Bieszczady 2013 - tym razem na sucho
W tym roku udało mi się w październiku przewietrzyć tyłek w dwu całkiem odległych od siebie destynacjach. W miniony weekend to były Karkonosze (relacja jest opisana tu:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthre...&page=last
i teraz w dniach 24. - 28.10.2013 buszowałem w świętych miejscach Lucyny - Bieszczadach (B). Też tak wypadło, że akurat przed dwoma laty tutaj w pokaźnej grupie forumowej się przewietrzałem i teraz był czas na otrzepanie pajęczyny z zachowaneych przeżyć. Muszę przyznać, że L się nie dziwię, kiedy jest zauroczona swoimi kopczykami i nie chce za żadną cenę ich dla innych opuścić. Mnie się też podobają, tylko ja jestem już marnie deformowany. Mnie się podobają wszystkie kopczyki, które odwiedziłem. Przed tygodniem to były Karki i teraz Biesy. Tutaj miałem jednak więcej szczęścia na kompanów do dreptania. No i nie musiałem nic załatwiać.
24.10.2013, dzień pierwszy
Moja anabaza rozpoczyna się w starodawnym grodzie Cieszyn. Tam włażę do autobuska, który codziennie kursuje w relacji Cieszyn - Krosno. Ja jednak jadę tylko do Nowego Sącza. Tam ma mnie odebrać mój współtowarzysz w podróży po B - Mieciur. Tym razem musiałem go wymienić za Tomtura, ponieważ ten nie nadąża za moimi przedsięwzięciami górskimi. Z tego też powodu na zdjęciach będzie tym razem widniała Mieciurowa osoba. No i będzie jeszcze jeden forumowicz, ale o tym później. Oprócz Mieciura, przywitała mnie na dworcu też Gosia3ek. Było jej żal, że nie mogła z nami w B. Chociaż był ktoś, kto nam życzył udanej wycieczki. Fajnie, że mogłem ją znów zobaczyć. Nieczęsto się spotyka dziewczyny tak pozytywnie górsko zakręcone. Siedzenie autobusa wymieniam teraz za siedzenie w Suzuki Samurai. Nowe cacko Mieciura do pokonywania odległości. Łazik nas ostatecznie przemieszcza do docelowych kopczyków. Dzisiaj nie mamy zamiaru robić żadnych wyczynów kopczykowych, tylko usadowić się u podnóża gór, żeby rano bez większej straty czasu targnąć się na szczyty. Pierwsze legowisko mamy w Komańczy. Tam w schronisku PTTK gospodaruje Lotka, następny forumowicz godny do poznania. Moje postanowienia:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=5097
trzeba spełniać. Byliśmy przyjęci gorąco. Napojeni i nakarmieni. No i ciacho na koniec - pycha.
[
attachment=58936]
Jako przyjazny do wszelakich napojów turystycznych, wypróbowałem tutejszego Komana. Jak ja lubię ten nastrój, kiedy przy tym napoju turystycznym jest na dodatek pusto w schronisku.
25.10.2013, dzień drugi
Rano żegnamy się ze schroniskiem i jego obsadą w Komańczy (na pewno tam jeszcze wrócę) i trzeba nam już do samego serca B dotrzeć. Dzisiaj nie jest w planie żadne obijanie się. Będzie to powtórka z przed dwu lat. Połonina Wetlińska z dodatkiem odwiedzin Smereka. Samurai podwozi nas do Wetliny. Jego i niepotrzebne rzeczy zostawiamy przy następnej zagrodzie noclegowej - Schronisko pod Wysoką Połoniną. Ze słoneczną pogodą nad głowami wyruszamy do Przełęczy Orłowicza. W tym roku jest całkiem inaczej. Chodnik suchy jak pieprz. Nawet było groteskowo. Przed dwoma laty niektórzy mieli błotko aż po
[
attachment=58937]
i dlatego nie zwlekając ubieramy stułptuty. Po jakimś czasie je zdejmujemy. Nogi nam się parzyły. Nareszcie też mogłem podziwiać jakieś kopczyki.
[
attachment=58938]
Miałem tylko jedno zastrzeżenie. Wystarczyło mi, że na razie widzę z połoniny tylko Hnatowe Berdo (1187 m), ale że była zamknięta budka z piwem, to byłem zły. Nie lubię, jak miejscowi biznesmeni są nastawieni tylko na sezonowych turystów. A ja to co? Od macochy jestem, żeby nie dbać o mnie? Sucho na drodze, sucho w ustach, trzeba dreptać dalej. Mile mnie zaskoczyło, że już raz przeze mnie dreptana ścieżka, jakoś mi się wydawała krótsza.
[
attachment=58939][
attachment=58940]
To było chyba spowodowane tym, że Mieciur ma śmielsze tempo niż Tomtur i mnie trzeba było dotrzymywać tego tempa. O tej porze bukowe lasy już są bez liści, co nadawało im inny charakter. Dlatego mogłem prędzej widzieć, że już całkiem blisko jest nasz pierwszy wierzchołek - Smerek (1222 m). Osiągnięcie Przełęczy Orłowicza (1099 m) nas na dłuższy czas wyprowadza nad las.
[
attachment=58941][
attachment=58942]
Kto zauważy największą różnicę obu zdjęć oprocz tego, że jestem starszy o dwa lata? Ten, kto zgadywał, że mam po dwu latach więcej obite kijki, ten ma lane piwo na Filipce darmowo. Widać, że się przez ten czas nie obijałem. Odbijamy w lewo, żeby poptarzeć co to za góra ten Smerek.
[
attachment=58943][
attachment=58944]
Na skraju wierzchołka jesteśmy o 11:00, co nam to trwało z Wetliny więcej jak 1,5 godziny. Właściwy punkt kulminacyjny jest trochę w bok. Jednak my trzymamy się nakazu, żeby tam nie dreptać trawnika i nie zwiedzamy to miejsce. Od teraz z niecierpliwością spoglądam w dal, gdzie widnieje następny cel.
[
attachment=58945]
Powracamy na przełęcz i mój wzrok zaczyna przykuwać jeden z TOP miejsc w B a to Połonina Wetlinska ze swoimi kopczykami - Roh, Osadzki, Hnatowe Berdo. Nie zapominam też na Smereka.
[
attachment=58946]
Ten przy spojrzeniu wstecz, jakby się domagał uznania, że też jest częścią P. Wetlińskiej. Czym dalej Smerek, tym bliżej nasza główna trójca. Z trójcy możemy tylko odwiedzić tylko ten środkowy - Osadzki (1253 m).
[
attachment=58947]
Stoi w jednym szeregu z Hasiakową Skałą z Puchatkiem, P. Caryńską i we mgle jeszcze z Tarnicą jak jeden żołnierz. Po kopczykach w stylu połonin drepcze mi się fajnie. Co godzina to jakieś nowe odwiedzone stanowisko z nieustającymi widokami. O 12:30 znów wierzchołek. Na Osadzkach szybka sesja zdjęciowa
[
attachment=58948][
attachment=58949]
Najpierw magnetyzujący Smerek jako przeszłość i o 180 stopni odwrócone Hasiakowe Skałki z Puchatkiem jako przyszłość. Dlaczego szybka sesja? Widać na pierwszym zdjęciu. Właśnie tutaj przygotowowali się do sesji zdjęciowej nowożeńcy. Mają mój podziw. Chyba w tych strojach musieli przyjść minimalnie od Puchatka. To muszą być prawdziwi górole, kiedy najładniejszy dzień we wspólnym życiu upamiętnili w górach. Wierzchołki wierzchołkami, ale ja lubię też schroniska na trasie. I teraz zaczyna się taki moment, kiedy przybliża się jedno - Chatka (Kubusia) Puchatka.
[
attachment=58950][
attachment=58951]
Jeszcze przed dotarciem do schroniska oglądam się za siebie i mogę potwierdzić, że główne punkty Wetlińskiej prezentują się też wykwintnie od tej strony. Jednak w tym momencie schronisko jest ważniejsze. Znów nie daruję sobie porównać nastrój pogodowy przed dwiema laty i teraz.
[
attachment=58952][
attachment=58953]
Nawet coś więcej. Mogę pokazać jak się prezentowali forumowicze wtedy i teraz. Mam tutaj trochę ruchomych obrazków:
wtedy
http://www.youtube.com/watch?v=vvokTTgxu_s
i teraz
http://www.youtube.com/watch?v=LyOKFJvJV...e=youtu.be
Dla mnie takie dokumenty mają niezmierną wartość. Będę miał na co wspominać i patreć, kiedy już nie będę mógł i na takie kretowiska wychodzić. Faktycznie sobie z Mieciurem używamy osiągnięcie tego punktu programu. Mamy dopiero 13:00 i nie ma się gdzie śpieszyć. Czeka nas tylko skulanie się do Wetliny.
[
attachment=58954]
Pozwolę sobie jeszcze jedno foto na Caryńską od schroniska i czas powoli myśleć na zakończenie dzisiejszej wycieczki. W dół schodzimy najpierw żółtym i następnie czarnym szlakiem. Ten nas zaprowadził do całkiem opuszczonego campingu w Górnej Wetlince. Mamy godzinę 15:00 i zdawało by się, że po 5,5 godzinie drałowania mamy szlus. No tak, ale według mapy trzeba było jeszcze pospacerować sobie asfaltem. W przeliczeniu do rzeczywistości to było więcej jak godzina dreptania, ponieważ napotykamy znów na ten zły obyczaj w B. Nastawienie regionu dla sezonowych turystów. Autobusy już nie jeżdżą. Jednak w Bieszczadach jeżdżą dobrzy ludzie. Ci nas uratowali. Sami od siebie nam zaproponowali podwiezienie. Jeszcze do dzisiaj temu nie rozumiem. Wystarczy popatrzeć na mnie i Mieciura i każdemu musi być jasne, że takim typkom się nie zatrzymuje na drodze. Mogę tylko jeszcze raz podziękować nieznajomej parze. Dojeżdżamy do naszego noclegowiska, zakwaterowanie i późny obiad. Możecie zgadywać co ja z Mieciurem mogliśmy sobie zamówić do jedzenia. Po napełnieniu brzuchów, czeka nas jeszcze jedna miła chwila. Do naszej dwójki ma dołączyć kolejny forumowicz - Tomasz RT. I też tak się stało. Do późnej nocy przy napoju turystycznym sobie gawędziliśmy o wszystkim i o wszystkich. Zakończę jedną myślą: "
Trzeba uczestniczyć na wszystkich imprezach. Tam, gdzie Ciebie brakuje, tam Ciebie omawiają". Dobranoc.
Cdn... kiedyś
