Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Stołowe i Śnieżnik - zimowa biba GŚ 2014
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

tomtur napisał(a):
... na wielką fatrę góry przeniosę a będęuhm


Tomturze - Ty lepiej tych gór nigdzie nie przenoś, no chyba, że do centrum giggle

8.2.2014, dzień drugi

Mamy jeszcze przyjazną porę roku na uwiecznienie wschodu słońca i dlatego nie muszę się starać o wczesne wstawanie.
[attachment=60505]
Szczeliniec (Sz) - 919 m wabi niesamowicie. Z mapy wyczytałem, że to najwyższa góra w Europie z piaskowca niesfałdowanego. Nie wiem co to "niesfałdowany piaskowiec", ale powinno się odwiedzić coś "naj" w Europie. Dzisiaj lepszej wędrówki by i tak nie było. Słoneczna pogoda wszystkich prawdziwych góromanów sama wyciąga z łóżek. Tylko Ci od wody o tej porze, wiadomoz jakiego powodu, jeszcze śpią. Początek naszej trasy jest prosty. Prosto za nosem na Sz.
[attachment=60506]
Schronisko zostawiawmy swemu losowi z wodniackom życiem na cały dzień i żołtym szlakiem pędzimy na przełęcz między Małym i Wielkim Sz. Młodzież rozpędziła się, jakby miało im coś uciec. Dziadek ledwo im dotrzymywał kroku.
[attachment=60507]
Na szczęście sporo się ubrali i mogłem ich dogonić. Drugim hamulcem dla szybkiego chodzenia były warunki na trasie. Od początku stąpania w lesie kamienny chodnik był pokryty lekką warstwą lodu. To wystarczyło, żeby wędrowcy czynili niczym rytualne tańce na lodzie.
[attachment=60508]
Mnie to jednak nieprzeszkadzało. Jak już pisałem, Stołowe mają jedną zaletę - przewyższenia są dla nas, wycepowanych górołazów większymi kopcami, miniaturowe. Bez problemów dochodzimy do przełęczy, gdzie z drugiej strony dołącza ta prawdziwa jednokierunkowa trasa na Sz z Karłowa. Teraz i my doczepiamy się do tej okrężnej trasy, która ma być jeszcze więcej adrenalinowa niż Błędne.
[attachment=60509]
Na razie trzeba nam dojść do schroniska. Sz się jednak szarpie i broi. Trasę skuł lodem a ja posuwam się stylem dziecka, któremu pierwszy raz obuto na nogi łyżwy i kazano się ślizgać. Kurczowo trzymam się poręczy (na szczęście, że są), ale nogi jakoś mnie nie słuchają. Rozjeżdżają się na wszystkie inne strony, tylko nie do przodu. Przypomniały mi się stare amerykańskie filmy groteskowe. Brakowało jeszcze szupki z banana.
[attachment=60510]
Trwało to około 10 minut i dotarliśmy do schroniska. Byliśmy już na trasie całą godzinę i dlatego był czas na odpoczynek. Jednak pierwszeństwo miało najpierw udokumentowanie wyjścia.
[attachment=60511]
Widok z tarasu obok schroniska w stronę Pasterki (czerwone kółko zaznacza schronisko na Pasterce) i Broumovských Stěn ? tam pójdziemy następny dzień.
[attachment=60512]
Schronisko na Pasterce w przybliżeniu. Obstrykaliśmy tego sporo, ponieważ widoki są przy ładnej pogodzie fantastyczne, zwłaszcza na dalekie Karkonosze i bliższe Sowie. Broumovská Kotlina jest jak na dłoni. Nie można też zapomnieć, że jesteśmy na tarasie widokowym i pod nami jest trochę powietrza.
[attachment=60513]
Wchodzimy do schroniska na małe co nieco, aczkolwiek jeszcze nie mamy w nogach jakiegoś szału kilometrowego. Jednak trzeba nam obrać dalszą strategię. Tutaj też ścieżka jest zamknięta i wstęp tylko na własną odpowiedzialność. Problem jest w tym, że Błędne były śliskie, ale w relatywnym poziomie. Tutaj na Sz dochodzi jeszcze jedno utrudnienie. Ścieżka jest miejscami sporo nachylona i końcowa siła wypadowa na równi pochyłej kieruje ciało całkiem do innego punktu. W takim przypadku stopy nie trzymają się już niczego. Idziemy. Zaraz na początku jest nam przedstawiona platforma widokowa. Odkrywają się widoki na wschód.
[attachment=60514]
Widzimy wiochę Radków i tam gdzieś w tyle chyba Rychlebskie Góry. Może dalej w prawo zobaczymy Śnieżnik albo też Pradziada?
[attachment=60515]
Jeszcze uwidocznię wyśmiane buzie i możemy całkowicie dać się ponieść szczelińcowym zakamarkom. Później nas też czekają skalne zwierzęta, z których mi się podobają:
[attachment=60516] - Małpolud
[attachment=60517] - Kwoka)
[attachment=60518] - Koński Łeb
[attachment=60519] - Słoń
Ale to nie jest tutaj to właściwe orzechowe. Już na podźwignięcie brwi był napis na drewniannym płotku
[attachment=60520] - do piekiełka
Nazwa dała sporo do zamyślenia. Od tej pory zaczynały się też problemy z przyczepnością butów do podłoża. Skały zaczynały się rozstępować a my powoli opuszczaliśmy się jakby do wnętrza Sz. Chodnik, rzecz jasna, był zlodowaciały. Inaczej nie mogło być. Za darmo się nic nie daje.
[attachment=60521]
W poruszaniu na takim chodniku było nawet czymś komicznym. Na wyjściu nogi się rozjeżdżały na wszystkie strony oprócz kierunku, gdzie człowiek potrzebował. Tutaj nogi zjeżdżały we właściwym kierunku tylko, że niekontrolowanie wolnym upadkiem. Nawet trzeba było niekiedy obrać styl "na szeroko".
[attachment=60522]

Cd.... zaraz nastąpi. innocent
Serce się raduje jak widzi takie widoki:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=60508
A na Fotelu Pradziada Wy byli ?
Po paru łatwiejszych miejscach, dochodzimy do "Długich Schodów". Te prowadzą do "Diabelskiej Kuchni" i "Piekła". Kluczowe miejsce całego przejścia Sz. Latem to może być normalne schodzenie po schodach, ale przy zlodowaceniu i bez raków? Faktycznie spore prawdopodobieństwo ocknąć się w tym lodowym piekle potłuczony ze wszystkich stron. Niektóre grupki tutaj zawracały. Zwłaszcza te z małymi dziećmi. Dobrze uczynili, ponieważ dla nich to było już spore ryzyko. Ja wchodziłem do tego piekła kurczowo trzymając się balustrady. To był jedyny punkt oparcia mojego ciała. W połowie schodów balustrada się kończyła i skały zamykały się nad grzesznikiem. Do podtrzymywania stabilnej pozycji musiał wystarczyć łańcuch.
[attachment=60523]
Realistyczna scena. Kiedy grzeszna dusza będzie pochłaniana piekłem, tak to chyba wygląda droga do niego. Nam, bibowiczom, było dane jeszcze za życia poziemskiego oglądać to niecodzienne zjawisko przygotowane dla grzeszników.
[attachment=60524]
Na zdjęciu widzimy trzy zbłąkane forumowiczki na dnie ?Diabelskiej Kuchni?. W tyle widać szczerbinę, z której zeszliśmy. Dalej czekała nas część "Piekła", ale było tam jakoś pusto. Wszyscy gospodarze byli chyba na łowach dusz. Szybko opuszczamy to demoniczne miejce, żeby ocknąć się w "Czyścu".
[attachment=60525]
Cały czas pstrykam zdjęcia na lewo i prawo. Nie można wszystkiego ująć do aparatu. To trzeba przejść na żywo. Ładnie jest ten Sz zbudowany. Nie wiem tylko jak to tu wygląda latem, kiedy sezon w pełni. Na pewno się tworzy ludzki sznurek. Jest jasne, że kiedy się przejdzie piekło i znajdzie się w czyścu, to zostaje nam już tylko "Niebo". To tutaj ma podobę następnej platformy widokowej.
[attachment=60526] - fidelio jest szczęśliwa, że już jest w niebie
Przechodzenie Sz nie kończy się jednak. Czekają nas kolejne przejścia i skalne bloki. Te nas zmuszają do przyjęcia pozycji nie całkiem podobnej do turysty pieszego.
[attachment=60527]
Koniec przejścia, to uwiecznienie się znów na platformie widokowej. Pozwalamy sobie na coś więcej. Przekraczamy balustradę i zbiorowo ustawiamy się na obok stojącej wieży. Trzeba nam przy tym przekroczyć szczelinę, pod którą jest kawałek nicości.
[attachment=60528]
Zauważamy, że trochę dalej jest jeszcze jedna platforma. Tam też wypada przejść.
[attachment=60531][attachment=60530]
Do niej przechodzi się sklanym tunelem. Ci, którzy cierpią na klaustrofobię mogą mieć problemy.
[attachment=60529]
Odwiedzenie obu platform widokowych odkrywa widoki na dotychczas zakrytą część. W dole widać Karłów i to ozancza też, że powoli trzeba pożegnać się ze światem olbrzymich głazów, które ze wszystkich stron wciskają się na nas. Sz można zaliczyć do kopczyków, które mają się czym pochwalić. Na mnie zrobił wrażenie. Pozostaje jeszcze zejść do Karłowa.
[attachment=60532]
Jest krótko po południu i robimy postój w jednej gospodzie w Karłowie. Przy napoju dopełniającym energię rozmyślamy co dalej. Pedro nadmienia, że nie lubi takie półdniowe wycieczki. Wtedy wypada do wieczora jeszcze coś przejść. Ostateczna decyzja pada na Białe Skały. W tym celu przechodzimy z Karłowa do Lisiej Przełęczy.
[attachment=60533]
Białe to inna herbata. Sz swoimi atrakcjami przyciąga szeroką rzeszę turystów. Jest to taka szkoła podstawowa górskiej turystyki. Białe nas uczą czegoś więcej. To dla smakoszy geologicznej historii ziemi. Nie jestem w tej dziedzinie znawcą, ale wyczytałem na tablicach, że procesy geologiczne zachodzące podczas tworzenia się Stołowych to ponoć mało spotykany unikat w historii Ziemi. A Białe to pokazują w całej swej nagości. Pełno tablic edukacyjnych.
[attachment=60534]
Jest tu też inne chodzenie. Normalny leśny chodnik i co Stołowe robią Stołowymi. Płaskie urwiska skalne. Tomtur by był szczęśliwy. Cały czas niemal poziomo. Żółty szlak prowadzi lasem i skały trzeba trochę szukać, ale nam to nie przeszkadza czas od czasu zbaczając.
[attachment=60535]
Żeby nie wracać po tym samym chodniku, przechodzimy mokradła.
[attachment=60536]
Te nas zawiodą do Skał Puchacza - jeden koniec urwiska/stoliwa Narożnika. Rozpoczynamy drogę powrotną do Pasterki. W sam raz. Słońce chyli się ku zachodowi i trzeba jeszcze sporo przedreptać, nim dojdziemy do dzisiejszej noclegowni. Ono jest jeszcze pełno atrakcji na drodze. Urwiska mają miejsca widokowe.
[attachment=60537] - "Jeżeli Pedro sobie myśli, że tam mamy za nim zejść, to się grubo myli."
[attachment=60538] - "Po dzisejszym dniu przekraczanie dziur to pestka."
Kolejne zaliczenie kopczyków jak Kopa Śmierci i Narożnik jest równoległe z zachodem słońca. Ostatnie spojrzenie w stronę Błędnych i schodzimy ponownie do Lisiej. Przejście asfaltem do Karłowa i zielonym do Pasterki to zawody z czasem. Nie chce nam się wyciągać czołówek. Jednak przy Pustelniku musimy sobie poświecić pod nogi. Zejście do Pasterki, jak cały dzień, oblodzone i trzeba uważać, żeby nie narobić tyłkiem rygolu. Po ciemku jest to prawdopodobne. W schronisku dajemy zasłużone jadło. Zwłaszcza Kasiucha i Fidelio. Zafunowały sobie porcję "jak chłop do lasu". Wieczór i zwłaszcza noc znów się zapowiadała pod batutą wodniaków. Dobrze wyspani gotowali się do marynarsko-piratskiego balu do białego rana. Znów Tratina nie mogła użyć swojego instrumentu strunowego. Najgorsze było, że parkiet taneczny tych piartów był akurat nad naszymi głowami. Ja sobie przypadałem jak królik doświadczalny na poligonie atomowym atolu Mururoa. Różnica była tylko w tym, że tam badali ile człowieczyna wytrzymie promieniowania radiotwórczego a tutaj ile decybelów. Wiem tylko, że o drugiej w nocy jeszcze grali. Jednak do białego rana nie wytrzymali. Dobrej nocy życzą dwaj forumowicze z Narożnika.
[attachment=60539]

Cdn... Broumowskie i Śnieżnik
Nie wiem co to się dzieje ale ostatnio strasznie mi muli forum kwasny
Zdjęcia to tak co drugie się załaduje i to z bólem.

Ale co by nie mówić, pięknie mieliście. Na Stołowe i ze Stołowych mogę patrzeć bez końca Smile
Mi się bardzo dobrze otwierają zdjęcia.
Jeszcze raz wyrazy gratulacji - za tak dobrze wykorzystany czas w gronie forumowiczów. Smile
Czekam na c.d
Coś musiało wczoraj na kablach siąść, może ptaki Big Grin, bo dzisiaj wszystko hula dobrze.

Cytat:
ale wyczytałem na tablicach, że procesy geologiczne zachodzące podczas tworzenia się Stołowych to ponoć mało spotykany unikat w historii Ziemi. A Białe to pokazują w całej swej nagości. Pełno tablic edukacyjnych.

Rozumiem, że odbijaliście ze szlaku do tych punktów edukacyjnych? Ładne widoczki są jak się wydrapać schodkami na górę, pod ściany.

9.2.2014, dzień trzeci

Rano w schronisku znowu pustki. My musimy wystrzelić trochę wcześniej, ponieważ trzeba nam pobiegać po Broumowskich Ścianach i jeszcze dojechać pod Śnieżnik. Smutnie było, że z tej wędrówki musiała Fidelio zrezygnować. Akurat na bibie dopadło ją choróbstwo. Na Sz jeszcze dzielnie walczyła, jednak następny dzień był nad jej siły. Z Pasterki wyruszamy w przeciwną stronę niż wczoraj, w stronę granicy.
[attachment=60544]
Znów nas czeka normalna dreptówa. Młodzież wystartowała a ja zamykam peleton. Po chwili między kamiennymi blokami pojawiają się słupki graniczne. Oznacza to, że niebawem przejdziemy do Czech.
[attachment=60545]
Nawet czas od czasu pojawiają się na kamieniach inne znaki. Są to "gwiazda" i litera "H". Nie mogłem tego nigdzie potwierdzić w Internecie, ale wydaje mi się, że tutaj przed IWŚ mogła przebiegać granica między Austrio-Węgrami i Prusami. Minęło pół godziny i wchodzimy do Czech w miejscu, gdzie stoi Machowski Krzyż. Ten kiedyś oznaczał najwyższy punkt pątniczej ścieżki z Polic nad Metują do Wambierzyc.
[attachment=60546]
Nam trzeba dojść do Krzyża Pańskiego. Tam dopiero wyruszają szlaki na ciekawe miejsca. Na mapie są widoczne trzy pętle żółtych szlaków. Chciało by się wszystkie trzy. No, zobaczymy. Najpierw wybieramy ten z kamiennymi zwierzętami i najwyższym punktem Broumowskich - Božanovský Špičák (773 m). Trasa nie jest długa. Turysta zachwilę ocknie się w Jurajskim Parku.
[attachment=60547]
Foto - zagadka. Kto odgadnie jakie zwierzęta przedstawiają te skalne figury? Nagroda - piwko. Takich skamieniałych zwierząt jest tutaj pełno:
[attachment=60548] - Żółw i Kot
[attachment=60549] - Łódź podwodna
Człowieczyna chodzi między skałami i dziwi się co ta przaroda umie wymodelować. Jest to takie sueralistyczne. Nawet na drodze nam staje Waran.
[attachment=60550]
W połowie żółtej pętli jesteśmy obdarzoni wyjściem na najwyższy punkt. Z niby platformy widokowej widzimy zwłaszcza w stronę Sz.
[attachment=60551]
Po małym odpoczynku, znów kontynujemy przechadzkę w prehistorii. Najwięcej mi się podobała Kaczka.
[attachment=60552]
Jest jeszcze pełno innych wytworów, ale nie chcę zanudzać i też wszystko ujawniać. Trzeba zaplanować sobie wycieczkę w te rejony, ruszyć tyłkiem i samemu to wszystko zobaczyć na własne oczy. Przejście pierwszą pętlą nam trwało około godziny. Dalej wybieramy następną, gdzie wierzchołek nazywa się Koruna i potem dalej powinniśmy zobaczyć inne cudo natury - Kamienną Bramę. Po drodze nam skały wciąż łażą przed obiektyw.
[attachment=60553]
Niektórzy wędrowcy przyjmują do fotografowania pozycje leżące. Ciekawi mnie niezmiernie, co takiego Tratina wyfotografowała z tego rygolu. Dojście do Koruny nie było całkiem łatwe. Znów nas potrapił zlodowaciały chodnik.
[attachment=60554]
Jednak widoki były jeszcze lepsze niż z przedeszłego kopczyka. Zwłaszcza na Broumowską Kotlinę nic nam w widoku nie zasłaniało.
[attachment=60555]
O tej porze roku, nietradycyjnie, ale ładnie prezentowały się poszczególne pola. Trzeba by było tutaj przyjść o każdej porze roku i zadokumentować, jak się na poszczególnych poletkach zmienia wegetacja.
[attachment=60556]
Jedno zdjęcie widokowe i możmy dreptać dalej. Jednak przejście jest tak oblodzone, że Ci, którzy mają, to zakładają raki. Na szlaku znów stawiają się nam kamienne bałwany. Tutaj uwieczniłem dwa głazy. Nie wiem jak się nazywają, ale ja je pomianowałem "On i Ona w kamiennym uścisku".
[attachment=60557]
Wężej się już chyba nie da. Tak blisko siebie potrafią być tylko kochankowie. Czeka nas ostatni punkt programu w Broumowskich przed powrotem.
[attachment=60558])
Kamienna Brama ma 5 m wysokości i 5 m szerokości. Całkiem inne dzieło natury. Ktoś z dawnych olbrzymów chyba musiał postawić ten kamień. Po obstrykaniu bramy, trzeba myśleć na powrót. Więcej się nam tego już nie udało w Broumowskich zobaczyć. Schodzimy lodowym korytem na Wambierzycką Drogę i tym samym szlakiem znów jesteśmy na Pasterce.
[attachment=60559]
Zasłużony obiadek na pożegnanie Stołowych. Tratina nie daje nam wytchnąć i podrywa nas ze stołków do następnej wyprawy oznajmiając, że czas zmienić góry. Trzeba nam przejechać całą Kłodzką Dolinę, gdzie na nas czeka Śnieżnik. Nasza załoga znów się uszczupla i na tą wyprawę jedziemy już tylko w trójkę. Fidelio i Kasiucha już muszą do domu. My pozostali przejeżdżmy autkiem do Międzygórza. Śnieżnik nie zaprze swojej nazwy i przygotowuje nam zmianę pogody.
[attachment=60560])
Dreptanie do Schroniska na Śnieżniku jest już w białej scenerii. Trasa jest ogólnie znana. Ja szedłem pierwszy raz. Normalna dreptówa. Na Pedra nie miałem tempa, ale myślałem, że Tratina będzie powolniejsza, kiedy taszczyła, tradycyjnie, swoje grające pudło. Jednak i ona musiała popracować na swojej kondycji i przez cały czas oglądałem jej plecy. Akurat, jak pomyślałem, że trzeba wyciągać czołówki, zobaczyliśmy rozświecone okna schroniska.
[attachment=60561]
Po mniej jak jeden i pół godzinie o 17:45 jesteśmy u celu. Po standartowych czynnościach kwaterowo-higieniczno-strawnych, mamy wieczorem jadalnię schroniska tylko dla siebie. Dopiero ten wieczór może Tratina w pełni rozwinąć swój talent śpiewaczo-muzyczny. Ja już ją znam z poprzednich spotkań i wiedziałem, że będzie kultura na wysokim poziomie. Szkoda, że nie miała więcej słuchaczy. Z gitarą przy stole w jadalni Schroniska na Śnieżniku życzą dobrej nocy Tratina, Pedro i Stasiu.
[attachment=60562]

Cdn... Dopiero tam będzie Śnieżnik Toungue
Schronisko pod Śnieżnikiem.
Pamiętne z kilku moich wypadów w te rejony.
Jest nawet relacja z wycieczki listopadowej któregoś roku(Zapewne Pedro wspominał). Mam nadzieję, że mieliście mniej arktyczne warunki niż my wówczas.Wink
Relacja Stasiu oczywiście niczego sobie ok, ale żeby Ci nie było smutno kilka zdjątek z Twoim udziałem, żeby nie było, że cały czas tylko Ty fociłeś + kilka innych : drugi i trzeci dzień, czas na szlak na Szczeliniec Wink [attachment=60563] uśmiech forumowiczom z twarzy nie schodził pomimo zlodowaceń i niewielkich wiatrołomów Wink [attachment=60564] [attachment=60565] Nasz Paparazzi Wink[attachment=60566] w tle nasz chwilowy przestój [attachment=60568] [attachment=60569] hmm... jednej strony widzę obrażoną damę, z drugiej osobe siedzącą z podkurczonymi nogami [attachment=60570] [attachment=60571] hmm... wejść tam czy nie wejść? o to jest pytanie [attachment=60572] [attachment=60573][attachment=60574] On nam to my Jemu Big Grin [attachment=60575][attachment=60576] przed Państwem wiecznie rozmawiający przedstawiciele skamieniałości [attachment=60577] czas na Białe Skały [attachment=60578] nasz Pan Sz[attachment=60579] no to w prawo czy w lewo Szefie? Wink [attachment=60580] [attachment=60581] ja Tobie a Ty mnie Big Grin a pomiędzy nimi albo dwie armaty na górze, albo wielki ślimak Big Grin [attachment=60582] [attachment=60583][attachment=60584][attachment=60585][attachment=60586][attachment=60587][attachment=60588] Nasz Staś we własnej osobie Wink [attachment=60589] w dole Radków ze zbiornikiem wodnym [attachment=60590] dzień się chyli ku zachodowi i nasz zamyślony pisarz... [attachment=60591] takie zwyczajne górskie skupienie myśli na koniec dnia... zresztą sami wiecie [attachment=60592]

dr.Etker napisał(a):
Schronisko pod Śnieżnikiem.
Pamiętne z kilku moich wypadów w te rejony.
Jest nawet relacja z wycieczki listopadowej któregoś roku(Zapewne Pedro wspominał). Mam nadzieję, że mieliście mniej arktyczne warunki niż my wówczas.Wink


Oj wspominał, wspominał Wink

Justy, z jednej strony to fajnie, że jestem uwieczniony w Stołowych, ale z drugiej strony to nie lubię na siebie zbytnio patrzeć. Shy Zaczynam się podobać do misia maskotki GŚ. Brakuje mi zdjęcia z Twojej leżącej pozycji w Broumowskich. Smile

Stasiu napisał(a):
Brakuje mi zdjęcia z Twojej leżącej pozycji w Broumowskich. Smile


Oj StasiuShy, powiedzmy, że nie ma się czym chwalic, ale też nie jest źle. Wiesz ja się dopiero uczę tego aparatu, więc trzeba setki zdjęć zrobić by jakoś to opanowac metodą prób i błędów... a że większość tych zdjęć była na szybko, to efekty są rózne. Więc nie ma za bardzo na czym zawiesic oka...

10.2.2014, dzień czwarty

Rano pobutka jeszcze wcześniej. Mamy chętki uwiecznić wschód słońca na Śnieżniku i chcemy tam być około 7:00. Wyruszamy ze schroniska jeszcze przy czołówkach. Ja z pełnym ekwipunkiem. Ze Śnieżnika już będę wracał na Morawy. Pogoda prawdziwie zimowa. Jednak mgła szykuje się popsuć naszą zabawę. Jesteśmy w dobrej nadziei. Szczyt nas wita białym śniegiem i białym mlekiem.
[attachment=60593]
Następuje okres czekania na opuszczenie się chmur do doliny. Śnieżnik jednak się nie poddaje i oprócz mgły próbuje nas przegonić wiatrem, który umacnia mróz. Kto z kogo? Ja mam jeszcze jeden handicap. O 7:30 mi trzeba wyruszyć ze Śnieżnika w stronę cywilizacji. Czekamy i czekamy. Chmury nad nami się rozstępują.
[attachment=60594]
Jednak dalej nic. Słoneczko nie chce się pokazać. Dla mnie pora wyruszyć. Słoneczny Śnieżnik na mnie kiedyś poczeka. Żegnam się z pozostałymi dwoma zmarżluchami, pozostawiam ich swojemu losowi i teraz już sam schodzę. Pierwotnie chciałem sobi trasę skrócić szlakiem granicznym, ale po stu metrach zauważyłem, że mi słupki graniczne we mgle i śniegu jakoś się chowają. Raczej zawróciłem. Raczej grzecznie czerwonym szlakiem, który był oznaczony zimowymi tykami. Pod wierzchołkiem natknąłem się na źródło kolejnej znanej rzeki - Morawy.
[attachment=60595][attachment=60596]
Szkoda, że tutaj Morawa nie została zmaterializowana do postaci rzeźby, jak to było w jesieni w Karkonoszach przy źródle Łaby. Tomturowe oko by miało coś do porównywania. Dalsza schodzenie przebiegało wygodnym chodnikiem. Ale i tak nie ubroniłem się dziwnym uczuciom. Jak to wygląda, kiedy człowiek zimą zabłądzi w górach. Ja miałem chociaż wygodny chodnik.
[attachment=60597]
Powoli te letargiczne myśli przechodziły w te więcej materialne. Postarał się o to pusty żołądek. Była 9:00. Czas na śniadanie. Nie miałem zbytnej nadziei, że w poniedziałek będą czekać w jakim schronisku na zbłąkaną duszę. Musiałem być grzeczny. Kiedy opuściłem czerwony szlak i przeszłem na żółty, to jeszcze nim doszedłem do wiochy, postawiło mi się na drodze schronisko ? Návrší. I było otwarte! Miły młody człowiek napoił mnie piwkiem i nasycił zbójnicką kiełbasą, taką faktycznie jak dla drwali. Od tej pory mi już niczego nie brakowało. Polecam tym, którzy tutaj będą wędrowali, odwiedzić to miejsce. Słabe pół godzinki i moja czterodniowa tułaczka kończy się w Stříbrnicy.
[attachment=60598]
Na lewo widać przystanek autobusowy, skąd mnie później odwiózł już definitywnie z gór autobus, a na prawo pensjonat, gdzie nad piwkiem sumaryzowałem ostatnie cztery dni.

Zakończenie: Co tu powiedzieć? Chyba już zanudzam chwałami, ale znów z mego punktu widzenia bardzo mile spędzony czas i z fajnymi ludzmi. Dziękuję im, że mnie cały czas ochraniali, starali się, żebym miał gdzie główkę złożyć, brzuch napełnić i żeby mnie nie pożarły wilki, niedźwiedzie i inne twory. Przypomniało mi to, że w Czechach są jeszcze inne skałkowe miejsca. Są to Adršpachy i Czeski Raj ze swymi Prachowskimi, Hruboskalskimi, Małoskalskimi i Mužským. Trzeba mi szybko odrobić to co zaniedbałem. Aha, jeszcze sobie przypomniałem. Jak będę miał trochę wolnego to włożę parę ruchomych obrazków na dany temat.

KONIEC unsure
Przeczytane od deski do deski Smile. 3 razy F, czyli fajna wyprawa, fajnie opisana i fajnie się czyta Big Grin
Stron: 1 2 3 4
Przekierowanie