02-11-2011, 07:11 PM
Motto (dedykacja własna dla Lucyny): "Lucyna, masz niezmierne szczęście, że takie kopczyki postawiły Ci się na życiowej drodze. My tylko po kawałkach możemy Ci urywać tego skarbu."
Bieszczady (B). Dla mnie to były niemal mityczne góry, o których czytałem od wczesnej młodości i dopiero teraz było mi dane ujrzeć ten opiewany przez wielu forumowiczów zakątek przyrody. Przyznam, że pierwszy raz mam tremę z opisywania naszych przygód. Ja na tej wyprawie byłem najmniejszy z najmniejszych. No, jednak i po więcej jak tygodniu nikt nie kwapi się do relacji, będę musiał ja dźwignąć rzuconą rękawicę.
Dane techniczne:
DOBA : 21.10. ? 24.10.2011
PRZESTRZEŃ: pasmo graniczne - Jasło i Okrąglik, Połonina Wetlińska, grupa Tarnicy - Bukowe Berdo, Tarnica, Szeroki Wierch i na koniec zapora Jeziorze Solińskim.
OBIEKTY (do spania): Prywat Pod Smrekiem, Bacówka Pod Małą Rawką.
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z mapy): 18 km (600 m przewyższenia), 11 km (650 m przewyższenia), 16 km (700 m przewyższenia), 0 km (0 m przewyższenia)á
CZAS: 6:00 godz., 5:15 godz., 6:00 godz. i 0:30 godz. (wg mapy)
SUBIEKTY:
w kolejności alfabetycznej - dr. Etker, Gosia3czek, Hemlighet, Mallaidh, Mieciur, Pedro, Stasiu, Szewczyczek, TomaszRT.
21.10.2011, dzień pierwszy
Bibę zaczynam nietradycyjnie, właściwie dzień wcześniej w punkcie zbiorczym - wiocha o nazwie Kraków, gdzie jeszcze dalszych trzech mi podobnych obozuje u piątego - gospodarza i organizatora w jednej osobie. Integracja i plany wypadowe na szlaki snują się do późnej nocy. W międzyczasie jeden bibowicz stara się niezmiernie, o mało na kolanach, żeby nasz Wielki Brat był dla niego miłościw i odbanował go na forum. Zdradzę, że poskutkowało. Z uśmiechem na ustach idziemy spać. Rano nas budzi jeszcze ciemno, ale księżycowo. Czeka nas więcej jak 5 godzin jazdy. Czy nie mogły być B bliżej?. Autko administratora uparcie połyka kilometry. Pogoda nam na razie dopisuje. Jednak przyjaciółka na telefonie (Lucyna) informuje, że w B jest pochmurno, miejscami nawet pada deszcz. I tak się dzieje. Kiedy skręcamy z drogi za Duklą pogoda raptownie się mieni w podobraz jaki zapowiedziała Lucyna. B nie chciały nam dać nic darmowo. Najpierw okryły się gęstymi chmurami i miało być jeszcze gorzej. Jednak nas tak szybko nic nie zniechęci. I gdyby tragarze leciały z nieba. W Cisnej nasza samochodowa podróż się kończy. Tutaj też czeka szósty do gry forumowicz - Tomasz. Zanim z Pedrem odwiozą samochody, pozostała czwórka dopełnia swoje zasoby energii.
[attachment=41587]
Widać, że każdy na swój sposób. Od sklepu mamy ładne widoki. B tutaj gdzieś są, ale ich nie widać. Grają z nami w chowanego. Chociaż przestało padać i nie musimy zaraz na początku moknąć.
[attachment=41588]
W samo południe, sześciu wspaniałych wyrusza na trasę. Ponoć mamy odwiedzić kopczyki o nazwach Jasło, Okrąglik i Fereczata. Za wiochą wkraczamy w las i zaraz do góry. Mijamy pomnik miejsca tragedii śmigłowca z 10.1.1991 i potem na długi czas łączymy się z cywilizacją i wygląda to dosłownie. Mroczny las wnet wszystko pochłania razem z nami. Jeszcze, że żadna leśna gawiedź na nas nie wyskoczyła. Dla mnie to jednak istny balzam na duszy. Gra kolorów wszelakich może być ładna i podczas mgły.
[attachment=41589]
No i mieliśmy też syropek Doktora, który nas podtrzymywał naduchu.
[attachment=41590]
Z tego powodu robiliśmy częste przystanki, ponieważ trasa była długa i tym trochę nudnawa. Jednak B postanowiły grać z nami na wytrzymanie i wypróbować na harcie. Od około 800 m wysokości pojawił się świeży śnieg. Teraz już wiem, dlaczego B zasłoniły się chmurami.
[attachment=41591]
Lubią działać na turystę przez zaskoczenie. Tylko na nas, starych wygów górskich, nie takie moresy. Plan był jasny - przejść wyznaczoną 6 godzinową trasę bez względu na ofiary. Po dosyć sporej chwili mijamy Małe Jasło. Jeżeli jest Małe, to musi być gdzieś i Wielkie. No i było. Tylko, że to nie miało znaczenia. Na obu było to samo - połoniny są, ale widoki gdzieś poleciały.
[attachment=41592]
A ponoć z Jasła (1153 m) są bardzo ładne. No nic, będę musiał to martyrium jeszcze raz przejść. Jednak odwiedziny Jasła miały swoje pozytywa. Naznaczał, że niedaleko był już Okrąglik (1101 m), granica państwa i długo oczekiwany półmetek dzisiejszej trasy. Dla mnie to wyglądało jak gdzieś na końcu świata.
[attachment=41593]
Widać po nas, że lekko zimowe warunki przyjeliśmy z uśmiechem na twarzy. Kiedy przypatrywałem się drogowskazom, jedna dana mnie zaciekawiła.
[attachment=41594]
Jak też wygląda taki biwak w Ruskim Siodle? Tam chyba podróżnych przyjmuje misiu, w kuchni polowej panoszą się wilki a lisy tam życzą dobrej nocy. Na szczęście jest dla nas przygotowany utulny prywat. Ale trzeba było do niego jeszcze dotrzeć i nie było to blisko. Żeby nie było lekko, odnoga z Okrąglika do wiochy Smerek zrobiła się falista. Fereczata (1102 m) nawet zmusiła do oddawania jej pokłonów.
[attachment=41595]
Ścieżka była zatarasowana przez powygibane od śniegu gałęzie drzew. Czym bliżej końca naszej wędrówki, tym więcej zaczynał zapadać zmrok. Gdzieś po drodze natknęliśmy się na dziadka zagubionego w lesie i siedzącego bezradnie na szlabanie.
[attachment=41596]
Żal nam się go zrobiło i dlatego zabraliśmy go z sobą. Ten się potem tak do nas przyczepił, że chodził z nami całe cztery dni. Do Smereka dochodzimy już całkiem po ciemku, niektórzy świecąc jak robaczki świętojańskie.
[attachment=41597]
Odnalezienie legowiska w postaci prywatu Pod Smrekiem nie czyni nam jednak problemów. Podsumowanie dnia robimy w utulnym pokoiku.
[attachment=41598]
Przyznam, że wieczór minął w całkiem kameralnej atmosferze i nie trzeba było zaganiać bibowiczów do łóżek.
Cdn...
Bieszczady (B). Dla mnie to były niemal mityczne góry, o których czytałem od wczesnej młodości i dopiero teraz było mi dane ujrzeć ten opiewany przez wielu forumowiczów zakątek przyrody. Przyznam, że pierwszy raz mam tremę z opisywania naszych przygód. Ja na tej wyprawie byłem najmniejszy z najmniejszych. No, jednak i po więcej jak tygodniu nikt nie kwapi się do relacji, będę musiał ja dźwignąć rzuconą rękawicę.
Dane techniczne:
DOBA : 21.10. ? 24.10.2011
PRZESTRZEŃ: pasmo graniczne - Jasło i Okrąglik, Połonina Wetlińska, grupa Tarnicy - Bukowe Berdo, Tarnica, Szeroki Wierch i na koniec zapora Jeziorze Solińskim.
OBIEKTY (do spania): Prywat Pod Smrekiem, Bacówka Pod Małą Rawką.
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z mapy): 18 km (600 m przewyższenia), 11 km (650 m przewyższenia), 16 km (700 m przewyższenia), 0 km (0 m przewyższenia)á
CZAS: 6:00 godz., 5:15 godz., 6:00 godz. i 0:30 godz. (wg mapy)
SUBIEKTY:
w kolejności alfabetycznej - dr. Etker, Gosia3czek, Hemlighet, Mallaidh, Mieciur, Pedro, Stasiu, Szewczyczek, TomaszRT.
21.10.2011, dzień pierwszy
Bibę zaczynam nietradycyjnie, właściwie dzień wcześniej w punkcie zbiorczym - wiocha o nazwie Kraków, gdzie jeszcze dalszych trzech mi podobnych obozuje u piątego - gospodarza i organizatora w jednej osobie. Integracja i plany wypadowe na szlaki snują się do późnej nocy. W międzyczasie jeden bibowicz stara się niezmiernie, o mało na kolanach, żeby nasz Wielki Brat był dla niego miłościw i odbanował go na forum. Zdradzę, że poskutkowało. Z uśmiechem na ustach idziemy spać. Rano nas budzi jeszcze ciemno, ale księżycowo. Czeka nas więcej jak 5 godzin jazdy. Czy nie mogły być B bliżej?. Autko administratora uparcie połyka kilometry. Pogoda nam na razie dopisuje. Jednak przyjaciółka na telefonie (Lucyna) informuje, że w B jest pochmurno, miejscami nawet pada deszcz. I tak się dzieje. Kiedy skręcamy z drogi za Duklą pogoda raptownie się mieni w podobraz jaki zapowiedziała Lucyna. B nie chciały nam dać nic darmowo. Najpierw okryły się gęstymi chmurami i miało być jeszcze gorzej. Jednak nas tak szybko nic nie zniechęci. I gdyby tragarze leciały z nieba. W Cisnej nasza samochodowa podróż się kończy. Tutaj też czeka szósty do gry forumowicz - Tomasz. Zanim z Pedrem odwiozą samochody, pozostała czwórka dopełnia swoje zasoby energii.
[attachment=41587]
Widać, że każdy na swój sposób. Od sklepu mamy ładne widoki. B tutaj gdzieś są, ale ich nie widać. Grają z nami w chowanego. Chociaż przestało padać i nie musimy zaraz na początku moknąć.
[attachment=41588]
W samo południe, sześciu wspaniałych wyrusza na trasę. Ponoć mamy odwiedzić kopczyki o nazwach Jasło, Okrąglik i Fereczata. Za wiochą wkraczamy w las i zaraz do góry. Mijamy pomnik miejsca tragedii śmigłowca z 10.1.1991 i potem na długi czas łączymy się z cywilizacją i wygląda to dosłownie. Mroczny las wnet wszystko pochłania razem z nami. Jeszcze, że żadna leśna gawiedź na nas nie wyskoczyła. Dla mnie to jednak istny balzam na duszy. Gra kolorów wszelakich może być ładna i podczas mgły.
[attachment=41589]
No i mieliśmy też syropek Doktora, który nas podtrzymywał naduchu.
[attachment=41590]
Z tego powodu robiliśmy częste przystanki, ponieważ trasa była długa i tym trochę nudnawa. Jednak B postanowiły grać z nami na wytrzymanie i wypróbować na harcie. Od około 800 m wysokości pojawił się świeży śnieg. Teraz już wiem, dlaczego B zasłoniły się chmurami.
[attachment=41591]
Lubią działać na turystę przez zaskoczenie. Tylko na nas, starych wygów górskich, nie takie moresy. Plan był jasny - przejść wyznaczoną 6 godzinową trasę bez względu na ofiary. Po dosyć sporej chwili mijamy Małe Jasło. Jeżeli jest Małe, to musi być gdzieś i Wielkie. No i było. Tylko, że to nie miało znaczenia. Na obu było to samo - połoniny są, ale widoki gdzieś poleciały.
[attachment=41592]
A ponoć z Jasła (1153 m) są bardzo ładne. No nic, będę musiał to martyrium jeszcze raz przejść. Jednak odwiedziny Jasła miały swoje pozytywa. Naznaczał, że niedaleko był już Okrąglik (1101 m), granica państwa i długo oczekiwany półmetek dzisiejszej trasy. Dla mnie to wyglądało jak gdzieś na końcu świata.
[attachment=41593]
Widać po nas, że lekko zimowe warunki przyjeliśmy z uśmiechem na twarzy. Kiedy przypatrywałem się drogowskazom, jedna dana mnie zaciekawiła.
[attachment=41594]
Jak też wygląda taki biwak w Ruskim Siodle? Tam chyba podróżnych przyjmuje misiu, w kuchni polowej panoszą się wilki a lisy tam życzą dobrej nocy. Na szczęście jest dla nas przygotowany utulny prywat. Ale trzeba było do niego jeszcze dotrzeć i nie było to blisko. Żeby nie było lekko, odnoga z Okrąglika do wiochy Smerek zrobiła się falista. Fereczata (1102 m) nawet zmusiła do oddawania jej pokłonów.
[attachment=41595]
Ścieżka była zatarasowana przez powygibane od śniegu gałęzie drzew. Czym bliżej końca naszej wędrówki, tym więcej zaczynał zapadać zmrok. Gdzieś po drodze natknęliśmy się na dziadka zagubionego w lesie i siedzącego bezradnie na szlabanie.
[attachment=41596]
Żal nam się go zrobiło i dlatego zabraliśmy go z sobą. Ten się potem tak do nas przyczepił, że chodził z nami całe cztery dni. Do Smereka dochodzimy już całkiem po ciemku, niektórzy świecąc jak robaczki świętojańskie.
[attachment=41597]
Odnalezienie legowiska w postaci prywatu Pod Smrekiem nie czyni nam jednak problemów. Podsumowanie dnia robimy w utulnym pokoiku.
[attachment=41598]
Przyznam, że wieczór minął w całkiem kameralnej atmosferze i nie trzeba było zaganiać bibowiczów do łóżek.
Cdn...
: czekam na ciąg dalszy...

Mi się tam podobało, nawet bez widoków. Jesienny Bieszczadzki las (razem z błotem!) tak mnie zauroczył, że godnie rekompensował ich brak 

[

