25-05-2010, 10:05 PM
Motto (dedykacja własna dla Mieciura): "Krzychu, to co spożywałeś na Smrekowicy nie był "utopenec", tylko coś ostrego co się za niego podszywało. Postanowiłem jednak zafundować Ci przy najbliższej okazji jeszcze jedną rundę już z prawdziwym utopencem z dodatkiem napoju turystycznego."
Nie wiem co komu zrobiłem, ale otrzymałem chyba jakieś piętno z wyznaczonym napisem "Ten, co pisze relacje z Biby". Zwierzchnia administracja znowu zleciła mi zadanie opisać przeżycia bibowiczów GŚ podczas wędrówki po Wielkiej Fatrze (WF). Postaram się nie zanudzać i uprzednio przeprosić za mój styl i błędy.
Dane techniczne:
DOBA : 21.5. - 23.5.2010
PRZESTRZEŃ: część głównej grani WF na odcinku Ostriedok - Ploská i liptowska (prawa) odnoga na odcinku Ploská - Ružomberok, Słowacja
OBJEKTY (do spania): Chata pod Borišovom (Ch p/B) i vojenská zotavovňa Smrekovica (VZS)
ODLEGŁOŚĆ (obliczone z czasu wyznaczonego na mapie): 22 km (1100 m przewyższenia), 17 km (600 m przewyższenia), 19 km (100 m przewyższenia)
CZAS: 7:10 godz., 5:00 godz. i 4:50 godz. (wg mapy)
SUBJEKTY:
w kolejności alfabetycznej - Gosia3czek, Mallaidh, Mieciur, Stasiu, Tomtur
21.5.2010, dzień pierwszy
Ružomberok na nas czeka otworem. Tomtur i ja dojeżdżamy na umówione miejsce (parking przy Kuflandzie) o 8:15, grupa sądecka - Gosia, Mallaidh i Meciur w pół godziny po nas. Postanawiamy dalej jechać innym środkiem lokomocji. Do jego odjazdu mamy 1 godzinkę i wolny czas spędzamy okupywaniem pobliskiego Kauflandu. Jedziemy przecież do kraju misiów i trzeba się zaopatrzyć w porządne zapasy. Nie wiadomo jaka posucha nas może napotkać a misie chyba nie lubią sprzedawać swoich zapasów. Po odpowiednich zakupach idziemy na przystanek autobusów.
[attachment=31250]
Tutaj mamy jeszcze buźki wyśmiane, spodnie czyste i buty niezabłocone. O 9:45 wsiadamy w autobus. Płacimy 1,20 Euro za siebie i 0,15 Euro za plecak, żeby dojechać do wioski w głąb gór - Vyšná Revúca (720 m). Pasażerami autobusu są kobieciny powracające z zakupów do domu i dlatego nie powtarza się scenariusz z przed roku, kiedy integrowaliśmy się za pomocą malinówki.
Dojeżdżamy do celu i robimy pierwszą korektę. Postanawiamy wyruszyć mokrym wariantem, zakwaterować się i potem na lekko (bez worów) dorobić dalszą trasę. Nad takim planem trzeba się dobrze zastanowić i zrobić ewentualnie zdjęcie. Pierwszy nasz cel to Sedlo Ploskej i samotna Ploská (1532 m). O 11:00 start ostry. Ruszamy żwawo, sił jest sporo i chodnik jest taki akurat na rozgrzewkę. Pokazują się nam też pierwsze kopczyki WF.
[attachment=31252] - Čierny kameň
[attachment=31253] - Gosia na tle Rakytova
W połowie drogi do siodła przechodzimy koło szałasu. Jeszcze przed miesiącem było tutaj pusto i Tomtur chciał się tutaj zakwaterować. Teraz już tu byli inni osadnicy a przybytek bacy pilnowały już pieski, odstraszając nie tylko misie, ale i turystów.
[attachment=31254]
Tych 800 m przewyższenia na Ploską daje się jednak uczestnikom we znaki i dlatego przy każdym postoju trzeba nabrać nowych sił przed następną wspinaczką ([attachment=31255]. Wszystko męczące raz musi się skończyć [attachment=31256] i bez strat na ludziach osiągamy półmetek - Sedlo Ploskej [attachment=31257]. Z tąd na szczyt Ploskej mamy co by puszką po piwie rzucił. Jest to też siodło, z którego podchodzi się najłatwiej na samotny wierzchołek. Ruszamy jak konie za wodą, żeby osiągnąć ten punkt kulminacyjny.
[attachment=31258]
13:45 jesteśmy na wierzchołku "odwróconej do góry dnem miski". Faktycznie, widoki są tylko dalekie [attachment=31259]. Zapowiadamy tylko krótki odpoczynek. Ch p/B jest już gdzieś blisko. Jeszcze jej nie widać, ale szósty zmysł każdego górołaza daje to wyczuć. Schodzimy z "miski" na drugą stronę i zaraz też pokazuje się nam upragniony cel - Ch p/B.
[attachment=31260]
Do wszystkich wstąpiła nowa siła, pognali jak ćmy za światłem. Tam będzie można po dzisiejszy dzień zrzucić ciężkie wory. Aha. Jeszcze jedno zapomniałem dodać. W mini wyprawie 5 osób była jedna dziewczyna - Gosia. Żeby zasłużyć na ten zaszczyt wędrować z prawdziwymi mężczyznami, musiała przejść przez parę męskich zadań. Podczas odpoczynku przy chacie nastał czas na pierwsze zadanie. Wszystkim jest znane, że Gosia nie lubi jeść tłustego mięsiwa. Z tej okazji Tomtur zakupił tłusty boczek i jeden kawałek musiała zjeść prawie ona. Prawda, trochę Mallaidh musiał jej pomóc, ale w końcu smakowity kąsek został wchłonięty przez jej usta.
[attachment=31261]
Po zakwaterowaniu (podrożeli - 7 Euro za noc) i krótkim odpoczynku zastanawiamy się co dalej. Trzeba rozdzielić funkcje. Ciągniemy losy i wychodzi to tak. Tomtur i Mallaidh będą pilnować chałupy, naszych rzeczy i wspierać drugą grupę w postaci bazy widokowej na Borišove. Reszta, tzn. Gosia, Meciur i ja mamy za zadanie osiągnąć punkt na wysokości 1592 m - Ostriedok. Grupa wypadowa wyrusza o 15:30, grupa wspierająca zajmuje na łóżkach pozycje leżące, żeby wypełnić pierwsze dwa zadania. Do wypełnienia trzeciego zadania - zajęcia stanowiska na Borišove - mają jeszcze czas. Najpierw trzeba od chaty trawersem obejść Ploske i przedostać się na główny szlak. To nam nie przyswaja trudności. Niemal z każdego miejsca widać naszą bazę noclegową - Ch p/B usytuowaną pod charakterystycznym Borišovom.
[attachment=31262]
Jednak trzeba myśleć co jest naszykowane przed nami i próbujemy wypatrzeć naznak szlaku na czekających nas kopczykach. Najpierw lajtowe Chyžky, potem trochę straszący Suchý vrch i w tyle grzbiet Ostriedka.
[attachment=31263]
Aczkolwiek scieżka nie prowadziła przez wierzchołek Suchého vrchu, ale prawym trawersem, było to dla mnie uciążliwe podejście.
[attachment=31264]
Po pokonaniu tego skalnego stożka, już nic poważnego nie stało nam na przeszkodzie. Goły najwyższy kopczyk WF - Ostriedok - aż sam się prosił, żeby na niego wyjść.
[attachment=31265]
Najwyższy punkt osiągamy około 17:30. Widoki z wierzchołka były rzecz jasna wyśmienite. Na północ już znane tereny z dominantą Ploskej i Borišova. Mnie jednak oko uciekało w stronę południową. Tam był widać dalszy przebieg głównego grzbietu aż po Križnou z przekaźnikiem wojskowym.
[attachment=31266]
Trzeba było jednak odpuścić sobie ten odcinek i zostawić na inne czasy. Nas czeka jeszcze powrót na Ch p/B a dzień zaczyna powoli więdnąć. Ładną pogodę i chwilę odpoczynku na wierzchołku wykorzystujemy do górskich pogaduszek.
[attachment=31267]
Rozmowa o wspólnym zainteresowaniu kopczykami usypia naszą czujność. Nagle za plecami słyszymy w oddali jakiś pomruk. Nie, nie były to misie. To nadciągała normalna burza. Trzeba było czmychać z tego miejsca czym prędzej, ponieważ mogliśmy się stać łatwym jej celem.
[attachment=31268]
Ciekawe o czym w tym czasie myśleli nasi dwaj strażnicy z pewnością patrzących przez okna chałupy. Na szczęście burza się o nas tylko trochę otarła i przeszła bokiem. Minimalnie nas sprawdziła czy zawsze jesteśmy przygotowani do jej nadejścia i jak szybko ubierzemy się w nieprzemakalne ciuszki. Powrotna droga zleciała szybko. Jeszcze ostatnie spojrzenie na nasz jutrzejszy główny cel - Rakytov [attachment=31269] i o 20:30 jesteśmy pod dachem noclegowego przybytku. Jako nagrodę za ten wyczyn mamy przygotowaną kolację. Ściśle mówiąc tylko Gosia. Była grzeczna i dlatego od Mallaidha otrzymała kluski owocowe na parze zakupione z miejscowej oferty. Ja z Mieciurem musieliśmy zaspokoić głód suchym prowiantem.
[attachment=31270]
O czym się mówiło przy wieczornym stole wiem tylko na pół ucha. Zasypiałem ze zmęczenia i jedyne co pamiętam to, że Tomtur szturchał mnie co chwila i ponaglał mnie do jedzenia i picia.
Dobranoc.
koniec pierwszego dnia
cdn...
Nie wiem co komu zrobiłem, ale otrzymałem chyba jakieś piętno z wyznaczonym napisem "Ten, co pisze relacje z Biby". Zwierzchnia administracja znowu zleciła mi zadanie opisać przeżycia bibowiczów GŚ podczas wędrówki po Wielkiej Fatrze (WF). Postaram się nie zanudzać i uprzednio przeprosić za mój styl i błędy.
Dane techniczne:
DOBA : 21.5. - 23.5.2010
PRZESTRZEŃ: część głównej grani WF na odcinku Ostriedok - Ploská i liptowska (prawa) odnoga na odcinku Ploská - Ružomberok, Słowacja
OBJEKTY (do spania): Chata pod Borišovom (Ch p/B) i vojenská zotavovňa Smrekovica (VZS)
ODLEGŁOŚĆ (obliczone z czasu wyznaczonego na mapie): 22 km (1100 m przewyższenia), 17 km (600 m przewyższenia), 19 km (100 m przewyższenia)
CZAS: 7:10 godz., 5:00 godz. i 4:50 godz. (wg mapy)
SUBJEKTY:
w kolejności alfabetycznej - Gosia3czek, Mallaidh, Mieciur, Stasiu, Tomtur
21.5.2010, dzień pierwszy
Ružomberok na nas czeka otworem. Tomtur i ja dojeżdżamy na umówione miejsce (parking przy Kuflandzie) o 8:15, grupa sądecka - Gosia, Mallaidh i Meciur w pół godziny po nas. Postanawiamy dalej jechać innym środkiem lokomocji. Do jego odjazdu mamy 1 godzinkę i wolny czas spędzamy okupywaniem pobliskiego Kauflandu. Jedziemy przecież do kraju misiów i trzeba się zaopatrzyć w porządne zapasy. Nie wiadomo jaka posucha nas może napotkać a misie chyba nie lubią sprzedawać swoich zapasów. Po odpowiednich zakupach idziemy na przystanek autobusów.
[attachment=31250]
Tutaj mamy jeszcze buźki wyśmiane, spodnie czyste i buty niezabłocone. O 9:45 wsiadamy w autobus. Płacimy 1,20 Euro za siebie i 0,15 Euro za plecak, żeby dojechać do wioski w głąb gór - Vyšná Revúca (720 m). Pasażerami autobusu są kobieciny powracające z zakupów do domu i dlatego nie powtarza się scenariusz z przed roku, kiedy integrowaliśmy się za pomocą malinówki.
Dojeżdżamy do celu i robimy pierwszą korektę. Postanawiamy wyruszyć mokrym wariantem, zakwaterować się i potem na lekko (bez worów) dorobić dalszą trasę. Nad takim planem trzeba się dobrze zastanowić i zrobić ewentualnie zdjęcie. Pierwszy nasz cel to Sedlo Ploskej i samotna Ploská (1532 m). O 11:00 start ostry. Ruszamy żwawo, sił jest sporo i chodnik jest taki akurat na rozgrzewkę. Pokazują się nam też pierwsze kopczyki WF.
[attachment=31252] - Čierny kameň
[attachment=31253] - Gosia na tle Rakytova
W połowie drogi do siodła przechodzimy koło szałasu. Jeszcze przed miesiącem było tutaj pusto i Tomtur chciał się tutaj zakwaterować. Teraz już tu byli inni osadnicy a przybytek bacy pilnowały już pieski, odstraszając nie tylko misie, ale i turystów.
[attachment=31254]
Tych 800 m przewyższenia na Ploską daje się jednak uczestnikom we znaki i dlatego przy każdym postoju trzeba nabrać nowych sił przed następną wspinaczką ([attachment=31255]. Wszystko męczące raz musi się skończyć [attachment=31256] i bez strat na ludziach osiągamy półmetek - Sedlo Ploskej [attachment=31257]. Z tąd na szczyt Ploskej mamy co by puszką po piwie rzucił. Jest to też siodło, z którego podchodzi się najłatwiej na samotny wierzchołek. Ruszamy jak konie za wodą, żeby osiągnąć ten punkt kulminacyjny.
[attachment=31258]
13:45 jesteśmy na wierzchołku "odwróconej do góry dnem miski". Faktycznie, widoki są tylko dalekie [attachment=31259]. Zapowiadamy tylko krótki odpoczynek. Ch p/B jest już gdzieś blisko. Jeszcze jej nie widać, ale szósty zmysł każdego górołaza daje to wyczuć. Schodzimy z "miski" na drugą stronę i zaraz też pokazuje się nam upragniony cel - Ch p/B.
[attachment=31260]
Do wszystkich wstąpiła nowa siła, pognali jak ćmy za światłem. Tam będzie można po dzisiejszy dzień zrzucić ciężkie wory. Aha. Jeszcze jedno zapomniałem dodać. W mini wyprawie 5 osób była jedna dziewczyna - Gosia. Żeby zasłużyć na ten zaszczyt wędrować z prawdziwymi mężczyznami, musiała przejść przez parę męskich zadań. Podczas odpoczynku przy chacie nastał czas na pierwsze zadanie. Wszystkim jest znane, że Gosia nie lubi jeść tłustego mięsiwa. Z tej okazji Tomtur zakupił tłusty boczek i jeden kawałek musiała zjeść prawie ona. Prawda, trochę Mallaidh musiał jej pomóc, ale w końcu smakowity kąsek został wchłonięty przez jej usta.
[attachment=31261]
Po zakwaterowaniu (podrożeli - 7 Euro za noc) i krótkim odpoczynku zastanawiamy się co dalej. Trzeba rozdzielić funkcje. Ciągniemy losy i wychodzi to tak. Tomtur i Mallaidh będą pilnować chałupy, naszych rzeczy i wspierać drugą grupę w postaci bazy widokowej na Borišove. Reszta, tzn. Gosia, Meciur i ja mamy za zadanie osiągnąć punkt na wysokości 1592 m - Ostriedok. Grupa wypadowa wyrusza o 15:30, grupa wspierająca zajmuje na łóżkach pozycje leżące, żeby wypełnić pierwsze dwa zadania. Do wypełnienia trzeciego zadania - zajęcia stanowiska na Borišove - mają jeszcze czas. Najpierw trzeba od chaty trawersem obejść Ploske i przedostać się na główny szlak. To nam nie przyswaja trudności. Niemal z każdego miejsca widać naszą bazę noclegową - Ch p/B usytuowaną pod charakterystycznym Borišovom.
[attachment=31262]
Jednak trzeba myśleć co jest naszykowane przed nami i próbujemy wypatrzeć naznak szlaku na czekających nas kopczykach. Najpierw lajtowe Chyžky, potem trochę straszący Suchý vrch i w tyle grzbiet Ostriedka.
[attachment=31263]
Aczkolwiek scieżka nie prowadziła przez wierzchołek Suchého vrchu, ale prawym trawersem, było to dla mnie uciążliwe podejście.
[attachment=31264]
Po pokonaniu tego skalnego stożka, już nic poważnego nie stało nam na przeszkodzie. Goły najwyższy kopczyk WF - Ostriedok - aż sam się prosił, żeby na niego wyjść.
[attachment=31265]
Najwyższy punkt osiągamy około 17:30. Widoki z wierzchołka były rzecz jasna wyśmienite. Na północ już znane tereny z dominantą Ploskej i Borišova. Mnie jednak oko uciekało w stronę południową. Tam był widać dalszy przebieg głównego grzbietu aż po Križnou z przekaźnikiem wojskowym.
[attachment=31266]
Trzeba było jednak odpuścić sobie ten odcinek i zostawić na inne czasy. Nas czeka jeszcze powrót na Ch p/B a dzień zaczyna powoli więdnąć. Ładną pogodę i chwilę odpoczynku na wierzchołku wykorzystujemy do górskich pogaduszek.
[attachment=31267]
Rozmowa o wspólnym zainteresowaniu kopczykami usypia naszą czujność. Nagle za plecami słyszymy w oddali jakiś pomruk. Nie, nie były to misie. To nadciągała normalna burza. Trzeba było czmychać z tego miejsca czym prędzej, ponieważ mogliśmy się stać łatwym jej celem.
[attachment=31268]
Ciekawe o czym w tym czasie myśleli nasi dwaj strażnicy z pewnością patrzących przez okna chałupy. Na szczęście burza się o nas tylko trochę otarła i przeszła bokiem. Minimalnie nas sprawdziła czy zawsze jesteśmy przygotowani do jej nadejścia i jak szybko ubierzemy się w nieprzemakalne ciuszki. Powrotna droga zleciała szybko. Jeszcze ostatnie spojrzenie na nasz jutrzejszy główny cel - Rakytov [attachment=31269] i o 20:30 jesteśmy pod dachem noclegowego przybytku. Jako nagrodę za ten wyczyn mamy przygotowaną kolację. Ściśle mówiąc tylko Gosia. Była grzeczna i dlatego od Mallaidha otrzymała kluski owocowe na parze zakupione z miejscowej oferty. Ja z Mieciurem musieliśmy zaspokoić głód suchym prowiantem.
[attachment=31270]
O czym się mówiło przy wieczornym stole wiem tylko na pół ucha. Zasypiałem ze zmęczenia i jedyne co pamiętam to, że Tomtur szturchał mnie co chwila i ponaglał mnie do jedzenia i picia.
Dobranoc.
koniec pierwszego dnia
cdn...


idealna na poczatek dnia 
te potwory już tam czyhają ? Ale na razie chyba w okrojonych siłach....wielkiego czarnego straszydła nie było?




)

