14-02-2014, 04:58 PM
Motto (dedykacja własna dla tratiny, fidelio, kasiuchy i Pedra): "Co spowodowało, że przez te cztery dni błądziliśmy po Błędnych Skałach, wymiatali szczeliny na Szczelińcu, dreptali po Białych Skałach, brumlali pod skalnymi zwierzętami w Broumowskich i brodzili się śniegiem na Śnieżniku? Ja to wiem. To chęć poznania naszych zakątków górskich i zwiecznienia naszych myśli przy wspólnym stole w schronisku. Dzięki Wam nie musiałem być sam na szlaku i przy stole".
Niezmiernie się ucieszyłem, że Admin zaproponował miejsce spotkania tegorocznej zimowej biby w Górach Stołowych (Stołowe). Od razu deklarowałem chęć pojawienia się w tym zakątku. Mnie tam jeszcze nigdy nie poniosło. Dla mnie osobiście to była niepopisana biała kartka papieru. Mógłbym nawet powiedzieć, że byłem w oczekiwaniu jak pierworódka przd rozwiązaniem. Był też moment zawahania, ale Tratina postawiła wszystko znów na nogi i potem mojej decyzji wyjazdu już nic nie mogło stanąć na przeszkodzie. Dołączenie fidelio i Kasiuchy awansowało nasze wędrowanie do stopień spotkania bibowego.
Dane techniczne:
DOBA : 7.2. - 10.2.2014.
PRZESTRZEŃ: Góry Stołowe - (1) Błędne Skały; (2) Szczeliniec i Białe Skały; (3) Broumowskie Ściany; masyw Śnieżnika - (4) Śnieżnik.
OBIEKTY (do spania): Schronisko Pasterka (30 Pzl) i Schronisko Na Śnieżniku (35 Pzl)
ODLEGŁOŚĆ (moja obliczona z mapy lub krokomierzem): Machov - Błędne Skały - Polana Imka (parking) 9 km (380 m przewyższenia), Pasterka - Szczeliniec - Karłów - Lisia Przełęcz - Białe Skały - Skały Puchacza - Narożnik - Karłów - Pasterka 20 km (230 m przewyższenia), Pasterka - Pánův Kříž - Bošanovký Špičák - Koruna - Kamenná Brána - Pánův Kříž - Pasterka 16 km (100 m przewyższenia), Międzygórze - Schronisko Na Śnieżniku 4,5 km (520 m przewyższenia), Schronisko Na Śnieżniku - Śnieżnik - Stříbrnice 9,5 km (230 m przewyższenia).
CZAS: 3:20 godz., 6:00 godz., 4:30 godz., 1:35 godz. i 2:40 godz. (wg mapy)
OSOBY:
- forumowicze w kolejności alfabetycznej - fidelio, kasiucha, Pedro, Stasiu i tratina
7.2.2014, dzień pierwszy
Ja trochę nietradycyjnie przemieszczam się moim najulubieńszym środkiem lokomocji - pociągiem. Nikt mi wtedy nie wytyka, że zasypiam. Najpierw tym najwięcej luksusowym do Pardubic.
[attachment=60428]
Potem już mniej okazałymi do Police nad Metują, gdzie przesiadam na autobus do Machova. Wiochy u podnóża Stołowych na symym skraju cywilizacji.
[attachment=60429]
Moje pierwsze kroki nie kierują się do pobliskich kopców, ale najpierw do przysiółku ludzi spragnionych. Z oferty wybieram miejscowy napój turystyczny. Daję tylko jedno, ponieważ czekają mnie skałki o nazwie Błędne i to jest przestrogą, że tutaj trzeba na trzeźwo (mam prawdę Tomturze?). Będzie też inny powód, ale o tym później. Jednak jestem turystą pieszym i trzeba mi też spełnić jakiś limit piechoty. W samo południe opuszczam przybytki cywilizacyjne i niecham się unieść kopczykom.
[attachment=60430] - Machov
Od razu poznaję, że Stołowe nie są typem agresywnych gór. Tutaj przyjemnie się podchodzi, żadne drastyczne podchodzenie z wypluwaniem płuc. Od tak sobie miła przechadzka. Na kopczyki kieruję się żółtym szlakiem około nieużywanej skoczni narciarskiej i bocznego kopczyka Bukowina. Specjalnie wybrałem ten wariant ponieważ mogę podziwiać ciekawe widoki.
[attachment=60431]
Bliżej widzę Bor, który jest jak by kontynuacją Błędnych. Co więcej, w oddali się chyba pokazuje sam ?on? Szczeliniec. No, już nie mogę się doczekać. Wchodzę w las i szlak powoli zaczyna pionować. Pokazują się też coraz to większe głazy, czynniki, które Stołowe robią Stołowymi.
[attachment=60432]
Trudniejsze podejścia są niwelowane zbudowanymi schodami. Jednak i takie ułatwienie w niczym nie pomaga, kiedy trasa jest oblodzona. A to dopiero jest początek. Później będzie jeszcze trudniej, ba, nawet niebezpiecznie. W tym roku zima przygotowała nam inną szatę. Śniegu jak na lekarstwo, ale za to chodniki oblodzone. Kto by pomyślał, że przydzą się tutaj raki. Pierwotnie chciałem wyjść jeszcze na punkt widokowy na Bor. Kosztowało by mnie to godzinkę. Jednak musiałem śpieszyć do punktu startowego na Błędnych. Byłem tam umówiony z Pedrem a Tratina też wiedziała, gdzie się spotykamy.
[attachment=60433]
U górnego wejścia jestem pierwszy. Chwilę cierpliwie czekam, ale po wypiciu połowy herbaty z termosa, zaczynam się niecierpliwić. Dostaję informację, że są i zaraz będą, ale mnie się znudziło czekać. Coraz głośniej słyszę też wabiońcą pieśń Błędnych. Nie wytrzymuję i pozwalam się porwać do ich wnętrza. Jeszcze, nim będę dalej opisywał swoją anabazę w Błędnych, muszę się trochę pożalić. Nikt mnie nie ostrzegł (a sporo ludzi wiedziało, że tam idę), że w Błędne się nie wchodzi:
1. Samotnie tłuściochom.
2. Najedzony/napity.
3. Z dużym plecakiem.
To wszystko są atrybuty, które grożą tym, że nieszczęśnik się gdzieś w labiryncie zaklinuje i będzie musiał przeczekać aż schudnie albo mu wytrawi. Na szczęście mam pewne doświadczenie (jestem przecież chłopiec z piaskownicy) i wylazłem o własnych siłach z tego labiryntu. Dla odmiany zabiorę tutaj kiedyś Tomtura i wepchnę go do tej kamiennej pułapki (tylko mu nic nie mówcie) i złośliwie będę czekał jak sobie poradzi. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba sprężarki z młotem pneumatycznym. Czas powrócić do momentu poderwania mnie do labiryntu. Przy wejściu wisi ostrzeżenie, że droga jest zamknięta (jako plus - nie trzeba płacić biletu wstępu) a wejście tylko na własne niebezpieczeństwo. Na początku jest jeszcze łatwo - platforma widokowa.
[attachment=60434]
Są widoki zwłaszcza na Broumowskie Ściany. Widać też, że pogoda się pogarsza. Labirynt, który jest faktycznie spękanym piaskowcem, tworzony jest systemem wąskich szczelin rozcinających bloki skalne o wysokości do 5-6 m. A tymi szczelinami musi się prawie przeciskać turysta. Trzeba powiedzieć, że ?te wąskie szczeliny? były dla mnie bardzo czułe. Specyficzne głazy i przejścia mają swoje nazwy. Uwieczniłem kilka takich miejsc:
[attachment=60435] - Stołowy Głaz
[attachment=60436] - Okręt
[attachment=60437] - Dwunożny Grzyb
[attachment=60438] - Kurza Stopka
Mitycznie wyglądał ten labirynt. Brakowało tylko skamieniałego Minotaura, który rzecz jasna na widok turysty ożyje i porywa człowieczego nieszczęśnika. A wszystkie te skalne wytwory połączone są "wąskimi szczelinami".
[attachment=60439]
Tutaj głazy jeszcze się do mnie przajaźnie tuliły. Było to co innego niż w normalnym łażeniu po skałach w innych górach. Tam ja się przyciskam do skał. Tutaj się skały tuliły do mnie i to na dodatek z dwu stron. Jednak czym więcej byłem wchłaniany do labiryntu, tym więcej skały ze mną igrały we swym kamiennym uścisku.
[attachment=60440]
Zaczynałem mieć problemy chociaż na chwilę uwolnić się z objęć skalnych parotonowych kochanek. Były miejsca gdzie nabierałem trochę tchu, żeby mieć siłę na objęcia następnych bloków.
[attachment=60441]
Złotym gwoździem programu Błędnych był jednak Przesmyk Liczyrzepy.
[attachment=60442]
Nie wiem czy ten Duch Gór próbował wytrzymałość mego ducha, ale muszę przyznać, że mnie tak podusił, że już dawno tego tak nikt nie uczynił. Wypuścił mnie ze swej gardzieli pod warunkiem, że będę po kopcach chodził tylko z pokorą i w razie potrzeby na kolanach wyznać swoje grzechy.
[attachment=60443]
Tak, jak szybko to na mnie wpadło, tak i wszystko naraz odeszło. Jeszcze trochę otumaniony Liczyrzepową Gardzielą natykam się na pierwszego człowieka. I to nie byle jakiego. Sama Tratina mi wychodzi naprzeciw. Witamy się gorąco (nie widzieliśmy się 3 lata). Dowiaduję się, że za mną w labiryncie podąża też Pedro. Tratina wślizguje się do gardzieli (jak fajnie mają tutaj Ci szczupli) a ja po chwili zostaję ułaskawiony i wychodzę znów na normalne światło dzienne po drugiej stronie skał
[attachment=60444]
Jestem cały i zdrowy. Tylko na plecaku pozostaje mi trwała pamiątka po igraszkach skalnych kochanek. Wypijam resztki herbaty z termosu i teraz już grzecznie czekam na Pedra. Nie muszę długo. Po chwili witamy się. Wymieniamy parę zdań i zielonym szlakiem wyruszamy do szosy prowadzącej na górny parking, gdzie by miała być Tratina. Trzeba przyznać, że nasze spotkanie miało taki żartobliwy podtekst. Każdy z obecnej trójki przybłądził do Błędnych z innej strony - ja od Machova, Tratina od Pasterki i Pedro od Polany Imka, po Błędnych każdy pobłądził z własnymi myślami i dopiero potem nam było dane się spotkać. Dalej sprawy potoczyły się szybko. Po 45 minutach jesteśmy przy autku Pedra.
[attachment=60445]
Ostatnim naszym celem jest dojechanie do Schroniska Pasterka. Tam przez dwie noce ma być nasza baza wypadowa.
[attachment=60446]
Po naszych g...ch widać, że jesteśmy zadowoleni ze spotkania. Jedynym niezadowoleniem jest informacja, że w schronisku zakwaterowała się spora grupa wodniaków, czy marynarzy. Mają w programie wieczorny koncert a następną noc imprezę do białego rana. Ja już jestem chyba za stary. Niczemu nie rozumię. Wodniacy imprezują w górach? To jak bym ja balował gdzieś nad jeziorem. To by mi chyba musiały nogi uschnąć. Późnym wieczorem dołączają do naszej trójki Fidelio i Kasiucha. Biba może rozpocząć się na całego. Długo do wieczora jeszcze rozmawiamy. Nie jest nam dane i tak szybko zasnąć. O to się postarał zespół naszych wodniaków. Zamiast wygrywać w katakombach piwnicznych schroniska, rozstawił swoje igradła na strychu nam prosto nad głową. Żal mi było Tratiny. Ta, jak zwyczaj każe, przyniosła swoją gitarę na bibę na własnych plecach. I sporo forumowiczów wie, jak umie ładnie śpiewać. Musiał nam wystarczyć zespół wodniaków.
[attachment=60447]
Od jadalnego stołu schroniska bibowicze życzą dobrej nocy.
Cdn...
Szczeliniec i Białe Skały
Niezmiernie się ucieszyłem, że Admin zaproponował miejsce spotkania tegorocznej zimowej biby w Górach Stołowych (Stołowe). Od razu deklarowałem chęć pojawienia się w tym zakątku. Mnie tam jeszcze nigdy nie poniosło. Dla mnie osobiście to była niepopisana biała kartka papieru. Mógłbym nawet powiedzieć, że byłem w oczekiwaniu jak pierworódka przd rozwiązaniem. Był też moment zawahania, ale Tratina postawiła wszystko znów na nogi i potem mojej decyzji wyjazdu już nic nie mogło stanąć na przeszkodzie. Dołączenie fidelio i Kasiuchy awansowało nasze wędrowanie do stopień spotkania bibowego.
Dane techniczne:
DOBA : 7.2. - 10.2.2014.
PRZESTRZEŃ: Góry Stołowe - (1) Błędne Skały; (2) Szczeliniec i Białe Skały; (3) Broumowskie Ściany; masyw Śnieżnika - (4) Śnieżnik.
OBIEKTY (do spania): Schronisko Pasterka (30 Pzl) i Schronisko Na Śnieżniku (35 Pzl)
ODLEGŁOŚĆ (moja obliczona z mapy lub krokomierzem): Machov - Błędne Skały - Polana Imka (parking) 9 km (380 m przewyższenia), Pasterka - Szczeliniec - Karłów - Lisia Przełęcz - Białe Skały - Skały Puchacza - Narożnik - Karłów - Pasterka 20 km (230 m przewyższenia), Pasterka - Pánův Kříž - Bošanovký Špičák - Koruna - Kamenná Brána - Pánův Kříž - Pasterka 16 km (100 m przewyższenia), Międzygórze - Schronisko Na Śnieżniku 4,5 km (520 m przewyższenia), Schronisko Na Śnieżniku - Śnieżnik - Stříbrnice 9,5 km (230 m przewyższenia).
CZAS: 3:20 godz., 6:00 godz., 4:30 godz., 1:35 godz. i 2:40 godz. (wg mapy)
OSOBY:
- forumowicze w kolejności alfabetycznej - fidelio, kasiucha, Pedro, Stasiu i tratina
7.2.2014, dzień pierwszy
Ja trochę nietradycyjnie przemieszczam się moim najulubieńszym środkiem lokomocji - pociągiem. Nikt mi wtedy nie wytyka, że zasypiam. Najpierw tym najwięcej luksusowym do Pardubic.
[attachment=60428]
Potem już mniej okazałymi do Police nad Metują, gdzie przesiadam na autobus do Machova. Wiochy u podnóża Stołowych na symym skraju cywilizacji.
[attachment=60429]
Moje pierwsze kroki nie kierują się do pobliskich kopców, ale najpierw do przysiółku ludzi spragnionych. Z oferty wybieram miejscowy napój turystyczny. Daję tylko jedno, ponieważ czekają mnie skałki o nazwie Błędne i to jest przestrogą, że tutaj trzeba na trzeźwo (mam prawdę Tomturze?). Będzie też inny powód, ale o tym później. Jednak jestem turystą pieszym i trzeba mi też spełnić jakiś limit piechoty. W samo południe opuszczam przybytki cywilizacyjne i niecham się unieść kopczykom.
[attachment=60430] - Machov
Od razu poznaję, że Stołowe nie są typem agresywnych gór. Tutaj przyjemnie się podchodzi, żadne drastyczne podchodzenie z wypluwaniem płuc. Od tak sobie miła przechadzka. Na kopczyki kieruję się żółtym szlakiem około nieużywanej skoczni narciarskiej i bocznego kopczyka Bukowina. Specjalnie wybrałem ten wariant ponieważ mogę podziwiać ciekawe widoki.
[attachment=60431]
Bliżej widzę Bor, który jest jak by kontynuacją Błędnych. Co więcej, w oddali się chyba pokazuje sam ?on? Szczeliniec. No, już nie mogę się doczekać. Wchodzę w las i szlak powoli zaczyna pionować. Pokazują się też coraz to większe głazy, czynniki, które Stołowe robią Stołowymi.
[attachment=60432]
Trudniejsze podejścia są niwelowane zbudowanymi schodami. Jednak i takie ułatwienie w niczym nie pomaga, kiedy trasa jest oblodzona. A to dopiero jest początek. Później będzie jeszcze trudniej, ba, nawet niebezpiecznie. W tym roku zima przygotowała nam inną szatę. Śniegu jak na lekarstwo, ale za to chodniki oblodzone. Kto by pomyślał, że przydzą się tutaj raki. Pierwotnie chciałem wyjść jeszcze na punkt widokowy na Bor. Kosztowało by mnie to godzinkę. Jednak musiałem śpieszyć do punktu startowego na Błędnych. Byłem tam umówiony z Pedrem a Tratina też wiedziała, gdzie się spotykamy.
[attachment=60433]
U górnego wejścia jestem pierwszy. Chwilę cierpliwie czekam, ale po wypiciu połowy herbaty z termosa, zaczynam się niecierpliwić. Dostaję informację, że są i zaraz będą, ale mnie się znudziło czekać. Coraz głośniej słyszę też wabiońcą pieśń Błędnych. Nie wytrzymuję i pozwalam się porwać do ich wnętrza. Jeszcze, nim będę dalej opisywał swoją anabazę w Błędnych, muszę się trochę pożalić. Nikt mnie nie ostrzegł (a sporo ludzi wiedziało, że tam idę), że w Błędne się nie wchodzi:
1. Samotnie tłuściochom.
2. Najedzony/napity.
3. Z dużym plecakiem.
To wszystko są atrybuty, które grożą tym, że nieszczęśnik się gdzieś w labiryncie zaklinuje i będzie musiał przeczekać aż schudnie albo mu wytrawi. Na szczęście mam pewne doświadczenie (jestem przecież chłopiec z piaskownicy) i wylazłem o własnych siłach z tego labiryntu. Dla odmiany zabiorę tutaj kiedyś Tomtura i wepchnę go do tej kamiennej pułapki (tylko mu nic nie mówcie) i złośliwie będę czekał jak sobie poradzi. Mam nadzieję, że nie będzie trzeba sprężarki z młotem pneumatycznym. Czas powrócić do momentu poderwania mnie do labiryntu. Przy wejściu wisi ostrzeżenie, że droga jest zamknięta (jako plus - nie trzeba płacić biletu wstępu) a wejście tylko na własne niebezpieczeństwo. Na początku jest jeszcze łatwo - platforma widokowa.
[attachment=60434]
Są widoki zwłaszcza na Broumowskie Ściany. Widać też, że pogoda się pogarsza. Labirynt, który jest faktycznie spękanym piaskowcem, tworzony jest systemem wąskich szczelin rozcinających bloki skalne o wysokości do 5-6 m. A tymi szczelinami musi się prawie przeciskać turysta. Trzeba powiedzieć, że ?te wąskie szczeliny? były dla mnie bardzo czułe. Specyficzne głazy i przejścia mają swoje nazwy. Uwieczniłem kilka takich miejsc:
[attachment=60435] - Stołowy Głaz
[attachment=60436] - Okręt
[attachment=60437] - Dwunożny Grzyb
[attachment=60438] - Kurza Stopka
Mitycznie wyglądał ten labirynt. Brakowało tylko skamieniałego Minotaura, który rzecz jasna na widok turysty ożyje i porywa człowieczego nieszczęśnika. A wszystkie te skalne wytwory połączone są "wąskimi szczelinami".
[attachment=60439]
Tutaj głazy jeszcze się do mnie przajaźnie tuliły. Było to co innego niż w normalnym łażeniu po skałach w innych górach. Tam ja się przyciskam do skał. Tutaj się skały tuliły do mnie i to na dodatek z dwu stron. Jednak czym więcej byłem wchłaniany do labiryntu, tym więcej skały ze mną igrały we swym kamiennym uścisku.
[attachment=60440]
Zaczynałem mieć problemy chociaż na chwilę uwolnić się z objęć skalnych parotonowych kochanek. Były miejsca gdzie nabierałem trochę tchu, żeby mieć siłę na objęcia następnych bloków.
[attachment=60441]
Złotym gwoździem programu Błędnych był jednak Przesmyk Liczyrzepy.
[attachment=60442]
Nie wiem czy ten Duch Gór próbował wytrzymałość mego ducha, ale muszę przyznać, że mnie tak podusił, że już dawno tego tak nikt nie uczynił. Wypuścił mnie ze swej gardzieli pod warunkiem, że będę po kopcach chodził tylko z pokorą i w razie potrzeby na kolanach wyznać swoje grzechy.
[attachment=60443]
Tak, jak szybko to na mnie wpadło, tak i wszystko naraz odeszło. Jeszcze trochę otumaniony Liczyrzepową Gardzielą natykam się na pierwszego człowieka. I to nie byle jakiego. Sama Tratina mi wychodzi naprzeciw. Witamy się gorąco (nie widzieliśmy się 3 lata). Dowiaduję się, że za mną w labiryncie podąża też Pedro. Tratina wślizguje się do gardzieli (jak fajnie mają tutaj Ci szczupli) a ja po chwili zostaję ułaskawiony i wychodzę znów na normalne światło dzienne po drugiej stronie skał
[attachment=60444]
Jestem cały i zdrowy. Tylko na plecaku pozostaje mi trwała pamiątka po igraszkach skalnych kochanek. Wypijam resztki herbaty z termosu i teraz już grzecznie czekam na Pedra. Nie muszę długo. Po chwili witamy się. Wymieniamy parę zdań i zielonym szlakiem wyruszamy do szosy prowadzącej na górny parking, gdzie by miała być Tratina. Trzeba przyznać, że nasze spotkanie miało taki żartobliwy podtekst. Każdy z obecnej trójki przybłądził do Błędnych z innej strony - ja od Machova, Tratina od Pasterki i Pedro od Polany Imka, po Błędnych każdy pobłądził z własnymi myślami i dopiero potem nam było dane się spotkać. Dalej sprawy potoczyły się szybko. Po 45 minutach jesteśmy przy autku Pedra.
[attachment=60445]
Ostatnim naszym celem jest dojechanie do Schroniska Pasterka. Tam przez dwie noce ma być nasza baza wypadowa.
[attachment=60446]
Po naszych g...ch widać, że jesteśmy zadowoleni ze spotkania. Jedynym niezadowoleniem jest informacja, że w schronisku zakwaterowała się spora grupa wodniaków, czy marynarzy. Mają w programie wieczorny koncert a następną noc imprezę do białego rana. Ja już jestem chyba za stary. Niczemu nie rozumię. Wodniacy imprezują w górach? To jak bym ja balował gdzieś nad jeziorem. To by mi chyba musiały nogi uschnąć. Późnym wieczorem dołączają do naszej trójki Fidelio i Kasiucha. Biba może rozpocząć się na całego. Długo do wieczora jeszcze rozmawiamy. Nie jest nam dane i tak szybko zasnąć. O to się postarał zespół naszych wodniaków. Zamiast wygrywać w katakombach piwnicznych schroniska, rozstawił swoje igradła na strychu nam prosto nad głową. Żal mi było Tratiny. Ta, jak zwyczaj każe, przyniosła swoją gitarę na bibę na własnych plecach. I sporo forumowiczów wie, jak umie ładnie śpiewać. Musiał nam wystarczyć zespół wodniaków.
[attachment=60447]
Od jadalnego stołu schroniska bibowicze życzą dobrej nocy.
Cdn...
Szczeliniec i Białe Skały


A jeśli jest to podróż w stronę gór, to już pełnia szczęścia. 



,ale nic to na wielką fatrę góry przeniosę a będę
Równych 10.