26.10.2013, dzień trzeci
Rano bez pośpechu wstajemy i po śniadaniu żegnamy się z następnym przybytkiem - Schroniskiem pod Wysoką Połoniną. Ja byłem zadowolony z tej chaty i mogę ją wszystkim zaproponować. Jedna odpowiedź gospodarza mnie jednak zdziwiła. Ponoć 80% nocleżników wcale tu nie przyjeżdża z powodu dreptania po górach. Ciekawi mnie czego tu między kopczykami szukają ci przybysze. My jesteśmy tutaj w celu odwiedzania poszczególnych wzniesień, żeby nam wieczorem smakowało. Dzisiejszy plan, można powiedzieć moje życzenie, jest proste. Moi współtowarzysze mnie zaprowadzą na dalszą połoninę ? Bukowską. Zaczniemy we Wołosatem, Przełęcz B., Halicz, Szeroki Wierch i Ustrzyki G. Tym razem na trasę wyruszamy dwoma Suzuki Samurai. Rzecz jasna panowie Mieciur i Tomasz RT musieli sobie wzajemnie pochwalić swoje cacka. Ja mogłem tylko pozazdrościć. Dwa autka były jednak niezbędne do naszej strategii dziesiejszego dnia. Jedno pozostawiamy w Ustrzykach G. dla powrotnej drogi i drugim migamy tam gdzie dalej się już powozami nie da - do Wołosatego.
[
attachment=59033]
Wybraliśmy ten kierunek. Wszyscy znają co to jest końcowe dreptanie po asfalcie niekończącą się doliną. Postanowiamy najpierw dobrać się za dolinę do Przełęczy Bukowskiej i potem do kopczyków. Co tu opisać o standartowej dreptówie, która ma wypisane, że musimy z nogi na nogę tak czynić 2 godziny? Kiedy opuszczamy ostatnie domy i należycie płacimy za wstęp do parku narodowego, ogarnia mnie uczucie, które nie poznałem już parę lat. Przecież jesteśmy w pobliżu samej granicy UE i trzeba sobie przypomnieć jak to kiedyś bywało. Wnet obok rozgałęzienia się naszej drogi/szlaku i drogi prowadzącej do granicy na Przełęcz Beskid i dalek do ukraińskiej wiochy Łubnia, siedzą w wozie patrolowym panowie z SG. Dają do świadomości każdemu bohaterowi, że nie tędy droga. My jednak grzecznie trzymamy się szlaku. Cieszy mnie, że droga się chociaż coś podnosi. Na przełęcz to jest całych 350 m. Na kopcach potem będzie lżej. Mieciur narzucił znów swoje tempo i na przełęcz dotarliśmy przed czasem. Czas na małą przerwę. Dla tych co mają potrzebę zbudowano tutaj ładne WC.
[
attachment=59034]
Taka unijna budka klozetowa na końcu świata. Na pewno to było dotowane z Unii, żeby Ukraińcy widzieli jak się tutaj dba o turystów. Nie trzeba zawsze po krzakach i zwłaszcza tutaj. Bowiem to grozi zbłądzeniem i może takiego dosięgnąć zabłąkana kula w dosyć nietypowej pozycji. Mam tylko wątliwości, czy panowie strażnicy z drugiej strony granicy widzą ten przybytek. O turystach nawet nie wspominam.
[
attachment=59035]
Obok wiaty szlak opuszcza drogę i skręca ostro w lewo. Pod żadnym pozorem nie polecam iść dalej ku granicy. Panowie z SG dobrze znają zachowanie ciekawskich turystów. Gdzieś tam dalej czekają na takich. Jednego, któremu ciekawość nie dała spać, przywiódł mundurowy i kazał się wylegitymowć. Nie wiem tylko czy potem był rozstrzelany na miejscu albo dopiero po zeznaniach na wachsztubie. Jednak koniec żartów. Od teraz nas czeka właściwa wędrówka górska.
[
attachment=59036]
Trochę z wyższa uwieczniam nieosiągalną zwykłemu śmiertelnikowi Przełęcz Bukowską. Ze zdjęcia widać, że źle widać. I jeszcze nie widać, że na odkrytej grani nas już dopada to, co słyszeliśmy jeszcze na drodze do przełęczy. Mgła i wiatr. Całkiem inna pogoda niż wczoraj. Ponownie mogę zapomnieć na ładne widoki. No nic. Cel uświęca środki. Będę miał chociaż powód jeszcze powrócić tutaj. Ten szlak jest przecież częścią GSB i tego też trzeba raz za jednym zamacham zrobić. Na razie registruję skałki przed Rozsypańcem (1280 m).
[
attachment=59037]
Mgła jako tako, ale wiatr naciera na całego. Trzeba wyciągnąć ciężki kaliber. Czas na kurtkę z kapturem. Wiatr mi wymiata jedno ucho, że jeszcze chwila i przedmucha się na drugą stronę wylatując tym drugim.
[
attachment=59038]
Nie poddajemy się. Rozsypaniec za nami i my teraz oczekujemy dzisiejszą kulminację w postaci wierzchołka Halicza (1333 m). Ten się na nas czubi i otacza się mgłą. Nam to jednak humoru nie psuje i mnie z Tomaszem Mieciur uwiecznia na wierzchołku w pozytywnych nastrojach.
[
attachment=59039]
Tylko nie wiem co tam porabiał ten kubeł. Może na Bukowskiej poszły wszystkie datki unijne do nowoczesnego kibelka i na Haliczu wystarczyło już tylko na taki kibelek. Z Halicza łagodne zejście i następnie trawers Krzemienia jest wciąż w dominacji mgły. Szkoda tylko, że z powodu niej nie może się w pełni rozwinąć to, co połoniny robi połoninami.
[
attachment=59040]
Dochodzimy do Przełęczy Goprowców. Przyznam, że fajną wiatę sobie tam panowie wybudowali. Też bym tak chciał. Trzeba było tutaj odpocząć, czekała nas ciężka wspinaczka do dalszej przełęczy pod Tarnicą.
[
attachment=59041]
Dla mnie też kończy się jedna niewiadoma. Tutaj już łączę się z trasą z przed dwu lat. Poznaję, że Tarnica nie wyda swego owocu i będę odprawiony z kwitkiem. Jest jeszcze więcej na nas negatywnie nastawiona niż Halicz. A ja tak chciałem widzieć te dalekie widoki, zwłaszcza na wschód. Może bym się dał nawet skusić na odwiedzenie B na Ukrainie. Na przełęczy nikt u naszej trójcy nie ma zamiaru popatrzeć z Tarnicy z widokiem dziesięciometrowym i dlatego od razu pędzimy na jej mniejszą siostrę.
[
attachment=59042]
Nie ma się czemu dziwić. Postanawiamy Szeroki przejść jednym ciągiem. Dzisiaj nie jest nam dana słoneczna pogoda. Po 6 godzinach obcowania we mgle jesteśmy obok drugiego autka w Ustrzykach G i ja mogę powoli zakończyć relację wyssaną z palca. Na koniec nas czeka jeszcze jedna atrakcja. Nocleg mamy zamówiony w Schronisku studentskim Koliba. Kto zna ten wie. Dojazd do niego autkiem jest prawdziwą próbą dla resorów i amotyzatorów pojazdów mechanicznych. Mam podejrzenie, że Mieciur i Tomasz celowo wybrali ten barak na nocleg. Potrzebowali wypróbować swoje cacka jak sobie radzą w terenie. Samotne schronisko jest ciekawie usytuowane. Chciało by się powiedzieć "
Tam gdzie wilki dają dobranoc" i to dosłownie. Inna załoga łazikowa ponoć widziała plątającego się na drodze dojazdowej. Jedzonko tutaj mają skromne, ale smaczne. Ze względu na to, że schronisko jest własnością uniwersytetu i społeczność akademicka musi iść przykładem, bufet deklaruje prohibicję. My jednak, stare wygi górskie, mamy swoje uprzednie informacje i dlatego nie daliśmy się w boju tak lekko zaskoczyć. Zaopatrowujemy się w zasoby na długi wieczór. Szkoda tylko, że TomaszRT nie mógł nam i ten wieczór dotrzymywać towarzystwa. Jednak ja i Mieciur daliśmy sobie radę. Dobranoc.
Cdn...
