Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Bieszczadzkie błoto za jedyne 6 złotych - Bieszczady, październik 2011
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

Stasiu napisał(a):
Zakończę jedną myślą: "Trzeba uczestniczyć na wszystkich imprezach. Tam, gdzie Ciebie brakuje, tam Ciebie omawiają".

Już wiem dlaczego mnie uszy piekły w ten czas.... Huh
http://www.ezoforum.pl/archiwum-magii/12...robic.html

Nie mniej relacja piękna i wzruszająca. ok

Tak Bieszczady to są przede mną ,a co racja to racja doktore też czkawkę miałemShygiggle
Jasne panowie, Was szczególnie nie można było ominąć. Toungue U nas się mówi, że jak się kogoś obgaduje, to ma oszpicę na języku. Smile

tomtur napisał(a):
,a co racja to racja doktore też czkawkę miałemShygiggle

I u Ciebie też ??? uhm uhm uhm
Wygląda na to , że przekopali się przez całe drzewo genealogiczne forum... blink blink blink Big Grin
Spac nie mogli ?

Stasiu napisał(a):
... Jednak w Bieszczadach jeżdżą dobrzy ludzie. Ci nas uratowali. Sami od siebie nam zaproponowali podwiezienie. Jeszcze do dzisiaj temu nie rozumiem. Wystarczy popatrzeć na mnie i Mieciura...

... zapuszczony tata z zagłodzonym synem to się ulitowali Big Grin

A tak bardziej poważnie to macie pogodowego farta, świetne widoki ok

Pablo napisał(a):
... zapuszczony tata z zagłodzonym synem to się ulitowali Big Grin


No dobre, dobre Smile. Albo też wzięli chłopaków za bieszczadzkich zakapiorów i tak z ciekawości zabrali Smile.
Prawda jednak, że są na świecie ludzie dobrzy dla turystów, nawet w obecnych czasach. Ze 4 lata temu, zimą, stałem z zoną i córka na przystanku w Wierchporońcu. Ze 2 busy śmignęły i żaden sie nie zatrzymał-bo pełne- aż w końcu na stopa sie załapaliśmy dzięki miłemu panu z Jabłonki, co ze Słowacji przez Zakopiec wracał.

Cóż, trza czekać aż Stasiu ciąg dalszy dorzuci.

Cytat:
Pierwsze legowisko mamy w Komańczy. Tam w schronisku PTTK gospodaruje Lotka, następny forumowicz godny do poznania. Moje postanowienia:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=5097
trzeba spełniać. Byliśmy przyjęci gorąco. Napojeni i nakarmieni. No i ciacho na koniec - pycha.


Dzięki chłopaki Smile
Nie ukrywając niecierpliwie czekałam na Waszą odpowiedź względem odwiedzin w Schronisku ok Myślałam, myślałam i chyba ciachem się jednak wkupiłam giggle Fajnie było Was poznać, szkoda że nie mogliśmy usiąść i porozmawiać, no ale tak się złożyło z Poznaniakami! Także myślę że do kiedyś ok Pozdrawiam ciepło z jesiennej (mocno) Komańczy.

Ps. fajnie poczytać o miejscach gdzie się nie ma jak wybrać Wink

26.10.2013, dzień trzeci
Rano bez pośpechu wstajemy i po śniadaniu żegnamy się z następnym przybytkiem - Schroniskiem pod Wysoką Połoniną. Ja byłem zadowolony z tej chaty i mogę ją wszystkim zaproponować. Jedna odpowiedź gospodarza mnie jednak zdziwiła. Ponoć 80% nocleżników wcale tu nie przyjeżdża z powodu dreptania po górach. Ciekawi mnie czego tu między kopczykami szukają ci przybysze. My jesteśmy tutaj w celu odwiedzania poszczególnych wzniesień, żeby nam wieczorem smakowało. Dzisiejszy plan, można powiedzieć moje życzenie, jest proste. Moi współtowarzysze mnie zaprowadzą na dalszą połoninę ? Bukowską. Zaczniemy we Wołosatem, Przełęcz B., Halicz, Szeroki Wierch i Ustrzyki G. Tym razem na trasę wyruszamy dwoma Suzuki Samurai. Rzecz jasna panowie Mieciur i Tomasz RT musieli sobie wzajemnie pochwalić swoje cacka. Ja mogłem tylko pozazdrościć. Dwa autka były jednak niezbędne do naszej strategii dziesiejszego dnia. Jedno pozostawiamy w Ustrzykach G. dla powrotnej drogi i drugim migamy tam gdzie dalej się już powozami nie da - do Wołosatego.
[attachment=59033]
Wybraliśmy ten kierunek. Wszyscy znają co to jest końcowe dreptanie po asfalcie niekończącą się doliną. Postanowiamy najpierw dobrać się za dolinę do Przełęczy Bukowskiej i potem do kopczyków. Co tu opisać o standartowej dreptówie, która ma wypisane, że musimy z nogi na nogę tak czynić 2 godziny? Kiedy opuszczamy ostatnie domy i należycie płacimy za wstęp do parku narodowego, ogarnia mnie uczucie, które nie poznałem już parę lat. Przecież jesteśmy w pobliżu samej granicy UE i trzeba sobie przypomnieć jak to kiedyś bywało. Wnet obok rozgałęzienia się naszej drogi/szlaku i drogi prowadzącej do granicy na Przełęcz Beskid i dalek do ukraińskiej wiochy Łubnia, siedzą w wozie patrolowym panowie z SG. Dają do świadomości każdemu bohaterowi, że nie tędy droga. My jednak grzecznie trzymamy się szlaku. Cieszy mnie, że droga się chociaż coś podnosi. Na przełęcz to jest całych 350 m. Na kopcach potem będzie lżej. Mieciur narzucił znów swoje tempo i na przełęcz dotarliśmy przed czasem. Czas na małą przerwę. Dla tych co mają potrzebę zbudowano tutaj ładne WC.
[attachment=59034]
Taka unijna budka klozetowa na końcu świata. Na pewno to było dotowane z Unii, żeby Ukraińcy widzieli jak się tutaj dba o turystów. Nie trzeba zawsze po krzakach i zwłaszcza tutaj. Bowiem to grozi zbłądzeniem i może takiego dosięgnąć zabłąkana kula w dosyć nietypowej pozycji. Mam tylko wątliwości, czy panowie strażnicy z drugiej strony granicy widzą ten przybytek. O turystach nawet nie wspominam.
[attachment=59035]
Obok wiaty szlak opuszcza drogę i skręca ostro w lewo. Pod żadnym pozorem nie polecam iść dalej ku granicy. Panowie z SG dobrze znają zachowanie ciekawskich turystów. Gdzieś tam dalej czekają na takich. Jednego, któremu ciekawość nie dała spać, przywiódł mundurowy i kazał się wylegitymowć. Nie wiem tylko czy potem był rozstrzelany na miejscu albo dopiero po zeznaniach na wachsztubie. Jednak koniec żartów. Od teraz nas czeka właściwa wędrówka górska.
[attachment=59036]
Trochę z wyższa uwieczniam nieosiągalną zwykłemu śmiertelnikowi Przełęcz Bukowską. Ze zdjęcia widać, że źle widać. I jeszcze nie widać, że na odkrytej grani nas już dopada to, co słyszeliśmy jeszcze na drodze do przełęczy. Mgła i wiatr. Całkiem inna pogoda niż wczoraj. Ponownie mogę zapomnieć na ładne widoki. No nic. Cel uświęca środki. Będę miał chociaż powód jeszcze powrócić tutaj. Ten szlak jest przecież częścią GSB i tego też trzeba raz za jednym zamacham zrobić. Na razie registruję skałki przed Rozsypańcem (1280 m).
[attachment=59037]
Mgła jako tako, ale wiatr naciera na całego. Trzeba wyciągnąć ciężki kaliber. Czas na kurtkę z kapturem. Wiatr mi wymiata jedno ucho, że jeszcze chwila i przedmucha się na drugą stronę wylatując tym drugim.
[attachment=59038]
Nie poddajemy się. Rozsypaniec za nami i my teraz oczekujemy dzisiejszą kulminację w postaci wierzchołka Halicza (1333 m). Ten się na nas czubi i otacza się mgłą. Nam to jednak humoru nie psuje i mnie z Tomaszem Mieciur uwiecznia na wierzchołku w pozytywnych nastrojach.
[attachment=59039]
Tylko nie wiem co tam porabiał ten kubeł. Może na Bukowskiej poszły wszystkie datki unijne do nowoczesnego kibelka i na Haliczu wystarczyło już tylko na taki kibelek. Z Halicza łagodne zejście i następnie trawers Krzemienia jest wciąż w dominacji mgły. Szkoda tylko, że z powodu niej nie może się w pełni rozwinąć to, co połoniny robi połoninami.
[attachment=59040]
Dochodzimy do Przełęczy Goprowców. Przyznam, że fajną wiatę sobie tam panowie wybudowali. Też bym tak chciał. Trzeba było tutaj odpocząć, czekała nas ciężka wspinaczka do dalszej przełęczy pod Tarnicą.
[attachment=59041]
Dla mnie też kończy się jedna niewiadoma. Tutaj już łączę się z trasą z przed dwu lat. Poznaję, że Tarnica nie wyda swego owocu i będę odprawiony z kwitkiem. Jest jeszcze więcej na nas negatywnie nastawiona niż Halicz. A ja tak chciałem widzieć te dalekie widoki, zwłaszcza na wschód. Może bym się dał nawet skusić na odwiedzenie B na Ukrainie. Na przełęczy nikt u naszej trójcy nie ma zamiaru popatrzeć z Tarnicy z widokiem dziesięciometrowym i dlatego od razu pędzimy na jej mniejszą siostrę.
[attachment=59042]
Nie ma się czemu dziwić. Postanawiamy Szeroki przejść jednym ciągiem. Dzisiaj nie jest nam dana słoneczna pogoda. Po 6 godzinach obcowania we mgle jesteśmy obok drugiego autka w Ustrzykach G i ja mogę powoli zakończyć relację wyssaną z palca. Na koniec nas czeka jeszcze jedna atrakcja. Nocleg mamy zamówiony w Schronisku studentskim Koliba. Kto zna ten wie. Dojazd do niego autkiem jest prawdziwą próbą dla resorów i amotyzatorów pojazdów mechanicznych. Mam podejrzenie, że Mieciur i Tomasz celowo wybrali ten barak na nocleg. Potrzebowali wypróbować swoje cacka jak sobie radzą w terenie. Samotne schronisko jest ciekawie usytuowane. Chciało by się powiedzieć "Tam gdzie wilki dają dobranoc" i to dosłownie. Inna załoga łazikowa ponoć widziała plątającego się na drodze dojazdowej. Jedzonko tutaj mają skromne, ale smaczne. Ze względu na to, że schronisko jest własnością uniwersytetu i społeczność akademicka musi iść przykładem, bufet deklaruje prohibicję. My jednak, stare wygi górskie, mamy swoje uprzednie informacje i dlatego nie daliśmy się w boju tak lekko zaskoczyć. Zaopatrowujemy się w zasoby na długi wieczór. Szkoda tylko, że TomaszRT nie mógł nam i ten wieczór dotrzymywać towarzystwa. Jednak ja i Mieciur daliśmy sobie radę. Dobranoc.

Cdn... fiuuuu
Świetna, czekam na ciąg dalszy Smile Pozwoliłam sobie wrzucić link na naszą grupę facebookową Bieszczady. Jak Stasio zgodzi się to dałabym i na naszą stronę Smile
Lucy, normalka. Moje wypociny są ogólną własnością ludu pracującego. Smile Tamtieny będą odbierać moi spadkobiercy. Toungue Tylko poczekaj aż zakończę. Jeszcze muszę opisać wycieczkę na Trójstyk.
Oj tam, oj tam. Święty facebook działa, udostępnienie udostępnione Smile
27.10.2013, dzień czwarty
W nocy nastąpiła zmiana czasu i mamy ku dobremu godzinę. Ale i tak wstajemy wcześnie. Tym razem nie czekamy na otwarcie bufetu i wsadzamy do siebie własne zasoby. Czeka nas wycieczka i powrót do domu. Następne schronisko, które polubiłem. Ma swojski klimat.
[attachment=59080]
Pora też na jakieś poranne zdjęcie. Akurat słońce zaczyna olizywać z poza góry okolicę. Na spędzenie dziesiejszego dnia mieliśmy dwie koncepcje. Ta, z odwiedzinami Sianek i okolicy ze względu na odległość i jeszcze powrót do domu, poszła w kąt. Wybraliśmy tą drugą (znów moje osobiste życzenie) - Przełęcz Wyżniańska - Rawka - Krzemieniec i z powrotem. Wschodzące słońce jest nadzieją na słoneczną pogodę. Później poznamy, że nadzieja jest matką głupich. Najpierw trzeba nam znów drogą - kościtrząsem - powrócić do cywilizacji z zaparkowaniem na Wyżniańskiej.
[attachment=59081]
Spojrzenie na niebo nie napaja mnie optymizmem. Z poza grani chmury olizują najwyższe partie Rawki. Jednak zadanie trzeba wykonać. Trójstyk mamy odwiedzić za każdych warunków pogodowych. Bacówkę pod M. Rawką pozostawiamy na drogę powrotną i od razu drałujemy do góry.
[attachment=59082]
Od bacówki kawałek po płaskim na rozchodzenie i później już jak przystało na porządne kopczyki ostro do pionu. Nam to nie przeszkadza. My jesteśmy przygotowani na wszystkie górskie ewentualności. Jak ostro to ostro. Podejście na M. Rawkę nas w pełni satysfakcjonuje. My mamy inny problem. Mgła w postaci mleka jest dzisiaj jeszcze większa.
[attachment=59083]
Po trochę więcej jak godzinie opuszczenia wytrzęsionego tyłka z samochodu, jesteśmy na Małej (1268 m). Tutaj też kończą się podejścia typu wyciskacza tchu. Widoczność jest nastawiona na koło o promieniu 50 m. Więcej nam nie jest dane. Jedno pamiątkowe i pędzimy dalej. Trochę dalej czeka Wielka (1303 m), ale i ta nie ma dla nas zbyt optymistycznych wieści.
[attachment=59084]
Mieciura ledwo widać obok kamiennego falusa. Ten typ pogody daje nam do zrozumienia, że trzeba przyjść innym razem. Mamy też powód nie zatrzymywać się. Jeszcze nas czeka cel, który na szczęście nie jest uzależniony od pogody. Mijamy rozstajnik (1307 m) na Wielkiej i po chwili dochodimy do granicy UE z Ukrainą.
[attachment=59085]
Chociaż tutaj, na odwrót od Bukowskiej, możemy na ciasno zasmakować bliskość granicy. Jesteśmy ostrzegani, że nie wolno przechodzić za polski słupek, ale czasami ścieżka sama wiedzie środkiem granicznego pasma i nawet się stało, że chodnik olizuje ukraińską stronę. Mam nadzieję, że za dokładne kopiowanie trasy chodnika nie będę skoszony serią z karabinu AK 47. Klasyka bieszczadzkich kopczyków. Żeby z jednego kopczyka osiągnąć drugi, trzeba wypocone metry podejścia najpierw nieco zejść i potem znów podejść. I tak jest teraz. We mgle 200 m w dół i potem 100 m do góry. Dobrym punktem orientacyjnym są słupki graniczne. Na trójstyku monument ma cyfrę zero i my powoli odliczamy każdy słupek. 4, 3, 2, 1,... i kiedy po dwu godzinach marszu pojawia się ten zerowy, trójgraniasty, jestem szczęśliwy.
[attachment=59086]
Styk granic PL-SK-UA. Całkiem inaczej to wygląda. Tylko jeden duży kamień. Dla porównania trójstyk PL-SK-CZ jest całkiem inny.
[attachment=59087][attachment=59089][attachment=59088]
Tam są trzy duże monumenty, każdy w jednym państwie (na zjęciu widać tylko PL i CZ, SK jest za lasem) i potem mały trójgraniasty, który jest osadzony w potoku pod tym drugim mostkiem. Pomyślałem, że jak już tak zacząłem, będzie mi trzeba odwiedzać kolejne trójki. Czwórki już chyba nie dam. Jakaś jest w Afryce. Zauroczony tym miejscem zaczynam odczuwać chętki zafundowania sobie przejścia granicznym (PL-SK) szlakiem. Pierwotnie chciałem sobie na przyszły rok odpocząć od B, ale teraz muszę tu ponownie przyjechać i przejść ten odcinek. To chyba jest sprawka Lucyny. To ona posłała na mnie jakieś fluidum. Powrotna droga do autka taka sama, tylko w odwrotnym gardzie. Jeszcze dochodzi do tego zwiększone nasilenie świątecznych turystów. Chyba jest to popularny szlak w B. Cały ten zgiełk można podsumować do pytania jednej turystki: ?Daleko jeszcze do tej Rawki?? Czego tam szukają Ci ludzie w taką pogodę? Z bacówki też czmychamy czym prędzej. Ceny są nastawione na turystów z innej półki. Po 4 godzinach jesteśmy przy autku. Nim wyruszymy z B, korzystamy jeszcze z oferty obiadowej w Schronisku pod Wysoką Połoniną. Potem już tylko droga powrotna. Ja pobyt w Galicji sobie przedłużam o jeden dzień. Korzystam z dobroci naszych znajomych sądeczaków i wpraszam się pod ich dach, żeby pogaworzyć i przespać się.
[attachment=59090][attachment=59091]
Z Biesów od stołu w Bacówce pod MR żegnają się szeregowi Stasiu i Mieciur.

28.10.2013, dzień piąty
To już nic górskiego. Tylko pożegnanie się z gospodarzami, chwilkowe obijanie się po N. Sączu i definitywny odjazd mej osoby autobusem do Cieszyna i domu.

KONIEC sweatingbullets
Ha, to dobra myśl. Ta ze szlakiem granicznym, daję głowę, że spodoba się okolica. Wyciśnie trochę potu ale warto. Jeszcze lepiej zabawić się skok w bok na Słowację. Podejścia stamtąd to naprawdę ciekawa rzecz.
Dzięki za opowiadanie, z humorem, podobało się ok chciałbym w końcu tam trafić.
Stasiu to teraz PL-D-CZ, ciekawie to na googlach nie wygląda, ale to prawie w Górach Łużyckich Wink
Wyjazd generalnie mglisty mieliście, ale z klimatem i bardzo ciekawy.
I fajnie się czytało ok, a ten tekst to mnie rozwalił:

Cytat:
Taka unijna budka klozetowa na końcu świata

kapitalne określenie Big Grin

Stron: 1 2 3
Przekierowanie