierpliwość. Do następnej. Ponoć kociołkowej.
K O N I E C
Bez odbioru.
I to jest końcówka. Biba wkroczyła do finału. Dla mnie zawsze najsmutniejszy dzień. Pedro nam zrobił usługę. Zrzekł się fajnuśnego śniadania, żeby zdążyć na autobus w Starych Horach. Miał za zadanie powrócić i zabrać naszych kierowców po pozostałe auta i tym nie musieliśmy powracać autobusem. My, pozostali, mieliśmy lajtowo. O 7:30 było podawane śniadanie (6 Euro) w postaci szwedzkiego stołu. Człowiek może się wtedy napchać do stanu przed pęknięciem. Jednak my jesteśmy doświadczone wygi górskie, nauczone wstrzemięźliwości i dlatego jemy do pół pełna i pijemy do pół pita, żeby dobrze się kroczyło do cywilizacji.
[attachment=81293]
Ostatnie zbiorowe foto (bez Pedra, ale z Jurą) i możemy WF powiedzieć "Dzięki za gościnę i do zobaczenia". Tym razem dajemy krótki postój przy Kralowej Studni.
[attachment=81294]
Jest możliwa ostatnia oczysta organizmu przed wkroczeniem do cywilizacji. Kolejny trawersik. Wczoraj byliśmy na Krzyżnej i dlatego możemy ją trawersować.
[attachment=81295]
Ładna lajtówa, ale znów mi się do myśli drze sytuacja z przed dwu tygodni. Wystarczy wcześniejsze przedwiośnie i człowiek po kolana zapada się w topniejącym śniegu. Dochodzimy do Małej Krzyżnej. Pierwotnie chcieliśmy pójść dalej na Japeń i potem skulać się do Starych Hor. Jednak coś nam mówi, żeby raczej zejść do Tureckiej i potem asfaltem do Starych Hor. Roztrzygającym głosem jest telefonat od Pedra. Nie polecał nam przejście Japenia.
[attachment=81296]
Może też dobrze. Rezerwowy wariant ma też swoje plusy. Zejście szanuje więcej kolana i po drodze spodziewamy się zajezdni. I też tak później było. Na dobro schodzimy.
[attachment=81297]
Po 2,5 godzinach od Kralowej mijamy pierwsze domy w Tureckiej. Coś się kończy, żeby co innego mogło się zacząć. Te i inne sprawy przerabiamy w nasze znanej zajezdni w środku wiochy. Było to też strategiczne posunięcie. Pedro zwinął naszych kierowców już tutaj i tym zaoszczędził nam czas i kierowcom 3 km. Resztki ekipy dla zabicia czasu organizowanie przesuwają się do Starych Hor.
[attachment=81298]
Łabędzi śpiew bibowy, tak można opisać ten moment, aczkolwiek są wszyscy uśmiechnięci (nie wiem dlaczego, raczej bym się spodziewał smutku). Czeka nas jeszcze przejazd do miejsca startowego. W Podsuchej w Kolibie Bodega trzeba nam spełnić ostatnie zadanie. Zjedzenie obiadu jest podziękowaniem za możliwość parkowania samochodów na prywatnym parkingu.
[attachment=81299]
Uczestnicy biby (bez Pedra) żegnają się z czytelnikiem od stołu gospody w Tureckiej.
Zakończenie: Nie będę się rozpisywał. Było fantastycznie. WF jest wdzięcznym lokum do prowadzenia życia górskiego. No i bazy noclegowe, to całkiem inna kategoria. Starałem się opisać, ale to trzeba na własnej skórze poznać. Dzięki młodszym współtowarzyszom, że poszli ze mną i mieli z dziadkiem cierpliwość. Do następnej. Ponoć kociołkowej.
K O N I E C
Bez odbioru.


.......


