16-12-2012, 11:00 PM
Zdjęcia mojego kolegi z jego pirenejskiego trekkingu tak bardzo mnie kiedyś zauroczyły, że nie miałam żadnych wątpliwości, że jak tylko pojawią się okoliczności sprzyjające to pojadę w Pireneje. Plan udało się zrealizować w 2011 roku razem z moją koleżanką Kasią, która podobnie jak ja lubi się poszwendać po górach.
Ponieważ właściwie nic nie wiedziałam o Pirenejach zaczęłam od czytania na ich temat, żeby jakoś się do tego wyjazdu przygotować. Pomocny okazał się przewodnik ?Sklepu Podróżnika?. Opisy tras w nim zawarte określały ich stopień trudności oraz sugerowane wyposażenie. Ponieważ nie mamy doświadczenia wysokogórskiego a jednak chciałyśmy znaleźć się chociaż troszkę wyżej niż zwykle decydujemy że spróbujemy zdobyć Pico de Posets (3375 m n.p.m.) - oczywiście najłatwiejszą drogą przez Canal Fonda.
W górach chcemy oczywiście spędzić kilka dni i pochodzić po Masywie Posets. Trasy planujemy w oparciu o mapę: Editorial Alpina ?Posets Perdiguero Valles de Benasque, Estós y Chiastau? w skali 1:25000. Na mapie nie ma podanych czasów przejść ale do mapy jest dołączony mini przewodnik z dokładnym opisem szlaków w językach: hiszpańskim, angielskim i francuskim.
Ponieważ jedziemy tylko we dwie nasz kobiecy rozsądek bierze górę i decydujemy się na noclegi w schroniskach a nie namiocie. To zdecydowanie determinuje przebieg naszego trekkingu. Zabieramy jednak małe alumatki no i oczywiście śpiworki na wypadek gdyby przytrafił się jednak jakiś nieplanowany nocleg pod chmurką lub w cabanie czyli takiej pasterskiej szopie. Naszym punktem przesiadkowym w drodze w Pireneje jest Barcelona, postanawiamy więc spędzić także kilka dni w tym mieście.
Dzień 1: Wrocław - Barcelona
Długo wyczekiwany dzień wyjazdu w końcu nadchodzi. Sukcesem udaje się zakończyć pakowanie, które podlegało pewnym ograniczeniom ze względu wymogi samolotowe. Efektem są dwa plecaki ok. 40 litrów, które lecą jako bagaż podręczny oraz jedna wspólna walizka o maksymalnej dopuszczalnej wadze (chyba 15kg), która wędruje do luku bagażowego. Myślę, że jest to całkiem niezły wynik ja na dwie kobitki, które lecą w sumie na 10 dni i muszą zabrać rzeczy górskie no i oczywiście wszystkie babskie miejskie drobiazgi i gadżety, które mogą się przydać w zdobywaniu Barcelony
A tak wyglądały Pireneje z lotu ptaku (tzn. samolotu)[attachment=49782]
Z lotniska jedziemy do naszego hostelu, zostawiamy bagaże i idziemy podegustować co nieco łącząc to oczywiście z szybką nauką języka.
[attachment=49783]
Dzień 2: Barcelona - Pireneje (Schronisko Estós)
Rano porzucamy miejską część bagażu w hostelowej przechowalni i zaczynamy przemieszczać się w kierunku gór
Naszym celem jest miejscowość Benasque ? baza wypadowa w Pireneje, a dla nas początek trekkingu. Z Barcelony jedziemy tam autobusem z przesiadką w Barbastro. Podróż zajmuje ok. 4,5 godziny.
Na mapie wygląda to tak [attachment=49784]
A nasze plany na przemieszczanie w Masywie Posets przedstawiają się następująco [attachment=49785]
Wychodzimy z Benasque (1140 m n.p.m.) - różowa kropka na mapie - w kierunku Schroniska Estós (1895 m n.p.m.), szlakiem zaznaczonym przeze mnie na mapce różową linią.
Początek naszej drogi wygląda bardzo obiecująco [attachment=49786]
Im dalej tym widoki robią się coraz piękniejsze [attachment=49787]
Stąd też wysyłamy pierwsze i zarazem ostatnie smsy do cywilizacji bo jak się okazało w górach nie było zasięgu i przez 3 dni, dopóki nie dotarłyśmy pod Posets nie było z nami kontaktu.
Mijamy także 'krowy milka' z dzwonkami na szyi [attachment=49788] które wywołują we mnie lekką obawę związaną z ewentualnym bliskim spotkaniem z hiszpańskim byczkiem. Stado jest na szczęście po drugiej stronie rzeki i raczej nas nie widzi. Pojedyncze sztuki, które spotykamy na swej drodze nie są agresywne. Patrzą na nas ale my staramy się je mijać obojętnie i na wszelki wypadek nie patrzeć im w oczy.
Po pewnym czasie docieramy do Cabany del Turmo [attachment=49789]
[attachment=49790]
Po ok. 5 godzinach marszu docieramy do naszego celu. Zaczynamy oczywiście od uzupełnienia płynów w pięknych okolicznościach przyrody siedząc na tarasie schroniska z którego roztaczają się takie widoki
[attachment=49791] [attachment=49792] [attachment=49793]
W budynku schroniska nie ma łazienki i takie schodki trzeba pokonać aby dotrzeć do toalety i umywalek [attachment=49794]
Prysznic natomiast to kamienna, surowa dobudówka zamykana drewnianymi drzwiami dostępna oczywiście z zewnątrz. Całkiem to sprytnie zostało pomyślane bo przez szczeliny między ścianą, drzwiami i daszkiem podczas kąpieli można było podziwiać górskie widoki. Ku naszemu zaskoczeniu była ciepła woda więc prysznic był prawdziwą przyjemnością. Jedynym mankamentem okazała się para wodna która skutecznie zasłaniała widoki. (niestety nie mam żadnego zdjęcia
)
A tak wygląda schronisko w całej okazałości [attachment=49795]
Wieczór spędziłyśmy zastanawiając się jak będzie wyglądała jutrzejsza droga na Pico Gias (3002 m n.p.m.), która prowadziła mniej więcej tak [attachment=49796]
Te pionowe ściany wydawały nam się dość trudne do sforsowania...
cdn
Ponieważ właściwie nic nie wiedziałam o Pirenejach zaczęłam od czytania na ich temat, żeby jakoś się do tego wyjazdu przygotować. Pomocny okazał się przewodnik ?Sklepu Podróżnika?. Opisy tras w nim zawarte określały ich stopień trudności oraz sugerowane wyposażenie. Ponieważ nie mamy doświadczenia wysokogórskiego a jednak chciałyśmy znaleźć się chociaż troszkę wyżej niż zwykle decydujemy że spróbujemy zdobyć Pico de Posets (3375 m n.p.m.) - oczywiście najłatwiejszą drogą przez Canal Fonda.
W górach chcemy oczywiście spędzić kilka dni i pochodzić po Masywie Posets. Trasy planujemy w oparciu o mapę: Editorial Alpina ?Posets Perdiguero Valles de Benasque, Estós y Chiastau? w skali 1:25000. Na mapie nie ma podanych czasów przejść ale do mapy jest dołączony mini przewodnik z dokładnym opisem szlaków w językach: hiszpańskim, angielskim i francuskim.
Ponieważ jedziemy tylko we dwie nasz kobiecy rozsądek bierze górę i decydujemy się na noclegi w schroniskach a nie namiocie. To zdecydowanie determinuje przebieg naszego trekkingu. Zabieramy jednak małe alumatki no i oczywiście śpiworki na wypadek gdyby przytrafił się jednak jakiś nieplanowany nocleg pod chmurką lub w cabanie czyli takiej pasterskiej szopie. Naszym punktem przesiadkowym w drodze w Pireneje jest Barcelona, postanawiamy więc spędzić także kilka dni w tym mieście.
Dzień 1: Wrocław - Barcelona
Długo wyczekiwany dzień wyjazdu w końcu nadchodzi. Sukcesem udaje się zakończyć pakowanie, które podlegało pewnym ograniczeniom ze względu wymogi samolotowe. Efektem są dwa plecaki ok. 40 litrów, które lecą jako bagaż podręczny oraz jedna wspólna walizka o maksymalnej dopuszczalnej wadze (chyba 15kg), która wędruje do luku bagażowego. Myślę, że jest to całkiem niezły wynik ja na dwie kobitki, które lecą w sumie na 10 dni i muszą zabrać rzeczy górskie no i oczywiście wszystkie babskie miejskie drobiazgi i gadżety, które mogą się przydać w zdobywaniu Barcelony

A tak wyglądały Pireneje z lotu ptaku (tzn. samolotu)[attachment=49782]
Z lotniska jedziemy do naszego hostelu, zostawiamy bagaże i idziemy podegustować co nieco łącząc to oczywiście z szybką nauką języka.
[attachment=49783]
Dzień 2: Barcelona - Pireneje (Schronisko Estós)
Rano porzucamy miejską część bagażu w hostelowej przechowalni i zaczynamy przemieszczać się w kierunku gór

Naszym celem jest miejscowość Benasque ? baza wypadowa w Pireneje, a dla nas początek trekkingu. Z Barcelony jedziemy tam autobusem z przesiadką w Barbastro. Podróż zajmuje ok. 4,5 godziny.
Na mapie wygląda to tak [attachment=49784]
A nasze plany na przemieszczanie w Masywie Posets przedstawiają się następująco [attachment=49785]
Wychodzimy z Benasque (1140 m n.p.m.) - różowa kropka na mapie - w kierunku Schroniska Estós (1895 m n.p.m.), szlakiem zaznaczonym przeze mnie na mapce różową linią.
Początek naszej drogi wygląda bardzo obiecująco [attachment=49786]
Im dalej tym widoki robią się coraz piękniejsze [attachment=49787]
Stąd też wysyłamy pierwsze i zarazem ostatnie smsy do cywilizacji bo jak się okazało w górach nie było zasięgu i przez 3 dni, dopóki nie dotarłyśmy pod Posets nie było z nami kontaktu.
Mijamy także 'krowy milka' z dzwonkami na szyi [attachment=49788] które wywołują we mnie lekką obawę związaną z ewentualnym bliskim spotkaniem z hiszpańskim byczkiem. Stado jest na szczęście po drugiej stronie rzeki i raczej nas nie widzi. Pojedyncze sztuki, które spotykamy na swej drodze nie są agresywne. Patrzą na nas ale my staramy się je mijać obojętnie i na wszelki wypadek nie patrzeć im w oczy.
Po pewnym czasie docieramy do Cabany del Turmo [attachment=49789]
[attachment=49790]
Po ok. 5 godzinach marszu docieramy do naszego celu. Zaczynamy oczywiście od uzupełnienia płynów w pięknych okolicznościach przyrody siedząc na tarasie schroniska z którego roztaczają się takie widoki
[attachment=49791] [attachment=49792] [attachment=49793]
W budynku schroniska nie ma łazienki i takie schodki trzeba pokonać aby dotrzeć do toalety i umywalek [attachment=49794]
Prysznic natomiast to kamienna, surowa dobudówka zamykana drewnianymi drzwiami dostępna oczywiście z zewnątrz. Całkiem to sprytnie zostało pomyślane bo przez szczeliny między ścianą, drzwiami i daszkiem podczas kąpieli można było podziwiać górskie widoki. Ku naszemu zaskoczeniu była ciepła woda więc prysznic był prawdziwą przyjemnością. Jedynym mankamentem okazała się para wodna która skutecznie zasłaniała widoki. (niestety nie mam żadnego zdjęcia
) A tak wygląda schronisko w całej okazałości [attachment=49795]
Wieczór spędziłyśmy zastanawiając się jak będzie wyglądała jutrzejsza droga na Pico Gias (3002 m n.p.m.), która prowadziła mniej więcej tak [attachment=49796]
Te pionowe ściany wydawały nam się dość trudne do sforsowania...
cdn





Głównie tymi, które się dają w jakimś stopniu macerować w alkoholu. Korzeń goryczki+borovička to istne dzie