Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Bieszczadzkie błoto za jedyne 6 złotych - Bieszczady, październik 2011
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Motto (dedykacja własna dla Lucyny): "Lucyna, masz niezmierne szczęście, że takie kopczyki postawiły Ci się na życiowej drodze. My tylko po kawałkach możemy Ci urywać tego skarbu."
Bieszczady (B). Dla mnie to były niemal mityczne góry, o których czytałem od wczesnej młodości i dopiero teraz było mi dane ujrzeć ten opiewany przez wielu forumowiczów zakątek przyrody. Przyznam, że pierwszy raz mam tremę z opisywania naszych przygód. Ja na tej wyprawie byłem najmniejszy z najmniejszych. No, jednak i po więcej jak tygodniu nikt nie kwapi się do relacji, będę musiał ja dźwignąć rzuconą rękawicę.

Dane techniczne:
DOBA : 21.10. ? 24.10.2011
PRZESTRZEŃ: pasmo graniczne - Jasło i Okrąglik, Połonina Wetlińska, grupa Tarnicy - Bukowe Berdo, Tarnica, Szeroki Wierch i na koniec zapora Jeziorze Solińskim.
OBIEKTY (do spania): Prywat Pod Smrekiem, Bacówka Pod Małą Rawką.
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z mapy): 18 km (600 m przewyższenia), 11 km (650 m przewyższenia), 16 km (700 m przewyższenia), 0 km (0 m przewyższenia)á
CZAS: 6:00 godz., 5:15 godz., 6:00 godz. i 0:30 godz. (wg mapy)
SUBIEKTY:
w kolejności alfabetycznej - dr. Etker, Gosia3czek, Hemlighet, Mallaidh, Mieciur, Pedro, Stasiu, Szewczyczek, TomaszRT.

21.10.2011, dzień pierwszy
Bibę zaczynam nietradycyjnie, właściwie dzień wcześniej w punkcie zbiorczym - wiocha o nazwie Kraków, gdzie jeszcze dalszych trzech mi podobnych obozuje u piątego - gospodarza i organizatora w jednej osobie. Integracja i plany wypadowe na szlaki snują się do późnej nocy. W międzyczasie jeden bibowicz stara się niezmiernie, o mało na kolanach, żeby nasz Wielki Brat był dla niego miłościw i odbanował go na forum. Zdradzę, że poskutkowało. Z uśmiechem na ustach idziemy spać. Rano nas budzi jeszcze ciemno, ale księżycowo. Czeka nas więcej jak 5 godzin jazdy. Czy nie mogły być B bliżej?. Autko administratora uparcie połyka kilometry. Pogoda nam na razie dopisuje. Jednak przyjaciółka na telefonie (Lucyna) informuje, że w B jest pochmurno, miejscami nawet pada deszcz. I tak się dzieje. Kiedy skręcamy z drogi za Duklą pogoda raptownie się mieni w podobraz jaki zapowiedziała Lucyna. B nie chciały nam dać nic darmowo. Najpierw okryły się gęstymi chmurami i miało być jeszcze gorzej. Jednak nas tak szybko nic nie zniechęci. I gdyby tragarze leciały z nieba. W Cisnej nasza samochodowa podróż się kończy. Tutaj też czeka szósty do gry forumowicz - Tomasz. Zanim z Pedrem odwiozą samochody, pozostała czwórka dopełnia swoje zasoby energii.
[attachment=41587]
Widać, że każdy na swój sposób. Od sklepu mamy ładne widoki. B tutaj gdzieś są, ale ich nie widać. Grają z nami w chowanego. Chociaż przestało padać i nie musimy zaraz na początku moknąć.
[attachment=41588]
W samo południe, sześciu wspaniałych wyrusza na trasę. Ponoć mamy odwiedzić kopczyki o nazwach Jasło, Okrąglik i Fereczata. Za wiochą wkraczamy w las i zaraz do góry. Mijamy pomnik miejsca tragedii śmigłowca z 10.1.1991 i potem na długi czas łączymy się z cywilizacją i wygląda to dosłownie. Mroczny las wnet wszystko pochłania razem z nami. Jeszcze, że żadna leśna gawiedź na nas nie wyskoczyła. Dla mnie to jednak istny balzam na duszy. Gra kolorów wszelakich może być ładna i podczas mgły.
[attachment=41589]
No i mieliśmy też syropek Doktora, który nas podtrzymywał naduchu.
[attachment=41590]
Z tego powodu robiliśmy częste przystanki, ponieważ trasa była długa i tym trochę nudnawa. Jednak B postanowiły grać z nami na wytrzymanie i wypróbować na harcie. Od około 800 m wysokości pojawił się świeży śnieg. Teraz już wiem, dlaczego B zasłoniły się chmurami.
[attachment=41591]
Lubią działać na turystę przez zaskoczenie. Tylko na nas, starych wygów górskich, nie takie moresy. Plan był jasny - przejść wyznaczoną 6 godzinową trasę bez względu na ofiary. Po dosyć sporej chwili mijamy Małe Jasło. Jeżeli jest Małe, to musi być gdzieś i Wielkie. No i było. Tylko, że to nie miało znaczenia. Na obu było to samo - połoniny są, ale widoki gdzieś poleciały.
[attachment=41592]
A ponoć z Jasła (1153 m) są bardzo ładne. No nic, będę musiał to martyrium jeszcze raz przejść. Jednak odwiedziny Jasła miały swoje pozytywa. Naznaczał, że niedaleko był już Okrąglik (1101 m), granica państwa i długo oczekiwany półmetek dzisiejszej trasy. Dla mnie to wyglądało jak gdzieś na końcu świata.
[attachment=41593]
Widać po nas, że lekko zimowe warunki przyjeliśmy z uśmiechem na twarzy. Kiedy przypatrywałem się drogowskazom, jedna dana mnie zaciekawiła.
[attachment=41594]
Jak też wygląda taki biwak w Ruskim Siodle? Tam chyba podróżnych przyjmuje misiu, w kuchni polowej panoszą się wilki a lisy tam życzą dobrej nocy. Na szczęście jest dla nas przygotowany utulny prywat. Ale trzeba było do niego jeszcze dotrzeć i nie było to blisko. Żeby nie było lekko, odnoga z Okrąglika do wiochy Smerek zrobiła się falista. Fereczata (1102 m) nawet zmusiła do oddawania jej pokłonów.
[attachment=41595]
Ścieżka była zatarasowana przez powygibane od śniegu gałęzie drzew. Czym bliżej końca naszej wędrówki, tym więcej zaczynał zapadać zmrok. Gdzieś po drodze natknęliśmy się na dziadka zagubionego w lesie i siedzącego bezradnie na szlabanie.
[attachment=41596]
Żal nam się go zrobiło i dlatego zabraliśmy go z sobą. Ten się potem tak do nas przyczepił, że chodził z nami całe cztery dni. Do Smereka dochodzimy już całkiem po ciemku, niektórzy świecąc jak robaczki świętojańskie.
[attachment=41597]
Odnalezienie legowiska w postaci prywatu Pod Smrekiem nie czyni nam jednak problemów. Podsumowanie dnia robimy w utulnym pokoiku.
[attachment=41598]
Przyznam, że wieczór minął w całkiem kameralnej atmosferze i nie trzeba było zaganiać bibowiczów do łóżek.

Cdn...
Stasiu, jak zwykle lekkie pióro i czyta się uperok: czekam na ciąg dalszy...

Stasiu napisał(a):
Ścieżka była zatarasowana przez powygibane od śniegu gałęzie drzew. Czym bliżej końca naszej wędrówki, tym więcej zaczynał zapadać zmrok. Gdzieś po drodze natknęliśmy się na dziadka zagubionego w lesie i siedzącego bezradnie na szlabanie.


Noooo patrz..... jedno zdjęcie a dwa spojrzenia.
Siedziałem na szlabanie i oczekiwałem turystów..... Patrzę a a tu jakiś młodzieniec zasuwa na czele grupy (niczym John Wayne z filmu:"Stagecoach"...[zdjęcie w stetsonie będzie później])
Aaaaaa to Stasio.
A ja na szlabanowym mycie.....I jak tu go przepuścić bez opłaty w postaci pysznej "gruszkówki" ?.)
Daliśmy radę(nie było rzeczonej kontrabandy).... ale na przyszłość:
-Popraw się młodzieńcze ! Smile

Sami młodzieńcy .... Toż to wycieczka przedszkolaków z piaskownicy !!!!!
@ Stasiu
Dziękuję pięknie ShySmile
Oj, pokazały Wam Bieszczady pazurek. Na szczęście humor dopisywał.
W piątek byłam w górach, a raczej u podnóży. Mgła, że oczy wykol, widoczność tylko na kilka metrów. Szkoda, że nie zobaczyliście uroków okolicy, w sumie panoramki niezłe. Jest takie powiedzenie, co się odwlecze, to nie uciecze. Mam nadzieję, że z Wami kiedyś połażę i po Bieszczadach. W każdym bądź razie serdecznie zapraszam. Smile
Sympatycznie ujęty dzień pierwszy Wink Mi się tam podobało, nawet bez widoków. Jesienny Bieszczadzki las (razem z błotem!) tak mnie zauroczył, że godnie rekompensował ich brak Wink

Myślę, że warte zapamiętania jest, że Stasiu będąc pierwszy raz w Bieszczadach cały dzień był na prowadzeniu i przecierał nam ten śnieżny nieraz szlak ok

I ja czekam na ciąg dalszy Wink
22.10.2011, dzień drugi
Rano nas budzi grupa sądecka. Wyganiają nas z łóżek i każą nam szybko stawić się na apelplacu. Spojrzenie z okna nie napaja nas jednak zbytnim optymizmem.
[attachment=41696]
Tam gdzieś miał być kopczyk Smerek. No, na szczęście forumowicz GŚ nie jest żaden maruda i z minimum poradzi wycisnąć maksymum. Dzisiaj nas czeka Wetlińska i dlatego najpierw trzeba się przeprawić z Smereka do Wetliny. Kiedy szliśmy asfaltem, nikt sobie nie przypuszczał, że to na długi czas będzie przechadzka różowym sadem.
[attachment=41697]
Wetlińską postanawiamy odwiedzić przez Orłowicza. Na rozstaju dróg robimy ostatnie zakupy. Wiadomo, znowu się zanurzymy w B lasy. Po tej asfaltowej ekskapadzie jakoś nikomu się nie chciało rozpocząć atak na zachodnią grań Wetlińskiej.
[attachment=41698]
Nawet zabrzmiało nieśmiałe pytanie. "Dlaczego idziemy na około przez Wetlińską? Do Brzegów Górnych możemy dalej asfaltem." No, taka herezja zasługiwała tylko wbicie na pal. Na szczęście udało się bunt zniszczyć w samym zarodku i już na dobre wyprawa pognała szlakiem na Orłowicza. Poznać było, że to jest popularny szlak. Tutaj już mieszamy się z różnego rodzajami maści turystów. Zaczynam też mieć złe przeczucie, że coś nie jest tak. Chodnik robił się błotnisty. Każdy próbował na swój sposób jakoś omijać błotniste miejsca. Największy ubaw z nas miał pracownik BPN. Nie wystarczyło mu, że nas skasował o 6 zł, ale jeszcze nas wyprowodził ze słowami: "Nie trzeba się trudzić w omijaniu błotnistych miejsc. Od teraz będzie mieć błoto wszędzie". Toungue
[attachment=41699]
Jego słowa nie braliśmy poważnie i to był błąd. Faktycznie, błoto było wszędzie.
[attachment=41700]
Dla postronnego to musiało być zabawne. Grupa śmiesznie ubranych ludzików z plecakami poruszali się jak łyżwiarze na lodzie bez łyżw. Na szczęście z błotnej opresji nas powyżej 800 m wybawiło błoto pośniegowe.
[attachment=41701]
Buciory, o których jedna uczestniczka powiedziała, że są cięższe o 2 kg, zaczynały się na śniegu czyścić. Jednak wiadomo - mokry śnieg jest gorszy jak woda i każde buty, też i nieprzemakalne, prędzej czy później przemokną. Po jakimś czasie mijamy mniejsze skałki i wychodzimy z lasu. Było to już blisko przełęczy.
[attachment=41702]
Jest jasne, że i tym razem widoki na B kopczyki zostaną nam ukryte. Możemy się chociaż kochać zimowym pejzażem. Po krótkim wspinie południową ścianą, dochodzimy na grań Wetlińskiej w Przełęczy Orłowicza. Czas na wspólne zdjęcie.
[attachment=41703]
Po wyśmianych buziach widać, że dobry nastrój panował wśród uczestników przez cały czas. No jasne, takie warunki lubią bibowicze GŚ. Czas na główne podejście. Przystanki były częste w oczekiwaniu na poprawę pogody. Tutaj też wznikło pamiętne zdanie Mallaidha. Na jednym takim przystanku znów wyglądaliśmy słoneczka. Wtem od strony Osadzki biegnie dwóch na sportowo ubranych facetów. Widać, że to byli porządni ironmeni. Jeden nawet w krótkich spodenkach. I wtedy padło: "Ale wstyd, Shy oni tu po górach biegają a my tu wódkę pijemy". No i potem chodź człowieku po górach. Jeszcze i tam się musi wstydzieć. Na te słowa wszycy przestali się raczej obijać i pognali dalej. Niektórzy tak szybko, że aż tyłki mieli skidane od błota.
[attachment=41704]
Nareszcie wierch Osadzki (1253 m). Tutaj mgła jakby się poddawała i Wetlińska chciała uchylić rąbka swojej tajemnicy.
[attachment=41705]
Nawet kawałek Roha zobaczyłem. Aparaty poszły w ruch. Jednak to było tylko tyle. Narobienie chęci i koniec. Wetlińska postanowiła dalej robić na nas długiego nosa. Gosia starała się pobudzić moją wyobraźnię. Pokazała kijkiem w białą ćmę i powiedziała, że tam jest widać Chatka Puchatka. Mogłem tylko pokiwać głową ze zrozumieniem. To było tak samo, co opisywać ślepemu, jak wygląda czerwony kolor. Jednak niebawem mogłem się przekonaćna własne oczy. Jak tajemniczy Zamek w Karpatach z mgły wynurzyła się Chatka Puchatka.
[attachment=41706]
Na antyceprowską pogodę, ludziska było sporo. W chałupie był ścisk i zimno. Jednak Mieciur, znany tutejszego terenu, znalzł wolny stół z miejscami dla wszystkich. Kto chce poznać atmosferę, która tam panowała, może spoglądnąć tu:
http://www.youtube.com/watch?v=vvokTTgxu_s
Zimno było, aż piszczało. A ja tak lubię ciepłe schroniska, kiedy na dworze jest zimno. Nie było się nawet od kogo ogrzać. Szewczyczek z jednej, DrE z drugiej strony nie byli partnerzy do wzajemnego ogrzewania. Zbytnio się nie zatrzymaliśmy i czas było zmykać z tej buźnicy. Na szczęście schodzenie do Brzegów Górnych było dla nas miłościwsze, niż podejście na Orłowicza. Nie wyobrażam sobie jazdy w dół na łyżwach bez łyżw. Błotka było mniej.
[attachment=41707]
Pod koniec wycieczki zainteresowałem się byłymi polami uprawnymi, które zarastały jałowcem i brzozą. Chwilka historii opowiedzianej przez Mieciura zmusiła mnie do zamyślenia.
[attachment=41708]
Przeciwległa siostra Wetlińskiej - Caryńska też nam nie dawała zbytniej odwagi na dreptanie po jej grzbiecie, aczkolwiek chętki były. Jak przeżywałem akurat zakończoną wycieczkę? Mieciur uwiecznił na zdjęciu.
[attachment=41709]
Pojedynczy łyżwiarze dojeżdżali powoli do boksu na rowery.
[attachment=41710]
Trzeba było jeszcze zaplanować przesunięcie ekipy na Przełęcz Wyżniańską. Niektórzy poszli na piechotę, inni pojechali samochodami. Tylko Szewczyczek wystawał z grupy i był jakiś niedochodzony. Przeszedł ten odcinek dwa razy. Ostateczną górską kropką nad ?i? było przesunięcie siebie i bagażu do dalszej noclegowni - Bacówki Pod Małą Rawką. Tutaj sprawdziło się inne powiedzenie: "Co nagle, to po diable". Niecierpliwi pognali do bacówki z całym bagażem. Później się okazło, że można przewieźć bagaże. Szkoda, że nie było mi dane widzieć miny tych niecierpliwych, kiedy mijał ich Tomasz ze swym autkiem napiechowanym naszymi worami. Zakwaterowanie w bacówce zakończyło górską część sobotniego programu. A jak obsada bawiła się w części kulturalnej? To widać na następujących filmikach.
http://www.youtube.com/watch?v=K-RNdGwNEhk
http://www.youtube.com/watch?v=BoeklMwILig
I tak my tam sobie żyliśmy u podnóża niewidocznych B.

Cdn. Tym razem odwiedziny Tarnicy.
QUWA a MOGŁEM BYC Z WAMI

tomtur napisał(a):
QUWA a MOGŁEM BYC Z WAMI

Taaak. I to jeszcze masz zamiar olewać Filipkę. Devil

Stasiu pięknie to opisałeś Smile a i filmiki bardzo klimatyczne. ok
Może jeszcze zdjęcie kamerzysty(sam siebie nie mógł przecie skamerować).Cool [attachment=41711]
Było wesoło ! Big Grin

PiotrekDz napisał(a):
Widzę, że arsenał urozmaicony Wink


I umundurowany galowo-jak do defilady(patrz Pana Tadeusza z krawatką). Cool

Zauważyłem Smile

Zdjęcie w ogóle jest dość wymowne:
Stasiu zniecierpliwiony (pewnie ktoś trzyma kolejkę), Gosia juz pełna radości i tylko Mieciura (o ile dobrze zza butli rozpoznaję) ciężko rozgryźć Rolleyes

PiotrekDz napisał(a):
Zauważyłem Smile

Zdjęcie w ogóle jest dość wymowne:
Stasiu zniecierpliwiony (pewnie ktoś trzyma kolejkę), Gosia juz pełna radości i tylko Mieciura (o ile dobrze zza butli rozpoznaję) ciężko rozgryźć Rolleyes


Fakt.Zupełnie jak obraz Rembrandta.... Cool
Rzekłbym w mojej opinii Staś emanuje wyrazem spokojnej ,zdeterminowanej satysfakcji po trudzie włożonym w solidnie wykonaną pracę... Big Grin

Doctore, a nie było tam lepszej fotografii. Znów będziemy posądzeni o profanowanie alkoholu na bibach. Shy Ja się tak starałem pić tylko wodę i maksymalnie kawkę. innocent
Stron: 1 2 3
Przekierowanie