Dzień 7: Ze schroniska Angel Orus do cywilizacji
Niestety nasz pobyt w górach dobiega końca. Rano pakujemy plecaki, jemy śniadanie i rozpoczynamy nasz powrót do cywilizacji. Nasi znajomi z Posets proponują nam transport ale my decydujemy, że spokojnie zejdziemy sobie do Bensaque (czerwona trasa na mapce) żeby jeszcze popatrzeć na góry. Schodzimy wzdłuż doliny rzeki obok wodospadu Cascade d'Espigantosa [
attachment=50010] [
attachment=50011]
Jest nam naprawdę trudno wracać... i jeszcze jedno spojrzenie na góry [
attachment=50012]
Docieramy do Benasque i od razu postanawiamy zafundować sobie nagrodę [
attachment=50013]
W jednej z knajpeczek spotykamy grupę Hiszpanów, których poznałyśmy na szlaku. Wymieniamy kilka zdań po czym wsiadamy do autobusu, który z przesiadką w Barbastro zawiezie nas do Barcelony.
Pozostałe trzy dni
Nie jesteśmy z tego zadowolone. Zgiełk miasta trochę nas przytłoczył... a Barcelona, w której spędziłyśmy jeszcze trzy dni trochę rozczarowała.
Szwendamy się przypadkowo wybieranymi uliczkami dniem [
attachment=50014] i nocą [
attachment=50015] [
attachment=50016] ,żeby zobaczyć nie tylko to co w przewodnikach.
Odwiedzamy oczywiście różne knajpeczki, żeby popróbować tego co w Hiszpanii najlepsze [
attachment=50017]
Moimi faworytami są: gazpacho (chłodnik pomidorowy), różnego rodzaju tapas (przekąski) z naciskiem na te, które zawierają oliwki oraz suszone pomidory, bocadillos z jamón (kanapki z szynką serrano), soki wyciskane ze świeżych owoców no i oczywiście winko

Na straganach na Las Ramblas (głównej ulicy Barcelony) oglądamy turystyczne gadżety [
attachment=50018]
Odwiedzamy także 'obowiązkowe' punkty Barcelony: Sagrada Familia, Prak Guell, Muzeum Picassa, Magiczną Fontannę. Miejsca te oczywiście oblegane są przez 'dzikie tłumy'.
Docieramy również do miejsca, w którym z racji naszego zawodu wyuczonego i wykonywanego, po prostu nie mogło nas zabraknąć ? Pawilon barceloński Ludviga Miesa van der Rohe [
attachment=50019] [
attachment=50020] [
attachment=50021] [
attachment=50022] [
attachment=50023]
Ostatniego dnia robimy 'owocowe zakupy' i spędzamy cały dzień na plaży. [
attachment=50024]
PODSUMOWANIE
Pireneje mnie oczarowały i z pewnością jeszcze tam pojadę, ale już z dodatkowym wyposażeniem: raki, żeby pewniej stąpać po lodzie oraz namiot, żeby nie musieć tak kurczowo trzymać się trasy i czasu przejścia pomiędzy schroniskami. Poza tym ze względu na miejscami słabo oznaczone szlaki można się pogubić i stracić trochę czasu na szukanie właściwego kierunku, a wtedy noc pod chmurką może okazać się koniecznością.
Kusi mnie także szlak "od morza do oceanu" ale to już wyprawa na ok. 1,5 miesiąca.
Zdecydowanie zmieniłabym tylko proporcje między czasem spędzonym w górach i w mieście - trzy dni w Barcelonie to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza po Pirenejach. Chodząc ulicami Barcelony mówiłyśmy o tym, że jednak w górach jest lepiej
