Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Bieszczadzkie błoto za jedyne 6 złotych - Bieszczady, październik 2011
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.

Stasiu napisał(a):
Doctore, a nie było tam lepszej fotografii. Znów będziemy posądzeni o profanowanie alkoholu na bibach. Shy Ja się tak starałem pić tylko wodę i maksymalnie kawkę. innocent


Eeeeee ... kto by nas sądził o takie rzeczy....jasne że na stole była tylko mineralka -tyle, że przelana w szklane butelki, tak ekologicznie -by nie nosić ze sobą opakowań PET. Wink
Zresztą wszyscy widzieli , że bawiliśmy się grzecznie-był konkursik poezji śpiewanej z akompaniamentem Macieja...[attachment=41712]...a później poszliśmy karnie do łóżeczek... Smile

Stasiu ty to nie sciemiaj to że się STARASZ wode pić to my wiemyBig GrinShy
To, że Wam zazdroszczę to już mówiłam, widzę wesoło bardzo również było no i dosyć sporo ludzi pod Rawką. Trunki różnorakie cieszyły widać nie tylko Wasze oczy Wink zabawne teksty "górskich opowieści" i wszystko nagrywający Stasiu oczywiście. Widać to nie ma jak zgrana ekipa....o i fajna zielona gitara Big Grin może mnie tam nie było, ale zwrotkę swą mogę dołożyć:
Zieloną gitarą Mallaidh grywał
Stasiu filmy wciąż nagrywał
Woda lała strumieniami
GŚ boki zrywał....

może następnym razem... życzę sobie więcej tych bib... Wink pzdr

Stasiu napisał(a):
Motto (dedykacja własna dla Lucyny): "Lucyna, masz niezmierne szczęście, że takie kopczyki postawiły Ci się na życiowej drodze. My tylko po kawałkach możemy Ci urywać tego skarbu."


no Stasiu, ostatnio pisałeś, że z poezją jesteś na bakier, a tu proszę taki wstęp poetycki ok

Stasiu napisał(a):
Bieszczady (B). Dla mnie to były niemal mityczne góry, o których czytałem od wczesnej młodości i dopiero teraz było mi dane ujrzeć ten opiewany przez wielu forumowiczów zakątek przyrody.



i z tego co piszesz opłacało się tak długo czekać, bo mimo

, że

Stasiu napisał(a):
B. nie chciały nam dać nic darmowo. Najpierw okryły się gęstymi chmurami i miało być jeszcze gorzej.



to:

Stasiu napisał(a):
nas tak szybko nic nie zniechęci. I gdyby tragarze leciały z nieba.

i

Stasiu napisał(a):
Dla mnie to jednak istny balzam na duszy. Gra kolorów wszelakich może być ładna i podczas mgły.


Stasiu napisał(a):
Żeby nie było lekko, odnoga z Okrąglika do wiochy Smerek zrobiła się falista. Fereczata (1102 m) nawet zmusiła do oddawania jej pokłonów.


i o to chodzi Stasiu - nie może być zbyt pięknie, i zbyt przyjemnie, i bez wysiłku, i bez zmagań...trzeba trochę wzmocnić hart ducha Wink

Stasiu napisał(a):
Gdzieś po drodze natknęliśmy się na dziadka zagubionego w lesie i siedzącego bezradnie na szlabanie.



aaa... to ten z klubu tanecznego w00t Wink

Stasiu napisał(a):
Żal nam się go zrobiło i dlatego zabraliśmy go z sobą.


to Wy jednak macie serca! Big Grin

Sympatycznie spędzony pierwszy dzień ok

A w górach byliście ?
23.10.2011, dzień trzeci

Nie wiem dlaczego, ale zawsze po drugiej bibowej nocy mi się ciężko wstaje. Tym razem to dotyczyło wszystkich. Admin musiał przebukować zamówionego busika (w tym miejscu podziękowania Lucynie) o pół godziny. Wtedy też powstało w innym pokoju pamiętne zdanie: "Nie rozpakowuj mnie, czy jestem parówka". Chyba Gosia musiała wyglądać głodno, kiedy Maciek tak zareagował. Ale znając obojga, to raczej chaciała śpiocha wygnać ze śpiwora, ponieważ busik był już w drodze. Jednak dzisiaj nie trzeba było zbytnio poganiać. B ulitowały się nad nami i uchyliły trochę swoich widoków. Było jeszcze trochę mglisto, ale podczas przejścia do parkingu było widać zarysy Caryńskiej albo w drugą stronę na Rawkę.
[attachment=41809][attachment=41810]
Na wycieczkę nas było o jednego mniej. Tomasz musiał się z nami pożegnać. No i tak by się do busiku nie wmieścił. Trzeba nam było przjechać z Wyżniańskiej, przez Ustrzyki do Mucznego. Z początku do Ustrzyk mi się podobał ten przejazd. Zwłaszcza te balady bieszczadzkie, które miał puszczone kierowca. Tak to wyglądało:

http://www.youtube.com/watch?v=fErRifrDquk

W Ustrzykach trzeba było kupić jakieś zapasy, ponieważ jechaliśmy w bezludzie i B to nie Beskidy, gdzie na każdym kopczyku jest schronisko z pełnym wyposażeniem. Chciałem wykorzystać sytuację postoju i wyfotografować kierowcę.
[attachment=41811]
Byłem jednak nieco zmieszyny, bo kierowca miał być w kapeluszu a ten facet na zdjęciu mi na kierowcę nie wyglądał. Nie było czasu na rozmyślanie co jest grane. Ze sklepu nadchodzili Maciek i Doctore. Mieli wyśmiane gęby. Kto by nie miał, kiedy zakupy były pomyślne wiedząc, że teraz nie zginiemy.
[attachment=41812]
Trzeba nam było jeszcze przejechać do Mucznego. Jak już wyżej pisałem, do Ustrzyk to była piękna jazda. Nie mówię, że dalej było źle, ale okoliczny pejzaż się raptownie zmienił. Wyglądało na to, że Admin nas za karę wywozi gdieś na roboty na Ukrainę. Szewczyczek później nawet powiedział, że pomyślał o gułagu na Syberii. To uczucie umocniło i samotny dojazd do Mucznego. Pierwsze co zobaczyliśmy, to był ogrodzony obszar (chyba wypuszczony zbiornik na wodę) z drutem kolczastym. Brakowało tylko wieży strażniczych i mógł to być normalny łagier zbiorczy. Na szczęście to była tylko fikcja w naszych myślach. Jesteśmy Mucznym. Dalej już tylko na własnych. I znów zaraz na początku chwila na rozmyślanie czy przypadkiem nie istnieją jakie skróty do dzisiejszej alternatywy.
[attachment=41813]
Jednak plan to nietykalna podstawa i trzeba było koniecznie wyruszyć. Zwłaszcza, kiedy się w oddali z poza mgiełki na nas uśmiechało Bukowe Berdo.
[attachment=41814]
Na szczęście sytuacja się nie powtórzyła z przedeszłego dnia. Las w podejściu na Bukowe Bredo był dla nas miłościw. Błotka było minimum. To się najwięcej podobało Hemli, która się uśmiechała i na przekór temu, że miała katar.
[attachment=41815]
No tak, jej najlepiej wyszła ta maseczka błotna z ubiegłłego dnia. Jak przystało na B. Dolna część leśna się w jakieś wysokości kończy i następuje górna więcej znana część połonin. Tym razem przyszła kolej na Bokowe Bredo.
[attachment=41816]
I to nawet z widokami. Jeszcze chwilka i po 1 godz i 15 minutach jesteśmy w siodle na grani. I o dziwo. Trzeba było się rozbierać do koszulek. Tak ciepło było. Widzieć Stasia z okularami słonecznymi i Małże z chusteczkami na głowie, to dobry znak.
[attachment=41817][attachment=41818]
Będzie ładna pogoda. Jeszcze Wojtek sprawdził na tablicy co nas czeka i nie minie, policzył ile to jest godzin do celu (było to jeszcze 6 godzin)
[attachment=41819]
i można było nareszcie wyruszyć na podbój B widocznych połonin. Na pierwszy plan poszło Bukowe Berdo. Głowa mi się wygina na wszystkie strony. Staram się penetrować okolice i myślami porównywać na mapie. Nawet mi nie przeszkadza, że mokry śnieg drastycznie atakuje moje buty i próbuje ich wytrzymałość.
[attachment=41820]
Przystanki bywają częste, ale z powodu robienia zdjęć. Trzeba nadrobić zaległości. Co chwila stajemy się też obiektami do fotografowania. Nawet nie nadążamy się ustawić przed obiektywem.
[attachment=41821]
To Maciek ma sporo czasu. Z długiej chwili próbuje swoje umiejętności przećwiczyć w vertykalnym świecie.
[attachment=41822]
Niespełna opisać wszystkie myśli i widoki, które mi przelatują przez głowę. Jedyne jest jasne. Trzeba będzie jeszcze w te kopczyki wiele razy przyjechać, żeby być całkowicie zaspokojonym. To postanowienie jeszcze więcej umacnia widok do tyłu na ścieżkę, którą właśnie przeszliśmy.
[attachment=41823]
Jak człowiek pozna, że mu się podoba na szlaku? Nie liczy czas. I tutaj mi się to przytrafiło. Ani się spostrzegłem i już przde mną wyrósł najwyższy wierzchołek Bukowego Berda (1312 m).
[attachment=41824]

Chwilę cierpliwiści, zaraz nastąpi ciąg dalszy...innocent
Tutaj to oznaczało skręt w prawo o 90 stopni i zbliżające się odwiedziny Tarnicy. Ale nie wyprzedzajmy. Nieczęsto mi się zdarza robić w kopczykach rekordy. Berdo jednak miał dla mnie przygotowany jeden taki. Jeszcze nigdy nie byłem tak daleko na wschodzie, jak tutaj - 22 stopni i 44,415 minut E. Grupa bibowa zarządza sobie postój na popas i dopełnienie sił. Szkoda tylko, że przed zagryzaniem wszelkiego rodzaju zakąsek pogoda nam trochę nie idzie na rękę. Od Ukrainy się pojawia mgła i zimny wiatr.
[attachment=41825]
Na zdjęciu nasze dziewczyny mają jeszcze wyśmiane buzie, ale za chwilę im zrzedną, ponieważ jeszcze nie wiedziały, że Mieciur będzie podawał swoją herbatę z termosa z dodatkiem bieszczadzkich ziół. Herbata była, ale bez herbaty. Mieciur zpomniał zaparzyć. No tak, w myśl powiedzenia na bezrybiu i rak ryba, można się częstować i gorącą wodą. Lepiej to, niż by Mieciur podawał herbatę bez wody. Tak oto posileni wyruszamy dalej. Najpierw przez Krzemień, gdzie nasza dzisiejsza Królowa nam się zaczyna pokazywać w swej pełnej okazałości.
[attachment=41826]
Potem zejście do Przełęczy Goprowców. Tylko nie wiem dlaczego nie zrobiono most linowy z Krzemienia pod Tarniczkę. Tak nam było trzeba zejść do Goprowców stromym błotnistym (tego dnia chyba pierwszy raz) chodnikiem. Na szczęście można było wybrać alternatywę w postaci trawiastego zbocza, na którym były jeszcze widoczne ślady po pożarze. Najlepszy styl zejściowy miał Maciek.
[attachment=41827]
Jako każdy narciarz w tym okresie był już niecierpliwy na śnieg i dlatego tutaj na sucho trenował swoje narciarskie telemarki.
[attachment=41828]
Na Goprowcach aż mnie rwało do wypróbowania Połoniny Bukowskiej.
[attachment=41829]
Admin mnie jednak szybko zchłodził. Koncówka Bukowskiej to 10 km nudnym asfaltem do Wołosatego. No nic odpuściłem sobie, ale tylko dlatego, że Królowa też była łakomym kąskiem. Jednak następnym razem już nie odpuszczę Bukowskiej. Rozpoczynamy wyjście na znany kopczyk. Jak to wyglądało w połowie drogi na przełęcz pokazuje następujący filmik:

http://www.youtube.com/watch?v=4DG3z4QjlXc

Z przełęczy na wierzchołek to już co by ręką sięgnął. Jednak grupa sądecka nie będzie tym razem uczestniczyć w odwiedzinach, bo ileż razy można wychodzić na jeden i ten sam wierzchołek? Jednak pozostała piątka pognała, jak zgłodniałe psy. najwyższy punkt B w Polsce jest nie do odrzucenia. Na wierzchołku jak to na wierzchołku. Pstrykanie, dobijanie energii i podziwianie widoków. Tylko szkoda, że nie były ekskluzywne.
[attachment=41830][attachment=41831][attachment=41832]
Po nacieszeniu się wszelkimi dobrociami, pora opuścić wierzchołek. Na przełęczy czekała grupa wspierająca i chyba była już sporo podchłodzona. Żywej wody nie mieli i nawet herbatka Mieciura się skończyła. Czekał nas jeszcze Szeroki Wierch i zejście do Ustrzyk.
[attachment=41833][attachment=41834]
Szeroki Wierch to nic innego jak paralernie postawiony grzbiet przeciwko Bukowemu przedzielonych Doliną Terebowca. Jednak na Szerokim nie było tyle mokrego śniegu i butki już nie musiały odpierać atak wody. Na ostatnim wzniesieniu jeszcze ostatnie spojrzenie na Tarnicę
[attachment=41835][attachment=41836]
i Wojtek mógł wypić swoje długo noszone piwko. Od tego momentu nas jeszcze czekało nudnych 1,5 godziny schodzenia do cywilizacji w postaci pary domów w Ustrzykach. Co by tu opisać. Wszyscy bez uszczerbku na zdrowiu dotarli do celu. Nawet mieliśmy szczęście. O 15-tej była jeszcze otwarta jedna z knajp, gdzie nawet gotowali jedzenie.
[attachment=41837]
No nie skorzystać z takiej okazji, to by było ku naszej szkodzie. No i kto by potem musiał czytać w Bibowej Księdze Zażaleń notatkę Mieciura: "...a dlaczego nie było schabowego?". Obiado-kolacja mnie smakowała wyśmienicie. Po całodziennym dreptaniu by mi chyba smakowała i smażona zelówka taki byłem niedojedzony. Pożegnanie z Ustrzykami było też faktyczne pożegnanie się z bibowiczami, którzy to mieli najbliżej. Z Ustrzyk na Wyszniańską byliśmy przetransportowani Spółką Transportową Mieciur. Przejazd był darmowy, ale przez cały czas transportu za karę byliśmy zmuszeni uczyć się na pamięć regulaminu przewozowego w/w spółki. Trójca sobie potem odjechała a piątka wyruszyła do bazy w bacówce. Trzeba przyznać, że wieczór kulturalny nie był już na wysokim poziomie. Wiadomo, dla naszej piątki to był już czwarty wspólny wieczór i to by powaliło i konia. Poszedłem spać wcześnie i tym zakończyłem dalszy dzień w B. Był dla nas łaskawy.

24.10.2011, dzień czwarty

Rano mieliśmy w planie jeszcze odwiedzenie M. i W. Rawki. Jednak po bliższym ustaleniu, zadecydowaliśmy z powodów czasowych zmienić nasz plan. Pojedziemy już do domu i po drodze odwiedzimy zaporę na Jeziorze Solińskim. Mnie ta zmiana planów nawet wychodziła na rękę, ponieważ ja do odwidzin Rawki chciałem jeszcze dołączyć odwiedziny trójstyku na Krzemieńcu i to by już całkiem nie wyszło. Nawet mam pewien plan, że następnym razem odwiedzę B ze Słowacji. Dojadę do Nowej Sedlicy i przez Krzemieniec na Rawkę i znowu do bacówki. Teraz nas czekało pożegnanie B minimalnie na rok. Parę zdjęć z drogi na Wyszniańską
[attachment=41838][attachment=41839]
i wyruszamy w powrotną drogę. Faktyczne pożegnanie z B robimy na zaporze Jeziora Solińskiego.
[attachment=41840]
Powrotna droga była jeszcze więcej nudnawa niż dojazdowa. Do Krakowa docieramy przed 17-tą. Dla mnie to oznacza szybkie pożegnanie z pozostałymi i samotna podróż dalej na południe. Bibę kończę o 23:00 przyjściem na doczesną bazę w D. Łomnej w Beskidach.

Zakończenie: Ze swoje punktu widzenia bardzo udana wycieczka. Trzeba tylko podziękować tym, co przyczynili się do organizacji całej wyprawy, pozostałym bibowiczom za towarzystwo i siebie za udany wybór spędzenia wolnego czasu. Do następnej biby i oby mi się za rok znów udało odwiedzić B.
Pięknie Stasiu to opisałeś-dobra robota. ok
Przyznam, że tak jak onegdaj wyczekiwałem na moje ulubione [attachment=41845] w telewizorni-tak teraz czekam Twoich opisów z imprez forumowych. Cool
fajnie Ci Stasiu w tym kapelinderku Wink - a tego gościa obok skądś kojarzę będąc w Biesach, miło się czytało, z nostalgią oglądało; rewelacyjne fotki
No, spisałeś się z tą relacją. chyba nawet na dobre Ci to wyszło - widzę, że topografię Biesów masz opanowaną przyzwoicie Smile

Do następnego razu!
Stasiu ładnie to wszystko opisałeś Smile jak zwykle udana Biba Smile Jedno małe sprostowanie z mojej strony - termosy były 2. W moim była herbata herbata a w tym drugim Szewczyk zapomniał zaparzyć Smile żeby nie było, że mieciur nawalił. Na koniec dnia schabowy był Smile więc nie muszę pisać zażalenia...
Termosy powiadasz ...
Stasiu tak mnie zaskoczył, że bez mała palce zapomniały jak mają krążyć po klawiaturze. Smile Fajna relacja, link do niej krąży wśród przewodników po facebooku.
Zacne plany przyszłoroczne. Jeżeli mogłabym coś sugerować to wzięłabym na pierwszy ogień inny wariant słowacko-polskiego przejścia. To na długi dzień, kondycyjnie dasz radę, trasa trudna jak na warunki beskidzkie, długa ale cudna. Możesz ją podzielić na dwa dni mając nocleg w schronisku Pod Małą Rawką. Twój wariant przewiduje przejście Nova Sedlica-Kremenec (Krzemieniec)-Ciertaż (Czerteż)- Nova Sedlica. Ja bym ją zmodyfikowała Nova Sedlica-Kremenec-Jaraba Skala (Rabia Skała)-Nova Sedlica. Tak orientacyjnie (czasy przejścia słowackie, niezawyżone) masz Nova Sedlica-Ciertaż 4 godz. 25 min, Ciertaż-Jaraba Skala-Nova Sedlica podobnie około 5 godz. Ja to przeszłam, jest jedno miejsce, które daje w kość i to nieźle to podejście przez przepiękna puszczę bukową uchodzącą za najładniejszy las na Słowacji na Kremenec. Zejście z Jarabiej Skały jest reż niezłe. W odwrotną stronę wyciska pot strumieniami.
Gdybyś chciał ją zrobić po stronie polskiej to proponuję Wetlina-Dział-Mała Rawka-Duża Rawka-Kremanaros-pasmo graniczne-Rabia Skała-Wetlina. Trasa trudna ale znam osoby, które ją przeszły w jeden dzień.

Stasiu napisał(a):
Rano nas budzi grupa sądecka. Wyganiają nas z łóżek i każą nam szybko stawić się na apelplacu.

i to tak zawsze mają? Scary

Nawet zabrzmiało nieśmiałe pytanie. "Dlaczego idziemy na około przez Wetlińską? Do Brzegów Górnych możemy dalej asfaltem." No, taka herezja zasługiwała tylko wbicie na pal.

giggle dobre ok

(...) Na szczęście z błotnej opresji nas powyżej 800 m wybawiło błoto pośniegowe. Buciory, o których jedna uczestniczka powiedziała, że są cięższe o 2 kg, zaczynały się na śniegu czyścić. Jednak wiadomo - mokry śnieg jest gorszy jak woda i każde buty, też i nieprzemakalne, prędzej czy później przemokną.

Taaaak, skąd ja to znam. Moje butki po 3 dniach łażenia po Tatrach pluły bąblami z wody. Podeszwa gadał chlup, chlup, prysk, prysk - dobrze, że cała nie odpadła. W Bieszczadach to bym musiała buty zostawić tak jak ten ktoś na zdjęciu w relacji Tratiny giggle


Zakwaterowanie w bacówce zakończyło górską część sobotniego programu. A jak obsada bawiła się w części kulturalnej? To widać na następujących filmikach.

Oj, zabawnie było... pozazdrościć takiej atmosfery. Już przed monitorem można się nieźle uchachać. Brawa za twórczość!


Stasiu napisał(a):
Wyglądało na to, że Admin nas za karę wywozi gdieś na roboty na Ukrainę. Szewczyczek później nawet powiedział, że pomyślał o gułagu na Syberii. To uczucie umocniło i samotny dojazd do Mucznego. Pierwsze co zobaczyliśmy, to był ogrodzony obszar (chyba wypuszczony zbiornik na wodę) z drutem kolczastym. Brakowało tylko wieży strażniczych i mógł to być normalny łagier zbiorczy. Na szczęście to była tylko fikcja w naszych myślach.

Stasiu, lubię czytać Twoje ''złote myśli'' giggle

Niespełna opisać wszystkie myśli i widoki, które mi przelatują przez głowę. Jedyne jest jasne. Trzeba będzie jeszcze w te kopczyki wiele razy przyjechać, żeby być całkowicie zaspokojonym.

to tak się da ! ? w00t Też lubię ten moment...kontemplacja... piękna sprawa...''sam na sam z własnymi myślami'' ok


Stasiu napisał(a):
Na zdjęciu nasze dziewczyny mają jeszcze wyśmiane buzie, ale za chwilę im zrzedną, ponieważ jeszcze nie wiedziały, że Mieciur będzie podawał swoją herbatę z termosa z dodatkiem bieszczadzkich ziół.
o, i to jest myśl - uwielbiam wszelakie herbaty...ta musiała by być wyśmienita ok


no i tak na koniec...Stasiu, jak zwykle wyszło Ci z tego ciekawe opowiadanie. Super opisy, można poczuć trochę ducha tej wyprawy.
Gratuluje Wam wypadu!

Bieszczady 2013 - tym razem na sucho
W tym roku udało mi się w październiku przewietrzyć tyłek w dwu całkiem odległych od siebie destynacjach. W miniony weekend to były Karkonosze (relacja jest opisana tu: http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthre...&page=last
i teraz w dniach 24. - 28.10.2013 buszowałem w świętych miejscach Lucyny - Bieszczadach (B). Też tak wypadło, że akurat przed dwoma laty tutaj w pokaźnej grupie forumowej się przewietrzałem i teraz był czas na otrzepanie pajęczyny z zachowaneych przeżyć. Muszę przyznać, że L się nie dziwię, kiedy jest zauroczona swoimi kopczykami i nie chce za żadną cenę ich dla innych opuścić. Mnie się też podobają, tylko ja jestem już marnie deformowany. Mnie się podobają wszystkie kopczyki, które odwiedziłem. Przed tygodniem to były Karki i teraz Biesy. Tutaj miałem jednak więcej szczęścia na kompanów do dreptania. No i nie musiałem nic załatwiać. innocent

24.10.2013, dzień pierwszy
Moja anabaza rozpoczyna się w starodawnym grodzie Cieszyn. Tam włażę do autobuska, który codziennie kursuje w relacji Cieszyn - Krosno. Ja jednak jadę tylko do Nowego Sącza. Tam ma mnie odebrać mój współtowarzysz w podróży po B - Mieciur. Tym razem musiałem go wymienić za Tomtura, ponieważ ten nie nadąża za moimi przedsięwzięciami górskimi. Z tego też powodu na zdjęciach będzie tym razem widniała Mieciurowa osoba. No i będzie jeszcze jeden forumowicz, ale o tym później. Oprócz Mieciura, przywitała mnie na dworcu też Gosia3ek. Było jej żal, że nie mogła z nami w B. Chociaż był ktoś, kto nam życzył udanej wycieczki. Fajnie, że mogłem ją znów zobaczyć. Nieczęsto się spotyka dziewczyny tak pozytywnie górsko zakręcone. Siedzenie autobusa wymieniam teraz za siedzenie w Suzuki Samurai. Nowe cacko Mieciura do pokonywania odległości. Łazik nas ostatecznie przemieszcza do docelowych kopczyków. Dzisiaj nie mamy zamiaru robić żadnych wyczynów kopczykowych, tylko usadowić się u podnóża gór, żeby rano bez większej straty czasu targnąć się na szczyty. Pierwsze legowisko mamy w Komańczy. Tam w schronisku PTTK gospodaruje Lotka, następny forumowicz godny do poznania. Moje postanowienia:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=5097
trzeba spełniać. Byliśmy przyjęci gorąco. Napojeni i nakarmieni. No i ciacho na koniec - pycha.
[attachment=58936]
Jako przyjazny do wszelakich napojów turystycznych, wypróbowałem tutejszego Komana. Jak ja lubię ten nastrój, kiedy przy tym napoju turystycznym jest na dodatek pusto w schronisku.

25.10.2013, dzień drugi
Rano żegnamy się ze schroniskiem i jego obsadą w Komańczy (na pewno tam jeszcze wrócę) i trzeba nam już do samego serca B dotrzeć. Dzisiaj nie jest w planie żadne obijanie się. Będzie to powtórka z przed dwu lat. Połonina Wetlińska z dodatkiem odwiedzin Smereka. Samurai podwozi nas do Wetliny. Jego i niepotrzebne rzeczy zostawiamy przy następnej zagrodzie noclegowej - Schronisko pod Wysoką Połoniną. Ze słoneczną pogodą nad głowami wyruszamy do Przełęczy Orłowicza. W tym roku jest całkiem inaczej. Chodnik suchy jak pieprz. Nawet było groteskowo. Przed dwoma laty niektórzy mieli błotko aż po
[attachment=58937]
i dlatego nie zwlekając ubieramy stułptuty. Po jakimś czasie je zdejmujemy. Nogi nam się parzyły. Nareszcie też mogłem podziwiać jakieś kopczyki.
[attachment=58938]
Miałem tylko jedno zastrzeżenie. Wystarczyło mi, że na razie widzę z połoniny tylko Hnatowe Berdo (1187 m), ale że była zamknięta budka z piwem, to byłem zły. Nie lubię, jak miejscowi biznesmeni są nastawieni tylko na sezonowych turystów. A ja to co? Od macochy jestem, żeby nie dbać o mnie? Sucho na drodze, sucho w ustach, trzeba dreptać dalej. Mile mnie zaskoczyło, że już raz przeze mnie dreptana ścieżka, jakoś mi się wydawała krótsza.
[attachment=58939][attachment=58940]
To było chyba spowodowane tym, że Mieciur ma śmielsze tempo niż Tomtur i mnie trzeba było dotrzymywać tego tempa. O tej porze bukowe lasy już są bez liści, co nadawało im inny charakter. Dlatego mogłem prędzej widzieć, że już całkiem blisko jest nasz pierwszy wierzchołek - Smerek (1222 m). Osiągnięcie Przełęczy Orłowicza (1099 m) nas na dłuższy czas wyprowadza nad las.
[attachment=58941][attachment=58942]
Kto zauważy największą różnicę obu zdjęć oprocz tego, że jestem starszy o dwa lata? Ten, kto zgadywał, że mam po dwu latach więcej obite kijki, ten ma lane piwo na Filipce darmowo. Widać, że się przez ten czas nie obijałem. Odbijamy w lewo, żeby poptarzeć co to za góra ten Smerek.
[attachment=58943][attachment=58944]
Na skraju wierzchołka jesteśmy o 11:00, co nam to trwało z Wetliny więcej jak 1,5 godziny. Właściwy punkt kulminacyjny jest trochę w bok. Jednak my trzymamy się nakazu, żeby tam nie dreptać trawnika i nie zwiedzamy to miejsce. Od teraz z niecierpliwością spoglądam w dal, gdzie widnieje następny cel.
[attachment=58945]
Powracamy na przełęcz i mój wzrok zaczyna przykuwać jeden z TOP miejsc w B a to Połonina Wetlinska ze swoimi kopczykami - Roh, Osadzki, Hnatowe Berdo. Nie zapominam też na Smereka.
[attachment=58946]
Ten przy spojrzeniu wstecz, jakby się domagał uznania, że też jest częścią P. Wetlińskiej. Czym dalej Smerek, tym bliżej nasza główna trójca. Z trójcy możemy tylko odwiedzić tylko ten środkowy - Osadzki (1253 m).
[attachment=58947]
Stoi w jednym szeregu z Hasiakową Skałą z Puchatkiem, P. Caryńską i we mgle jeszcze z Tarnicą jak jeden żołnierz. Po kopczykach w stylu połonin drepcze mi się fajnie. Co godzina to jakieś nowe odwiedzone stanowisko z nieustającymi widokami. O 12:30 znów wierzchołek. Na Osadzkach szybka sesja zdjęciowa
[attachment=58948][attachment=58949]
Najpierw magnetyzujący Smerek jako przeszłość i o 180 stopni odwrócone Hasiakowe Skałki z Puchatkiem jako przyszłość. Dlaczego szybka sesja? Widać na pierwszym zdjęciu. Właśnie tutaj przygotowowali się do sesji zdjęciowej nowożeńcy. Mają mój podziw. Chyba w tych strojach musieli przyjść minimalnie od Puchatka. To muszą być prawdziwi górole, kiedy najładniejszy dzień we wspólnym życiu upamiętnili w górach. Wierzchołki wierzchołkami, ale ja lubię też schroniska na trasie. I teraz zaczyna się taki moment, kiedy przybliża się jedno - Chatka (Kubusia) Puchatka.
[attachment=58950][attachment=58951]
Jeszcze przed dotarciem do schroniska oglądam się za siebie i mogę potwierdzić, że główne punkty Wetlińskiej prezentują się też wykwintnie od tej strony. Jednak w tym momencie schronisko jest ważniejsze. Znów nie daruję sobie porównać nastrój pogodowy przed dwiema laty i teraz.
[attachment=58952][attachment=58953]
Nawet coś więcej. Mogę pokazać jak się prezentowali forumowicze wtedy i teraz. Mam tutaj trochę ruchomych obrazków:
wtedy http://www.youtube.com/watch?v=vvokTTgxu_s
i teraz http://www.youtube.com/watch?v=LyOKFJvJV...e=youtu.be
Dla mnie takie dokumenty mają niezmierną wartość. Będę miał na co wspominać i patreć, kiedy już nie będę mógł i na takie kretowiska wychodzić. Faktycznie sobie z Mieciurem używamy osiągnięcie tego punktu programu. Mamy dopiero 13:00 i nie ma się gdzie śpieszyć. Czeka nas tylko skulanie się do Wetliny.
[attachment=58954]
Pozwolę sobie jeszcze jedno foto na Caryńską od schroniska i czas powoli myśleć na zakończenie dzisiejszej wycieczki. W dół schodzimy najpierw żółtym i następnie czarnym szlakiem. Ten nas zaprowadził do całkiem opuszczonego campingu w Górnej Wetlince. Mamy godzinę 15:00 i zdawało by się, że po 5,5 godzinie drałowania mamy szlus. No tak, ale według mapy trzeba było jeszcze pospacerować sobie asfaltem. W przeliczeniu do rzeczywistości to było więcej jak godzina dreptania, ponieważ napotykamy znów na ten zły obyczaj w B. Nastawienie regionu dla sezonowych turystów. Autobusy już nie jeżdżą. Jednak w Bieszczadach jeżdżą dobrzy ludzie. Ci nas uratowali. Sami od siebie nam zaproponowali podwiezienie. Jeszcze do dzisiaj temu nie rozumiem. Wystarczy popatrzeć na mnie i Mieciura i każdemu musi być jasne, że takim typkom się nie zatrzymuje na drodze. Mogę tylko jeszcze raz podziękować nieznajomej parze. Dojeżdżamy do naszego noclegowiska, zakwaterowanie i późny obiad. Możecie zgadywać co ja z Mieciurem mogliśmy sobie zamówić do jedzenia. Po napełnieniu brzuchów, czeka nas jeszcze jedna miła chwila. Do naszej dwójki ma dołączyć kolejny forumowicz - Tomasz RT. I też tak się stało. Do późnej nocy przy napoju turystycznym sobie gawędziliśmy o wszystkim i o wszystkich. Zakończę jedną myślą: "Trzeba uczestniczyć na wszystkich imprezach. Tam, gdzie Ciebie brakuje, tam Ciebie omawiają". Dobranoc.

Cdn... kiedyś Shy
Stron: 1 2 3
Przekierowanie